Ja, Slashdot i Autodesk

Nie, nie napisali o mnie. W takim wypadku z pewnością mój hosting by tego nie wytrzymał. Udało mi się jednak zaproponować newsa, który został zaakceptowany i opublikowany – „eBay Seller Sues Autodesk for $10 Million„.

Historia mnie ta zainteresowała mnie szczególnie, gdyż szczerze popieram działania człowieka, który postanowił prawnie przeciwstawić się praktykom tej firmy. A sprawa dotyczy „sprzedaży” oprogramowania, które w pewnych przypadkach zamienia się w nic niewarte przyciski do papieru, o ile trochę tektury i plastiku nadaje się w ogóle do takiego celu. Niestety, płacąc kilkanaście tysięcy złotych za sztukę oprogramowania otrzymujemy jedynie nieprzenaszalną licencję na jego użytkowanie. Gdy oprogramowanie nie jest już nam więcej potrzebne, nie możemy go sprzedać komuś, kto miałby z niego dalszy pożytek.

Ze względu na rodzaj działalności, który prowadziłem ze wspólnikami, musieliśmy nabyć kilka sztuk produktów firmy Autodesk, za niebagatelną sumę ponad stu tysięcy złotych. Poużywaliśmy to oprogramowanie przez 2 lata, a potem na skutek sytuacji złej ekonomicznej naszej firmy, musieliśmy ją po prostu zamknąć. Zostało nam z tego niepotrzebne oprogramowanie, które chcieliśmy przekazać tym, którzy mogliby z niego skorzystać, a przy okazji odzyskać trochę pieniędzy z tamtej inwestycji. Niestety, programów Autodesku nie można odsprzedawać, bo zabrania tego licencja. Właściwie można, o ile firma się na to zgodzi, a ta godzić się nie chce, bo po co? Co z tego, że jest chętny na sprzedaż, chętny do kupna, cena została uzgodniona i satysfakcjonuje obie strony, a „właściciel” programu się nie zgadza. Takie jego zbójeckie prawo.

Gdybym zainwestował te pieniądze w maszyny, samochód, towar, itp. mógłbym to wszystko sprzedać i odzyskać przynajmniej część swoich pieniędzy. Ja bym był zadowolony, kupcy także, a pozyskane środki przeznaczyłbym na coś innego. Ale nie, dzięki „własności” intelektualnej musiałem okazać się frajerem. Cieszy mnie więc, że jest koleś, który zdecydował się na podjęcie jakichś kroków, które mogą ukrócić takie praktyki. Czy się uda, zobaczymy?

Nic też dziwnego, że tego typu osobiste doświadczenia jedynie utwierdziły mnie w moich poglądach na kwestie „własności” intelektualnej. Wydawanie własnych pieniędzy może wiele nauczyć.

  • Tylko porszę wziąć pod uwagę to że każdy chce zagarnąć jak najwięcje dla siebie. To nie są zamierzchłe czasy komunizmu w ktorych obowiązywala zasada : „Czy sie siedzi czy sie lezy dwa tysiace sie nalezy”. Nie da się pogodzić wszystkich stron, bo jednak nad tworzeniem danego programu siedziało trochę osób, także należy uszanować ich prace… Z drugiej strony jednak, wykupywać licencje na kazdy komputer to marnotrawienie pieniedzy. Chociaż tak myślę, że gdyby zakupić jedną wersję danego programu i zrobić komputer na którym jest ona zainstalowana dostępnym w sieci, to chyba nie bylo by to przestepstwem?

  • Ależ ja zapłaciłem producentowi i tym wszystkim, którzy ciężko pracowali nad programem sumę, której zażądali. I to za każde stanowisko, na którym program był używany. Oni zagarnęli jak najwięcej w swoją stronę – nakarmili swoje biedne dzieci.

  • MRT

    A jak chcesz zrobić coś na zlecenie miasta (kolorystyka, zagospodarowanie przestrzeni, cmentarz miejski), musisz mieć oryginalny program, co z jednej strony jest dziwne bo miasto sprawdza to i dzięki temu wydaje więcej pieniędzy niż za projekt robiony na piracie, mają to w dupie bo to przecież nie jest ich kasa ….

  • JF Sebastian

    Z ciekawosci, co to byla za dzialanosc?

  • Produkcja gier komputerowych.

  • I mnie praktycznie to samo spotkało z firmą InsERT z programem SUBIEKT. Program razem z komputerem sprzedała mi szczecińska firma KOMAKO. Po zapłaceniu okazało sie że wszystko razem nie współgra z moja drukarka fiskalną.
    KOMAKO się na to wypięło, spory miedzy firmami rozstrzyga sąd więc wyjściem było skierowanie sprawy do sądu. InsERT powiedział że nie jest zainteresowany w tym aby pomóc mi odsprzedać swój produkt komukolwiek innemu. W rezultacie nie użyte nigdy oprogramowanie stoi w pudełku, a ja wiem że KOMAKO i InsERT należy omijać z daleka i wszystkich innych przed nimi ostrzegać.

  • JF Sebastian

    Mi sie autodesk kojarzyl z branza budowlana czy projektowaniem elementow mechanicznych, nie wiedzialem ze stosuje sie to w produkcji gier:) Czlowiek uczy sie cale zycie…

  • Maciek (nie-autor)

    > Mi sie autodesk kojarzyl z branza
    > budowlana czy projektowaniem elementow
    > mechanicznych, nie wiedzialem ze stosuje
    > sie to w produkcji gier:)

    Fakt, na pierwszy rzut oka AutoDesk może kojarzyć się z AutoCAD-em. Ale już na drugi – to z 3D Studio MAX… i wszystko jasne 🙂