Kuweta samoróbka

Nie tylko polityką człowiek żyje, więc dziś, dla odmiany, wpis lifehackowy. O zrobionej własnoręcznie zakrytej kuwecie dla naszych kotów.

Pomysł nie jest mój – zobaczyłem to w znakomitym serwisie Lifehacker.com. Dzięki globalizacji mogłem wykonać go dokładnie wedle przepisu. No, może niezbyt dokładnie, bo manualnych zdolności raczej nie mam. Rezultat wygląda tak:

Oto przepis wykonania:

  1. Ruszamy do najbliższego sklepu IKEA – to może być najdroższa część tego przepisu.
  2. Kupujemy tam pudełko SNÅLIS za 19,99 PLN plus pokrywkę SNÅLIS za 7,99 PLN. To wyczerpuje listę materiałów.
  3. Wracamy do domu i wyszukujemy ostry nóż. Ja użyłem typowego noża technicznego z odłamywanymi ostrzami.
  4. Nożem wycinamy otwór wejściowy do kuwety. Ważnie, aby nie zejść z otworem za nisko (jak ja), bo nam będą koty piasek trochę wysypywać. Materiał pudełka dobrze daje się obrabiać nożem, ale trzeba jednak uważać, aby nie zrobić sobie przy okazji krzywdy.
  5. Po wycięciu otworu kuweta jest gotowa. Wystarczy napełnić żwirkiem i przykryć pokrywką.

Własnoręcznie wykonana kuweta jest niedroga, łatwa w obsłudze, mieści 56 litrów kotów (w praktyce jednego, rzecz jasna), pozwala niemalże wyeliminować rozsypywanie piasku. Koty lubią na niej przysiadać lub polegiwać. Same zalety.


Wesoły duet na dwa koty

Jest sobota w nocy, więc taki wesoły materiał związany z kotami. Bo kotów na tym blogu nie brakuje. „Duetto buffo di due gatti” w paru interpretacjach:


Kot pod lampką

Simon’s Cat powraca, jak zwykle w znakomitym stylu:

To, oczywiście, historia o moich kotach, które od zawsze uwielbiają hot spoty na moim biurku:

Biurka się zmieniają, komputery się zmieniają, monitory się zmieniają, a koty nie.


Kot i mucha

Teraz w wersji szerokoekranowej. No, no. Świetne, podobnie jak poprzednie.


Rudi – kot do wzięcia

Śliczny, przyjazny kotek szuka domu:

Rudi – kot do wzięcia

Tylko brać. Ja już mam 2 i na razie wystarczy.

Rudi wzięty. Ma nowy dom.


Mieczysława

Dziś moje domowe stado kotów zmalało do 2 sztuk, gdyż najstarsza starowinka, czyli 16-letnia kotka Mietka dokonała żywota.

I po tym smutnym wstępie, przechodzimy do równie niewesołuch zagadnień związanych z wolnością gospodarczą i wolnością w ogóle. Kotkowi należy się pochówek, choćby jakimś podwarszawskim lesie. Potrzeba jest łopata (szpadel), której ktoś, kto nie ma ogrodu po prostu w domu nie trzyma. Niby nie jest to problem, mieszkam niedaleko 2 hipermaketów budowlanych, więc można by było po drodze do lasu kupić stosowne narzędzie, a potem najwyżej go komuś podarować.

Niestety, kretyni na Wiejskiej, uznali, że to nie konsumenci i sprzedawcy mają decydować kiedy chcą dokonywać dobrowolnych transakcji, ale właśnie to oni – politycy – wiedzą lepiej ode mnie, kiedy będę potrzebował łopaty. Uchwalili więc prawo, które zabrania zabrania nam zaspokojania swoich potrzeb i robienie dobrowolnych interesów z tymi, którzy chcieliby takie potrzeby zaspokoić, w określone dni roku. Dziś właśnie jest taki dzień.

Powodów jest zawsze wiele: Bóg, rodzina, proletariat, ale tak naprawdę, chodzi o to, że mamy czuć, że jesteśmy niewolnikami, że ktoś za nas może decydować o tak wielu sprawach.

Wkurzyłem się. Gdybym był czarownicą, rzuciłbym na nich wszystkich urok. Z korzyścią dla wszystkich pozostałych.


Wcześniejsze wpisy »

  • RSS
  • Twitter
  • Soup.io
  • Facebook
  • LinkedIn
  • Picasa
  • Flickr
  • Vimeo