Świat, a głównie USA, poprotestował sobie przeciwko planom uchwalenia mocno kontrowersyjnych ustaw – SOPA i PIPA. Z dość dobrym efektem, bo na pewno wzrosła świadomość tego, co tam przekupieni przez lobbystów politycy nam wszystkim szykowali, a i wśród kongresmenów jakby entuzjazm opadł i coraz więcej z nich wycofało poparcie.
A tymczasem kartele medialne odniosły drobne, choć zapewne w ich oczach znaczące zwycięstwo – zamknięto dziś serwis hostingowy Megaupload, jeden z największych tego rodzaju na świecie. W ramach kryminalnej sprawy o naruszanie praw autorskich i gaziliony dolarów strat, dzielnie oddziały FBI wspierane przez policje na świecie najechały centra danych, w których znajdowały się serwery firmy, zabierając je stamtąd, a tym samym likwidując serwis. Aresztowano (albo wydano nakazy) grono najważniejszych konspiratorów, w tym szefa firmy i jego kolekcję samochodów.
Anonymous w odwecie zaatakował serwisy MPAA, RIAA, a nawet Departamentu Sprawiedliwości.
Zapadł własnie wyrok w procesie apelacyjnym ludzi odpowiedzialnych za uruchomienie i potem utrzymywanie wyszukiwarki i trackera torrentowego – The Pirate Bay. Sąd ponownie uznał ich winnym współdziałania przy naruszaniu praw autorskich, skazał na wyroki pozbawienia wolności od 4 do 10 miesięcy i ponad 6 mln USD kar. Oskarżeni zapowiedzieli apelację przed sądem najwyższym. Wiadomo, kto się cieszy, a The Pirate Bay działa sobie spokojnie dalej…
W kolejnym procesie samotnej matki oskarżonej o udostępnienie 24 utworów muzycznych zapadł ponownie wyrok skazujący ją na zapłatę kar w wysokości 1,9 miliona dolarów, czyli po $80000 za utwór. Jeśli ktoś potrzebował lepszego dowodu, że ten system jest chory, to chyba go otrzymał. Taniej chyba okraść bank z bronią w ręku…
Zapadł werdykt w procesie operatorów The Pirate Bay: winni. Po roku odsiadki i $905000 grzywny. Będą apelować.
Minął własnie drugi tydzień procesu właścicieli i operatorów największego trackera torrentowego The Pirate Bay. Jest to spore wydarzenie medialne w Szwecji oraz bardzo interesujące wydarzenie dla wszystkich interesujących się problemami P2P i swoich praw w sieci. Sami oskarżeni nie tracą dobrego humoru i starają się nadać sprawie jak największy rozgłos, nie na darmo nazywając go „spectrial”, czyli połączeniem procesu i spektaklu. Jest on relacjonowany na żywo poprzez internet, serwis Twitter i na wielu stronach.
Jak na razie prokuratorom nie idzie najlepiej. Już wycofali połowę najcięższych zarzutów i wykazali się kompletnym brakiem rzetelnej wiedzy technicznej niezbędnej w sprawie tego rodzaju. Zobaczymy jak będzie dalej.
W piątek przesłuchiwano świadków obrony i z tym wiąże się ciekawe wydarzenie. Jednym ze świadków był profesor Roger Wallis, który wypowiadał się w kwestiach faktycznego wpływu wymiany plików na sprzedaż płyt czy filmów. Oczywiście jego tezy o braku negatywnego efektu niezbyt podobały się oskarżycielom, którzy próbowali go zdyskredytować. Gdy go na koniec zapytano o wynagrodzenie za swoje wystąpienie, odpowiedział „Wyślijcie kwiaty mojej żonie”. I społeczność fanów serwisu The Pirate Bay odpowiedziała wysyłając w ciągu następnych dni pani Wallis dziesiątki bukietów i upominki w sumie za ponad 4000 euro. Tak trzymać!
Pisałem kiedyś o moich problemach z oprogramowaniem firmy Autodesk, a konkretnie o niemożności odsprzedaży niepotrzebnych programów tej firmy. Autodesk nie pozwala na sprzedaż „z drugiej” ręki i chyba nikomu z konsumentów nie podoba się taka praktyka. Podałe też odnośnik do informacji, że pewien człowiek postanowił wytoczyć firmie o to proces. I go wygrał! Przynajmniej w pierwszej instancji.
W USA było mu łatwiej, gdyż tam w prawie autorskim istnieje pojęcie „first sale doctrine”, które mówi, że właściciel praw autorskich do dzieła nie ma możliwości dalszego kontrolowania obrotu fizycznego egzemplarza dzieła poza pierwszą sprzedażą. Tylko z pierwszej sprzedaży należą mu się stosowne profity, a potem ten egzemplarz może być przedmiotem handlu bez konieczności dzielenia się z właścicielem praw autorskich, ani bez konieczności uzyskiwania od niego pozwolenia na dalszy obrót egzemplarzem.
Sąd właśnie orzekł, że owa doktryna dotyczy także oprogramowania, a więc firma Autodesk nie ma prawa w żaden sposób ograniczać prawa użytkowników do odsprzedaży egzemplarzy oprogramowania. To wiadomość, która nie ucieszy wielu producentów oprogramowania, który nagminnie limitują możliwość handlu używanym oprogramowaniem. Należy spodziewać się, że łatwo broni nie złożą. Ale na razie nasi górą!

















