Jakiś czas temu obiegła serwisy informacja, że mój “ulubiony” ZAiKS został ukarany przez Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów karą w wysokości pół miliona za stosowanie praktyk ograniczających konkurencję. Niby się ucieszyłem, ale tak naprawdę, to przecież nie ma się z czego cieszyć. Poniekąd ZAiKS nie jest winien, że prawo skonstruowane jest w ten sposób, że daje praktyczny monopol i olbrzymie pole do nadużyć organizacjom zbiorowego zarządzania prawami autorskimi. Jak bym ja takie możliwości dostał, pewnie bym z nich korzystał i golił towarzystwo ile wlezie. Przecież w tej zabawie tak naprawdę nie chodzi o jakichś tam autorów i kompozytorów, ale o pieniądze, z których można skroić różnych fryzjerów, co ZAiKS skwapliwie czyni, i którego prawa mocno broni. Dziwnym nie jest, że zacytuję Etombeda z Wilaq.
Ciekawe, że jeszcze nie ma wielkiej dyskusji legislacyjnej, czy organizacje zbiorowego łupienia czasem nie powinny zabrać się za dentystów czy właścicieli innych poczekalni, gdzie wykłada się różne czasopisma do wglądu przez oczekujących klientów. Jako żywo mamy tutaj do czynienia z czerpaniem pośrednich korzyści majątkowych z dzieł objętych praw autorskim. Jak można łupić fryzjera za radio w lokalu, można też i dentystę za gazetę.
A pół miliona ZAiKSu, niestety, nie zrujnuje. Co najwyżej zachęci do jeszcze gorliwszego nachodzenia przez inspektorów zakładów usługowych i potańcówek w poszukiwaniu haraczu, który zapełni dziurę po karze. Gdyby karą była likwidacja tej organizacji, wtedy byłoby się z czego pocieszyć.
ZAIKS znany jest ze swojej taktyki wyłudzania (a jakże, w interesie artystów) kasy od ludzi, którzy słuchają muzyki w miejscach “publicznych”, czyli we własnych sklepach, lokalach gastronomicznych, na swoich imprezach towarzyskich (weselach, dyskotekach, itp.) Pomijam teraz wątpliwe moralne uzasadnienie tego procederu, bo przecież w większości przypadków muzyka ta została już raz opłacona - przy zakupie nośnika, albo przez rozgłośnię. Robią to, bo mogą.
Zaciekawiło mnie, podczas wczorajszej wizyty w pubie, czy długie macki ZAIKSU sięgają także po nowoczesne metody przekazu muzyki, czyli radia internetowe. Powiedzmy, że mam taki pub, w nim łącze internetowe typu broadband podpięte do komputera. Na komputerze hula programik typu WinAmp odtwarzający muzę jednego z tysięcy radyj internetowych (dawna forma odmiany naprawdę czasem pozwala wyrazić się lepiej). Czy ZAIKS może domagać się swojego haraczu? Czy polskie prawo mu na to pozwala?
Nie wiem i nie bardzo chce mi się prowadzić w tej kwestii bardziej intensywnego śledztwa - strona ZAIKSU nie działała poprawnie w Firefoxie, a przejście na IE też niewiele pomogło, bo wymagane jest odblokowanie popupów, czego nie umiem. Nie wystarczy nazwać mnie “szanownym użytkownikiem utworów chronionych”, trzeba mi jeszcze jakoś ułatwić płacenie tego haraczu - poprzez umożliwienie mi ściągnięcia licencji na odtwarzanie utworów w miejscu publicznym! No i nie wiem, czy obejmuje taka licencja także radia internetowe, czy też nie. Na więcej nie starczyło mi zapału, szczególnie po wypiciu piwa - oddam się mniej umysłowo wymagającym czynnościom.
Jedno jest pewne, nie trzeba płacić za takie coś innego haraczu, czyli podatku zwanego abonamentem radiowo-telewizyjnym. Dobre i to.
A tak przy okazji, to jest przykład tego, że prawa autorskie (własność intelektualna) stoją wyżej od normalnego prawa własności. Pozwalają takiemu ZAIKSowi wkraczać na czyjś prywatny teren i decydować jak jego właściciel może korzystać z jego własnych urządzeń elektronicznych. To, że np. pub jest miejsce, do którego wpuszcza się ludzi z ulicy, nie oznacza, że stają się oni od razu właścicielami jego wyposażenia - chyba że zapłacą, np. za piwo - a ZAIKS jednak może sprawować kontrolę nad cudzą własnością.















