Cyberrebelia

Proszę, proszę, zrobiłem sobie parę dni wolnego od internetu (co, nawiasem mówiąc, było straszne) i przeoczyłem cyberrebelię!

Sprawa jest taka – hackerzy, co było do przewidzenia, dość sprawnie poradzili sobie ze złamaniem zabezpieczenia AACS „zabezpieczającego” treści zapisany na dyskach nowych formatów wysokiej rozdzielczości – HD-DVD i Blu-Ray. Najpierw udało się uzyskać konkretne klucze szyfrujące do wielu opublikowanych tytułów, a potem klucza „Processing Key”, który otwiera dostęp do wszystkich opublikowanych do tej pory dysków. Klucz owy to sekwencja 16 liczb szesnastkowych, nic dziwnego, że dość szybko pojawiła się na wielu stronach www, wpisach blogowych i postach na forach. Dżin został właśnie wypuszczony z butelki.

Wpisy te zostały zauważone przez czytelników i użytkowników serwisu Digg.com, w którym właśnie oni „wykopują” ciekawe i warte zobaczenia strony w sieci. Sekwencja liczb zaczęła robić niezłą karierę. I tutaj wkracza organizacja licencjonująca AACS, a właściwie jej armia prawników zaczęła wysyłać listy z prawnymi pogróżkami (cease and desist) domagające się zdjęcia z konkretnych stron informacji o tym kluczu, oczywiście na bazie ustawy DMCA, która zabrania publikowania, czy wspierania dystrybucji narzędzi służących do obchodzenia technicznych zabezpieczeń przed kopiowaniem.

Jednym z adresatów takiego pisemka był właśnie serwis Digg.com. Początkową reakcją było podporządkowanie się żądaniom kartelu. Ostatecznie jest to zawodnik wagi superciężkiej, z którym naprawdę niewielu może i ma ochotę się zmierzyć. Z indeksu Digg.com zniknęły odnośniki do artykułów zawierających klucz. Użytkownikom to się nie spodobało, bo Digg.com jest serwisem Web 2.0, czyli w całości opierającym się na działalności swoich użytkowników. Zaczęli oni „wykopywać” strony z kluczem znacznie szybciej niż administratorzy serwisu byli w stanie je usuwać. W efekcie na głównej stronie pokazującej aktualnie najbardziej popularne strony w danym momencie pojawiły się w pewnym momencie wyłącznie strony z kluczem. Właściciele serwisu zrozumieli, co chcą im swym działaniem przekazać użytkownicy i oświadczyli, że rezygnują z cenzury i od tego momentu będą bronić interesów swojej społeczności a nie kartelu medialnego. Rebelianci wygrali, a ogień rebelii rozlał się na sieć. O ile początkowo Google notowało jedynie kilka tysięcy strony z kodem klucza, obecnie ilość stron przekracza 1,700,000. Tyle, jeśli chodzi o tajemnicę.

Ed Felten ciekawie podsumowuje przyczyny cybernetycznego przewrotu. VaGla też napisał. Tylko ja zostałem na końcu, bo miałem wakacje offline, motyla noga.

Mam na tę okazję ciekawy cytat z amerykańskiego sitcomu „News radio”:

„Joe, get this off there!. Get it off there okay!”
„You can’t take something off the Internet.”
„What?!”
„It’s like trying to take pee out of a swimming pool. Once it’s in there, it’s in there.”

Po polsku:

– Joe, usuń to stamtąd! Usuń to!
– Nie można usunąć czegoś z internetu.
– Co?
– To jak próba usunięcia sików z basenu. Jak się tam znajdą, to tam są.

Aha, nie może i u mnie zabraknąć tego ciągu szesnastkowych liczb, który chce zachować w tajemnicy organizacja AACS: 09 F9 11 02 9D 74 E3 5B D8 41 56 C5 63 56 88 C0

  • warto nadmienić świetny pomysł autora bloga enigma curry, http://enigmacurry.com, który zarejestrował adres 09-F9-11-02-9D-74-E3-5B-D8-41-56-C5-63-56-88-C0.com (obecnie punktujący na jego notatkę na ten temat) – co by nie wymyślili nie są w stanie usunąć wpisu z whois, zresztą sam numer przyczajony jest już na DNSach :]

    praktyczny pomysł na przyszłość