Sapkowski rozumie piratów

Andrzej Sapkowski, nasz najpoczytniejszy autor fantasy, przy okazji imprezy promocyjnej swojej nowej książki odniósł się do problemu piractwa w internecie. Z pewnym zrozumieniem. Nie pochwala, całkiem też nie rozgrzesza, ale rozumie. Mnie to cieszy, bo widzi, że nieuchronne jednak nadchodzi. Szkoda że inni polscy pisarze jeszcze tego nie widzą.


BSA szacuje

Jak zwykle Business Software Alliance podczas dorocznego sabatu kopyrajtowych czarownic zajrzała do kryształowej kuli i „wyceniła” straty producentów komputerowych w Polsce na 580 milionów dolców. Zwróciło to uwagę najwyższych władz państwowych w osobie blaszanego drwala Waldemara Pawlaka, który postanowił ruszyć się z remizy i wypromować jakiś program „Zrób to sam”. Artykuł stwierdza także, że pracownicy w polskich firmach zajmują się głównie ściąganiem pornografii, więc tytuł jest jak najbardziej adekwatny do problemu…

Ja z moich fusów po kawie wyczytuję, że straty te wyniosły jedynie 1 milion. Czy zacytuje mnie Onet? Wydaje mi się, że znam się na tym równie dobrze jak BSA, a metodyka moich wyliczeń nijak nie ustępuje tej stosowanej przez BSA.


Przesadne porównania

Ściąganie filmów z sieci to kradzież? Naprawdę?


Nollywood

Właśnie dowiedziałem się, że trzecią kinematografią na świecie, po Hollywood i Bollywood jest Nigeria:

Zaciekawiło mnie to, bo zdaje się, że dzieje się to nie dzięki ochronie „własności” intelektualnej i „niezbędnym” zachętom, jakie ona stwarza, ale z powodów ekonomicznych i po prostu z miłości do filmu oraz chęci kreowania. Sprawdziłem na szybko jak tam z piractwem w Nigerii i, oczywiście, jest źle, bo ocenia się je na 58% i pewnie niewiele się zmieni. A jednak, mimo braku wsparcia państwa, mimo braku faktycznej ochrony, mamy tam do czynienia z olbrzymim boomem filmowej kreatywności, na skalę, o której polska kinematografia może jedynie pomarzyć.

Filmowcom radzę obejrzeć ten materiał i posłuchać, co mają do powiedzenia ich koledzy po fachu z Afryki…


3 strzały i gol

Wielka Brytania, pod naciskiem USA i Francji, planuje wprowadzić u siebie prawo nakazujące dostawcom internetowym odłączanie od internetu tych, którzy zostaną „oskarżeni” o nielegalne dziele się plikami zawierającymi chronione prawem autorskim utwory. Za pierwszy razem idzie mejlowe ostrzeżenie, za drugim chwilowe zawieszenie dostępu, a za trzecim – gol – zerwanie umowy o świadczenie usług.

To oczywiście marzenie organizacji reprezentujących największych dostawców rozmaitej treści (muzyki, filmów, itp.), który w ten sposób zamierzają rozprawić się z piractwem. Dostawcy internetowi na razie nie palą się do dobrowolnej współpracy ze stosownymi organizacjami, co wcale nie dziwi, gdyż nie jest to działanie w interesie ich klientów, a tym samym w ich własnym. Stąd właśnie pomysł rządowego przymusu – odłączanie piratów ma być obligatoryjne.

Oczywiście, nawet jeśli komuś podoba się taka koncepcja, to rodzi ona wiele wątpliwości. Kto będzie wydawał „wyroki” i na jakich zasadach? Czy będzie można się od nich jakkolwiek odwołać?

Co z „chilling effect”, czyli ograniczeniem swobodnego korzystania z otwartych bezprzewodowych punktów dostępowych WiFi? Ludzie zamiast cieszyć się ze swobody jaką daje bezprzewodowy dostęp do internetu, będą napotykali jedynie zamknięte sieci bezprzewodowe, zablokowane w obawie przed ponoszeniem konsekwencji za kogoś, kto może się podłączyć i wymienić się nielegalnym plikiem.

Zdecydowanie nie chcemy, aby internet zamieniał się w poletko kontrolowane przez kartele medialne.

89f0f10aeedefdd7d73e792102a26cf5

Dowód

Jak ktoś nie wierzy, że tą własnością intelektualną jest coś nie tak, to na dowód cytat z basha:

co za kraj… pirace to mnie wyzywaja od zlodzieja… kupuje oryginalne plyty to od frajera


« Późniejsze wpisy · Wcześniejsze wpisy »

  • RSS
  • Twitter
  • Soup.io
  • Facebook
  • LinkedIn
  • Picasa
  • Flickr
  • Vimeo