Znów temat powraca, ale tym razem we Włoszech. Ponoć cichutko szykuje się tam prawo, które będzie wymagało rejestracji stron internetowych i blogów. Bo przecież nie może tak być, że każdy sobie może coś tam publikować - trzeba nad tym zapanować! Wolność słowa, wolnością, ale prawo musi być po właściwej stronie.
Dziś większość serwisów obiegła wiadomość podana przez Chipa parę dni temu, że jakiś sąd w USA, całkiem słusznie, odrzucił ustawę, która miała rzekomo bronić dzieci przed dostępem do pornografii w internecie, jako godzącą w wolność słowa. Zamiast jednak zatytułować notkę np. “Wolność słowa wygrywa”, mamy wszędzie, także w serwisach mniej lub bardziej wolnościowych tytuł “Amerykański sędzia mówi: ‘Nie zabraniać dzieciom pornografii!’“. Sam już tytuł to jest zamordystyczny przykład manipulacji, i co gorsza, powielany jest przez wszystkich, także tych, którzy powinni być choć trochę na takie sprawy wyczuleni.
W treści notki nie ma nic, co by uprawniało taki tytuł. Jest jasno napisane, że sędzia jest przeciwnikiem dostępu treści szkodliwych do dzieci, ale uważa zaskarżoną ustawę za bardzo zły mechanizm, który ma taki dostęp regulować. A to z powodu, że godzi ona w wolność słowa. Nie wiem, dlaczego według autora wiadomości oznacza to, że sąd wręcz zaleca podawanie dzieciom pornografii? Ja wiem, że dla wielu fakt, że alkohol można kupić w sklepie jest automatycznie propagowaniem alkoholizmu, ale w pewnych kręgach nie powinniśmy powielać takich chorych schematów myślenia.
No a odmiana “libertanianów” jasno pokazuje, że pisał tego newsa człowiek, który o wolności nie wie za wiele.
Hans-Herman Hoppe w opisuje w serwisie LewRockwell.com historę swojej walki z policją myśli o wolność wyrażania swoich akademickich poglądów. Rok temu, podczas wykładu na Uniwersytecie Nevady w Las Vegas, Hoppe opisywał zjawisko ekonomiczne polegające na wykazywaniu przez pewne grupy społeczne preferencji czasowych w swoich zachowanich ekonomicznych. Jako przykład podał homoseksualistów, którzy z powodu braku dzieci, są bardziej zorientowani na czas obecny niż na przyszłość. Zauważył także, że znany ekonomista J.M Keynes był także homoseksualistą, co może wyjaśniać, dlaczego jego teorie ekonomiczne były zorientowane na efekty krótkoterminowe.
Jak się okazało, jakiś student poczuł się dotknięty takim przykładem i rozpoczeła się polityczna poprawnie krucjata przeciwko profesorowi. Stawał przed “trybunałami” uniwersyteckiej policji myśli, które niewiele odbiegały od tego, co znamy z opowieści o organizacjach młodzieżowych w czasach stalinowskich i później. Okazało się, że wolność wyrażania poglądów w środowiskach akademickich oraz tolerancja rozciąga się jedynie na “właściwe” poglądy, oraz na tolerencję “odpowiednich” postaw (np. homseksualizmu) - na resztę specjalni komisarze nie wyrażają zgody. Niemniej jednak, po roku okazało się, że uniwersytet i jego przedstawiciele zbytnio się zagalopowali, szczególnie gdy sprawa ujrzała światło dzienne, a nawet stała się aferą międzynarodową - wszystkie zarzuty (m.in o tworzenie “wrogiego środowiska edukacyjnego”) zostały wycofane.
Ale czemu się dziwić, skoro sami bojownicy o tolerancję twierdzą, a co ostatnio słyszałem to z ust redaktora Sierakowskiego w dyskusji na ramach Radia Bis, że “nie ma tolerancji dla wrogów tolerancji”. Z ich strony można spodziewać się wszystkiego, nawet w relatywnie wolnym kraju, którym jest USA. Oni tak miłują wolność, że chętnie swoich przeciwników “uwolniliby” w lasach Syberii, wzorem swoich bohaterskich przodków.
















