Nie tylko polityką człowiek żyje, więc dziś, dla odmiany, wpis lifehackowy. O zrobionej własnoręcznie zakrytej kuwecie dla naszych kotów.
Pomysł nie jest mój – zobaczyłem to w znakomitym serwisie Lifehacker.com. Dzięki globalizacji mogłem wykonać go dokładnie wedle przepisu. No, może niezbyt dokładnie, bo manualnych zdolności raczej nie mam. Rezultat wygląda tak:
Oto przepis wykonania:
- Ruszamy do najbliższego sklepu IKEA – to może być najdroższa część tego przepisu.
- Kupujemy tam pudełko SNÅLIS za 19,99 PLN plus pokrywkę SNÅLIS za 7,99 PLN. To wyczerpuje listę materiałów.
- Wracamy do domu i wyszukujemy ostry nóż. Ja użyłem typowego noża technicznego z odłamywanymi ostrzami.
- Nożem wycinamy otwór wejściowy do kuwety. Ważnie, aby nie zejść z otworem za nisko (jak ja), bo nam będą koty piasek trochę wysypywać. Materiał pudełka dobrze daje się obrabiać nożem, ale trzeba jednak uważać, aby nie zrobić sobie przy okazji krzywdy.
- Po wycięciu otworu kuweta jest gotowa. Wystarczy napełnić żwirkiem i przykryć pokrywką.
Własnoręcznie wykonana kuweta jest niedroga, łatwa w obsłudze, mieści 56 litrów kotów (w praktyce jednego, rzecz jasna), pozwala niemalże wyeliminować rozsypywanie piasku. Koty lubią na niej przysiadać lub polegiwać. Same zalety.
Jest sobota w nocy, więc taki wesoły materiał związany z kotami. Bo kotów na tym blogu nie brakuje. „Duetto buffo di due gatti” w paru interpretacjach:
Simon’s Cat powraca, jak zwykle w znakomitym stylu:
To, oczywiście, historia o moich kotach, które od zawsze uwielbiają hot spoty na moim biurku:
Biurka się zmieniają, komputery się zmieniają, monitory się zmieniają, a koty nie.
Teraz w wersji szerokoekranowej. No, no. Świetne, podobnie jak poprzednie.
Śliczny, przyjazny kotek szuka domu:
![]() |
| Rudi – kot do wzięcia |
Tylko brać. Ja już mam 2 i na razie wystarczy.
Rudi wzięty. Ma nowy dom.
Dziś moje domowe stado kotów zmalało do 2 sztuk, gdyż najstarsza starowinka, czyli 16-letnia kotka Mietka dokonała żywota.
I po tym smutnym wstępie, przechodzimy do równie niewesołuch zagadnień związanych z wolnością gospodarczą i wolnością w ogóle. Kotkowi należy się pochówek, choćby jakimś podwarszawskim lesie. Potrzeba jest łopata (szpadel), której ktoś, kto nie ma ogrodu po prostu w domu nie trzyma. Niby nie jest to problem, mieszkam niedaleko 2 hipermaketów budowlanych, więc można by było po drodze do lasu kupić stosowne narzędzie, a potem najwyżej go komuś podarować.
Niestety, kretyni na Wiejskiej, uznali, że to nie konsumenci i sprzedawcy mają decydować kiedy chcą dokonywać dobrowolnych transakcji, ale właśnie to oni – politycy – wiedzą lepiej ode mnie, kiedy będę potrzebował łopaty. Uchwalili więc prawo, które zabrania zabrania nam zaspokojania swoich potrzeb i robienie dobrowolnych interesów z tymi, którzy chcieliby takie potrzeby zaspokoić, w określone dni roku. Dziś właśnie jest taki dzień.
Powodów jest zawsze wiele: Bóg, rodzina, proletariat, ale tak naprawdę, chodzi o to, że mamy czuć, że jesteśmy niewolnikami, że ktoś za nas może decydować o tak wielu sprawach.
Wkurzyłem się. Gdybym był czarownicą, rzuciłbym na nich wszystkich urok. Z korzyścią dla wszystkich pozostałych.




















