WiFi jak GPL

Odkąd mam iPoda touch, kwestia korzystania z rozmaitych punktów dostępowych żywotnie mnie interesuje. Jak dotąd, z dostępnością bywa różnie – trzeba się nachodzić, aby znaleźć darmowy punkt dostępowy. Co gorsza, często miejsca, które powinny korzystać z takiego sposobu przyciągania klientów: hotele, restauracje, galerie handlowe, itp., rzadko po niego sięgają (jak ktoś będzie w Poznaniu, polecam restaurację „Room 55” – nie dość, że znakomite steki z polędwicy, to jeszcze swobodnie dostępny internet). Już lepiej bywa w miejscach, których zazwyczaj nie łączymy z nowoczesną techniką i wychodzeniem naprzeciw klientom – czyli na przykład na dworcach PKP (na przykład w Krakowie, czy w Warszawie). Co jakiś czas dowiadujemy się o inicjatywach władz lokalnych polegających na uruchomieniu większych lub mniejszych sieci miejskich – ale wtedy najczęściej dostęp jest obwarowany pewnymi niedogodnościami, choćby w postaci konieczności otrzymania przez telefon kodu dostępowego (jak w Rzeszowie)- mój iPod nie podłączy się do nich i zacznie tak po prostu działać, jak ma to miejsce w przypadku normalnych otwartych punktów dostępowych.

Przyczyn jest wiele. Niechęć do tych, którzy często bez opamiętania korzystają z darmowego dostępu pozbawiając innych możliwości korzystania (aplikacje P2P skutecznie wykorzystują całe dostępne pasmo). Obawa przed włamaniami i dostępem do danych prywatnych. Strach przed oskarżeniami o działalność nielegalną (pornografia dziecięca, naruszanie praw autorskich), gdzie adres IP komputera dostępującego bywa używany jako „dowód”, że dane czyny popełnił właściciel punktu dostępowego. Chęć zarobienia na tych, którzy bez internetu czują się jak bez ręki – choć chyba lepiej byłoby zarobić na przyciąganiu ich do swojego biznesu, niż na samym dostępie do internetu.

Pewien Argentyńczyk – Martin Varsavsky – wpadł na pomysł, aby stworzyć ogólnoświatową sieć hotspotów, zwaną Fon, w której ich właściciele będą mieli dobry powód, aby dopuścić innych do swoich sieci. Sieć ta, zwana Fon, pozwala posiadaczom pewnego rodzaju punktu dostępowego na instalację specjalnego oprogramowania, które przekształci go w punkt sieci. Co ciekawsze, uczestnik programu ma możliwość wyboru dwóch sposobów uczestnictwa w sieci, zwanych „Bill” i „Linus”. Wybierając „Linusa” określa, że jego hotspot będzie za darmo dostępny dla innych zarejestrowanych użytkowników za darmo, w zamian za co on sam będzie korzystał z podobnego przywileju w zasięgu innych hotspotów do sieci. Podobnie jak przy licencji GPL, dostajesz coś za darmo, ale musisz też to samo za darmo udostępnić. W wariancie „Bill” właściciel punktu deklaruje, że będzie pobierała opłatę od innych użytkowników, zarejestrowanych lub nie, no i sam będzie musiał za dostęp płacić w przypadku konieczności korzystania z innego hotspotu należącego do sieci.

Mnie oczywiście podoba się wariant „Linusowy” i mam nadzieję, że generalnie on zwycięży w tym eksperymencie, gdyż widzę tu jakiś innowacyjny koncept. Powstanie kolejnej sieci płatnych hotspotów, nawet atrakcyjnie wycenionych, nie jest niczym ciekawym. Jak na razie, powodzenie przedsięwzięcia jest średnie i nie wiem, czy przyczyna tkwi po stronie koncepcji „Linusa” czy „Billa” – w Warszawie jest zaledwie kilka punktów dostępowych tej sieci.

A tak w ogóle, nie bardzo wyobrażam sobie przyszłość, gdzie bezprzewodowy internet nie jest swodobnie dostępny wszędzie i bez jakichś specjalnych kosztów (najlepiej za darmo).

Jedna myśl na temat “WiFi jak GPL”

  1. coz, z tego co kiedys czytalem, cholera wie na ile prawdziwego, wynikalo, ze wystarczyloby tylko kilka satelit, aby na calym globie miec rozsadny dostep do sieci.

Możliwość komentowania jest wyłączona.