Para nastolatków (17 lat on, 16 lat ona) zabawiała się nago i pstryknęli sobie przy tej okazji fotki. Następnie parę tych fotek przesłali z komputera dziewczyny na konto pocztowe chłopaka, a potem na jego komputera. I tu mogła się sprawa zakończyć. Niestety, o zdjęciach dowiedziała się jakoś policja i sprawa się skomplikowała. Młodzież aresztowano i oskarżono oboje działania w celu produkcji, reżyserii i promocji zachowań seksualnych z dziećmi. Chłopak jeszcze zaliczył zarzut posiadania pornografii dziecięcej na swoim komputerze. Obrona próbowała argumentować, że celem prawa jest ochrona dzieci przed wykorzystywanie przez dorosłych. Sędziowie (w stosunku 2:1) mieli inne zdanie: młodzi mogli przecież kiedyś te zdjęcia sprzedać, pokazać znajomym, albo pozwolić komuś włamać się do komputera i w ten sposób doprowadzić do ich rozpowszechnienia. A do tego przecież nie można dopuścić, wszakże chodzi o dzieci! O dzieci!
Ciekawe, że utrwalanie czynności, która nie jest zabroniona, jest zabronione.
U nas, niestety, nie jest lepiej, bo pedofilia jest dyżurnym straszakiem, niczym Czarna Wołga w czasach mojego dzieciństwa. Co rusz to pedofil tu czy tam, a w sieci to już tragedia. Łapanie pedofilii to jakieś lukratywne zajęcie, bo policja i dziennikarze co chwila chwalą się jakąś udaną akcją. A wplątać się w ich sidła łatwo, o czym przekonał się Jacek Sierpiński, którego odwiedziła i przeszukała policja, właśnie na okoliczność posiadania czy wspierania pedofilii, a to wszystko za sprawą artykułu krytykującego obowiązującą wykładnię w tym temacie. Oczywiście nic nie znaleźli (Jacek ma teraz “oficjalne” potwierdzenie, że nie jest pedofilem), ale niesmak jakiś pozostaje.
Co gorsza, ja również wygłaszałem jakieś takie “pro-pedofilskie” komunikaty, nawet w komentarzach pojawił się Mały Książę, wróg publiczny nr 1. Pewnie też muszę się spodziewać się wizyty…
W świątecznym numerze (13-14/2005) “Najwyższego Czasu!” ukazała się polemika Jacka Sierpińskiego do tekstu Tomasza Teluka, o którym pisałem już wcześniej. Oczywiście Jacek doskonale zaprezentował “infoanarchistyczną” argumentację i polecam przeczytanie tego tekstu każdemu, kto interesuje się tą tematyką. Mnie miło połechtał fakt, że Jacek zacytował moje tłumaczenie tekstu Kinselli.
Myślę, że warto byłoby zauważyć, że pewne poparcie dla ideii “własności intelektualnej” wśród libertarian może wynikać z faktu, że sporo z nich korzysta z monopolu, który zapewnia im obecnie panujący system - bardzo często publikują przecież oni swoje dzieła i czerpią z tego zyski. Być może właśnie to zaburza im racjonalne spojrzenie na problem.
















