Nadchodzą ciężkie czasy

Dystrybutorzy filmów zagrozili, że zaprzestaną w Polsce dystrybucji swoich filmów, bo nie szanujemy praw autorskich i tłumaczymy im filmy. Ma to być chyba kara za to, że nie potępiliśmy tłumaczy-hobbystów i publicznie nie rozstrzelaliśmy właściciela strony Napisy.org, a wielu ludzi zaczęło się zastanawiać nad sensownością i zakresem działania prawa autorskiego.

Zarząd SDF podkreślił, że “internet nie znosi i nie anuluje norm prawa autorskiego”.

No cóż, tak uważa zarząd SDF, a ja pozwalam się mieć trochę odmienne zdanie - technika cyfrowa i internet właśnie to robi. Czas to zauważyć.

Spieszę też donieść, że ostentacyjne “karanie” nas poprzez wycofanie się z rynku nic nie zmieni w kwestii powszechnej aprobaty do piractwa, a raczej odniesie zupełnie odmienny skutek. Z pewnością nie będziemy skruszeni za jakiś czas błagać ich o powrót. Damy sobie radę.

Godspeed, jak to mówią Anglosasi. I machamy na pożegnanie.


I ja o napisach

Cóż, nie przypuszczałem, że faza beta Wiedźmina będzie taka wyczerpująca i absorbująca. To jest proste i szybkie wytłumaczenie braku aktywności blogowej z mojej strony. Ech, co innego czasy, gdy byłem bezrobotnym. Nadrobię może jesienią. A teraz wracam do tematu.

Oczywiście wiem, że jest afera związana z Napisy.org, moim ulubionym serwisem napisowym. Dzielna policja, przy współudziale organizacji zbiorowego łupienia FOTA zlikwidowała groźną szajkę bandytów, która przestała już zagrażać naszym ulicom. Chodzi o ludzi, którzy hobbystycznie tłumaczyli ścieżki dialogowe filmów i seriali dostępnych w wielu źródłach, w tym, oczywiście, w źródłach nielegalnych. Wiadomość o aresztowaniu serwera w Niemczech plus aresztowania adminów i tłumaczy pojawiły się w największych krajowych mainstreamowych serwisach. Szybciutko napisał Vagla, wiadomości pojawiła się na Slashdocie czy BoingBoing. Głośna sprawa.

No ja nie mogłem napisać nic, choć śledziłem sytuację. W sumie prawu stało się zadość, a policja może się pochwalić “rozwojową sprawą”. No i edukują się, bo przynajmniej teraz wiedzą, że sam akt tłumaczenia nie może być nielegalny, więc trudno aresztować “nielegalnych tłumaczy”. Swoją drogą, pachnie to notkami i działalności milicji obywatelskiej za komuny, gdy likwidowała nielegalne wydawnictwa.

Niestety, nawał pracy nie pozwala mi tego szerzej skomentować. Warto poczytać jednak komentarze czytelników wielu z tych newsów, szczególnie u Vagli. Bywają zabawne, ale też jest sporo takich całkiem sensownych. Cóż, ja mogę jedynie stwierdzić - a nie mówiłem (chodzi o ostatni akapit)?