Odrzucam prawa autorskie

Tym razem cytat z kogoś innego:

Odrzucam prawa autorskie. Nie mam ochoty brać udziału w czymś, co jest odpowiednikiem kontroli umysłu, destrukcji własności i deptania prawa każdego do podejmowania dowolnych działań, które nie gwałcą materialnej własności innej osoby. Nie widzę powodu do chronienia monopolu praw autorskich i uważam, że są jedne z najgorszych klauzul, które określa prawo.

Podstawową konstrukcją praw autorskich jest ograniczanie tego, co inne osoby myślą i jak używają swego kapitału. Kapitału, do którego należą ich ciała, ziemia, umysły, narzędzia i zasoby, które nabyli czy wytworzyli. Kapitał to twoja ziemia, twój dom, twój komputer i twoje ciało. Kapitał może także oznaczać twą gitarę, komputer i klawiaturę. Może też oznaczać należącą do ciebie piłę łańcuchową czy nawóz. A także może oznaczać twoją nagrywarkę CD i drukarkę.

Kapitałem nie są twoje myśli i kapitałem nie są dźwięki, ani obrazy, ani też dźwięki wydawane przez jakąś maszynę, którą posiadasz, ani też twój głos. Gdy już wypowiesz słowo, a ono trafi w powietrze wzbudzając je w taki sposób, że mogę go usłyszeć, nie widzę powodu, abym musiał uwierzyć, że te słowa są teraz twoje. Podzieliłeś się nimi ze światem, więc świat powinien mieć swobodę w użyciu swoich strun głosowych, aby wykreować takie same słowa, czy też grupy słów, jeśli tylko zechce zużyć na to swój czas.

Prawa autorskie w zasadzie mówią światu, że nie może on używać swoich strun głosowych, czy palców na strunach gitary, czy klawiatury w taki sposób, jaki sobie zechce. Prawa autorskie zmuszają ludzi do powstrzymywania się od działań, które w jakiś sposób mogą kolidować z podobnymi działaniami innych. Czy wierzysz szczerze, że możesz kontrolować działania innych osób?

Prawa autorskie jako wytwór prawny istnieją od mniej niż 300 lat – po raz pierwszy pojawiając się w pochodzącej z 1710 roku brytyjskiej ustawie królowej Anny. Od czasu wykreowania monopolu praw autorskich widzimy masowe tworzenie się karteli medialnych, których jedynym celem jest kreacja ograniczeń w rozwoju towaru – informacji. Ponieważ powielanie informacji staje się coraz łatwiejsze, kartele coraz mocniej walczą, aby uczynić powielanie informacji przestępstwem, nawet wtedy, gdy do tego celu używasz wyłącznie własnego czasu, ciała i kapitału. Dzięki kartelizacji dającej kontrolę nad monopolem, obserwujemy jak robi się kryminalistów z ludzi, którzy nie szkodzą niczyjej materialnej własności ani niczyim ciałom. Jesteśmy świadkami całych prawnych wojen toczonych o kontrolę sprawowaną przez kartele i ja naprawdę wierzę, że w ciągu mego życia kartele te przegrają wojnę o informację. Biorę udział w tej wojnie z obowiązku moralnego – bez broni, bez armii, bez prawa. Walczę w tej wojnie poprzez stworzenie ruchu, który nie tylko odrzuci prawa autorskie, ale także znajdzie sposoby na zarabianie na procesie tworzenia i produkcji kreatywnych towarów.

Infoanarchiści wszystkich krajów, łączcie się!

15 myśli na temat “Odrzucam prawa autorskie”

  1. a ja jakos nie lubie odrzucania praw autorskich jako takich. wolalbym, zeby byly one stosowane bardziej z glowa, ale nie odrzucane.
    problem polega na namacalnosci pewnych rzeczy – m.in. oprogramowania, ale nie tylko.
    teoretycznie zgadzam sie – oprogramowanie powinno byc darmowe – doputy, dopuki nie zarabiam na tym ja. tj. moge uzywac photoshopa do edycji zdjec babci czy stworzenia designu mojej niekomercyjnej strony. powstaje problem gier – ale i ten problem rozwiazal maciek w odpowiedzi do ktoregos z moich komentarzy – wszystko na zasadzie popularnych MMORPG – placimy za usluge, nie samo oprogramowanie.
    dalej – muzyka. tu tez jest proste – niech artysci zarabiaja na koncertach, materialach promocyjnych – muzyka niech bedzie wolna.
    filmy – chce isc do kina – place – za usluge, nie za sam film. chce obejrzec film na wlasnym sprzecie – mniejsze, w gorszej jakosci – nie chce placic.
    jednak mysle, ze problem polega na pewnym uogolnianiu. prawo autorskie przypisuje mi autorstwo danego utworu/oprogramowania/czegokolwiek – mowi – te konkretne slowa, nuty, kod stworzylem ja. wiec same prawo autorskie zle nie jest – o ile sluzy potwierdzaniu autorstwa, a nie zarabianiu.
    hmm.. widzimy wszyscy [no – nie wszyscy, ale wszyscy tzw. „piraci”], ze pewne zmiany sa potrzebne, ze prawo przestalo odpowiadac realiom, ze pomimo iz wydaje sie to czyms niewyobrazalnym – potrzebujemy zmienic prawo – chociazby po to, aby miliony ludzi nie okreslac przestepcami tylko dlatego, ze sciaganeli jakis utwor z sieci p2p. nie jestem pewien jednak czy przesada w ktorakolwiek ze stron jest sensownym rozwiazaniem.

  2. ogólnie wydaje mi się 😉 że prawo to takie zbiory fantomów 😉 no bo jeżeli już coś takiego się pojawi wymaga jakichś centralistycznych baz danych ( globalistycznych? narodowych? czy kosmicznych? no bo niewiadomo kto pierwszy itd. ) no ale jeżeli zakładamy że kradzież liter i cyfr należy prawnie chronić to tym bardziej należy chronić przed przymusem opłat na tę centralistyczną baze danych + oficerów od kontroli – i tu zagadka mających wgląd we wszystko? chyba jednak najbardziej 😉 racjonalna jest zasada zachowania materii – nie ma uszczerbku w materii? nie ma kradzieży 🙂
    PS. apropos zabezpieczen DRM itp itd nieprzeszkadzają mi – przeszkadza mi centralna baza „czegoś” 🙂

  3. no dobra – to podazajac twoim tokiem myslenia – pracodawca zatrudnia cie, ty dla niego cos robisz [np. programujesz], a on ci za to nie placi. zabrac ci nic materialnego nie zabral – a jednak – kradziez.
    wlasnie chodzi o to, ze prawo do tej pory dotyczylo materialnych rzeczy. jednak wchodzimy w ere, gdzie coraz wiecej jest rzeczy nienamacalnych. kupujesz oprogramowanie i w wielu przypadkach nie musisz dostac nic materialnego – i to dobrze – otrzymujesz prawo do korzystania z produktu. plyte moze ci ktos ukrasc, mozesz zgubic, zniszczyc – za to jezeli masz zakupiona licencje czy jak to nazwac – zawsze mozesz sie zalogowac i po raz kolejny sciagnac program, nie wnoszac juz zadnej oplaty.
    potrzebne nam doglebne przemyslenie jakie prawo jest odpowiednie do takich rzeczy niematerialnych. sens ma stwierdzenie macka, ze nie da sie ukrasc czegos co jest dostepne w nieskonczonej ilosci – tak jak oprogramowanie. ale z drugiej strony – ktos ten program napisal, poswiecil swoj czas, pracowal – niech teraz kazdy sobie program wezmie zamiast zaplacic. troche nie fair – nieprawdarz?
    i nie odnosi sie to tylko do oprogramowania – ksiazki – kserowanie tychze zamiast kupna. w oprogramowaniu od biedy mozna zarabiac na uslugach – oprogramowanie dajesz gratis, a pobierasz oplaty za support, obsluge zwiazana z programem. ale co z ksiazkami? jak autor ksiazki moze nas obsluzyc?

  4. > no dobra – to podazajac twoim tokiem myslenia – pracodawca zatrudnia cie, ty dla niego cos robisz [np. programujesz], a on ci za to nie placi. zabrac ci nic materialnego nie zabral – a jednak – kradziez.

    Zły przykład. W takim razie cieciowi, co siedzi na portierni, też można nie zapłacić, bo nic materalnego mu się nie zbiera. 😀 Tu chodzi o coś takiego jak dobrowolna umowa. Facet co nie płaci za zamówiony program łamie zawartą dobrowolnie umowę. A patenty, copyrighty nie są dla stron trzecich dobrowolnie zawartymi umowami. Niestety autorom książek, muzyki itd. ciężko się pogodzić z faktem, że ich dzieła docierają do ludzi dzięki pasożytnictwu. Treść wystawiona do publicznego kanału dystrybucji powinna być własnością publiczną. Ja się nie obawiam, że nie będzie książek jak się zniesie copyrighty. Dawniej można było kopiować książki a autorzy jakoś dostawali honoraria.

  5. ale rozgraniczmy jedno – patenty i prawa autorskie. jedno jest jedno, drugie jest drugie. co do patentow jestem przeciwny – w kwestii oprogramowania zdecydowanie, w calej reszcie nie bede sie wypowiadal, bo nie pracuje w calej reszcie, nie wiem jaka to praca wymyslec cos innowacyjnego np. w rejonie elektroniki czy mechaniki i innych.
    ale moj poglad – patenty na oprogramowanie to idiotyzm.

    co do dalszej – to nie jest takie proste – postaw sie w polozeniu takiego autora ksiazek. piszesz ksiazke, ksiazka jest popularna – dobrze napisana, poswieciles jej duzo czasu, bla bla bla, masz sprzedac np. 100 000 egzemplarzy. ale nie sprzedajesz. bo sprzedajesz 10 000 – reszta zdobywa ksiazke na zasadzie sxerowania, zeskanowania. duza roznica w zarobkach – nie uwazasz?
    a kiedy wkroczyloby prawo, ktore pozwalaloby na dowolne kopiowanie tych dziel – zyski by przynajmniej tak spadaly. takie google books i inne wyrosle na tej idei serwisy kupowaly by 1 egzemplarz, skanowaly i udostepnialy. dodaj do tego e-papier, nawet dopiero za kilka lat i.. zyski autorow spadna znaczaco. i to za ich realna, ciezka prace. to nie jest takie latwe – zabierzmy wszystkim prawa – udostepniajmy sobie wszystko za free i legalnie. przepisy nie sa teraz dobre, ale watpie, ze bylyby wtedy.

    a co do zlego przykladu – ja tylko probowalem pokazac zly tok myslenia, ze jak sie komus nie zabiera „czegos materialnego” to juz nie kradziez. stad ten smieszny przyklad.

  6. Autorzy książek obecnie mają do czynienia nie z wydawcami znającymi rynek i potrafiącymi się wstrzelić w niego z odpowiednim nakładem, a bardziej z akwizytorami. Jak komuś się opłaca popełnić „pirackie” wydanie książki oznacza to, że pierwotny wydawca źle skalkulował nakład lub cenę. I tacy wydawcy powinni wypadać z rynku. Natomiast z kserowaniem książek mamy do czynienia nie w przypadku beletrystyki a najcześciej w przypadku książek dla studentów medycyny. Książka kosztuje np. $300 więc student woli niewygodną, bo cięższą, zbindowaną wielotomowo i zajmującą dużo więcej miejsca kopię. Ale znacznie tańszą. Gdyby wydawcy zależało na bezwzględnym zysku to mógłby wydać taniej i w większym nakładzie lub zrobić wersje „zlokalizowane”, gorsze jakościowo, przeznaczone na biedniejsze rynki. Mógłby to zrobić z pożytkiem dla autora również. Ale chroniony, jak widać nieskutecznie, przez copyrighty nie stosuje się do zasad rynkowych. Ze stratą dla autora.

  7. Widzisz – i o to chodzi – wytwornie plytowe, wydawcy nie znaja sie na rynku, nie potrafia odnalezc sie w nowej rzeczywistosci. Robimy wielki szum, ze Apple stworzylo mozliwosc sciagania mp3 za 99 centow – woow – wielka rewolucja. To powinno stac sie dobrych kilka lat temu – w dobie wprowadzania pierwszych urzadzen mp3, zeby do dnia dzisiejszego ceny byly ulamkiem tych 99 centow. Tak stanowi logika – kiedy wprowadzane byly cd-playery na rynku byly dostepne plyty cd, ktore moznabylo legalnie kupic i sluchac. A w przypadku mp3playerow? Bo uzytkownicy maja komputery i zrzuca sobie do postaci mp3 utwory z plyt. No coz – to samo mozna bylo oczekiwac po plytach cd – uzytkownicy kupia sobie nagrywarki i zrzuca muzyke z kaset na standard cd-audio.
    Tylko za takie braki placa sami tworcy – czy to muzycy, czy to autorzy. Wielkie wytwornie zarabiaja krocie, oddajac nedzne resztki prawdziwym tworcom. Uwolnienie od praw wcale tworcom nie pomoze.

    Nadal twierdzisz, ze prawa te sa zle, powinno ich nie byc, a reszta jakos pojdzie. Ci co beda chcieli cos materialnego – kupia plyte, ksiazke, bo beda tansze [ale pamietajmy – nie robione po kosztach]. Spoko. Ile procent uzytkownikow sciaga wolnego od jakichkolwiek zobowiazan Linuxa z internetu, a ile zamawia go w postaci pudelkowej? Przenoszac to do realiow braku praw jako takich – ile osob zamowi program/ksiazke/plyte, jezeli bedzie mogl miec to od zaraz, sciagajac na swoim 1mbit’ie z P2P za free?

  8. > Nadal twierdzisz, ze prawa te sa zle, powinno ich nie byc, a reszta jakos pojdzie.

    Dokładnie tak uważam. Mało tego, widzę analogię w Twoim rozumowaniu do rozumowania typowego sekretarza POP PZPR (bez urazy – bo porównanie trochę za mocne ale nic innego nie przychodzi mi do głowy przez ten upał), który nie wierzył w kapitalizm i wolny rynek. A trochę wolnego rynku na przełomie 80/90 obaliło ich argumenty.

    > Ile procent uzytkownikow sciaga wolnego od jakichkolwiek zobowiazan Linuxa z internetu

    Większość obecnych użytkowników Linuxa to osoby o większej inteligencji i wiedzy z zakresu komputerów niż przeciętna. Więc lubią się pobawić a drukowany manual nie jest widocznie im do niczego potrzebny. Niemniej gdy w małych i średnich firmach Linux (lub HURD czy BSD?) opanuje większość desktopów to zaczną go kupować. Może nie tak jak windę ale będą to robić, by mieć świerze dojście do łatek zwiększających bezpieczeństwo czy do nowszych wersji playerów, przeglądarek i klientów czegoś tam. A to że pudełka z Linuxem się nie sprzedają tak jak by chcieli producenci dystrybucji wynika też z tego, że wolne oprogramowanie wymaga innych metod dystrybucji i finansowania. Nie wykluczam, że w przyszłości producenci kart dżwiękowych/graficznych czy chipsetów będą musieli zapłacić za umieszczenie sterowników do ich produktów jakiemuś wydawcy dystrybucji. Zobaczymy co będzie dalej z Ubuntu.

  9. Przykro mi, ale nie wierze, ze uwolnienie ludzi od placenia za cokolwiek w sferze oprogramowania/pisarstwa/muzyki/filmu jest dobre dla wolnego rynku. Co ma wspolnego wolny rynek i kapitalizm z zezwoleniem ze strony prawa na dowolne kopiowanie u korzystanie z w.w.? Rynek sie ma nic do tego, bo tu nie ma mowy o jakichkolwiek zyskach. Cokolwiek producent by robil – od radykalnego obnizania cen po super promocje – i tak nie wygra z „for free” chociazby z sieci P2P.
    A nie wszedzie da sie to tak prosto rozwiazac jak w przypadku oprogramowania [pobieranie oplat za uslugi, czesc aplikacji dzialajaca zdalnie na serwerz = platnie (jak gry online) czy chociazby placisz – masz support], po posluze sie wlasnie przykladem ksiazek. Firmy programistyczne moga zarabiac na supporcie, muzycy na koncertach, ale autor ksiazki – na czym – na recytacji?
    Po prostu nie widze realnosci waszego spojrzenia. Super – zlikwidujmy prawo autorskie – bedziemy mieli wszystko za free. No dobra – my tak, ale co powiedziec o zawodach, ktore zarabiaja dzieki temu, ze nie mozna powszechnie i legalnie kopiowac czego sie zywnie podoba – i nie mowie tu o gwiazdach rocka, ktore maja po 10 posiadlosci, ale ludzie, ktorzy pracuja, a nie zbijaja kokosow.

    A co do Linuxa – czesciowo masz slusznosc – wiele ludzi pobiera linuxa, bo na nic im pudelko. Ale lwia czesc robi to, bo nie widzi kosztow. Ma dostep do internetu, komputer i tak jest wlaczony – to sobie sciagne „za darmo”. Ludzie lubia scinac koszty wszystkiego – nawet jezeli wiedza, ze dostana cos gorszej jakosci, to i tak to wezma – bo o zlotowke tansze.
    Ale nadal powtarzam – oprogramowanie stanowi naprawde najmniejszy problem, jezeli chodzi o rewolucje w ew. zmianie praw autorskich – ono sie dostosuje. Ale jak inni?

  10. tylko Stalin może zatrzymać rebelie kasety magnetofonowej czy też nieopatentowanej czcionki herr Gutenberga 😉 a ja.. czekam na hardłerowy generator muzyki i filmow R6D6.. hihi

  11. jeżeli chodzi o cene 🙂 ja nie twierdzę że wszystko musi być za free – obraz Van Gogha kosztuje miliony ( czyli wiecej niż ileś tam kopii czegoś ) ale nikt chyba niechce zrywać ze ścian i palić reprodukcje? hm? są ludzie co kupują oryginały i własnie te reprodukcje – ale wydaje mi się że wiekszość ludzi daje w prezencie nie plik w mailu a coś bardziej dotykalnego i oryginalnego zarazem 🙂 głowa do góry! dobry program czy obraz sam się obroni – może przeraża programistów koszmar apokalipsy klonowanego marchwiowego pola 😉 że jak juz „break the law” to rzucą się do opętańczego kopiowania wszystkiego co świeci i pika 😉 … hm zwiekszając popyt na chaos p2p a tym samym niemożność okreslenia czy to … kopia vangogha czy też zniekształcone kody źródłowe i banki deleleli 😉

    ps. no już późno chowam się do bunkru (wszyscy mieszkają w bunkrach prawda? po co aby zminimalizowac ‚kradzież’ pomysłów ideii słów pomruków ech 😉

    http://www.zb.eco.pl/inne/jonatan/26.htm

  12. > Co ma wspolnego wolny rynek i kapitalizm z zezwoleniem ze strony prawa na dowolne kopiowanie u korzystanie z w.w.?

    Nie zezwoleniem a brakiem zakazu. Kapitalizm wolny rynek to też wolność tworzenia czegokolwiek. W tym kopiowania. W „wolnym rynku” ten pierwszy człon „wolny” oznacza wolność od ograniczeń prawnych narzuconych przez strony trzecie. Czyli przez państwo także.

    > Firmy programistyczne moga zarabiac na supporcie, muzycy na koncertach, ale autor ksiazki – na czym – na recytacji?

    Zależy jaka to książka. Jak np. podręcznik do matematyki, fizyki, chemii, medycyny zawierający wiedzę podstawową to może być opłacony przez jakąś uczelnianną fundację. A beletrystyka może się wpierw ukazywać w odcinkach w gazecie. Autor może być też autorem scenariusza gry komputerowej (on line na serwerze producenta) ukazującej się zaraz po premierze książki. Możliwości jest wiele. Jest też taka możliwość, że książki w obecnej formie całkowicie znikną z rynku. A autor znajdzie sobie inne równie twórcze i satysfakcjonujące zajęcie. Ale może być też tak, że znajdą się inni autorzy, którzy będą pisać za mniejsze pieniądze ale większą sławę.
    Tylko argument, że skoro mamy autorów to musimy mieć prawa autorskie jest równie bezsensowny jak argument, że skoro mamy cenzorów to musimy utrzymać cenzurę. No bo na czym będzie zarabiał cenzor jak nie będzie cenzury? 😉

  13. argumenty, to ty masz z kosmosu.
    powiedz mi czym rozni sie zezwolenie od braku zakazu? nikt nie zakazuje ci kopiowac, czyli mozesz kopiowac = zezwolenie.
    twoje spojrzenie na wolny rynek tez jest idylliczne – gdyby nie bylo jakiegokolwiek dzialania ze strony osob trzecich, nie byloby mowy o walce z monopolem chociazby. placilbys 10zl za minute polaczenia telefonicznego, albo nie rozmawialbys wcale. i nie mow mi, ze wolny rynek by to uregulowal – przyszlaby konkurencja, dala taniej i ceny by sie zmniejszyly. tak – jasne – tylko skad by przyszla konurencja, za co by zaczela dzialac na rynku i w jaki interes mialaby, zeby dawac nizsze ceny. po to sa pewne prawa [m.in. prawa zakazujace „konkurencyjnym” firmom umawiac sie „po cichu” co do cen i utrzymywac ich na zawyzonym poziomie], zeby nas uchronic. twoje podejscie jest jak postrzelonego naukowca – wymieszamy to z tym i zobaczymy co sie stanie. jasne – mozemy zlikwidowac prawa autorskie, mozemy wywalic polowe z przepisow i zobaczymy – jest pewne prawdopodobienstwo, ze reszte zalatwi wolny rynek. w teorii przynajmniej tak powinno byc.

    nadal nie potrafisz sie postawic w sytuacji innych ludzi. czym zarabiasz na zycie? bedac pisarzem, ktoremu nagle odebrano wiekszosc zyskow – poprzez „nie zabranianie” kopiowania jego dziel – co powiedzialbys gosciowi, ktory podszedlby do ciebie i powiedzial – stary – nie martw sie – pisz se do gazety w odcinkach, nie pisz thrillerow – pisz o matematyce, scenariusze do gier, albo najlepiej pisz za darmo – liczy sie slawa – wsadzisz se ja do garnka i ugotujesz na obiad.
    jestem swiadom, ze czasy sie zmieniaja, ze pewne zawody powoli wychodza, sa zastepowane innymi, ale boze.. ty chcesz chaosu. swiata w ktorym z dnia na dzien ludzie straca wiekszosc swojego comiesiecznego zysku, za ktory zyja. ty chcesz zeby z dnia na dzien zastapic rope woda, przez co wyzyskujacy przemysl naftowy upadnie i setki tysiecy osob straci prace i utrzymanie. ale jasne – dostosuja sie – nie maja wyjscia. a ty bedziesz siedzial sobie, ze swoja posadka, ktorej specjalnie te prawa nie rusza i cieszyl sie wszystkim za free.
    probuj przewidziec skutki tego o czym piszesz – piszesz, ze moze pisac do gazet w odcinkach. jakich gazet? jezeli w ogole takowe dalej by istnialy, to kto o zdrowych zmyslach placilby nawet te kilka groszy za gazete, w ktorej oprocz interesujacych tekstow widzialby reklamy? p2p czy inny powstaly po nowym prawie serwis i ma od reki gazete, bez reklam, bez ruszania sie z domu.
    „moze byc oplacany przez jakas uczelniana fundacje” – jaka? jak? skad fundacja mialaby pieniadze? z kosmosu? dlaczego fundacja wydawalaby pieniadze na tego autora? a byloby ich przeciez wiecej niz 1..
    ty mowisz – prawo autorskie won – to bede mial muzyke za darmo, oprogramowanie za darmo, literature za darmo, to, smo – ale chyba nie widzisz jak daleko siega caly mechanizm opierajacy sie na zakazie dowolnego kopiowania produktow, nazwijmy je „niematerialnych”.

    a co do tego przykladu z van goghem – powalajacy – naprawde. rzeczywiscie – kopia obrazu majacego kilkaset lat, a kopia w postaci mp3, obrazu, ciagu tekstu czy kilku MB w postaci dowolnego oprogramowania – to to samo. ludzie beda placic miliony dolarow, zeby miec „wlasnorecznego” Windows’a, autorsta Microsoftu. ciekawe tylko czy jak w przypadku w.w. delikwenta – te miliony tez beda placone juz po smierci. chociaz z drugiej strony – moglyby one w magiczny sposob trafiac do „uczelnianych fundacji”. ah – swiat bez monopoli, wojen, glodu, zaraz, chorob, biedy, brudu – i wszyscy bedziemy umieli latac.

  14. > powiedz mi czym rozni sie zezwolenie od braku zakazu? nikt nie zakazuje ci kopiowac, czyli mozesz kopiowac = zezwolenie.
    Dla owcy czy barana zezwolenie do wypasania się na pastwisku od braku zakazu wypasania się na nim nie różni się niczym. Dla człowieka różnica jest zasadnicza. Jeden poziom abstrakcji (w górę).

    > – tylko skad by przyszla konurencja,
    z Chin, z USA, z Izraela, z Afryki dzikiej lub z sąsiedniej wioski. Możliwości wiele, świat jest duży. Konkurencja przyjdzie tam gdzie nie ma biurokraty, który daje pozwolenia, reguluje coś tam, zada głupie pytanie: „skąd są pieniądze?”, a potem nakaże prowadzić księgowość, utrzymywać płace minimalne i inne zbyteczne pierdoły. A na koniec chce łapówki.

    > za co by zaczela dzialac na rynku
    za pieniądze. Skąd Apple czy Cisco wzięły kasę gdy rozkręcały biznes? Choć czasem można bez pieniędzy. Teresa Orlowski pokazała uszy a Johnny Holmes trąbę i wystarczyło, kasa sama się znalazła 😉

    > i w jaki interes mialaby, zeby dawac nizsze ceny.
    Chęć zysku. Gdyby dawała takie same ceny i usługi nikt pewnie by do nich nie przyszedł.

    > po to sa pewne prawa [m.in. prawa zakazujace “konkurencyjnym” firmom umawiac sie “po cichu” co do cen i utrzymywac ich na zawyzonym poziomie], zeby nas uchronic.
    Ja nie chcę by jakieś ktosie mnie chroniły przed wyimaginowanymi zagrożeniami. Te prawa są tylko po to, by dać zatrudnienie biurokratom, urzędasom, prawnikom i innym pasożytom, które nie powinny się znaleźć łańcuchu pokarmowym.

    > twoje podejscie jest jak postrzelonego naukowca
    Dlaczego postrzelonego? Jak już porównujesz mnie do naukowca to raczej powinieneś do takiego, który chce powtórzyć sprawdzone eksperymenty w obecnych warunkach. Z tym, że ja nie chcę eksperymentować na innych. Ja chcę by inni naukowcy przestali robić na mnie swoje eksperymenty.

    > nadal nie potrafisz sie postawic w sytuacji innych ludzi.
    Ja nie stawiam się w sytuacji innych i tego samego od nich oczekuję.

    > nagle odebrano wiekszosc zyskow – poprzez “nie zabranianie” kopiowania jego dziel
    Historia zna wiele takich przypadków. Postęp techniczny wyeliminował wiele zawodów jak np. kołodzieji. Wiele rzeczy na świecie dzieje się nagle.

    > – co powiedzialbys gosciowi, … – pisz se do gazety w odcinkach, nie pisz thrillerow … – pisz o matematyce, scenariusze do gier,…..
    Dokładnie to. A pisanie dla sławy jest dla tych co już mają dużo kasy.

    >ty chcesz chaosu. swiata w ktorym z dnia na dzien ludzie straca wiekszosc swojego comiesiecznego zysku,
    Nie mam takiej władzy by to zrobić z dnia na dzień. Więc autorzy mogą na razie spać spokojne 😉 . Stracą przede wszystkim biurokraci, urzędasy, gliniarze od narkotyków i wielu innych.
    A umowy zawarte w poprzednim systemie prawnym powinny być dalej respektowane. I nie sądzę by nagle ludzie zmienili przyzwyczajenia. Kto kupował książki dalej będzie to robił, ten co je ściąga też. A zrobienie kopii książki i wpuszczenie jej do dystrybucji też wymaga czasu i nie będzie z dnia na dzień.

    > ty mowisz – prawo autorskie won – to bede mial muzyke za darmo, oprogramowanie za darmo, literature za darmo, to, smo
    Błędny wniosek! Zniesienie prawa autorskiego nie oznacza dawania za darmo! Obecne jest trochę programów (głównie CAD/CAE) na licencji GPL/LGPL (dopuszczającej kopiowanie i pobieranie kasy za kopię), za które trzeba zapłacić by ściągnąć. I na trackerach torrentowych ich jakoś nie ma.
    Ja nie domagam się muzyki czy programów za darmo. Ja chcę wolności.

    > swiat bez monopoli, wojen, glodu, zaraz, chorob, biedy, brudu
    Mnie na pewno o to nie chodzi. Z w/w nie chcę tylko monopoli stworzonych przez największego potwora jakim jest państwo. Z resztą w/w każdy powinien sam sobie radzić – tak jest najlepiej.

  15. > Firmy programistyczne moga zarabiac na supporcie, muzycy na koncertach, ale autor ksiazki – na czym – na recytacji?

    Wielu ludzi mających w domu dostęp do internetu (= dostęp do ebooków) kupuje papierowe książki. Na nich mogą zarabić.

Możliwość komentowania jest wyłączona.