Zadania szkoły

Anna Radziwiłł, podsekretarz stanu w MEN, twierdzi, że szkoła powinna wychowywać. Ja tam nie wiem, może pani Radziwiłł chce, aby jej dzieci wychowywała szkoła, ale ja wolałbym, aby dzieci wychowywali rodzice. Szkoła ma dzieci uczyć, z czym w szkołach państwowych są spore problemy. Z wychowywaniem też. Za dużo chętnych do wychowywania, a za mało do sensownej roboty. Ja tam pamiętam, jak szkoła miała wychowywać na socjalistycznego obywatela. A coś mi się wydaje, że wciąż o to chodzi.

Oczywiście w przypadku całkowicie prywatnego szkolnictwa, problem, czy szkoła wychowuje, czy też nie, staje się drugorzędny – każdy szukaj takiej szkoły, jaka mu odpowiada. Jak ma ochotę, aby szkoła zapewniała wychowanie w duchu wielkich rewolucjonistów, to sobie ją znajduje (oby nie) i po sprawie. A jak chce rzetelnego przekazywania wiedzy, to też sobie coś znajdzie. Ale to na razie marzenia ściętej głowy – w Polsce „solidarnej” będziemy musieli godzić się na dominację państwowych szkół i wszystkie związane z tym problemy. A skoro takie szkoły mają wychowywać, to dziwnym nie jest (cytat z Wilqa), że wychowują pokolenia, które przywiązane są do różnych socjalistycznych pomysłów.

3 myśli na temat “Zadania szkoły”

  1. Niestety, często sam dobór przekazywanej wiedzy sprawia, że przekazywane są również określone wartości. Poza tym można mówić o ukrytym programie edukacji. Ukryty program to treści, które są konsekwentnie, choć często niezupełnie świadomie, przekazywane podczas procesu kształcenia i nie są one zawarte w żadnych podstawach programowych, ani programach nauczania, mają jednak ogromne konsekwencje wychowawcze, np. w postaci przyjmowania pewnych postaw i powielania ich na podobnej zasadzie. Przykłady- układ klas, organizacja planu lekcji, układ budynków szkolnych, zajęcia techniczne i w-f – podział na chłopców i dziewczynki.

    Poza tym nie jest aż tak tragicznie w Polsce ze szkolnictwem społecznym i prywatnym. Funkcjionuje wiele szkół alternatywnych. A szkół kształcących w myśl idei wielkich rewolucjonistów (rozumiem, że chodzi o tych co bardziej krwawych) w Polsce nie można zakładać.

    Obecna państwowa szkoła o wychowywaniu może tylko marzyć i o nim mówić, ale wychowywać już nie potrafi. Za dużo uczniów, za mało nauczycieli- ideologów. Poza tym uczniowie mają tyle możliwości samowychowywania w innych miejscach i dzieki mediom, że każda próba szkoły na tym polu jest wg mnie spalona. W szkołach państwowych jest miejsce dla aktywności rodziców, którzy powinni przestać spuszczać uszy i zacząć aktywnie działać oraz dla uczniów i dla oddolnych inicjatyw. Nauczyciele mogą wprowadzać w życie dyktatorskie pomysły tylko za przyzwoleniem uczniów i nauczycieli.

    A przy okazji polecam lektury dr Hubertusa von Schoenebecka o antypedagogice, zaliczanej do liberalnych teorii edukacji. Myślę, że Cię zainteresują (to nie są poradniki): „Być i wspierać zamiast wychowywać”, „Kocham siebie takim jakim jestem” i inne.

  2. Sorki brthz, ale chyba przesadzasz pisząc: „Poza tym można mówić o ukrytym programie edukacji. (…)
    Przykłady – układ klas, organizacja planu lekcji, układ budynków szkolnych, zajęcia techniczne i w-f – podział na chłopców i dziewczynki.” 🙂 Hehe, smiać mi się chce – kiedyś czytałem wypociny jakiegoś fachury, który stwierdził, że mała powierzchnia kuchni w blokach za komuny była powodowana przemyślaną strategią, która miałą prowadzić do robicia życia rodzinnego.
    Myślę, że gdyby czerwonym towarzyszyła jakakolwiek idea ‚ukrytego’ przekazu treści, to bylibyśmy chyba troszkę bardziej zniewoleni…:) Sam jestem ciekawy, w jaki to sposób na moje wychowanie przez szkołę mógł wpłynąć układ klas. Poza tym, któ w wieku 10-12 lat chce np. grać z dziewuchami w nogę w w-f?
    Poza tym podział na chłopców i dzieczynki jest ok – nie-koedukacyjne kible dostarczyły mi mnóstwa miłych (choć pwiedzmy szczerze – na gówniarskim poziomie :)) wspomnień, wzruszeń itd…
    Pozdrawiam

Możliwość komentowania jest wyłączona.