Tytuł tego wpisu to slogan reklamowy (tagline) firmy Obcy kontra Predator i idealnie oddaje mój stosunek do aktualnej polityki w naszym kraju oraz mojego stosunku do niej. Chyba oddaje także stosunek wielu wolnościowców, którym zarzuca się bierność i obojętność w zakresie uczestnictwa w wyborach.
Aktualny polski pejzaż polityczny w idealny sposób pasuje do powyższego hasła. Nie ma zupełnie znaczenia, która z wiodących partii wygra wyborczy wyścig i zdobędzie największe poparcie wśród tych, którym jeszcze chce się brać udział w tej zabawie. Nie ma znaczenia, czy będzie to „obciachowy” PiS, czy „cool” PO, czy aparatczykowie z SLD ubrani w drogie garnitury, czy kuci na cztery nogi „chłopi” z PSL pod wodzą blaszanego drwala.
W każdym wypadku przegramy my, ponieważ każda z tych opcji jest taka sama, każda z nich zakłada, że celem państwa jest zabieranie jednym, a dawaniem innym. Zmieniają się odrobinę grupy docelowe tej redystrybucji, ale źródło pozostaje zawsze to samo – my, przegrani. Nie ma znaczenie, na kogo z nich zagłosujemy, bo nie ma wśród nich „mniejszego zła”. Nikt z nich nie zwiększy nam wolności osobistej, ani też nie zwiększy naszej wolności ekonomicznej – bo nie jest to w ich interesie. Opowiadanie się po którejkolwiek ze stron to jedynie próba racjonalizacji naszego postępowania, wyjaśniania sobie dlaczego właściwie godzimy się na to, aby być ich niewolnikami.
Tak, przez pół roku wykonujemy pracę, za którą nie pobieramy żadnego wynagrodzenia, a jego całość przechodzi w ręce naszych „panów”, którzy potem po uważaniu porozdzielają ją innym, zmarnują i, oczywiście, część zachowają dla siebie. Niczym nie różni się to od sytuacji, w której ktoś jasno mówi – w tym kraju nie ma żadnych podatków, wszystko, co zarobicie, zostaje u was, ale… przez pół roku będziecie czyimiś niewolnikami i wszystko, co wypracujecie, zostanie w rękach waszych właścicieli. Nie wątpię, że nie znalazło by się wielu chętnych na taką „umowę społeczną”, ale jak zostało to nam podane w bardziej zawoalowany sposób, to jesteśmy szczęśliwi, że możemy wybrać sobie pana, z nadzieją, że będzie z niego „ludzki pan”.
Nie zamierzam brać udziału w wyborze lepszego pana. Chcę zniesienia niewolnictwa, a udział w wyborach nie przybliża mnie do tego celu. Nie wiem jak zniesiemy to niewolnictwo, ale nie wydaje mi się, że będzie to przy urnach.
Poseł PIS, Wiesław Janczyk, zaproponował, aby utworzyć specjalne konto bankowe, na które Polacy mogliby wpłacać pieniądze na spłatę długu. Aby mieli mniejszy dyskomfort patrząc na zegar długu, który nam (i bardzo dobrze) zafundował Balcerowicz, teraz najwyraźniej naznaczony do roli krytyka przecież mu zupełnie nieobcej metody rządzenia gospodarką.
Poseł PIS najwyraźniej zapomniał, że bardzo wielu z nas już zna doskonale numery stosownych kont, na które karnie co miesiąc wpłaca pieniądze, z których przecież ten dług jest spłacany. Są to konta właściwych nam Urzędów Skarbowych. Staramy się jak możemy, ale rządy kolejne (niezależnie od ich politycznego oblicza) zadłużają nas szybciej niż jesteśmy w stanie dostarczać im kasę. Panowie, litości, przecież tak się staramy!
Poseł pomysłodawca chce, abyśmy zabezpieczyli się przed przekroczeniem progu, który pozbawi nas unijnych dotacji, od „których zależy domowy budżet wielu Polaków”. Nie obracam się w kręgach, w których ktoś otrzymuje dotacje do budżetu domowego z Unii, ale poseł Janczyk najwyraźniej ma innych znajomych, bardziej zaradnych w życiu na cudzy koszt. Swoją drogą, bardzo to ciekawa koncepcja, aby wpłacać pieniądze do jakiegoś obcego wora w nadziei, że z innego obcego wora coś nam ktoś da. To nie prościej zatrzymać sobie pieniądze i je po prostu mieć? No, nie wymagajmy jednak elementarnej logiki od posła na Sejm RP. Nie takie potrzebne są do rządzenia nami kwalifikacje. Najwyraźniej.
Owszem, ja jestem bardzo zatroskany o stan finansów państwa i stan ten powoduje u mnie dyskomfort, nawet spory. Nie dlatego jednak, że stan finansów jest zły, ale dlatego, że jestem zmuszony do spłacania (poprzez znane mi doskonale konta US) długów, których nie zaciągałem. I jedyną metodą poprawienia mojego samopoczucia jest zmniejszenie tych danin, a najlepiej zupełna ich likwidacje. A o długi niech się martwią ci, którzy pożyczali – jedni i drudzy – dający i biorący. Tak byłoby słusznie i sprawiedliwe. Wywieźć jednych i drugich na jakąś wyspę, np. na Madagaskar, i niech tam sobie wyjaśnią swoje sprawy. Bo nas zupełnie nie powinno to obchodzić.
Co gorsza, jest nawet gorszy, jak zauważył Lysander Spooner:
Oczywiście rząd nie napada ludzi na pustkowiu, nie wyskakuje z krzaków przy drodze i nie przetrząsa im kieszeni, przystawiwszy pistolet do skroni. Jednakże wcale nie przestaje być z tego powodu złodziejem i to tym bardziej podłym i godnym potępienia.
Rabuś bierze na siebie odpowiedzialność, ryzyko i konsekwencje swojego czynu. Nie udaje, że ma jakiekolwiek prawo do twoich pieniędzy albo że zamierza ich użyć dla twojego dobra. Nie udaje, że nie jest złodziejem. Nie jest na tyle bezczelny, żeby oświadczyć, iż jest tylko „obrońcą”, który pobiera opłaty od uwielbiających go podróżnych, a w zamian zapewnia im ochronę, nawet jeśli jej nie potrzebują lub nie życzą sobie skorzystać z jego specyficznego systemu ochrony. Ma na tyle zdrowego rozsądku, żeby nie wygłaszać takich oświadczeń. Co więcej, zabrawszy pieniądze, zostawia cię w spokoju. Nie depcze ci po piętach wbrew twojej woli. Nie narzuca swojego „suwerennego” zwierzchnictwa ze względu na „ochronę”, którą oferuje. Nie daje ci „ochrony”, każąc sobie bić pokłony i usługiwać, polecając robić to czy tamto, to znów zabraniając czegoś. Nie napada cię ponownie za każdym razem, kiedy potrzebuje pieniędzy lub przyjdzie mu na to ochota. Nie nazywa cię buntownikiem, zdrajcą i wrogiem ojczyzny, nie rozstrzeliwuje cię bez litości, jeśli próbujesz podważyć jego autorytet albo odmawiasz mu posłuszeństwa. Jest zbyt przyzwoity na to, żeby dopuścić się tych wszystkich oszustw, obelg i nieprawości. Po prostu, pozbawiwszy cię pieniędzy, nie usiłuje zrobić z ciebie głupka ani niewolnika.
Powyższy cytat pochodzi z tekstu „NO TREASON NO. VI. THE CONSTITUTION OF NO AUTHORITY„, a tłumaczenie zaczerpnąłem z książki Hansa-Hermana Hoppe „Demokracja – bóg, który zawiódł”
Tak, słowa te zostały opublikowane w 1867 roku, czyli 143 lata temu, a nie straciły nic ze swej aktualności. Ba, obecne rządy to dopiero rozzuchwaliły się w rabunku, oczywiście wszystko dla naszego dobra, dla realizowania „sprawiedliwości społecznej”, czy z innego, wymyślonego powodu. Polecam ten tekst tym, który muszą sobie oraz innym usprawiedliwiać to niecne działanie. Jakiekolwiek znajdziecie usprawiedliwienia dla podatków, nic nie będzie w stanie ukryć faktu, że to złodziejstwo, tyle że bardziej perfidne i przypudrowane otoczką „legalności”.
Przeglądając Forum Libertarian natrafiłem na ciekawą refleksję dotyczącą notki na portalu Gazeta.pl o takiej treści:
Do skarbówki wpływa rekordowa liczba informacji od „życzliwych” – zauważa „Rzeczpospolita”. Najczęściej informują o przekrętach podatkowych sąsiadów, byłych małżonków i pracodawców lub konkurencyjnych firm.
I nie chodziło wcale o treść notki, która specjalnie odkrywcza nie jest, ale o komentarze do niej, oraz jak te komentarze są oceniane. Poniżej trochę przykładów.
To nie donosicielstwo, tylko spełnianie obywatelskiego obowiązku. Precz z cwaniactwem, TAK dla pracy.
To komentarz warty 7 pozytywnych punktów. Jak widać obywatelskim obowiązkiem jest teraz donoszenie do skarbówki i bardzo się taka postawa podoba. Jak rozumiem, ludzie, na których się donosi nie pracują. Bo donosy do skarbówki to dopiero prawdziwa praca. Od tego nam wszystkim przybywa.
Dlaczego „donosy” przecież to chodzi o nasze wspólne pieniądze. Mam działalność od 13 lat i płacę podatki. Tyle ile trzeba, zgodnie z prawem. Korzystam z odliczeń i ulg. Płace Zus. Co jakiś czas mam kontrolę, która nic specjalnego nie znajduje. Kolega po fachu jest niby bezrobotnym, teraz bez prawa do zasiłku. Pracuje tyle ile ja – od rana do nocy. Nie wystawia faktur. Nie płaci Zusu. Podatków nie płaci oczywiście żadnych, to zanczy nie utrzymuje wojska , rządu, etc. Słuzbę zdrowia i emeryture ma za darmo, a właściwie to wszyscy mu ją opłacamy. Miesięcznie kradnie nam około 2500 zł. Nie zazdroszczę mu kasy, ale nie nawidzę złodzieji a on takim złodziejem jest bo wkłada rękę do mojej kieszeni. Jak mu to powiedziałem to się obraził, a przeciez to ja powinienem się obrazić.
Kolejne 7 plusów. Ciekawy tok rozumowania. Skoro to są nasze wspólne pieniądze, mogę ich trochę dostać? Skoro każdy, kto nie płaci podatków kradnie, to dlaczego przy wzroście podatków nic mi nie przybywa w portfelu ani na koncie? Jednak tutaj, w sprzeczności w poprzednim przykładem, ten unikający podatków pracuje i to ciężko, bo od rana do nocy. Czyli chyba „TAK dla pracy”, no nie?
\Popieram tego typu działanie obywatelskie. Trzeba zapomniec o negatywnym wydzwieku „donosicielstwa” wywadzacego sie z komuny. Ten kto nie płaci podatków okrada mnie, moich bliskich oraz wszystkich Polaków. Jest mniej pieniedzy na służbe zdrowia, emerytury, drogi, wojsko czy policje – na wszystko co jest publiczne lub komunalne. 2 wydzwiekiem oszustw podatkowych jest fakt, ze gdyby wszyscy płacili podatki oraz inne daniny publiczne tak jak powinni to te obciazenia mogły by byc nizsze dla wszystkich!!! A tak 25% PKB w Polsce to szara strefa, gdyby wszyscy placili podatki to nie bylo by dziury budzetowej!!! Pamietajcie zadłuzacie siebie, swoje dzieci oraz dbacie o to zeby w przyszlosci dostac glodowe emerytury!!! dzis kto jest uczciwy wobec państwa jest nazywany frajerem – kiedy to sie zmieni i bedzie nazywany patriota?
Tylko 4 plusy, może za użycie słowa „partiota”. Oczywiście dziura budżetowa to „wina” szarej strefy. No tak, dość łatwo myli się „społeczeństwu obywatelskiemu” skutek z przyczyną.
A dla równowagi najniżej oceniane opinie:
co jest złodziejstwem? to że ty ukryjesz swoje dochody czy to że PAŃSTWO zabiera tobie 70 % twoich dochodów?
Za to -2. Nie lubimy na portalu Gazeta.pl prostych i celnych pytań. No właśnie, kto tu kradnie?
I jak to sie różni od sytuacji za komuny kiedy donoszono do SB? I czy aby nawet rodzaj grzechów się zmienił? Wtedy donoszono na kułaków, kapitalistów, a dzisiaj na?… Chyba tez na nich.
Cywilizacja zaczyna się od rozpoznania ze każdy powinien mieć prawo poznać imię swojego oskarżyciela i go skonfrontować. (Przykład – Magna Carta, Konstytucja Amerykanska) Inaczej, państwowa biurokracja jest wykorzystywana do niszczenia zdrowych elementów (które nie maja „chodów” w biurokracji) i promowania tych co te „chody” maja.
Anonimowy donos nie powinien w państwie prawa mieć żadnego skutku i powinien być natychmiast wyrzucany do śmieci a każdy urzędnik który działa na podstawie anonimowego donosu wsadzany do pudla na pare lat.
Jeżeli ktoś na prawdę chce zwalczać jakieś prawdziwe przestępstwo, to powinien mieć odwagę robić to imiennie i świadczyć w sadzie. Bez tego, mamy bezprawie chamów, niszczenie konstruktywnych firm przez konkurencje poprzez zmyślone donosy, itd.
O dziwo ten komentarz, po początkowym negatywnym przyjęciu wywindował się na całkiem niezłe +2. O ile donoszenie na unikających podatków oceniane jest pozytywnie, to jednak chciałoby się przy okazji, aby było to bardzo eleganckie i cywilizowane. Tak po europejsku.
No cóż, niespecjalnie mnie dziwią te reakcje, szczególnie wśród klienteli Gazety.pl, bo tam nieźle pierze się mózgi. Przekonanie ludzi, że wypracowane przez nich pieniądze należą się im, a nie państwu (społeczeństwu obywatelskiemu) i zjawisko kradzieży zachodzi naprawdę w drugim kierunku, zajmie sporo czasu. Dekady, a raczej wieki. Ale cel szczytny, więc warto próbować.
Miłościwie nam panujący i rosnący wszerz rząd, zamiast szukać oszczędności, postanowił pójść łatwiejszą drogą i podnosi podatki. Plany w tym zakresie ma z pewnością szerokie, bo w dziedzinie ograbiania obywateli urzędnikom nigdy pomysłów nie brakuje, ale ja chciałbym zasugerować kolejny sposób na zdobycie pieniędzy.
Można przecież skorzystać z pomysłu władz miasta Filadelfia (w USA), które właśnie wpadło na pomysł, aby opodatkować wszystkich blogerów. Postanowiono tam potraktować każdy blog jako potencjalne źródło dochodu – wszakże wiele z nich wyświetla jakieś reklamy, często poprzez platformę blogową, z której korzystają – i nałożyć na takie „przedsiębiorstwa” gamę podatków, od licencji za przywilej prowadzenia biznesu począwszy. Licencja ta, w niebagatelnej kwocie $300, to płatna z góry opłata za przywilej blogowania, przepraszam, za przywilej prowadzenia biznesu, i ewentualnego czerpania zysków z tego hobby. W wysokości niezależnej od faktycznych przychodów, czy dochodów z prowadzenia bloga.
Nie znam preferencji politycznych polskiej blogosfery, ale jeśli jest zbliżona do preferencji politycznych reszty społeczeństwa, to wydaje mi się, że taka inicjatywa spotka się z entuzjastycznym przyjęciem. Z pewnością nie zabraknie głosów nawołujących do jak najszybszego uchwalenia stosownego podatku, które swoją intensywnością przyćmią obywatelskie oburzenie w kwestii osławionego krzyża. Skoro w modzie jest nawoływanie do opodatkowania innych (np. kościoła), to czemu nie blogerów? Możne nawet ktoś na Facebooku założy stosowną grupę i zwoła jakąś nocną spontaniczną manifestację poparcia?
Jacek Sierpiński zadał sobie trud i sprawdził jak to się rozprzestrzenia urzędnicza zaraza w naszym kraju, szczególnie za rządów PO, tej rzekomo „liberalnej” formacji, co to obiecywała 3×15% podatków, przyjazne państwo oraz nowoczesność w domu i zagrodzie. Jak widać przyrost jest znaczny i tendencja się nie zatrzymuje. Wzrost o 60 tysięcy za rządów PO to wynik zatrważający i jawnie przeczący deklaracjom i obietnicom PO (ja tam im nie wierzyłem, więc nie jestem specjalnie rozczarowany).
Co gorsza, nie tylko urzędników mamy więcej, ale żyje im się coraz lepiej. Średnie wynagrodzenie w tej grupie jest wyższe od średniego wynagrodzenia w całej gospodarce, czyli od średniego wynagrodzenie tych, którzy robią coś pożytecznego. Coś, za co inni ludzie, z własnej, nieprzymuszonej woli, płacą. Bo wszystko to, co serwuje nam ta cała, ponad półmilionowa rzesza biurokratów, nie jest nam naprawdę do niczego potrzebne! Bo wszystko, co nam „sprzedają”, możemy kupić na wolnym rynku towarów i usług, najczęściej w większym wyborze, lepszej jakości i taniej. Sami decydując, co jest nam najbardziej potrzebne i ile chcemy za to zapłacić.
Taka tendencja nie jest bynajmniej naszą specjalnością. Jak się okazuje, w USA pracownicy federalni także mają się bardzo dobrze. A właściwie bardzo dobrze – ich dochody z wraz z dodatkowymi świadczeniami przekraczają dwukrotnie to, co otrzymują przeciętni pracownicy w sektorze prywatnym.
Tymczasem państwo łupi z nas ciężko wypracowane pieniądze, które następnie przekazuje tej bandzie darmozjadów, którzy nie produkują nic pożytecznego, nic, czego nie dałoby się już od kogoś kupić. Niestety, nie możemy z ich usług zrezygnować, nie możemy pójść do konkurencji, a ich zagonić do jakiejś pożytecznej pracy. Musimy cieszyć się, że rząd traktuje nas jeszcze łagodnie i podwyższy nam VAT na razie „zaledwie” o 1 pkt procentowy – bo przecież mógł więcej. A podniesie go akurat tyle, aby zapłacić tym wszystkim nowym urzędnikom, których zatrudnił.
Swoją drogą, to straszne, że jakaś mało istotna awantura o krzyż potrafi zgromadzić w nocy kilka tysięcy osób, którym status tego krzyża tak naprawdę będzie kompletnie wisiał za jakiś czas, a na protest przeciwko podwyżce podatków, która dotknie nas wszystkich na kilka następnych lat, przychodzi zaledwie parę osób. Jakże mamy zmasakrowane umysły. A to przecież dopiero początek, bo nasza bierna postawa ich jedynie zachęca…
















