Stróże Prawa przeciw Prohibicji

Emerytowany porucznik z 26-letnim stażem w policji New Jersey – Jack Cole, założyciel organizacji Law Enforcement Against Prohibition, opowiada o skutkach wojny z narkotykami. Wideo z polskimi napisami.




Podziękowania

Joaquin „El Chapo” Guzman Loera, szef meksykańskiego kartelu narkotykowego, którego majątek oceniany jest na 1 mld dolarów, ponoć wyraził następujące podziękowanie:

Nie mógłbym zostać tak cholernie bogaty, gdyby nie George Bush, George Bush Jr, Ronald Reagan, a nawet El Presidente Obama, bo żaden z nich nie ma jaj, aby przeciwstawić się wielkim pieniądzom, które chcą, aby ten towar był nielegalny. Z głębi serca, chcę powiedzieć – gracias amigos – zawdzięczam wam moje imperium.

Może czas skończyć z prohibicją narkotykową? Ona nie działa i nigdy nie zadziała.


O szkodliwości narkotyków

Do narkotyków i używek podchodzę bez emocji. Jako libertarianin jestem zwolennikiem pełnej ich legalizacji, no i pryncypialnie przeciwstawiam się ich regulacji i opodatkowaniu. Wiem, że czasem szkodzą, ale w nadmiarze wszystko szkodzi, a nawet może zabić, choćby sól. Uważam ludzi za istoty wolne (dla wierzących – posiadające wolną wolę), które mogą decydować o sobie i o tym, co robią ze swoim ciałem (nawet grzeszyć),  i nikomu nic do tego.

Narkotyki mają w powszechnym mniemaniu złą opinię, zresztą było to widać podczas niedawnej kuriozalnej propagandowej akcji naszego rządu, czyli szybkiej wojnie z dopalaczami. Cały naród przeciw dopalaczom, jak jeden mąż wszyscy popierali kompletnie bezprawne działanie organów administracji państwowej i wyrażali zadowolenie ze wzorowo i błyskawicznie przeprowadzonej akcji, dzięki której z naszych ulic zniknęły środki znacznie mniej groźne niż grzyby (ci „handlarze śmiercią” wciąż pozostają bezkarni oferując swe towary na poboczach dróg).

Na szczęście nie wszyscy podchodzą do kwestii narkotyków emocjonalnie i bezrozumnie. Są naukowcy, którzy starają się problem badać i niekoniecznie zadowalają ich opinie przekazywane nam „do wierzenia” przez media masowe. W Wielkiej Brytani, grupa badawcza Independent Scientific Committee on Drugs przeprowadziła badanie nad szkodliwością narkotyków dla ich użytkowników oraz dla szerzej rozumianego społeczeństwa. Wyniki opublikowano w czasopiśmie The Lancet. W badaniu przyjęto 16 wskaźników, m.in. śmiertelność bezpośrednią i pośrednią, szkody zdrowotne, szkody umysłowe, uzależnienie, wpływ na relacje międzyludzkie, straty materialne, przestępczość, koszty ekonomiczne, itp. Zbadano nie tylko narkotyki nielegalne, ale także popularne legalne substancje psychoaktywne, czyli tytoń i alkohol.

Okazało się, że w czołówce najbardziej szkodliwych narkotyków mamy: heroinę, crack, metamfetaminę i kokainę, co niespecjalnie dziwi, ale niechlubne pierwsze miejsce, pokonując konkurencję, zajął zupełnie legalny narkotyk – alkohol:

Oczywiście, badanie uwzględnia szkodliwość opartą o obecny stan prawny. Legalizacja narkotyków pewnie zmieniłaby układ i lidera. Niemniej jednak, to ciekawe, nieprawdaż? Jakakolwiek dyskusja na temat pełnej legalizacji narkotyków zawsze prowokuje jej przeciwników do kreowania apokaliptycznych wizji, w których ludzie będą masowo ginęli na ulicach, a cywilizacja legnie w gruzach. A życie pokazuje, że jest zupełnie inaczej. Alkohol jest dość swobodnie dostępny i, mimo że bezsprzecznie bywa problemem, na pewno daleko nam do upadku cywilizacji z tego powodu.

Precedens z prohibicją i jej skutkami, a następnie z likwidacją zakazu już mamy. Wódka daje jednak żyć. Są też kraje, gdzie dokonał się szeroko pojęta dekryminalizacja narkotyków (podawałem niedawno przykład Portugalii) i też nie ma tam piekła na ziemi. Dlaczego więc nie zlikwidujemy prohibicji narkotykowej i po prostu nauczymy się z nimi żyć? Bo stoją za prohibicją i wojną z narkotykami wielkie pieniądze? Pewnie, jak zwykle, o to tu chodzi.


Pozwólcie nam rozkoszować się kwiatkami

Naszemu nowemu prezydentowi raczej bliższa jest ta mroczniejsza wizja.


Apokalipsy nie było

Gdy pojawiają się dyskusje na temat liberalizacji prawa w Europie w zakresie narkotyków, wtedy na myśl dyskutantom przychodzi Holandia, ostatnio Czechy, ale mało kto wie (no ja nie wiedziałem), że w tej kwestii najdalej w Europie posunęła się Portugalia. W 2001 roku oficjalnie stała się pierwszym europejskim krajem, w którym nastąpiła pełna abolicja kar za posiadanie narkotyków na własny użytek. Handel dalej jest karany, ale używający narkotyków mogą spać spokojnie, bez obaw, że na wiele lat zasilą państwowe więzienia. Zamiast do kicia, otrzymują szansę odwyku, z której mogą nie skorzystać, bez żadnych konsekwencji.

I co? Ano Apokalipsy nie było. Portugalia nie stała się krajem pełnym narkomanów, co prorokują przeciwnicy liberalizacji anty-narkotykowych praw. Okazało się, że ilość nadużywających narkotyki spadła, podobnie zachorowalność na kojarzone z narkotykami choroby (AIDS). Zwiększyła się ilość chętnych do wyrwania się ze szpon nałogu. Problem narkotyków został zredukowany do poziomów, o których państwom najmocniej wojujących z narkotykami może się jedynie marzyć.

Oczywiście dla mnie to rozwiązanie połowiczne, bo wciąż państwo zajmuje się tam czymś, czym nie powinno: leczeniem uzależnionych, walką z handlem narkotykami i wtrącaniem się w dobrowolne kontrakty pomiędzy dorosłymi. Choć to krok w dobrym kierunku, to zwolennicy państwowych regulacji wszystkich dziedzin życia, także tych, w których chcącemu przecież nie dzieje się krzywda, zignorują dane napływające z Portugalii i dalej będą próbowali zbudować nowy, jeszcze wspanialszy świat.


Koszty wojny z narkotykami

Associated Press opublikowała ciekawy artykuł podsumowujący 40 lat wojny z narkotykami w USA, na którą wydano już bilion (1000 miliardów) dolarów, w tym:

  • 20 miliardów dolarów na walkę z gangami narkotykowymi w krajach źródłowych. Na przykład w Kolumbii USA wydało 6 miliardów, a efektem tego było przeniesienie upraw koki do Meksyku wraz ze związaną z tym przemocą.
  • 33 miliardy na akcje marketingowe w stylu „Powiedz nie narkotykom”, skierowane do młodzieży i inne programy prewencji. Uczniowie szkół średnich używają takie same ilości narkotyków jak w latach 70. a ilość przedawkowań stale rośnie od tego czasu sięgając 20000 w ostatnim roku.
  • 49 miliardów na siły antynarkotykowe, które mają pilnować amerykańskich granic przed napływem narkotyków. Tego roku 25 milionów Amerykanów będzie używać narkotyków, co stanowi o 10 milionów więcej niż w 1970., większość z nich przeszmuglowanych z Meksyku.
  • 121 miliardów na aresztowanie ponad 37 milionów przestępców narkotykowych, którzy nie uciekali się do przemocy, w tym 10 milionów za posiadanie marihuany. Z badań wynika, że pobyt w więzieniu skłania do nadużywania narkotyków.
  • 450 miliardów na utrzymanie tych przestępców w więzieniach federalnych. Obecnie połowa więźniów w USA odsiaduje wyroki za narkotyki.

Wszystkie te wydatki nie przynoszą żadnych rezultatów w zakresie zmniejszenia problemu nadużywania narkotyków. To wojna, której nie da się wygrać, ale rząd USA (jak chyba każdy rząd) nie poprzestaje w wysiłkach. W przyszłym roku Obama planuje przeznaczyć na ten cel ponad 15 miliardów dolarów. Powodzenia.


Wcześniejsze wpisy »

  • RSS
  • Twitter
  • Soup.io
  • Facebook
  • LinkedIn
  • Picasa
  • Flickr
  • Vimeo