Właśnie dowiedziałem się, że trzecią kinematografią na świecie, po Hollywood i Bollywood jest Nigeria:
Zaciekawiło mnie to, bo zdaje się, że dzieje się to nie dzięki ochronie „własności” intelektualnej i „niezbędnym” zachętom, jakie ona stwarza, ale z powodów ekonomicznych i po prostu z miłości do filmu oraz chęci kreowania. Sprawdziłem na szybko jak tam z piractwem w Nigerii i, oczywiście, jest źle, bo ocenia się je na 58% i pewnie niewiele się zmieni. A jednak, mimo braku wsparcia państwa, mimo braku faktycznej ochrony, mamy tam do czynienia z olbrzymim boomem filmowej kreatywności, na skalę, o której polska kinematografia może jedynie pomarzyć.
Filmowcom radzę obejrzeć ten materiał i posłuchać, co mają do powiedzenia ich koledzy po fachu z Afryki…
Proszę, proszę. Piraci szaleją, filmowcy rozdzierają szaty, jak to są niby „okradani” przez ludzi wykorzystujących internet (a więc sieć komputerową) zgodnie z jej przeznaczeniem, Policja obiecuje kratki dla każdego, kto ma nielegalne filmy, muzykę i programu, a tu niespodzianka: polskie kina zanotowały rekordowy rok! Niby jest źle, bo ludzie „kradną”, to jednak ktoś ten rekord wykręcił. Jak widać, problem tkwi w ofercie, a nie w biadoleniu, że klienci to „złodzieje”, a filmowcy ofiary. Dobre filmy, dobre kina i wtedy nawet bittorrent nie straszny.














