Polemika

Udzieliłem wywiadu dla eCzas.net, a z tym wywiadem pozwolił sobie popolemizować Andrzej Pilipiuk. Postanowiłem teraz przedstawić moją odpowiedź. Trochę czasu zajęło mi zabranie się za tę polemikę, bo nie jestem pisarzem i moja praca, niestety, oznacza codzienne, kilkunastogodzinne siedzenie przed komputerem, że o takich przyjemnościach jak wizyta w bibliotece nie wspomnę.

Jestem pisarzem – jednym z nielicznych w kraju “zawodowym” – tzn. żyję tylko z pisania książek. (a realia są takie, że muszę opublikować 2-3 rocznie żeby związać koniec z końcem). I mam w związku z tym głupie pytanie: z czego bym żył i utrzymywał rodzinę gdyby zgodnie z głoszonymi postulatami zniesiono prawo autorskie?

I to jest istotna deklaracja, bo od razu wyjaśnia, o co chodzi w tym sporze. Nie będziemy się spierać o takie kwestie, jak konflikt pomiędzy własnością tradycyjną, a intelektualną, o sztucznej „rzadkości” idei, o kulturę „read-write” i temu podobne górnolotne sprawy. Bo pisarzowi chodzi o tzw. konkret, czyli kto zapewni, że będzie zawsze zarabiał tak, jak to robił do tej pory. W tym kontekście dziwi mnie, że zarzuca mi bolszewizm, skoro pierwszym jego argumentem przeciw moim jest postulat, pod którym może śmiało się podpisać dowolny robotnik upadającej fabryki państwowej czy PGRu. Nie jest istotne, czy reguły, które zapewniały mi dotychczas utrzymanie są słuszne, ważne, abym miał z czego żyć.

Okay, to jest argumentacja bardzo często stosowana, ale naprawdę trudno mi przyjąć, że automatycznie daje ona temu, kto ją stosuje jakąś moralną wyższość w tym sporze, co zdaje się sugerować mój przeciwnik.

Tak, jak wynalazek druku pozbawił zajęcia mnichów przepisujących księgi, a samochód był ciosem w woźniców, tak zmiany technologiczne, których wciąż doświadczamy, nieuchronnie pozbawiają ludzi zajęcia zmuszając ich do znalezienia sobie innego sposobu zarobkowania. Tak było, jest i będzie i nie rozumiem dlaczego miałoby się to zmienić teraz, akurat dla twórców. Zachodzące zmiany technologiczne wskazują, że pojęcie „własności” intelektualnej i tak przestanie mieć sens. Jestem przekonany, że nic nie będzie można w tej sprawie zrobić i czym wcześniej twórcy sobie to uświadomią, tym łatwiej będzie im rozkwitać w nowych warunkach. Ja wręcz działam w ich dobrze pojętym interesie, choć z dużym wyprzedzeniem.

I pytanie drugie: zakładając, że znalazłbym inne źródła utrzymania, co motywowałoby mnie (oraz innych autorów) do dalszego pisania książek o ile w ogóle znalazłbym na to czas, tak pisanie książek wymaga czasu. To nie tylko siedzenie przed kopem i wklepywanie znaczków. Czasem trzeba odwiedzić bibliotekę archiwum, odbyć wizję lokalną etc.

Niezmiernie to wzruszające, ale naprawdę trudno to uznać za szczególnie ciężką pracę, wymagającą specjalnego traktowania. Na dodatek argument „motywacyjny” chyba całkiem nieźle został obalony przez Ebena Moglena w tekście „Anarchizm triumfujący: wolne oprogramowanie i śmierć praw autorskich„. Przypominam, że motywacja płynąca z monopolu zapewnianego przez prawa autorskie jest wynalazkiem dość nowym – utwory literackie obejmuje dopiero od 18. wieku, a inne formy twórczości w większości pojawiły się w zakresie działania tego prawa dopiero w wieku 20. I zawsze to twórczość wyprzedzała stosowną legislację, co jest jasnym przykładem tego, że motywacja wynikająca z faktu prawnej ochrony nie jest zawsze potrzebna.

Uważam, że infoanarchizm to po prostu nowa odmiana “starego dobrego” marksizmu. Taki trochę upudrowany i poperfumowany trup. Bo, do czego się tak naprawdę sprowadza? Do pozbawienia człowieka materialnych efektów jego pracy. Do brutalnego ograbienia jednostki przez niedefiniowalny “ogół”. W dodatku p. Miąsik nie sili się nawet na wymyślenie “gwarancji” ani “zabezpieczeń” – czyli ogół mnie grabi kompletnie za darmo, nie fundując mi nawet emerytury, że o stypendiach twórczych nie wspomnę.

Czegoś podobnego nie wymyśliła nawet pratrockistowska cywilizacja Inków – tam za swoją pracę dostawałeś przynajmniej łachy na grzbiet, miskę kukurydzy i szopę do spania. Czegoś podobnego nie wymyślili nawet narodowi socjaliści w gettach i obozach koncentracyjnych – tam za pracę był pasiak, prycza w baraku i czasem i miska wodnistej zupy.

Może gdzieś w wywiadzie nie wyraziłem się dostatecznie jasno – ja wcale nie postuluję odbieranie nikomu prawa do należnego wynagrodzenia za pracę. Przypominam, że Wiliam Szekspir był wynagradzany za swą pracę, a za jego czasów nie istniały pojęcia ani praw autorskich, ani też własności intelektualnej. Jak widać, nie są one potrzebne do zapewniania wynagrodzenia za pracę, bo do tego wystarczy tylko ktoś, kto zechce to wynagrodzenia zapłacić.

Uważam, że za pracę należy się płaca, oczywiście za pracę pożyteczną, która komuś posłuży. Ale skoro lekarzowi za „naprawę” naszego zdrowia płacimy raz niezależnie jak długo potem tym zdrowiem się cieszymy, nie widzę powodu, dla którego beneficjentom praw autorskich trzeba płacić zawsze, gdy w jakiś sposób obcujemy z efektami ich pracy. Oczywiście, nie zawsze tak jest, ale to jest kierunek, w którym nieuchronnie zmierza cały ten system. Na razie płacimy przy okazji dokonywania adaptacji danego dzieła – np. przy użyciu muzyki w filmie, przy adaptacji książki na film, przy zmianie sposobu dostarczenia danego dzieła (kaseta wideo, DVD, internet). Ale wiadomo, że marzeniem medialnych karteli jest doprowadzenie do sytuacji „pay per view”, gdy będziemy płacić zawsze i za każdym razem (patrz DRM).

Chcę, aby twórcy otrzymywali wynagrodzenie za pracę. Nie chcę, aby to wynagrodzenie zapewniał im państwowy aparat policyjny zamykający do więzień młodych ludzi, którzy traktują komputery i sieci jak coś normalnego, używając ich do przesyłania bitów, przekształcania ich wedle własnego uznania i dzielących się tym wszystkim z innymi. Uważam to zbyt wygórowaną cenę bezpieczeństwa socjalnego twórców.

Kiedyś kontrola i egzekwowanie praw autorskich było łatwiejsze, bo dotyczyły one praktycznie tylko przedsiębiorców – najpierw drukarzy, potem dodatkowo przedstawicieli rynku muzycznego czy telewizyjnego. Obecnie taka kontrola z konieczności obejmuje miliony ludzi, ponieważ każdy z nas posiada kilka czy kilkanaście urządzeń, które mogą być używane do naruszania praw autorskich, z komputerem osobistym i internetem na czele. I każdy z nas narusza te prawa autorskie codziennie, często zupełnie nieświadomie. A to dlatego, że stoją one w jawnej sprzeczności z naturalnym staniem rzeczy. W świecie cyfrowych bitów, nie można nad nimi zapanować, jak dawniej panowało się nad cechem drukarzy. Idee z 18. wieku nie dają rady w wieku 21.

Może to pana Miąsika zszokuje, ale praca twórcza nie różni się specjalnie od pracy w fabryce. Żeby powstała książka trzeba posiedzieć kilkadziesiąt – kilkaset godzin i wyklepać na klawiaturze te 500-700 tyś znaków. O wymyśleniu treści etc. nie wspominam.

Ja doskonale wiem na czym polega praca twórcy, wszakże zajmuję się tworzeniem gier komputerowych i to dłużej niż pan Pilipiuk pisarstwem. Przez te kilkanaście lat nawymyślałem się sporo, a o klepaniu w klawiaturę nawet szkoda gadać. Być może pana Pilipiuka zaszokuje wiadomość, że są ludzie, którzy zrzekają się ochrony praw autorskich, a mimo to żyją lepiej niż większość z nas. Ba, są nawet pisarze science-fiction (Cory Doctorow czy Charles Stross), czyli zawodowa grupa, która powinna być panu Pilipiukowi bardzo bliska, którzy udostępniają swoje wybrane dzieła każdemu za darmo, a mimo tego wciąż całkiem nieźle sprzedają swe książki i mają z czego żyć? To jak jest z tą socjalną koniecznością i motywacją?

Skoro pan Miąsik uważa, że nie jest to praca warta wynagrodzenia może niech zaproponuje np. górnikowi żeby wydobyty przez niego węgiel też przekazać bezpłatnie ogółowi? Albo niech zabiera swojemu kotu upolowane myszy i robi z nich dekoracje uliczne ku radości współobywateli.

Tak, jak górnik nie może kontrolować tego, co się dzieje z wydobytym węglem i decydować, kto i jak dany węgiel sobie zużyje, tak chciałbym, aby twórca w momencie podzielenia się ze światem swoim dziełem, nie mógł już kontrolować, co się z tym dziełem dzieje. I to nie dlatego, że chcę twórcom szczególnie dokuczyć, ale dlatego że jest to po prostu niemożliwe. Przynajmniej bez uczynienia nas wszystkich niewolnikami wszystkich twórców (a w świetle konwencji berneńskiej każdy może zostać twórcą i naszym panem) i totalnej inwigilacji. Jeśli jest to wizja świata miła panu Pilipiukowi, to kto tu jest bolszewikiem?

Do kogo trafiają takie idee? naturalnym ich odbiorcą jest lumperka (socjalizm zawsze opierał się na lumpach). młodzi ludzie o dwu lewych łapkach, którzy nie są w stanie samodzielnie zarobić na płytę z grą lub filmem. Co niepokojące idee te podchwytują też zwolennicy partii prawicowych – a więc ludzie, którzy etos pracy oraz świadomość związku między pracą a bogactwem (i posiadaniem dóbr), powinni mieć we krwi. Czyżby i UPR toczył rak socjalistycznej lumperki!?

Jest dla mnie głęboko szokujące (oraz niepokojące), że redakcje czasopism i witryn, prokapitalistycznych nie dostrzegają, iż stały się one tubą propagandową czystej wody bolszewizmu. Kiepsko tam u was Panowie z formacją intelektualną i moralną dziennikarzy…

O ile do tej pory nie było w zasadzie merytorycznej argumentacji za prawami autorskimi, poza utylitarystycznym argumentem o motywacji i socjalistycznym o zapewnieniu utrzymania, to w tym momencie pan Pilipiuk zdecydował się sięgnąć po czysto erystyczne zagranie i pyknąć argument przez zastraszanie. Jeśli zgadzasz się z poglądami Miąsika, to jesteś lumpem o dwóch lewych łapkach, pozbawionym etosu i niegodnym miana prawicowca i prokapitalisty. Czyli jesteś niegodzien pojawiania się w porządnym, prawicowym towarzystwie, więc lepiej przywołaj się natychmiast do porządku! Może to efektowny chwyt erystyczny, ale argument żaden.

Jestem pewien, że moglibyśmy sobie poważnie podyskutować z panem Pilipiukiem na temat praw autorskich w wieku cyfrowych technologii, szczególnie przy dobrym trunku. Być może bym go nie przekonał, ale z pewnością polemika poruszyłaby znacznie ważniejsze kwestie niż socjalne problemy twórców. Ale to wymagałoby trunku, miejsca i chęci do oderwania się od spraw przyziemnych. Może kiedyś…

Kończąc ten tekst, chciałbym dodać, że szanuję pana Pilipiuka jako pisarza. Wszystkie dotychczas przeczytane jego książki kupiłem, często tuż po ukazaniu się ich drukiem, bo jestem fanem jego twórczości i polecam ją każdemu. A przecież mogłem je „ukraść”, bo przecież nie miałbym z tego powodu wyrzutów sumienia. To tylko pokazuje, że można wciąż zarabiać na książkach bez konieczności uciekania się do przemocy prawa autorskiego.

  • Leszek

    No właśnie – z sytuacją taką jak powyższa polemika spotykam się na co dzień gdy próbuję tłumaczyć co rozumiemy pod hasłem zniesienia praw autorskich. Wydaje mi się że słusznym jest odwoływanie się do postaci historycznych. Przypominajmy że prawa autorskie to wynalazek XX wieku. Może ktoś wreszcie zrozumie.

  • shw

    mnie w tej argumentacji calej mecza dwie rzeczy:
    – dowolania do historii, w gruncie rzeczy niewiadomo po co. ze dana idea, to zmodyfikowana wersja [przy okazji nie lubianej] idei z przeszlosci. dla mnie to zadna argumentacja – rownie dobrze mozna rozlozyc prawa autorskie na czynniki pierwsze i prownac spora ich czesc do faszyzmu. najgorsze jest jednak w tym wszystkim uderzanie konkretnych ludzi, ktorzy widza sens w danej idei. wierze w zniesienie praw autorskich [chociaz sam jestem i bede niejako ich beneficjentem jako jakiegos rodzaju tworca], wiec jestem, jak to napisal pisarz – lumpem, nie potrafiacym zarobic na to czego slucham/ogladam. otoz – potrafie zarobic i zarabiam – kupuje kiedy mam ochote i wybor. kiedy slysze i widze jak dane dzielo „chronione” jest np. technologia DRM – nie kupuje go chocbym mogl – a to dlatego, ze jestem przeciwny idei DRM.
    – druga meczaca kwestia jest nierobstwo, w sensie intelektualnym. wiele osob, polemizujacych z pogladami jakie reprezentuje p. Maciek lub ja mowia – ok – to jak ja mam zarabiac? nie wysilaja sie nawet aby sprobowac wymyslec jakis sposob. dziwi mnie wtedy nazywanie ich tworcami. na zarabianie tworczoscia jest n innych sposobow – tylko kazdy z nich wiaze sie z wiekszym niz aktualne ryzykiem. trzeba zaryzykowac i sprawdzic czy dany pomysl jest pomyslem dobrym. to tak jak zalozenie firmy – jezeli nie jestes pewien, ze twoj pomysl na firme sie sprawdzi – nie zakladaj jej, albo chociaz badz swiadom ryzyka.
    w takich momentach powstaje mi w glowie pytanie – a co pan autor robilby, gdyby wiekszosc czytelnikow uznalo jego tworczosc za szmire? ustalby z zalozonymi rekoma, tupnal noga i spytal „jak wam sie nie podoba to co pisze, to powiedzcie mi jak mam zarabiac?!”?
    i dlaczego niektorzy tworcy potrafia zarabiac, niekoniecznie ograbiajac swoich fanow z 1/10 pensji, wydajac np. plyte za 5, a nie 50 zl?

    kiedy czytam takie teksty, to ciezko mi je nazwac nawet polemika. polemika opiera sie na kontrargumentacji, a ja nie widze takowej w samych tylko pretensjach, ze mi jest tak dobrze, a jak zes taki madry to wymysl mi sposob, zeby bylo mi lepiej w twojej wizji swiata.
    przykro mi – upadek praw autorskich nadejdzie – predzej czy pozniej. nic nie jest w stanie nieskonczenie dlugo opierac sie i stac w opozycji do naturalnych praw czlowieka. to nie stanie sie dzis ni jutro – wiec skoro pan autor jest malo tworczy w kwestii swojego zarobkowania – radze odkladac na ta emeryture juz teraz.
    swiat zawsze czekaly i beda czekac zmiany – co madrzejsi do tych zmian potrafili sie i beda potrafic sie dostosowac i nawet niezle na tym wyjsc. za n lat nikt poza historykami nie bedzie pamietal o wynalazku praw autorskich, a zapewniam Pana, ze tworcy i autorzy beda zyli i beda tworzyc, a nawet zyc dostatnie.
    i na koniec pragne z zalem przeczytac, iz jedyna Panska motywacja sa pieniadze.. moze warto pomyslec nad zmiana zawodu, a pisarstwo traktowac jak hobby. w koncu jezeli mozna – wypadaloby robic to co sie lubi, a nie tylko to co daje pieniadze..

  • cóż, do pana Pilipiuka żywię urazę równie głęboką co poszanowanie dla jego twórczości a wynikającej z przedstawienia anarchistów jako popleczników bolszewii, ale to oddzielna dyskusja,
    na temat natomiast proponuje przedstawić https://copycan.org/ – jako przykład utrzymania dla pana pisarza – zakładając że dalej tą książkę czy dwie rocznie napisze, i że fakt darmowego dostępu do książki po jej „wykupieniu” ją spopularyzuje, mógł by sobie ustawiać wyższą cenę na każdą kolejną, efektem zwiększyć swoje dochody i być szczęśliwym kapitalistą

    o ile oczywiście nie przeszkadza mu zarabianie na pomysłach parszywych lewackich anarchistów (w końcu pewno bolszewia jakaś)

    zresztą, jestem chyba niezły dowodem że pan Pilipiuk raczy się mylić, będąc anarchistą, znieważanym przez niego w jego książkach, i doskonale wiedząc że bez problemu mogę pozyskać efekty jego pracy za darmo, czy to ściągając kopię z internetu czy wynosząc książkę ze sklepu, bo zabezpieczenia fizyczne też nie są trudne to przekroczenia, raczę własny czas spieniężać i kupować jego książki co by pan Pilipiuk też miał co jeść

  • Pawel Krzywulski

    Heh. Tak sobie wlasnie przypominam ze jakis czas temu naciagnalem autora bloga na mala dysputke filozoficzna i nic z tego nie wyszlo. Ale teraz mam pewna wskazowke ktora moze pomoze w walce z oskarzeniami o bolszewizm.Moze nawet autor zechcialby sie ustosunkowac do tego w oficjalnym wpisie.O ile nie powtarzam sie… ale mam chwilke wiec nie ukrywam ze nie przeczytalem wszystkiego…

    Ok. Do rzeczy. W calej idei anarchizmu najbardziej zgubny jest ten obledny nacisk na „darmowosc”. To jest to co sciaga do ruchu masy lewacko myslacych ignorantow ktorzy robia niedzwiedzia przysluge.Moze przydaja sie teraz kiedy kazdy glos sie liczy ale z biegiem czasu zaloze sie ze odbije sie to czkawka…

    A wiec – nie chodzi o to ze cos jest „darmowe” dlatego ze wcale tak nie musi byc! Jestem gotow sobie dac uciac lape – tu tu. Ze gdyby nie rezim IP to sytuacja tak by sie rozwinela ze ludzie i tak by placili za to. Oczywiscie niepomiernie mniejsze sumy! Ale placiliby, z wlasnej woli i wyboru. A robiliby to bo cena jaka by placili bylaby cena rynkowa.Nie chce wchodzic teraz w szczegoly – ale tak by bylo. Symulacje prosze sobie samemu przeprowadzic.Ew moge potem cos zasugerowac. Czasami ta cena rynkowa bylaby rowna zero czasami nie.Popatrzmy na fakty – w USA piractwo jest relatywnie male.Nie dlatego ze ludzie nie chca miec duzo za darmo – ale dlatego ze do niedawna dvd, cd, ksiazki i inne produkty byly tam smiesznie tanie! I zwyczajnie sie to oplacalo. Teraz ceny ciut wzrosly i cala sprawa zaczyna sie rozkrecac.Nie tylko dlatego ale wg mnie przede wszystkim.

    Gdyby w momencie powstania napstera – pogdybajmy – ktos (wytwornia) poszedl do glowy i udostepnil muzyke online…Ale nie jak dzis , 99c za pojedyncza kopie ale po faktycznej cenie odpowiadajacej hipotetycznej rynkowej wartosci – dajmy na to 33c (byloby mniej ale nie teraz, nie teraz) i do tego oferowal mozliwosc sciagniecia wzorca w bezstratnym formacie.to Napster raczej moglby nie pociagnac dlugo. …

    Anarchizm nie wymaga zeby wszystko dawac za darmo.Dzis tak sie dzieje bo tylko darmowosc jest w stanie przebic sie przez legislacyjno-terrorystyczna zapore IP-gestapo i ich wladcow…Ani klient ani artysta nie bylby pokrzywdzony… Jedyni ktorzy by stracili to wmawiajacy nam co chcemy sluchac i wozacy sie limuzynami z jednej balangi na druga bonzowie…

  • Pawel Krzywulski

    Dzisiejszy system nie wymaga zadnej konkurencji. Muzycy maja wszystko w d… produkuje sie chlam a przeciez nic nie stoi na przeszkodzie wlasnej produkcji i dystrybucji – prosze popatrzec na Marillion (Marbles)a przeciez to nawet nie w 50% prawdziwie niezalezna produkcja. Gdybym wiedzial ze pieniadze ktore place ida na konto artysty z ktorego oplaca produkcje, promocje (a przeciez o ile ulatwia to siec!) i inne bajery (koncerty tez przeciez mozna organizowac droga przedsprzedazy czy zapisow i nie ma ryzyka utopienia sie z kasa!) to nie mialbym nic przeciwko zeby to oplacic. A zdajac sobie sprawe ze 75% ceny dzisiejszego nagrania idzie na marze, posrednikow i bonzow z wytworni (i ich projekty typu miliony niesprzedajacych sie girlbandow)cena bylaby symboliczna a zaloze sie ze jakos duzo lepsza – z bonusami typu klipy, dema, material live etc etc.Bo przeciez to byloby czescia produkcji plyty…

    A w momencie kiedy artysta przeciagalby strune muzyka i reszta rozchodziliby sie lewymi kanalami.Do czasu az by sie nie poprawil bo kazdy woli zaplacic artyscie niz „piratowi”…

    A jesli juz mowimy o muzyce to warto nadmienic cos co przyczyni sie do pointy. Prawdziwi muzycy nie pobierali prawie zadnych oplat bo bylaby to doskonala metoda promocji (nawet sprzedajac plyte z dolara czy cos) przed tym na czym artysci faktycznie zarabiaja – koncertami.

    Stad tez odpowiadajac na pytanie pisarzyny ktory sie boi o swoje utrzymanie. Jesli jest ktos jest tak kiepskim pisarzem ze nie potrafi sie przebic i sprzedac, zaintrygowac ludzi… to moze faktycznie zamiast napedzac maszyne zeby sprzedawac dwie-trzy mierne ksiazeczki rocznie wziasc sie za stolarke? Przynajmniej uczciwa praca… a nie naciaganie na bandytyzm!

  • bitelz

    Gratuluje wspanialego wpisu!
    Rzeczowa i spokojna polityka a pan Pilipiuk robi z siebie durnia uzywajac chybionej argumentacji.
    Bardzo podoba mi sie przywolanie realiow

  • Pingback: trochę o wieszaniu Pilipiuka i zakupach « harce()

  • >>Nie jest istotne, czy reguły, które zapewniały mi dotychczas utrzymanie są słuszne, ważne, abym miał z czego żyć.
    1. dla kogo słuszne? dla Pana czy osoby z którą Pan polemizuje?
    2. nie ważne jest bym miał z czego żyć – co wszędzie widać w postępowaniu ludzi i kierowaniu się słusznymi regułami (zjawisko powszechne)

    >>tak zmiany technologiczne, których wciąż doświadczamy, nieuchronnie pozbawiają ludzi zajęcia zmuszając ich do znalezienia sobie innego sposobu zarobkowania.
    1. Zmiana technologiczna: Trzeba zapracować by otrzymać wytwór czyjeś pracy a nie sobie po po prostu za darmo wziąć.
    2. Zmiany technologiczne ( lepsza broń) ułatwiają zabijanie, czy należy zabijać?
    To nie argument. Skupić się należy na tym co słuszne i naprostowaniu tego, a nie co głupiego / barbarzyńskiego CHCĄ wymusić zmiany technologiczne. Chyba że: owce prowadzone na rzeź.

    >>co jest jasnym przykładem tego, że motywacja wynikająca z faktu prawnej ochrony nie jest zawsze potrzebna.
    Nie zawsze to była prawna ochrona. czasem po prostu opieka (mecenat) finansowa, etc. Tylko tacy się rozwinęli i mieli dzięki swojemu rozwojowi zapewniony byt stosowny do włożonego wysiłku. Inni kończyli źle. Wniosek: potrzebna jest jakaś ochrona.

    >>Oczywiście, nie zawsze tak jest, ale to jest kierunek, w którym nieuchronnie zmierza cały ten system
    1. Każdy z tych system zmierza do osiągnięcia korzyści,. Taki jest jego cel, zarzucanie, że w tym kierunku zmierza jest więc…
    2. Nie zmierza: mnóstwo „darmowych aplikacji” on- line. WYDAJE się więc, ze dużo rzeczy będzie za darmo. W tym kierunku to zmierza. Ale tylko wydaje się ponieważ by cokolwiek mogło funkcjonować musi mieć i zdobywać do tego środki. Budowanie wizerunki darmowych produktów zmierza do przekonania użytkownika, że dostaje coś za darmo. Nie ma nic za darmo zmieniają się tylko środki płatności – np. mus obejrzenia reklamy.
    Jeśli ktoś myśli , że jest coś co bez pieniędzy się świetnie rozwija to jest albo głupi albo tkwi w błędzie. Jak ktoś chce podać przykład Mozilli i Firefox to uprzedzam, że jest i jedno i drugie. Dawno by ten „niekomercyjny” projekt umarł gdyby nie wpompowane pieniądze przez Google.

    >>którzy traktują komputery i sieci jak coś normalnego
    1. w odniesieniu do obecnego czasu ta norma to hodowanie bezmyślnych -nastawionych na branie , zdobywanie bez wysiłku czyimś kosztem… złodziei
    2. wg Pańskiego planu „normą” może być dopiero po jej ustanowieniu, teraz jest czymś nienormalnym (zgodnie z panującą rzeczywistością)

    >>przekształcania ich wedle własnego uznania
    1. niech sę przekształci jak sam sobie wymyśli, od mojej pracy wara 🙂
    2. owszem, ale znosimy prawo własności w ogóle – będzie prościej…

    >>Kiedyś kontrola i egzekwowanie praw autorskich było łatwiejsze… Obecnie taka kontrola z konieczności obejmuje miliony ludzi
    1. od ogółu: trudność w przestrzeganiu określonej zasady prawa (jeśli jest słuszna) nie jest powodem /argumentem za zniesieniem tego prawa – tylko wskazuje na braki w edukacji/lub moralne zepsucie społeczeństwa, które domaga się zniesienia tego prawa

    >>>W świecie cyfrowych bitów, nie można nad nimi zapanować,
    zapanujmy więc nad edukacją społeczną , to wystarczy
    nie kradnij…

    >>zajmuję się tworzeniem gier komputerowych
    niech za słowami idą czyny: którą wyprodukowaną przez Pana grę mogę pobrać za darmo ? Liczę na wiedźmina 🙂 Jeśli zasłoni się Pan tym , że nie jest Pan jej producentem. No cóż pisarz też nie jest – on pisze tylko na zamówienie producenta, jest jego pracownikiem.

    >>Przypominajmy że prawa autorskie to wynalazek XX wieku.
    1. znam więcej wynalazków 20 wieku, czy ich powstanie w tym terminie obliguje do ich kasacji?
    2. wiele praw XX wieku powstało by regulować nowe dziedziny/zjawiska – też są niewłaściwe, bo XX wiek… ?

    >>kiedy slysze i widze jak dane dzielo “chronione” jest np. technologia DRM – nie kupuje go chocbym mogl – a to dlatego, ze jestem przeciwny idei DRM.
    Niestety autor / producent ma prawo określić warunki licencji i dozwolonych sposobów używania jego produktów. Ja nie uważam tego za złe. Ale jak mi nie odpowiadają jakieś warunki licencji to nie kupuje. Moje prawo. (SZERZEJ: http://www.kradniemy.wortale.net/art.php?art=105 )

    >>ok – to jak ja mam zarabiac? nie wysilaja sie nawet aby sprobowac wymyslec jakis sposob
    1. no cóż , nie można być specjalistą ze 150 dziedzin. warto by skupić się na jednej ale DOBRZE. Przeważnie osoby zajmujące się wieloma dziedzinami – jak ja – w żadnej nie są specjalistami. Pewnie, są jeszcze geniusze – ale ich jak na lekarstwo.
    2. proponuje poczekać aż ktoś wymyśli a potem ukraść pomysł / produkt. Bo po co się wysilać (dla jakieś idei? jeśli tak to jakiej? ogólnego wzrostu zadowolenia ludzkości? mam ją gdzieś).

    >>trzeba zaryzykowac i sprawdzic czy dany pomysl jest pomyslem dobrym.
    jak mus to mus. Może jednak rozsądniejsze jest dokładne zaplanowanie, organizacja i bez ryzyka zysk gwarantowany.

    >>a co pan autor robilby, gdyby wiekszosc czytelnikow uznalo jego tworczosc za szmire?
    1. mówi o autorach, którzy chronią swoje prawa – a więc z założenia juz ich produkty cieszą się zainteresowaniem.
    2. a kto im zabroni bronić swojej szmiry – niech se bronią – rynek zweryfikuje
    3. skarpetki swojej za bardzo nie będę pilnował ale sztabki złota …

    >>dlaczego niektorzy tworcy potrafia zarabiac, niekoniecznie ograbiajac swoich fanow z 1/10 pensji, wydajac np. plyte za 5, a nie 50 zl?
    1. a dlaczego niektórzy potrafią zarabiać sprzedając swoją płytę za 50 zł
    2. może ten produkt jest warty 5 zł dlatego za tyle go sprzedają?
    3. może były niższe koszty uzyskania produktu?
    4. moze taki mają kaprys

    >>przykro mi – upadek praw autorskich nadejdzie – predzej czy pozniej. nic nie jest w stanie nieskonczenie dlugo opierac sie i stac w opozycji do naturalnych praw czlowieka
    -1. tutaj w skutek śmiechu skracam: „opozycji do naturalnego BEZPRAWIA czlowieka”

    >>iz jedyna Panska motywacja sa pieniadze.. moze warto pomyslec nad zmiana zawodu, a pisarstwo traktowac jak hobby
    -świetne… Nie wiem jaki Pan zawód uprawia, ale zapewne nie pracuje Pan dla pieniędzy/za pieniądze. Chwalę. Mi jakoś to nie przyszło do głowy: wolę łączyć przyjemne z pożytecznym

    >>i doskonale wiedząc że bez problemu mogę pozyskać efekty jego pracy za darmo, czy to ściągając kopię z internetu czy wynosząc książkę ze sklepu
    nie warto by były prawa autorski bo i tak mogę je spokojnie złamać. Oj dorzuciłbym jeszcze sporo takich praw…

    >>A robiliby to bo cena jaka by placili bylaby cena rynkowa.
    1. wartość subiektywna / popyt /podaż..
    2. cena rynkowa to nie taka jaka akurat pasuje do Pańskiej kieszeni, a są jeszcze towary luksusowe…

    >>byly tam smiesznie tanie! I zwyczajnie sie to oplacalo. Teraz ceny ciut wzrosly i cala sprawa zaczyna sie rozkrecac.
    1. jak jest drogo należy kraść,
    2. jak jest drogo ludzi zaczynają kraść…
    3. nie należy więc edukować społeczeństwa złodziei tylko zdjąć im ograniczenia/prawa (wówczas ich nie złamią)

    >>i wozacy sie limuzynami z jednej balangi na druga bonzowie…
    -mają pomysł, mają kasę – niech se robią co chcą
    moźe jeszcze po zniesieniu praw autorskich ustanowić prawo do ilości kasy jaka moga zarobić i na na co wydawać?

    >>Dzisiejszy system nie wymaga zadnej konkurencji.

    1. jak widać też dzisiejsze pisanie nie wymaga inteligencji

    >>A zdajac sobie sprawe ze 75% ceny dzisiejszego nagrania idzie na marze, posrednikow i bonzow z wytworni
    – piekarnia – hurtownia – sklep

    2 pośredników, cholery jedne chcą zarobić, proponuje jeździć do piekarni 50 km dalej a nie 50 m od domu umiejscowionego sklepu. wolny wybór, niech więc twórca ma PRAWO WYBORU dystrybucji – a wybierają przeważnie jakie?

    >>Jesli jest ktos jest tak kiepskim pisarzem ze nie potrafi sie przebic i sprzedac, zaintrygowac ludzi…
    1. a jak ktoś jest dobrym to ma to robić za darmo? albo liczyć że ktoś się zlituje i zapłaci. Żaden komfort liczyć na wdzięczność powszechnie niewdzięcznego społeczeństwa.
    2. czym lepszy specjalista tym tańsza jego praca – prawdziwe czy fałszywe?

    przeciwnik złodziejstwa
    przeciwnik praw autorskich
    zwolennik rozsądku

  • „1. dla kogo słuszne? dla Pana czy osoby z którą Pan polemizuje?”

    W tym zdaniu antycpuję pogląd pana Pilipiuka (wiem, to niezbyt elegancki chwyt).

    „To nie argument. Skupić się należy na tym co słuszne i naprostowaniu tego, a nie co głupiego / barbarzyńskiego CHCĄ wymusić zmiany technologiczne. Chyba że: owce prowadzone na rzeź.”

    Nie ma nic głupiego i barbarzyńskiego w tym, że technologia pozwala nam szybko i sprawnie dzielić się informacją. To jest postęp technologiczny i z mojego punkty widzenia, bardzo dobry i słuszny. Nie widzę potrzeby korygowania tego w imię interesów twórców.

    „Nie zawsze to była prawna ochrona. czasem po prostu opieka (mecenat) finansowa, etc. Tylko tacy się rozwinęli i mieli dzięki swojemu rozwojowi zapewniony byt stosowny do włożonego wysiłku. Inni kończyli źle. Wniosek: potrzebna jest jakaś ochrona.”

    Mój wniosek jest inny: inni niech zajmują się czymś innym. Nie powinniśmy wprowadzać sztucznych konstrukcji prawnych, które dotyczą wszystkich i znacząco wpływają na rozwój technologii, kultury i nauki, po to aby zapewniać ochronę tym nielicznym, którzy „skończą źle”. Ale każdy wnioskuje jak mu pasuje.

    „Jeśli ktoś myśli , że jest coś co bez pieniędzy się świetnie rozwija to jest albo głupi albo tkwi w błędzie. Jak ktoś chce podać przykład Mozilli i Firefox to uprzedzam, że jest i jedno i drugie. Dawno by ten “niekomercyjny” projekt umarł gdyby nie wpompowane pieniądze przez Google.”

    A gdzie ja twierdzę, że coś powstaje za darmo? Wszystko kosztuje, to akurat wiem doskonale.

    Problem w tym, że reżim praw autorskich (z nieuchronną totalną inwigilacją niezbędną do jego egzekwowania) nie jest właściwym sposobem finansowania. I historia oraz czasu obecne pokazuje, że wcale nie jest jedynym. Sprawdzał się nieźle, gdy kontrola produkcji i dystrybucji kopii dawała się nieźle prowadzić przy pomocy tradycyjnych metod policyjnych (kontrola drukarni, tłoczni, itp.) W świecie elektronicznej dystrybucji nie da się egzekwować praw autorskich bez totalnej kontroli eletronicznego przesyłu oraz urządzeń, na których informację można przechowywać.

    „1. w odniesieniu do obecnego czasu ta norma to hodowanie bezmyślnych -nastawionych na branie , zdobywanie bez wysiłku czyimś kosztem… złodziei”

    Chodzi mi o sam proces przekazywania informacji, bez wchodzenia w to, po co i jaka to informacja. Do tego służy sieć komputerowa. Ludzie, którzy korzystają z tego środka, robią to zgodnie z jego funkcją. Tak naturalnie.

    „2. wg Pańskiego planu “normą” może być dopiero po jej ustanowieniu, teraz jest czymś nienormalnym (zgodnie z panującą rzeczywistością)”

    Nie rozumiem – znaczy dopóki czegoś się nie zadekretuje, to pozostaje zboczeniem? Używanie internetu i komputerów do przesyłania oraz składowania informacji to tylko abberacja? Ktoś musi to oficjalnie „unormować”?

    „1. niech sę przekształci jak sam sobie wymyśli, od mojej pracy wara 🙂
    2. owszem, ale znosimy prawo własności w ogóle – będzie prościej…”

    Nie można posiadać myśli. Koniec kropka.

    „1. od ogółu: trudność w przestrzeganiu określonej zasady prawa (jeśli jest słuszna) nie jest powodem /argumentem za zniesieniem tego prawa – tylko wskazuje na braki w edukacji/lub moralne zepsucie społeczeństwa, które domaga się zniesienia tego prawa”

    Argumentem jest tutaj niesłuszność i niemoralność tej zasady. Powszechność jej nieprzestrzegania jedynie podkreśla jej niesłuszność i niemoralność.

    To jak z obowiązkiem meldunkowym – istnieje, ale nikt go nie przestrzega. I nie jest to argument za utrzymaniem tego obowiązku, ani też nie dowodzi jego moralności.

    „>>>W świecie cyfrowych bitów, nie można nad nimi zapanować,
    zapanujmy więc nad edukacją społeczną , to wystarczy
    nie kradnij…”

    Bitów nie da się ukraść. Jak się bity powiela, to ich przybywa. Nikt nikomu bitów nie zabiera.

    „>>zajmuję się tworzeniem gier komputerowych
    niech za słowami idą czyny: którą wyprodukowaną przez Pana grę mogę pobrać za darmo ? Liczę na wiedźmina 🙂 Jeśli zasłoni się Pan tym , że nie jest Pan jej producentem. No cóż pisarz też nie jest – on pisze tylko na zamówienie producenta, jest jego pracownikiem.”

    Moja najstarsze gry są dostępne za darmo. Oczywiście nie jestem „właścicielem” tytułów, nad którymi pracowałem, więc w świetle obecnych norm nie mogę ich udostępniać. Jak kiedyś będą miał jakiś „swój” tytuł, to pewnie go udostępnię za darmo.

    „>>Przypominajmy że prawa autorskie to wynalazek XX wieku.
    1. znam więcej wynalazków 20 wieku, czy ich powstanie w tym terminie obliguje do ich kasacji?
    2. wiele praw XX wieku powstało by regulować nowe dziedziny/zjawiska – też są niewłaściwe, bo XX wiek… ?”

    Konkretnie to wymysł 18. wieku. Ale chodzi chyba tutaj o wskazanie, że to konstrukcja prawna, bez której obchodziliśmy się całkiem długo.

    „Niestety autor / producent ma prawo określić warunki licencji i dozwolonych sposobów używania jego produktów. Ja nie uważam tego za złe. Ale jak mi nie odpowiadają jakieś warunki licencji to nie kupuje. Moje prawo.”

    Autor może, bo takie jest obecnie prawo. Nie oznacza, że jest to naturalne prawo autora. Oczywiście, że unikanie „nabywania” utworów z nadmiernie restrykcyjnymi warunkami licencji to dobra rada i dobry wybór.

    „2. proponuje poczekać aż ktoś wymyśli a potem ukraść pomysł / produkt. Bo po co się wysilać (dla jakieś idei? jeśli tak to jakiej? ogólnego wzrostu zadowolenia ludzkości? mam ją gdzieś).”

    Podkreślam – pomysłu nie można ukraść. Produkt jedynie w formie materialnej, pozbawiając go posiadacza. Inaczej nie ma kradzieży.

    „1. mówi o autorach, którzy chronią swoje prawa – a więc z założenia juz ich produkty cieszą się zainteresowaniem.”

    To nie jest automatyczna implikacja. Każdy autor chroni swoje prawa na mocy panującego prawa, nawet jeśli tego nie chce (warto poczytać Vagle na temat public domain).

  • poproszę wszystkie moje wypowiedzi odnosić bezpośrednio do tematu 🙂
    >>Nie ma nic głupiego i barbarzyńskiego w tym, że technologia pozwala nam szybko i sprawnie dzielić się informację
    Oczywiście , że nie ma. Odnoszę tylko to do konkretnie omawianego tematu. To ze na coś technologia pozwala/ ułatwia to nie argument by to robić – zwłaszcza gdy jest to (wg mnie) moralnie złe. To właśnie rozwój technologii jest powodem powstawania nowych praw i regulacji – nie tylko dotyczących praw autorskich. Dlaczego? Ponieważ nowe technologie pozwalają na łatwiejsze łamanie praw autorskich /powielanie, kopiowanie, rozsyłanie/ – a przecież nie taki ich był cel ich powstania. Ktoś powie: nowe zastosowanie. Świetnie. To to k jak znaleźć nowe zastosowanie dla śrubokręta elektrycznego – wkręcając komuś w brzuch śrubę – to też tylko nowe zastosowanie, co z tego, że nie zgodnie z przeznaczeniem.
    Rozwój technologii nie oznacza, że łatwiej mamy pokonywać „bariery” chroniące praw innych.

    >>Mój wniosek jest inny: inni niech zajmują się czymś innym.
    Bardzo dobry twórca ze słabą siłą przebicia (marketingową) skazany jest więc na wymarcie. A ja chcę chronić jednostki, które z racji swojej konstrukcji psychicznej sobie nie poradzą w świecie rządzącym się EKONOMIĄ. Brak ich prawnej ochrony skutkuje ich „śmiercią” jako artysty/twórcy.
    I zaznaczam, ze twierdzenie „że dzieło obroni się samo” – doskonale sprawdza się /jak pokazuje historia/ ale po śmierci jego Twórcy. Ci najczęściej umierali w nędzy.
    >>Nie powinniśmy wprowadzać sztucznych konstrukcji prawnych, które dotyczą wszystkich i znacząco wpływają na rozwój technologii,
    1. To twierdzenie: XVII rozwój technologii był szybszy niż obecnie bo nie było praw autorskich.
    2. Każdy wytwór/produkt poddaje się prawom rynku , w tym również jego sposoby dystrybucji. Rynek (konsumenci) niech więc weryfikują czy to im dopowiada czy nie. Jeśli to funkcjonuje to może im odpowiada? 🙂
    3. Może te właśnie prawa (autorskie) są powodem ROZWOJU rynku twórców ? w XVII w wieku mało ich było w porównaniu do XX wieku – może chętniej człowiek skupia się na swojej pracy jeśli jest jej wytwór odpowiednio chroniony przed zawłaszczeniem?
    4. to ze coś dotyczy wszystkich /ograniczenie prędkości dla aut na drogach/ nie znaczy, że hamuje rozwój technologii /samochodów/
    5. dosyć mam twierdzeń, że ograniczenia coś hamują – to kompletna bzdura. Są świetnym mechanizmem wspierającym kreatywność i pomysłowość. Ograniczenie co do latania – poskutkowało rozwojem technologii lotniczych , etc
    >Problem w tym, że reżim praw autorskich (z nieuchronną totalną inwigilacją niezbędną do jego egzekwowania) nie jest właściwym sposobem finansowania. I historia oraz czasu obecne pokazuje, że wcale nie jest jedynym. Sprawdzał się nieźle, gdy kontrola produkcji i dystrybucji kopii dawała się nieźle prowadzić przy pomocy tradycyjnych metod policyjnych (kontrola drukarni, tłoczni, itp.)
    1. problem w tym, że w skutek rozwoju różnych technologii / transportu, wojskowych/ nie da się kontrolować nielegalnego handlu bronią,etc
    Czy jeśli próby kontrolowania określonych obszarów są trudne to znaczy , ze należy go po prostu zaniechać. Oczywiście, że nie.
    2. co do nieustanej inwigilacji – wracamy do problemu już przez ze mnie poruszonego. Gdyby nie kradli (edukacja) nie trzeba by było totalnej inwigilacji. Tgzw. totalna inwigilacja to po prostu próby walki ze złodziejami. I takie na pewno należy podejmować. Że czasem są niezbyt udane – pod różnym względem…
    Niech przestaną się hodować społeczeństwa złodziei to zniknie zarówno przyczyna jak i skutek. Dopóki będzie złodziejstwo. nieuczciwość ( a wiec zawsze) – muszą być mechanizmy przed tym broniące.
    >>po to aby zapewniać ochronę tym nielicznym, którzy “skończą źle”
    czyż konstrukcja prawa często właśnie nie chroni tych nielicznych, i tych słabszych ?
    >>Chodzi mi o sam proces przekazywania informacji, bez wchodzenia w to, po co i jaka to informacja. Do tego służy sieć komputerowa. Ludzie, którzy korzystają z tego środka, robią to zgodnie z jego funkcją. Tak naturalnie.
    To założenie, ze sieć powstała po to by dzielić się kradzionymi towarami. Jeśli ktoś tak widzi sieć i cel jej powstania – to nie ma co zazdrościć… i nie ma o czym dyskutować.
    Ja jednak widzę inne olbrzymie wartości z sieci. Al e to na inne opowiadanie.
    >>Nie rozumiem – znaczy dopóki czegoś się nie zadekretuje, to pozostaje zboczeniem?
    1. Mówimy o prawie. Dopóki się go nie zmieni to obowiązuje. To chyba stosunkowo proste i jasne. A półgłówki w Pańskich słowach znajdują usprawiedliwienie dla jego łamania 9w zasadzie już nie tylko usprawiedliwienia, ale moralną zasadność)
    Używanie internetu i komputerów do przesyłania oraz składowania informacji to tylko aberracja? Ktoś musi to oficjalnie “unormować”?
    1. odniosłem to do szczególnego przypadku: łamania praw aut. tego się wiec trzymajmy:
    a. używanie ich TYLKO do celu kradzieży – jest na pewno aberracją
    b. postrzeganie ich jako technologii ułatwiającej kradzież – jest aberracją

    >>Nie można posiadać myśli. Koniec kropka.
    1. Wieloma się nie dzielę – w obawie przed kradzieżą. Dzięki temu są tylko moje. Posiadam je na wyłączność. Mogę sie nimi podzielić ale tylko na zasadach jakie uznam sam za słuszne.
    2. Nie można ukraść myśli jakimi sie nie podzieliłem.
    >>Argumentem jest tutaj niesłuszność i niemoralność tej zasady. Powszechność jej nieprzestrzegania jedynie podkreśla jej niesłuszność i niemoralność.
    w kółko macieju 🙂
    żadne prawo nie może być złe z powodu jego nie przestrzegania. Ciągle głąby nie przestrzegają przepisów ruchu drogowego – znieść przepisy? ETC, ETC, ETC…

    >To jak z obowiązkiem meldunkowym – istnieje, ale nikt go nie przestrzega.
    przynajmniej nie narusza praw własności:)
    Oczywiste jest że NIEKTÓRE prawa trącą funkcjonalność (rozwój technologiczny, kulturowy, społeczny). Są z tego powodu weryfikowane.
    1. Jednak chciałby Pan by ktoś sie u Pana zameldował bez Pańskiej wiedzy?
    2. weryfikacja niech odbywa się na zasadach rynkowych – o czym już pisałem, a nie na zasadzie: nie podobają mi sie prawa jakie ci przysługują
    >>Bitów nie da się ukraść. Jak się bity powiela, to ich przybywa. Nikt nikomu bitów nie zabiera.
    1. Zabawy słowami. Bit bitowi nierówny. Kombinacji bitów jest nieskończenie wiele. Ble, ble, ble
    2. Powrót do rzeczywistości: Odbieramy możliwość powielania (lub sens) ich powielania autorowi – a wiec jego zarobku, utrzymania, etc.Powielanie godzi w interes stwórcy. Chyba ze on UZNA inaczej. Ale niech ma to prawo.

    >>Moja najstarsze gry są dostępne za darmo.
    1. prawdę mówiąc rozwój technologiczny powoduje , że takie starocie nie mają wartości (nie moge ich też użyć, bo nie uruchomię ich na moim komputerze – jest za nowoczesny)/
    2. co stare to za darmo – no cóż znalazł pan zastosowanie dla prawa autorskiego, które obowiązuje

    >>Oczywiście nie jestem “właścicielem” tytułów,
    to tylko wprowadzanie mętliku. Autor też nie jest. Ktoś musi wyprodukować jego dzieło stosownie do obranej polityki marketingowej (koszty) – obojętne czy to będzie papier czy elektroniczny przekaz.

    >>Jak kiedyś będą miał jakiś “swój” tytuł, to pewnie go udostępnię za darmo.
    PEWNIE tak, ale czy na pewno? Mozę jak powstanie w wolnej chwili.
    Jednak bardzo dobre dzieła nie powstają w wolnych chwilach , trzeba im poświecić mnóstwo czasu. A wówczas ciężko prowadzić dodatkowo pracę zarobkową, etc
    >>że to konstrukcja prawna, bez której obchodziliśmy się całkiem długo.
    1. bez prawa drogowego też
    2. nowe prawa powstają bo powstają nowe środki/formy/technologie
    >>Autor może, bo takie jest obecnie prawo.
    Jeśli z niego korzysta to znaczy ze sie sprawdza. W końcu to prawo dla NIEGO. Dlaczego mu je odbierać?

    >>Podkreślam – pomysłu nie można ukraść. Produkt jedynie w formie materialnej, pozbawiając go posiadacza. Inaczej nie ma kradzieży.
    I.Podobnie jak 99% ludzkości (w każdej poruszanej kwestii) myli się Pan już na poziomie definicji.
    Proponuję posługiwać sie powszechnie zrozumiałymi terminami. Prawo mówi o kradzieży rzeczy.
    definicja:
    wg słownika jęz. pol.: :
    rzecz
    1. «materialny element otaczającego świata»
    2. «przedmiot będący czyjąś własnością»
    3. «jakiekolwiek zjawisko, zagadnienie, sprawa, problem, dokładniej nieokreślone»
    4. «treść myśli, wypowiedzi»
    5. «czynność, czyn, postępek; też: fakt, który się zdarzył»
    6. «sprawa, którą się rozstrzyga, załatwia, przeprowadza»
    7. «utwór literacki, naukowy, muzyczny itp.»
    8. «temat, treść, wątek utworu literackiego»
    9. filoz. «cokolwiek, co może być przedmiotem postrzeżenia zmysłowego, ma właściwości przestrzenne, trwa w czasie i czemu przypisujemy byt od nas niezależny; też: cokolwiek, co może być przedmiotem sądu»

    II.Pomysł , produkt nie materialny można ukraść!!!!!!!!!!!!!
    Mam pomysł i nikomu o nim nie powiem . NALEŻY TYLKO DO MNIE. Jest mój. Mogę ewentualnie sprzedać…

    >>autor chroni swoje prawa na mocy panującego prawa, nawet jeśli tego nie chce
    1. jak bardzo nie chce?
    2. i jak wszystko powyżej.

  • „Oczywiście , że nie ma. Odnoszę tylko to do konkretnie omawianego tematu. To ze na coś technologia pozwala/ ułatwia to nie argument by to robić – zwłaszcza gdy jest to (wg mnie) moralnie złe. To właśnie rozwój technologii jest powodem powstawania nowych praw i regulacji – nie tylko dotyczących praw autorskich.”

    Praw, moim zdaniem, niesłusznych i nienależnych oraz moralnie złych. Dlaczego? Wielokrotnie o tym pisałem i szkoda się tu powtarzać. Prawa te próbują w sztuczny sposób stworzyć dla idei i informacji sytuację podobną do rzeczy materialnych – sztuczną rzadkość – dzięki której chcą objąć je w posiadania. A tego się po prostu nie da zrobić.

    „Bardzo dobry twórca ze słabą siłą przebicia (marketingową) skazany jest więc na wymarcie. A ja chcę chronić jednostki, które z racji swojej konstrukcji psychicznej sobie nie poradzą w świecie rządzącym się EKONOMIĄ. Brak ich prawnej ochrony skutkuje ich “śmiercią” jako artysty/twórcy.”

    I nic się złego nie stanie. Nie każdy musi być artystą, nie każde dzieło musi zaistnieć.

    „I zaznaczam, ze twierdzenie “że dzieło obroni się samo” – doskonale sprawdza się /jak pokazuje historia/ ale po śmierci jego Twórcy. Ci najczęściej umierali w nędzy.”

    A jeśli rolnik umrze w nędzy, to czyja to wina? Niedostatecznej ochrony rolnika? A jeśli ja umrę w nędzy, co bardzo prawdopodobne, to kogo mam winić? Kto mnie nie ochronił? I dlaczego?

    Dlaczego mamy chronić twórców? Twórcy nie różnią się niczym od innych ludzi. Podobnie jak inni muszą jakoś zarobić na życie. Niekoniecznie poprzez ustanawiany na ich korzyść monopol prawny.

    „2. Każdy wytwór/produkt poddaje się prawom rynku , w tym również jego sposoby dystrybucji. Rynek (konsumenci) niech więc weryfikują czy to im dopowiada czy nie. Jeśli to funkcjonuje to może im odpowiada? :)”

    Przecież dynamiczny rozwój sieci P2P pokazuje, że one im bardziej odpowiadają niż restrykcyjne systemy dystrybucji. Ja jestem za tym, aby dostawcy treści (albo twórcy, ale to nie o ich chodzi) przedstawili system, który zapewni im kasę, a jednocześnie będzie łatwiejszy i wygodniejszy dla konsumenta od sieci P2P. Przykład iTunes pokazuje, że można pójść w tym kierunku i zarobić sporo kasy. Ja chciałbym, aby musieli wysilić się jeszcze bardziej.

    „3. Może te właśnie prawa (autorskie) są powodem ROZWOJU rynku twórców ? w XVII w wieku mało ich było w porównaniu do XX wieku – może chętniej człowiek skupia się na swojej pracy jeśli jest jej wytwór odpowiednio chroniony przed zawłaszczeniem?”

    Może tak było. Ale teraz są motorem hamującym postęp technologiczny i rozwój nowych technik wymiany informacji. Poza tym wymagają kontroli nad przepływem informacji – czego nie chcę.

    „5. dosyć mam twierdzeń, że ograniczenia coś hamują – to kompletna bzdura. Są świetnym mechanizmem wspierającym kreatywność i pomysłowość. Ograniczenie co do latania – poskutkowało rozwojem technologii lotniczych , etc”

    A ja mam dosyć brzydkiej pogody. I co to zmienia, gdy brzydka pogoda jest faktem? To są fakty.

    „Czy jeśli próby kontrolowania określonych obszarów są trudne to znaczy , ze należy go po prostu zaniechać. Oczywiście, że nie.”

    To nie jest kontrolowanie „pewnych obszarów”, to totalna kontrola. Inaczej się nie da.

    „2. co do nieustanej inwigilacji – wracamy do problemu już przez ze mnie poruszonego. Gdyby nie kradli (edukacja) nie trzeba by było totalnej inwigilacji. Tgzw. totalna inwigilacja to po prostu próby walki ze złodziejami. I takie na pewno należy podejmować. Że czasem są niezbyt udane – pod różnym względem…”

    Nie da się bitów kraść. Walka z „kradzieżą” bitów to walka z wodą, aby przestała być mokra. Niewykonalne.

    „To założenie, ze sieć powstała po to by dzielić się kradzionymi towarami. Jeśli ktoś tak widzi sieć i cel jej powstania – to nie ma co zazdrościć… i nie ma o czym dyskutować.”

    To nie są kradzione towary, bo kopiowanie to nie kradzież. Dlaczego? Bo nie sposób odróżnić rzeczy niekradzionej od „kradzionej”, czyli skopiowanej. To która z nich jest „ukradziona”?

    „1. Mówimy o prawie. Dopóki się go nie zmieni to obowiązuje. To chyba stosunkowo proste i jasne. A półgłówki w Pańskich słowach znajdują usprawiedliwienie dla jego łamania 9w zasadzie już nie tylko usprawiedliwienia, ale moralną zasadność)”

    Ja nigdzie nie namawiam do łamania prawa, choć uważam go za bzdurne. Ja namawiam do zmiany prawa.

    „1. Wieloma się nie dzielę – w obawie przed kradzieżą. Dzięki temu są tylko moje. Posiadam je na wyłączność. Mogę sie nimi podzielić ale tylko na zasadach jakie uznam sam za słuszne.
    2. Nie można ukraść myśli jakimi sie nie podzieliłem.”

    Zgadza się. Dopóki myśl jest nieujawniona, to z mojego punktu widzenia nie istnieje. Nie jestem w stanie rozpoznać, czy mój adwersarz trzyma jakąś ukrytą myśl, czy też nie. Nie mogę ukraść więc czegoś, czego nie ma. W takim kontekście można, oczywiście, posiadać wszystko i bronić tej własności.

    „1. Zabawy słowami. Bit bitowi nierówny. Kombinacji bitów jest nieskończenie wiele. Ble, ble, ble
    2. Powrót do rzeczywistości: Odbieramy możliwość powielania (lub sens) ich powielania autorowi – a wiec jego zarobku, utrzymania, etc.Powielanie godzi w interes stwórcy. Chyba ze on UZNA inaczej. Ale niech ma to prawo.”

    O ile wiem, jeśli ja coś skopiuję, to autora nie pozbawiam możliwości kopiowania. Albo uznania, że nie chce tego kopiować. Wciąż ma taką możliwość.

    A bit bitowi równy.

    „2. co stare to za darmo – no cóż znalazł pan zastosowanie dla prawa autorskiego, które obowiązuje”

    Tylko je mogłem wyzwolić spod obecnego monopolu. Co poradzę, że monopoliści nie chcą się pozbywać tego przywileju?

    „Jednak bardzo dobre dzieła nie powstają w wolnych chwilach, trzeba im poświecić mnóstwo czasu.”

    No to co? To mamy dzięki temu uznawać ten szkodliwy system? Może ktoś znajdzie sposób na to, że będą rzeczy dobre powstawały mimo braku ochrony. Są na to środki techniczne i będzie ich coraz więcej.

    Powtarzam po raz kolejny – nie chcę, aby wszystko było za darmo. Nie chcę „własności” intelektualnej, a to nie jest to samo.

    „Jeśli z niego korzysta to znaczy ze sie sprawdza. W końcu to prawo dla NIEGO. Dlaczego mu je odbierać?”

    Bo konfliktuje z prawami innych, a szczególnie z prawem własności (takiej tradycyjnym). Pisałem o tym, proszę poczytać. Albo obejrzeć wideo.

    „I.Podobnie jak 99% ludzkości (w każdej poruszanej kwestii) myli się Pan już na poziomie definicji.
    Proponuję posługiwać sie powszechnie zrozumiałymi terminami. Prawo mówi o kradzieży rzeczy.”

    Powszechnie zrozumiałe terminy nie zawsze są poprawne i prawidłowe (niedawno przedefiniowano „małżeństwo”). Nie można czegoś ukraść nie pozbawiające jednocześnie rzeczy właściciela. Zwolennicy tworzenia fikcji pod nazwą „własność” intelektualna postanowili to pojęcie rozszerzyć o kopiowanie idei, ale to nic nie zmienia.

    „II.Pomysł , produkt nie materialny można ukraść!!!!!!!!!!!!! Mam pomysł i nikomu o nim nie powiem . NALEŻY TYLKO DO MNIE. Jest mój. Mogę ewentualnie sprzedać…”

    Tak jak nie można komuś wyjąć czegoś z głowy, tak po ujawnieniu pomysłu, nie można go wyjąć z głowy tym, którym się go ujawniło. Więc „właściciel” nie może sprawować władzy nad czymś, co ujawnił, a co za tym idzie, nie może już być tego właścicielem. I proszę sobie to rozszerzyć na inne formy myśli (utwory, dzieła, itp.).

    Można, oczywiście, stworzyć system, który będzie próbował zawładnąć umysłami i komputerami wszystkich innych ludzi, a to system bardzo zły. Co widać naocznie.

  • >>Prawa te próbują w sztuczny sposób stworzyć dla idei i informacji sytuację podobną do rzeczy materialnych – sztuczną rzadkość
    To prawa ekonomii i rynku. Dlaczego więc nie mają dotyczyć tej dziedziny? Tylko tworząc rzadkość można naprawdę zarobić. To podstawy marketingu.

    >>I nic się złego nie stanie. Nie każdy musi być artystą, nie każde dzieło musi zaistnieć.
    Oczywiście.
    1. Cofanie się do średniowiecza a nie rozwój.
    2. I nic dobrego się nie stanie.
    3. Prawo musu to prawo głupoty. Nic nie musi być. Ale może. Tyle, ze też niekocznie.
    4. Skoro może być dobre – to niech będzie. O to walczę a nie by znieść to co to chroni. Moja walka więc sprowadza się do powiększenia zasobów twórców i ich pomysłów. A Pańska ?

    >>Dlaczego mamy chronić twórców? Twórcy nie różnią się niczym od innych ludzi.
    Dlatego że interesy innych producentów / ludzi są chronione. Dlaczego ten producent nie ma być chroniony? Jest jakiś gorszy?

    >>Niekoniecznie poprzez ustanawiany na ich korzyść monopol prawny.
    Monopol prawny – piękny zwrot . który nie znaczy nic albo wszystko. Każda grupa społeczna/zawodowa ma w jakiejś części prawa monopol prawny. Czemu twórcy go nie mają mieć?

    >>Ja jestem za tym, aby dostawcy treści (albo twórcy, ale to nie o ich chodzi) przedstawili system, który zapewni im kasę, a jednocześnie będzie łatwiejszy i wygodniejszy dla konsumenta od sieci P2P.

    1. Świetnie ja też jestem za tym ale jak maja go rozwinąć nie inwestując? A skąd brać na inwestycje ja nie będą chronione ich prawa?
    2. Przykład iTunes pokazuje, że można pójść w tym kierunku i zarobić sporo kasy – co ma ten przykład do rzeczy, on nie znosi praw autorskich.
    Jest wprost argumentem za ich istnieniem. Albo mówimy o sposobach rozpowszechniania materiałów objętych prawem aut. albo o zasadności ich istnienia.
    3. ITunes to więcej, to argument przemawiający za tym że prawa autorskie nie szkodzą nowym formom dystrybucji wyrobów nimi objętymi. Nie szkodzą rozwojowi.. NIE SZKODZĄ.
    Oczekiwanie nowych i tańszych form dystrybucji, oraz niższych cen i mieszanie z tym zasadności istnienia praw autorskich to poważne nieporozumienie. Tak poważne, że wymaga długiej przemowy.. a ja nie mam siły 🙂
    Należy zrozumieć ze prawa autorskie kierują sie prawami rynku i dostosowują sie do ochrony działań godzących w interes twórcy/dystrybutora/wytwórcy. Podejście w ten sposób do problemu pokazuje, że te prawa BĘDĄ dostosowywać sie do praw rynku. Więc i tak w konsekwencji będą o ich destrukcyjności decydować konsumenci (pośredni, poprzez popyt i podaż).
    Prawa autorskie to zwykły element ekonomii a nie próba ograniczania czyjeś wolności, czy też innych mglistych pomysłów…

    >>Ale teraz są motorem hamującym postęp technologiczny i rozwój nowych technik wymiany informacji.
    Zaznaczyłem, że jest wprost przeciwnie /są motorem kreatywności zarówno dla konsumenta jak i twórcy/. Proszę o argument.
    >>Poza tym wymagają kontroli nad przepływem informacji – czego nie chcę.
    1. Systemy kontroli są niezbędne w każdej dziedzinie. Bardzo też potrzebne w ekonomii – a jak zaznaczyłem, prawa autorskie to element zwykłej ekonomii.
    2. czego chcę

    >>I co to zmienia, gdy brzydka pogoda jest faktem? To są fakty
    I co to zmienia? Prawa autorskie są siłą napędową twórczości i kreatywności – to też są fakty
    A więc mamy 2 fakty. Mój związany z tematem, Pański nie.

    >>To nie jest kontrolowanie “pewnych obszarów”, to totalna kontrola. Inaczej się nie da.
    1. iTunes
    2. inaczej się da.

    >>Nie da się bitów kraść.
    nr konta hasło, login, to zwykłe bity. Jak je ukradnę to skutki dla Pańskiego stanu konta mogą być opłakane. Nie liczy sie co można ukraść / z definicji/ liczą sie przede wszystkim skutki tej kradzieży.

    >>Bo nie sposób odróżnić rzeczy niekradzionej od “kradzionej”, czyli skopiowanej. To która z nich jest “ukradziona”?
    1. Skopiowana niezgodnie z licencją użytkowania.

    >>Ja nigdzie nie namawiam do łamania prawa, choć uważam go za bzdurne. Ja namawiam do zmiany prawa.
    Nie pisałem, że namawia Pan do łamania prawa 🙂

    >>Dopóki myśl jest nieujawniona, to z mojego punktu widzenia nie istnieje.
    1. Zasada: to czego nie widzę nie istnieje. Widzi Pan teraz Meksyk? 🙂
    2. Z punktu twórcy istnieje (np. z mojego)
    3. Ułatwię zadanie: świetny pomysł na coś zapisuję na kartce. Kradnie Pan tę kartkę. Kradnie Pan pomysł.

    >>w takim kontekście można, oczywiście, posiadać wszystko i bronić tej własności.
    1. w całej rozciągłości: nieprawda, argument odwołujący się nie do logiki, ale uczuć adwersarza (nie pierwszy)
    2. posiadamy dużo i bronimy wiele w niemal każdej dziedzinie życia (praca, dom, etc)
    2. W takim kontekście można:
    a) posiadać dużo i w ogóle tego nie bronić (gdzie znajdę chętnego?)
    b) nie posiadać nic (wszystko dobro wspólne) – gdzie znajdę chętnych? i jaki to będzie % populacji?

    >>O ile wiem, jeśli ja coś skopiuję, to autora nie pozbawiam możliwości kopiowania
    1. Oczywiście, że Pan pozbawia. I oczywiście, że nie chodziło tu o dosłowność. Z punktu widzenia ekonomii: powielanie godzi w zyski Twórcy (chyba , ze on nie chce ciągnąć z tego zysków). To dzięki powielaniu są osiągane dochody.
    2. iTunes – kilkuset użytkowników kupuje ten sam utwór (powielanie przez lub zgodne z wymogami twórcy). W przypadku gdyby jeden pobrał i rozesłał (powielił) do innych , którzy chcieli by tego posłuchać: ITunes by nie zarobił, twórca by nie zarobił. ETC

    >Co poradzę, że monopoliści nie chcą się pozbywać tego przywileju?
    1. Byliby idiotami. Tylko monopol daje duże zyski. Jeśli Pan oczekuje, że ktoś stanie się idiotą…
    2. Nie mylmy monopolu z monopolowym

    >>Może ktoś znajdzie sposób na to, że będą rzeczy dobre powstawały mimo braku ochrony.
    1. Może. Może ktoś znajdzie sposób na raka, na cukrzyce, na biedę. Gdybologia stosowana.
    2. Nie da sie „uprawiać” społeczeństwa bez systemów ochrony (wielu). Dlatego że to co dobre dla jednej jednostki, wcale takie nie musi być dla drugiej. Zasady ochrony służą temu że te sprzeczne interesy mogą funkcjonować i tworzą jednolitą masę (społeczeństwo).

    >Powtarzam po raz kolejny – nie chcę, aby wszystko było za darmo. Nie chcę “własności” intelektualnej, a to nie jest to samo.
    1. Rozumiem i nie wmawiam, ze Pan tego chce. Jednak rządzą prawa ekonomii, których własność jest częścią.

    >Bo konfliktuje z prawami innych, a szczególnie z prawem własności (takiej tradycyjnym).
    1. zanim odpowiem , proszę o link do filmu.

    >Powszechnie zrozumiałe terminy nie zawsze są poprawne i prawidłowe (niedawno przedefiniowano “małżeństwo”).
    1. Termin nie może być poprawny lub nie – on po prostu jest. Tworzy język, system wymiany informacji.
    2. kto ma ocenić czy dany termin jest poprawny czy nie? ten komu on odpowiada lub nie?
    3. definicję ewoluują – zanim jednak to zrobią to obowiązują , w przeciwnym razie wszyscy bredzimy.
    Jeśli nie trzymamy sie definicji to w gruncie rzeczy może mówimy zupełnie o czymś innym niż mówimy? Po co więc kłapać?
    Nie popadajmy w paranoję. W ten dziecinny sposób podważyć mogę każde prawo i zasadę.

    >>Nie można czegoś ukraść nie pozbawiające jednocześnie rzeczy właściciela.
    1. Oczywiście że można. Skutkiem kradzieży może być np. zmniejszenie zysków.
    2. Zrozumienie leży w: Rzeczy niematerialne to też rzeczy. Rzecz ta służy do wytworzenia /generowania zysków/. Kradnąc ją powodujesz zmniejszenie moich zysków. Chociaż nadal mam tą rzecz. Po prostu kradniesz mi zyski lub je obniżasz.
    Łatwo to wyliczyć / określić.

    >>Tak jak nie można komuś wyjąć czegoś z głowy, tak po ujawnieniu pomysłu, nie można go wyjąć z głowy tym, którym się go ujawniło
    1. I?
    2. Dlatego nie ujawnię – chyba , że to będzie chronione.

    >Więc “właściciel” nie może sprawować władzy nad czymś, co ujawnił,
    1. Może – jeśli to będzie chronione.

    >Można, oczywiście, stworzyć system, który będzie próbował zawładnąć umysłami i komputerami wszystkich innych ludzi, a to system bardzo zły. Co widać naocznie.
    1. Nie można. Wiec kolejny wniosek: każde prawo ma swoje granice.
    2. Jeśli system będzie obiektywny – to nie będzie złe (ten argument wpasowuje się do poruszanej iluzji)
    3. Nie widzę – proszę wskazać.

    Podsumowanie.
    1.
    Zasady ekonomi i marketingu są wystarczające by regulować wszelkie prawa rynku.
    Prawa rynku /a więc i oczekiwania konsumentów/ spowodowały powstanie praw autorskich – nie te same prawa je rozwijają / regulują / zmieniają.
    Prawa autorskie nie ograniczają rozwoju – wręcz przeciwnie.
    Używaj narzędzi zgodnie z celem do jakiego zostały powołane.
    Jeśli cel jest z gruntu zły lub zwyczajnie głupi – nie używaj ich wcale.

    2.
    Staraj się być dosyć głupi. Mądrym nie opłaca się być, niech inni się wysilają skorzystaj z ich pomysłów. Jednak pomimo , że będziesz dosyć głupi nie wyzbywaj się sprytu. Spryt pozwala znajdować coraz lepsze metody kradzieży cudzych pomysłów.

    Wcale to wszystko nie złośliwie, lecz dla sportu 🙂
    Greg

  • >>Prawa te próbują w sztuczny sposób stworzyć dla idei i informacji sytuację podobną do rzeczy materialnych – sztuczną rzadkość
    To prawa ekonomii i rynku. Dlaczego więc nie mają dotyczyć tej dziedziny? Tylko tworząc rzadkość można naprawdę zarobić. To podstawy marketingu.

    >>I nic się złego nie stanie. Nie każdy musi być artystą, nie każde dzieło musi zaistnieć.
    Oczywiście.
    1. Cofanie się do średniowiecza a nie rozwój.
    2. I nic dobrego się nie stanie.
    3. Prawo musu to prawo głupoty. Nic nie musi być. Ale może. Tyle, ze też niekocznie.
    4. Skoro może być dobre – to niech będzie. O to walczę a nie by znieść to co to chroni. Moja walka więc sprowadza się do powiększenia zasobów twórców i ich pomysłów. A Pańska ?

    >>Dlaczego mamy chronić twórców? Twórcy nie różnią się niczym od innych ludzi.
    Dlatego że interesy innych producentów / ludzi są chronione. Dlaczego ten producent nie ma być chroniony? Jest jakiś gorszy?

    >>Niekoniecznie poprzez ustanawiany na ich korzyść monopol prawny.
    Monopol prawny – piękny zwrot . który nie znaczy nic albo wszystko. Każda grupa społeczna/zawodowa ma w jakiejś części prawa monopol prawny. Czemu twórcy go nie mają mieć?

    >>Ja jestem za tym, aby dostawcy treści (albo twórcy, ale to nie o ich chodzi) przedstawili system, który zapewni im kasę, a jednocześnie będzie łatwiejszy i wygodniejszy dla konsumenta od sieci P2P.

    1. Świetnie ja też jestem za tym ale jak maja go rozwinąć nie inwestując? A skąd brać na inwestycje ja nie będą chronione ich prawa?
    2. Przykład iTunes pokazuje, że można pójść w tym kierunku i zarobić sporo kasy – co ma ten przykład do rzeczy, on nie znosi praw autorskich.
    Jest wprost argumentem za ich istnieniem. Albo mówimy o sposobach rozpowszechniania materiałów objętych prawem aut. albo o zasadności ich istnienia.
    3. ITunes to więcej, to argument przemawiający za tym że prawa autorskie nie szkodzą nowym formom dystrybucji wyrobów nimi objętymi. Nie szkodzą rozwojowi.. NIE SZKODZĄ.
    Oczekiwanie nowych i tańszych form dystrybucji, oraz niższych cen i mieszanie z tym zasadności istnienia praw autorskich to poważne nieporozumienie. Tak poważne, że wymaga długiej przemowy.. a ja nie mam siły 🙂
    Należy zrozumieć ze prawa autorskie kierują sie prawami rynku i dostosowują sie do ochrony działań godzących w interes twórcy/dystrybutora/wytwórcy. Podejście w ten sposób do problemu pokazuje, że te prawa BĘDĄ dostosowywać sie do praw rynku. Więc i tak w konsekwencji będą o ich destrukcyjności decydować konsumenci (pośredni, poprzez popyt i podaż).
    Prawa autorskie to zwykły element ekonomii a nie próba ograniczania czyjeś wolności, czy też innych mglistych pomysłów…

    >>Ale teraz są motorem hamującym postęp technologiczny i rozwój nowych technik wymiany informacji.
    Zaznaczyłem, że jest wprost przeciwnie /są motorem kreatywności zarówno dla konsumenta jak i twórcy/. Proszę o argument.
    >>Poza tym wymagają kontroli nad przepływem informacji – czego nie chcę.
    1. Systemy kontroli są niezbędne w każdej dziedzinie. Bardzo też potrzebne w ekonomii – a jak zaznaczyłem, prawa autorskie to element zwykłej ekonomii.
    2. czego chcę

    >>I co to zmienia, gdy brzydka pogoda jest faktem? To są fakty
    I co to zmienia? Prawa autorskie są siłą napędową twórczości i kreatywności – to też są fakty
    A więc mamy 2 fakty. Mój związany z tematem, Pański nie.

    >>To nie jest kontrolowanie “pewnych obszarów”, to totalna kontrola. Inaczej się nie da.
    1. iTunes
    2. inaczej się da.

    >>Nie da się bitów kraść.
    nr konta hasło, login, to zwykłe bity. Jak je ukradnę to skutki dla Pańskiego stanu konta mogą być opłakane. Nie liczy sie co można ukraść / z definicji/ liczą sie przede wszystkim skutki tej kradzieży.

    >>Bo nie sposób odróżnić rzeczy niekradzionej od “kradzionej”, czyli skopiowanej. To która z nich jest “ukradziona”?
    1. Skopiowana niezgodnie z licencją użytkowania.

    >>Ja nigdzie nie namawiam do łamania prawa, choć uważam go za bzdurne. Ja namawiam do zmiany prawa.
    Nie pisałem, że namawia Pan do łamania prawa 🙂

    >>Dopóki myśl jest nieujawniona, to z mojego punktu widzenia nie istnieje.
    1. Zasada: to czego nie widzę nie istnieje. Widzi Pan teraz Meksyk? 🙂
    2. Z punktu twórcy istnieje (np. z mojego)
    3. Ułatwię zadanie: świetny pomysł na coś zapisuję na kartce. Kradnie Pan tę kartkę. Kradnie Pan pomysł.

    >>w takim kontekście można, oczywiście, posiadać wszystko i bronić tej własności.
    1. w całej rozciągłości: nieprawda, argument odwołujący się nie do logiki, ale uczuć adwersarza (nie pierwszy)
    2. posiadamy dużo i bronimy wiele w niemal każdej dziedzinie życia (praca, dom, etc)
    2. W takim kontekście można:
    a) posiadać dużo i w ogóle tego nie bronić (gdzie znajdę chętnego?)
    b) nie posiadać nic (wszystko dobro wspólne) – gdzie znajdę chętnych? i jaki to będzie % populacji?

    >>O ile wiem, jeśli ja coś skopiuję, to autora nie pozbawiam możliwości kopiowania
    1. Oczywiście, że Pan pozbawia. I oczywiście, że nie chodziło tu o dosłowność. Z punktu widzenia ekonomii: powielanie godzi w zyski Twórcy (chyba , ze on nie chce ciągnąć z tego zysków). To dzięki powielaniu są osiągane dochody.
    2. iTunes – kilkuset użytkowników kupuje ten sam utwór (powielanie przez lub zgodne z wymogami twórcy). W przypadku gdyby jeden pobrał i rozesłał (powielił) do innych , którzy chcieli by tego posłuchać: ITunes by nie zarobił, twórca by nie zarobił. ETC

    >Co poradzę, że monopoliści nie chcą się pozbywać tego przywileju?
    1. Byliby idiotami. Tylko monopol daje duże zyski. Jeśli Pan oczekuje, że ktoś stanie się idiotą…
    2. Nie mylmy monopolu z monopolowym

    >>Może ktoś znajdzie sposób na to, że będą rzeczy dobre powstawały mimo braku ochrony.
    1. Może. Może ktoś znajdzie sposób na raka, na cukrzyce, na biedę. Gdybologia stosowana.
    2. Nie da sie „uprawiać” społeczeństwa bez systemów ochrony (wielu). Dlatego że to co dobre dla jednej jednostki, wcale takie nie musi być dla drugiej. Zasady ochrony służą temu że te sprzeczne interesy mogą funkcjonować i tworzą jednolitą masę (społeczeństwo).

    >Powtarzam po raz kolejny – nie chcę, aby wszystko było za darmo. Nie chcę “własności” intelektualnej, a to nie jest to samo.
    1. Rozumiem i nie wmawiam, ze Pan tego chce. Jednak rządzą prawa ekonomii, których własność jest częścią.

    >Bo konfliktuje z prawami innych, a szczególnie z prawem własności (takiej tradycyjnym).
    1. zanim odpowiem , proszę o link do filmu.

    >Powszechnie zrozumiałe terminy nie zawsze są poprawne i prawidłowe (niedawno przedefiniowano “małżeństwo”).
    1. Termin nie może być poprawny lub nie – on po prostu jest. Tworzy język, system wymiany informacji.
    2. kto ma ocenić czy dany termin jest poprawny czy nie? ten komu on odpowiada lub nie?
    3. definicję ewoluują – zanim jednak to zrobią to obowiązują , w przeciwnym razie wszyscy bredzimy.
    Jeśli nie trzymamy sie definicji to w gruncie rzeczy może mówimy zupełnie o czymś innym niż mówimy? Po co więc kłapać?
    Nie popadajmy w paranoję. W ten dziecinny sposób podważyć mogę każde prawo i zasadę.

    >>Nie można czegoś ukraść nie pozbawiające jednocześnie rzeczy właściciela.
    1. Oczywiście że można. Skutkiem kradzieży może być np. zmniejszenie zysków.
    2. Zrozumienie leży w: Rzeczy niematerialne to też rzeczy. Rzecz ta służy do wytworzenia /generowania zysków/. Kradnąc ją powodujesz zmniejszenie moich zysków. Chociaż nadal mam tą rzecz. Po prostu kradniesz mi zyski lub je obniżasz.
    Łatwo to wyliczyć / określić.

    >>Tak jak nie można komuś wyjąć czegoś z głowy, tak po ujawnieniu pomysłu, nie można go wyjąć z głowy tym, którym się go ujawniło
    1. I?
    2. Dlatego nie ujawnię – chyba , że to będzie chronione.

    >Więc “właściciel” nie może sprawować władzy nad czymś, co ujawnił,
    1. Może – jeśli to będzie chronione.

    >Można, oczywiście, stworzyć system, który będzie próbował zawładnąć umysłami i komputerami wszystkich innych ludzi, a to system bardzo zły. Co widać naocznie.
    1. Nie można. Wiec kolejny wniosek: każde prawo ma swoje granice.
    2. Jeśli system będzie obiektywny – to nie będzie złe (ten argument wpasowuje się do poruszanej iluzji)
    3. Nie widzę – proszę wskazać.

    Podsumowanie.
    1.
    Zasady ekonomi i marketingu są wystarczające by regulować wszelkie prawa rynku.
    Prawa rynku /a więc i oczekiwania konsumentów/ spowodowały powstanie praw autorskich – nie te same prawa je rozwijają / regulują / zmieniają.
    Prawa autorskie nie ograniczają rozwoju – wręcz przeciwnie.
    Używaj narzędzi zgodnie z celem do jakiego zostały powołane.
    Jeśli cel jest z gruntu zły lub zwyczajnie głupi – nie używaj ich wcale.

    2.
    Staraj się być dosyć głupi. Mądrym nie opłaca się być, niech inni się wysilają skorzystaj z ich pomysłów. Jednak pomimo , że będziesz dosyć głupi nie wyzbywaj się sprytu. Spryt pozwala znajdować coraz lepsze metody kradzieży cudzych pomysłów.

    Wcale to wszystko nie złośliwie, lecz dla sportu 🙂
    Greg

  • Podsumowanie:

    Prawa autorskie powstały jako mechanizm zapewnienia monopolu dostawcom treści (nie autorom) – wystarczy zapoznać się z historią copyrights i ich genezą. Nie są wytworem rynku, są wytworem państwa (feudalnego na dodatek). Jako mechanizm monopolu są przez uprzywilejowaną bronione i przedstawiane jako jedyna możliwa alternatywa, a tak nie jest. Konsumenci nie mają żadnego interesu w tym, aby ich prawa (do transmisji danych, prywatności tych danych, do używania swojej własności materialnej zgodnie z ich wolą) były ograniczane – są okłamywani, że to jedyna alternatywa i dla ich dobra. Fakt, że tak wielu ludzi łamie prawa autorskie (to jest zjawisko powszechne), zresztą często nieświadomie, pokazuje, że nie jest to prawo w interesie konsumenta.

    Pomysłów nie daje się ukraść. Raz ujawniony pomysł, staje się „własnością” wszystkich, którzy się o nim dowiedzą. Nie można odebrać tej własności innym. Nie można przywrócić pierwotnego stanu posiadania.

    Tyle, w tej dyskusji, bo nie wnosi nic nowego. Proszę poczytać moje inny wpisy i zastanowić się na jednym – jak można egzekwować prawa autorskie w cyfrowym świecie nie zaglądając na wszystkie nośniki danych i nie kontrolując wszystkich transmisji danych.

  • Na zakończenie:
    >Prawa autorskie powstały jako mechanizm zapewnienia monopolu dostawcom treści (nie autorom)
    Dlaczego tak chętnie korzystają z nich autorzy? Akceptacja ich pokazuje, że powstały jako prawa rynku.

    >>Konsumenci nie mają żadnego interesu w tym, aby ich prawa
    Oczywiście, że nie mają. Bo mówny o interesach twórców a nie konsumentów.
    >Pomysłów nie daje się ukraść.
    1. daje się kraść korzyści płynące z tych pomysłów. Na tym właśnie polegają pomysły i na tym polega ich kradzież.
    >Raz ujawniony pomysł, staje się “własnością” wszystkich, którzy się o nim dowiedzą.
    1. Wszystko jest pomysłem, zrealizowanym lub nie. Wszyscy są więc właścicielami wszystkiego.
    2. Skoro co usłyszę jest to moje… to co zobaczę, dotknę – też.
    >Nie można odebrać tej własności innym.
    Można. Skoro pomysł ma generować określone zyski, a za kradzież pomysłu uznamy korzystanie z niego , które ogranicza lub w jakikolwiek stopniu niweluje/obniża te zyski.
    >Nie można przywrócić pierwotnego stanu posiadania.
    1. Rozbijam ukradziony samochód / albo skutecznie uciekamy/. Też nie można przywrócić pierwotnego stanu posiadania. Jednak kradzież nastąpiła.
    2. Można. Zwrot zysków / lub obliczenie strat wynikających z korzystania z mojego pomysłu.
    >>Fakt, że tak wielu ludzi łamie prawa autorskie (to jest zjawisko powszechne), zresztą często nieświadomie, pokazuje, że …
    1. pokazuje: rozpad moralny
    2. powszechność zjawiska nie dowodzi słuszności podejmowanych działań (przykłady: tysiące)
    >że nie jest to prawo w interesie konsumenta.
    1. Nie jest. Bo dlaczego ma być?
    2. Co z prawami producenta? Konsument ma mu je wszystkie odebrać? Nie będzie chętnych do produkcji. Zostaną sami konsumenci. Tylko nie będą mieli co konsumować, bo nie będzie produkcji.
    3. na pewnych płaszczyznach prawa producenta są w sprzeczności z prawami konsumenta i to producent decyduje o na jakie ustępstwa iść na tych płaszczyznach by konsumenci zakupili jego produkt – ponownie prawo rynku
    >>jak można egzekwować prawa autorskie w cyfrowym świecie nie zaglądając na wszystkie nośniki danych i nie kontrolując wszystkich transmisji danych.
    A ja znam rozwiązania jak zostając przy obecnych prawach osiągnąć to samo: iTunes.

    A wiec ostateczny wniosek:
    Istnienie praw aut. nie jest przeszkodą w NICZYM ani nie zmusza do kontroli wszystkiego i wszystkich,
    I równie ważne: zmiany restrykcyjności / mniej ograniczeń/ praw autorskich nie pomogą w walce ze złodziejami. Jest iTunes , ale wiele osób nadal kradnie muzykę. Może więc prawa autorskie są wyznacznikiem moralności społeczeństwa. Pozwala określić skalę problemu oraz podjąć działania by edukować społeczeństwo.
    Bo problem NIE LEŻY w prawach autorskich lecz w ludziach. Większość zapisów licencji /systemów ograniczających korzystanie z produktu powstaje w celu takim by go użytkownicy nie kradli. Czy jakby przestali więc kraść restrykcje zmniejszyłyby się? Bardzo prawdopodobne a nawet pewne.
    Zamiast więc walczyć z „prawami autorskimi” walczmy ze złodziejską mentalnością, edukujmy – to w perspektywie da większe korzyści konsumentom.