Bezcelowość zabezpieczeń przed kopiowaniem

Bruce Schneier napisał był kiedyś świetny tekst „The Futility of Digital Copy Prevention„, czyli po naszemu tak, jak tytuł tego wpisu. Tekst jest po angielsku, ale na zachętę pozwolę sobie przytoczyć kilka cytatów:

Wszystkie media rozrywkowe w internecie (jak wszystko inne w internecie) to tylko bity: zera i jedynki. Bity ze swej natury są kopiowalne, łatwo i wielokrotnie. Jeśli masz plik cyfrowy – tekst, muzykę, wideo, czy cokolwiek innego – możesz zrobić tyle kopii pliku, ile zechcesz i zrobić z nimi cokolwiek zechcesz. To jest prawo naturalne cyfrowego świata i czyni kopiowanie w internecie innym od kopiowania zegarków Rolex czy torebek marki Louis Vuitton.

To, co przemysł rozrywkowy próbuje robić, to użycie technologii niezgodnie z tym prawem naturalnym. Chcą w jakiś praktyczny sposób utrudnić kopiowanie na tyle, aby ochronić swój obecny interes. Są skazani na porażkę.

Końcowy rezultat to będzie fiasko. Wszystkie cyfrowe metody zabezpieczeń mogą zostać złamane, i kiedy to się stanie, to złamane zabezpieczenia będą rozpowszechnianie… czy prawo zabrania tego czy nie. Przeciętny użytkownik będzie mógł sobie ściągnąć owe narzędzia z tych witryn, nad którymi prawo nie ma jurysdykcji. Pirackie treści będą powszechnie dostępne w internecie. Każdy będzie miał do nich dostęp.

I na koniec mój ulubiony fragment:

Pliki cyfrowe nie mogą stać się niekopiowalne, tak jak woda nie może przestać być mokra.

7 myśli na temat “Bezcelowość zabezpieczeń przed kopiowaniem”

  1. W teorii słuszne tezy, ale w praktyce rynek działa tak, że najwięcej zarabia się i tak na początku – na nowościach. Więc zabezpieczenia nie znikną, bo jednak mają sens opóźnienia kopiowania.

  2. Owszem woda musi być mokra 😉 Zastanawia mnie jednak coś innego. Dlaczego tak bardzo pragniecie używać tych „cyfrowych treści”, których autorzy zastrzegają sobie prawo do kopiowania? Czy to nie jest jakieś chore pożądanie? Nie używajcie tego, a sami twórzcie takie „cyfrowe treści”, którym nie będziecie zastrzegać prawa do kopiowania. Owszem, zgadzam się, że „chore” jest zastrzeganie takiego prawa, ale mój dylemat jest chyba rzeczowy. Ja nie korzystam z tych treści od wielu lat i właściwie chyba niewiele straciłem… prawda?

  3. Choćby dlatego, że kupując płytę z muzyką mam ochotę słuchać jej także w przenośnym playerze mp3 i chciałbym móc to robić bez uciekania się do wymyślnych metod. Traktuje się mnie jak złodzieja a ja przecież zapłaciłem za płytę.

  4. Off-topic . Sytuacja autentyczna:

    „Kupiłem płytę Deftones – „Deftones”, oryginalną w sklepie za 50 zł, po 3 miesiącach została mi skradziona z samochodu, sama płyta, książeczka została w domu – czy legalne będzie zessanie z P2P.”

    Wbijam w to bo i tak ściągam non stop stuff… ale prawnicy różnie interpretują. Hmm …

  5. @MRT: posiadanie muzyki [i nie tylko] czy jej sciagniecie nie jest lamaniem prawa. problemem w prawie [i sieciach p2p] jest problem udostepniania – to ono jest karane. tak wiec – puki sciagasz/posiadasz – nie lamiesz prawa. lamiesz je udostepniajac.

    mnie najbardziej wkurza wlasnie, ze w zabezpieczeniach nie ma ani grama logiki. jestem uczciwy, kupuje legalne plyty i nie mam swietego prawa [wedlug prawa polskiego] zrobic sobie kopii plyty, bo jest zabezpieczona.
    jestem piratem – sciagam sobie obraz, wypalam w 1000 egzemplarzy i jest super. zabezpieczenie dla mnie nie jest problemem, bo go nawet nie widze – problemem moooze byc dla 1 goscia, ktory pomeczyl sie chwile, aby ten obraz zrobic.
    dla kogo i NA KOGO wiec sa te zabezpieczenia? i czemu mnie sie sciga, jako osobe omijajaca zabezpieczenia i lamiaca prawo, a nie sciga sie wytworcy, ktory odebral mi moje prawo do sporzadzenia kopii?

  6. shw – z tego co wiem, jeżeli kupisz jakiś soft/media i na własny użytek zrobisz sobie ileśtam tego kopii (bo masz takie życzenie, mieć na przykład 100 kopii tego czegoś) to w przypadku rewizji w domu możesz być oskarżony o czerpanie korzyści z handlu tym czymś. Co innego, gdybyś miał tylko jedną kopię.

    To śmierdzi głupotą jak żadne inne prawo.

  7. moze i moglbym zostac oskarzony, co nie znaczy, ze udowodniono by mi wine. jezeli policja wpadnie do domu i znajdzie u mnie dajmy na to pistolet, to nie znaczy ze skaza mnie za mordestrwo – potrzebne sa dowody [skaza mnie za nielegalne posiadanie broni – but still :P]

    co nie zmienia faktu, ze w wielu przypadkach nie mozesz legalnie skorzystac ze swojego prawa do stworzenia nawet 1 kopii bezpieczenstwa – przez zabezpieczenia „antypirackie” [czyli jako leganie kupujacy jestem z gory traktowany za pirata].
    na szczescie [prawie?] zawsze mozna to ominac i policji nic do tego – ingerencja w oprogramowanie nie jest scigana z urzedu, a policja nie ma prawa przekazac moich danych firmie, ktorej oprogramowanie zmienilem, wiec.. szkoda tylko, ze aby korzystac z mojego swietego prawa musze posuwac sie do podstepu i wykorzystywania luk prawnych..

Możliwość komentowania jest wyłączona.