Niech nie zdradzi cię szum

Zachowanie anonimowości podczas publikacji zdjęć w internecie to trudne zadanie. Jeśli nawet uda nam się opublikować zdjęcia w taki sposób, że niemożliwe będzie zidentyfikowanie nas poprzez miejsce publikacji, musimy pamiętać, że same zdjęcie może w sobie przenosić wystarczająco danych pozwalających przypisać nam jego autorstwo, gdy w ręce władzy dostanie się nasz aparat. Każde cyfrowe urządzenie tego typu zostawia na zdjęciu wiele elementów, które są charakterystyczne dla konkretnego egzemplarza. Najczęściej jest to tzw. znacznik szumów, czyli rozkład zakłóceń na zdjęciu, który jest specyficzny dla konkretnego aparatu, będący czymś w rodzaju cyfrowego odcisku palca. Dodatkowo pliki ze zdjęciami zawierają sporo informacji dodatkowych w formacie EXIF, które też mogą służyć do identyfikacji aparatu.

Serwis Instructables publikuje krótki ilustrowany poradnik opisujący jakie kroki warto przedsięwziąć, gdy chcemy pozbyć się informacji identyfikujących ze zdjęć przed ich publikacją online. Warto o tym pamiętać.

  • dzięki za link 🙂

  • Sam problem identyfikacji po szumach CCD jest bardzo ciekawy, ale przedstawione sposoby obrony to półśrodki – chyba nie o to chodzi żeby zapisywać obrazy w tragicznej jakości. Poza tym, mogliby to sensownie przebadać przed publikacją – sprawdzić po zastosowaniu której z metod naprawdę nie da się zidentyfikować aparatu, a nie gdybać.

  • Żeby przebadać, trzeba umieć i się znać – a autor poradnika raczej błądzi po omacku.
    Ja bym do zagadnienia podszedł inaczej. Najpierw jakiś filtr wygładzający/odszumiający (blur/average/unsharp mask/edge preserving smooth), potem wprowadzenie własnego szumu (każdy większy edytor ma taką opcję z regulacją, plus istnieje wiele wtyczek kompatybilnych z Photoshopem dodających szum – żeby nie stosować ciągle tej samej).
    Kadrowanie – tak. Przeskalowywanie – tak, najlepiej z wykorzystaniem bardziej zaawansowanych algorytmów (lanchos, etc. – polecam np. darmowy Fast Stone Viewer).
    Generalnie im więcej manipulacji, tym większa szansa. Można wykorzystać jeszcze inne filtry, typu clarify. Co jeszcze? Np. korekcję temperatury światła, korekccję prespektywy/zniekształcenia (powinno być świetne), filtry typu soft focus (rozmycie i zmiana jasności niejednakowe na obszarze obrazu, można je zasymulować innymi środkami, jeśli nasz program czymś takim nie dysponuje) mogą być bardzo mylące. Bardzo dobre powinno być jeszcze obrócenie obrazka o niewielki kąt (albo „cyknięcie” go krzywo i wyprostowanie) – całkiem zmieni się układ tych „charakterystycznych punktów”.
    Skorzystałbym też może z jakiegoś programu do steganografii, czyli ukrywającego dowolny plik w obrazku – dodanie nadmiarowej, niezwiązanej informacji powinno skutecznie „zapaprać” obraz z punktu widzenia – jak mi się wydaje, programy takie ukrywają informacje korzystając z trzech ostatnich, „niedostrzegalnych” bitów, o których mowa w poradniku, a które służyć właśnie mają do rozpoznawania aparatu/matrycy.
    A w ogóle, jeśli mowa o tych trzech ostatnich bitach, to najlepiej poszukać znajomego programisty, który napisze nam program np. zerujący te bity, lub wprowadzający w nich intensywny szum – nie odbije się to na jakości obrazka, a zniszczy tę unikalną informację.
    A dla paranoików – do kompresji JPG używać różnych programów (różnych firm!) charakterystyka kompresji JPG różnych implementacji algorytmu powinna też być możliwa do zidentyfikowania (sprawdzone organoleptycznie – różne programy kompresują inaczej).

    A, no i najważniejsze. Matryce światłoczułe szumią tym mocniej, im wyższą mają temperaturę, a grzeją się przy pracy (nawet jeśli są tylko włączone) – przy niektórych (starszych zwłaszcza) można to wręcz dostrzec gołym okiem!. Dlatego – żadnych zdjęć rozgrzanym aparatem, dajmy mu przynajmniej ostygnąć przed zrobieniem „niebezpiecznego” zdjęcia. A jeszcze lepiej – schłodźmy go w lodówce. 😉

    To tyle z punktu widzenia amatora obróbki cyfrowej, pisane na podstawie znajomości ogólnych zasad i praw tejże obróbki. 😉