Współczesne czarownice

Moja postawa w sprawie palenia zaczyna być powszechnie znana i, siłą rzeczy, czasem wdaję się w dyskusje z przeciwnikami palenia. O ile zazwyczaj trafia do nich argument, że właściciel terenu, nieruchomości, lokalu, itp. powinien móc decydować, czy na terenie jego własności pali się czy też nie, to problem staje się właściwie nierozwiązywalny, gdy wejdziemy na temat palenia na wolnym powietrzu.

Na moje twierdzenie, że na wolnym powietrzu problem praktycznie nie istnieje, bo o ile tzw. bierne palenie może mieć jakieś uzasadnienie w pomieszczeniu zamkniętym (do czego wcale nie jestem przekonany), to już żadną miarę nie uwierzę, że istnieją jakiekolwiek naukowe dowody szkodliwości przebywania w pobliżu palaczy na otwartych przestrzeniach. Oczywiście istnieje problem, powiedzmy, estetyczny, czyli zapach – jakoś tak jest, że nasze powonienie wyłapuje sporo różnych zapachów, które mogą nam się wydawać nieprzyjemne. Ale to jest coś, co nie dotyczy jedynie palenia. Gama zapachów, które komuś mogą się wydawać niemiłe jest przeogromna i nie bardzo wiem dlaczego właśnie zapach palonego tytoniu miałby być wśród nich specjalnie napiętnowany – dla mnie ludzie wydają sporo mniej przyjemnych zapachów, co nie oznacza, że trzeba zaraz uchwalić w tej sprawie jakąś ustawę. Tak, jak nie regulujemy prawnie kwestii mycia się, tak nie powinniśmy specjalnie regulować kwestii smrodu z paszczy, niezależnie czy jego źródłem jest papieros czy też po prostu niemyte zęby.

Ale wydaje mi się, że owe ataki na palaczy na ulicach, na razie jedynie propagandowe i prawne, to taka nowoczesna wersja polowania na czarownice. Coś, co płynie z jakichś ukrytych lęków (przed rzekomą szkodliwością biernego palenia), a co przeradza się w niemający racjonalnej podbudowy atak na palaczy. Dlaczego nie powinni palić na wolnym powietrzu? Bo tak, bo to złe! Na stos z nimi!

Co zabawniejsze, to największymi wrogami palaczy i palenia są zazwyczaj ci, którzy ochoczo nawołują do tolerancji, zmuszając wszystkich do akceptacji rozmaitych rzeczy, których przeważnie akceptować nie chcą. Dziwnym trafem, jakoś nie słyszałem, aby te wrażliwe środowiska organizowały jakieś manify nawołujące do tolerancji palaczy.

3 myśli na temat “Współczesne czarownice”

  1. > Co zabawniejsze, to największymi wrogami palaczy i palenia są zazwyczaj ci, którzy ochoczo nawołują do tolerancji, zmuszając wszystkich do akceptacji rozmaitych rzeczy, których przeważnie akceptować nie chcą.

    E, chyba nie. Lewacy nie mogą ogarnąć, dlaczego zakaz palenia w pubie jest głupi a w parku już nie. Takie są moje doświadczenia w tym temacie. 🙂

    No, a co do doznań estetycznych związanych z paleniem w miejscach publicznych to nie rozumiem dlaczego nie chce Pan przyjąć do wiadomości, że nierobienie czegoś (niemycie zębów) to zupełnie coś innego niż robienie (palenie). Zwłaszcza, że mycie zębów do szczęścia potrzebne nie jest, podobnie jak palenie.

  2. W zasadzie ma Pan rację. W zadadzie tylko dlatego, że są ludzie – palacze, którzy nie widzą różnicy pomiędzy parkiem a wiatą przystankową skąd niektórzy paląc papierosy trafiają wprost do autobusów. Dla mnie to problemem już nie jest, bo z komunikacji miejskiej nie korzystam, ale był i go rozumiem.
    Inną sprawą jest ilość śmieci (petów) generowanych przez palących (przede wszystkim na przystankach, ale ogólnie wszędzie). Ale to głównie problem braku kultury, podobnie jak psie kupy.

  3. O ile mogę zaakceptować zapach dymu papierosowego w zamkniętych pomieszczeniach – mogę po prostu tam nie wchodzić, mój wybór, o tyle palenie w miejscach publicznych, a w szczególności na przystankach autobusowych jest dla mnie nie do przyjęcia. Może byłby, gdyby kultura osobista palaczy skłaniała mnie do tego. Rozumiem osobę, która stoi 2-3 metry od wiaty – nie rozumiem i nie akceptuję osób, które paląc jednocześnie przechadzają się wśród ludzi – jest to dla mnie przejawem braku szacunku dla innych ludzi.

Możliwość komentowania jest wyłączona.