Zakaz posiadania broni palnej a wojna z narkotykami

Wielu przeciwników ograniczania dostępu do broni palnej popiera wojnę z narkotykami, z kolei krytycy i reformatorzy amerykańskiego prawa narkotykowego pokładają nadzieję w kontroli dostępu do broni. Konserwatystów można zaliczyć do pierwszej grupy a liberałów do tej drugiej.

W rzeczywistości te dwie sprawy mają ze sobą więcej wspólnego, niż mogłoby się zdawać. Gdy prawo określa rodzaj broni, jaką można kupować, posiadać, nosić przy sobie lub rodzaj narkotyków, jakie można kupować, posiadać i zażywać, mamy do czynienia z przestępstwem posiadania: nieszkodliwym wykroczeniem, gdzie zaledwie posiadanie czegoś jest określane jako przestępstwo i jest karane grzywną oraz karą więzienia.

Oba te zakazy są wysoce niemoralne, ponieważ naruszają fundamentalne prawo wolności osobistej. W wolnym społeczeństwie wszystkie jednostki są właścicielami samych siebie oraz owoców swej pracy i wymiany. Mogą też robić co tylko zechcą, o ile nie naruszają wolności i własności innych ludzi. Aresztowanie, ściganie i więzienie ludzi za posiadanie broni lub konsumpcję narkotyków jest pogwałceniem prawa do samoposiadania, a w związku z tym do kontroli nad własnym ciałem i własnością.

Prawo do samoposiadania implikuje prawo do samoobrony oraz nabywania środków do jego egzekwowania. Zatem, wszelkie racjonowanie dostępu do broni jest niemoralnym naruszeniem prawa do samoobrony i samoposiadania.

Prawo do samoposiadania obejmuje prawo do leczenia we własnym zakresie, do wyboru tego, co się chce zażyć. Albo jesteś właścicielem samego siebie, albo nie.

Przepisy ograniczające dostęp do broni uczyniły bezbronnymi miliony Amerykanów. Przepisy dotyczące narkotyków pozbawiły tysiące chorych na raka, AIDS i jaskrę dostępu do marihuany i jej leczniczych właściwości. Ingerencja w prawo wyboru metod leczenia oraz ograniczanie prawa do samoobrony stały się sprawami życia lub śmierci dla zbyt wielu pokojowo nastawionych Amerykanów. Koronny argument przeciw tym przepisom jest natury moralnej: ludzie mają prawo do samoposiadania, samoobrony, posiadania własności oraz kontroli nad swymi ciałami. W praktyce, pogwałcenie tych praw prowadzi do katastrofy.

Ze względu na szczególną naturę przestępstw posiadania, podobieństw pomiędzy ograniczaniem dostępu do broni oraz wojną z narkotykami jest znacznie więcej.

Dalszy ciąg tekstu na stronie Instytutu Misesa.


Fizyka nie jest po waszej stronie

Cory Doctorow w artykule w Times Online:

Piętnaście lat funkcjonowania drakońskich reżimów praw autorskich pokazało, że jeśli tworzycie mocne narzędzie do ich egzekwowania bez żadnych konsekwencji za ich nadużywanie, to będą nadużywane. A zebrane przez pół wieku dowody dotyczące technologii cyfrowej pokazują, że żadna ilość narzędzi do egzekwowania praw nie sprawia, że komputery i internet stają się gorsze w kopiowaniu. Twarde dyski nie staną się w magiczny sposób mniej zgrabne i bardziej kosztowne. Dostęp do sieci nie pogorszy się, nie stanie się wolniejsza i trudniejsza w użyciu. Ogólna znajomość techniki też się nie zmniejszy. Jeśli chcecie zatrzymać kopiowanie, fizyka nie jest po waszej stronie.

Nie jest zadaniem rządu zapewnianie, aby model biznesowy, który umożliwiła wczorajsza technologia będzie działał wiecznie. Jeśli by tak było, zlikwidowalibyśmy radio, aby ocalić wodewil.


Artyści powinni być wynagradzani za swą pracę

Bardzo dobry tekst ze strony QuestionCopyright.org

Następujące zdanie pojawia się w wielu dyskusjach dotyczących praw autorskich: “Artyści powinni być wynagradzani za swą Sztukę”. Zakłada się, że a) Artyści posiadają przyrodzone prawo do pieniężnego wynagrodzenia z swoją Sztukę, oraz że b) prawa autorskie zapewniają to wynagrodzenie.

Kwestionuję oba te założenia.

Oczywiście, ludzie zazwyczaj mówią: “Artyści powinni być wynagradzani za swą Pracę”. Poniżej postaram się wykazać różnicę pomiędzy Sztuką, a Pracą, bo mylenie jednego z drugim jest głównym problemem.

Zgadzam się, że artystom należy się zapłata ZA ICH PRACĘ.

Praca to wykonywanie czynności za pieniądze. Pracodawca i pracownik negocjują stawkę, praca zostaje wykonana i pracownik otrzymuje zapłatę. Wielu artystów jest pracownikami: są kelnerami, kierowcami, sprzedawcami. Powinni otrzymywać zapłatę za swą pracę i otrzymują ją, gdyż właśnie dlatego pracują. Niektórzy artyści wykonują za pieniądze pracę zgodną ze swoimi kwalifikacjami. Taki rodzaj wstępnie negocjowanej pracy nazywa się pracą na zlecenie. Zlecona praca zostaje wykonana i artysta otrzymuje wynagrodzenie, gdyż właśnie dlatego podejmuje się pracy na zlecenie.

Ale artyści nie mają przyrodzonego prawa do pieniężnego wynagrodzenia ZA ICH SZUKĘ.

Sztuka to dar. Artysta tworzy Sztukę (nie należy tego mylić z pracą zgodną z kwalifikacjami) z własnej inicjatywy. Artysta “pracuje”, aby służyć swojej wizji, swojej Muzie, Sztuce samej w sobie. To Muza jest dla Artysty pracodawcą. Dyskusyjną kwestią jest, czy Artysta może negocjować z Muzą przed podjęciem się zadania – ja często próbuję – ale warunki, jak w przypadku większości prac, raczej wynikają z konieczności. Tak jak ekonomiczna konieczność zmusza wielu pracowników do ciężkiej pracy za marne wynagrodzenie na warunkach pracodawcy, tak cierpienie zmusza Artystów do pracy na warunkach Muzy. Ale w przeciwieństwie korporacji czy ludzkich pracodawców, Muza ma zawsze na względzie najlepsze interesy artysty. Zawsze wolę służyć Muzie niż pracodawcy, ale Muza nie ustala pieniężnej zapłaty. Pieniężne wynagrodzenie nigdy nie jest częścią tego układu.

Muza “płaci” mi Życiem. Mówi “Zrób to, a będziesz Żyć. Odrzuć ofertę, a co najwyżej będziesz wegetować”. Mam wybór: mogę tworzyć Sztukę lub nie. Przyjmuję warunki Muzy. Wykonuję pracę i otrzymuję “zapłatę”: Życie.

SZTUKĘ negocjuje się z MUZĄ. “Zapłatą” jest ŻYCIE.
PRACĘ negocjuje się z PRACODAWCĄ. Zapłatą są PIENIĄDZE.

Jeśli artyści chcą być wynagradzani pieniędzmi, to powinni wynegegocjować wynagrodzenie zanim podejmą się wykonania pracy. To jest właściwy warunek otrzymania zapłaty. Albo mogą stworzyć dzieło bez wcześniejszego ustalenia zapłaty, jednocześnie nie żądając jej po fakcie. To też jest w porządku. Domaganie się zapłaty po dobrowolnym wykonaniu pracy na własnych warunkach – to już jest wymuszenie.

Popatrzmy na człowieka myjącego szyby samochodom na skrzyżowaniu. Nieproszony przeciera szyby, a potem domaga się zapłaty. Wykonał pracę, więc czy nie “należy mu się wynagrodzenie”? Większość z nas stwierdziłaby, że nie – bo jeśli chcielibyśmy mieć umyte szyby, to najpierw wynegocjowaliśmy warunki tej usługi.

Jeśli decyduję się siedzieć za biurkiem, odbierać telefony, wymyślać pokrętne plany biznesowe i kłamać, czy ZASŁUGUJĘ, aby wynagradzano mnie jak prezesów banków? Nie. Praca prezesa banku jest wcześnie negocjowana. Dostaje miliony wynagrodzenia i premii, bo taka była umowa ZANIM zasiadł za biurkiem i wykonał swą robotę.

Czy prezes banku zasługuje na takie wynagrodzenie? Cóż, wielu ludzi zaczyna to ostatnio kwestionować. Aż dziw bierze, że trzeba było do tego wielkiego krachu finansowego, ale przynajmniej ludzie zaczynają się zastanawiać.

Mamy olbrzymi kryzys artystyczny od dziesięcioleci, więc może ludzie już przestali zastanawiać się, czy topowe 0,5% artystów zasługuje na swoje wynagrodzenia. Czy jeśli zaśpiewam i poskaczę po scenie, to należy mi się 110 milionów dolarów rocznie? A to jest to samo, co robi Madonna, i tyle właśnie za to dostaje. Ale Madonna załatwiła sobie to wynagrodzenie z góry, zanim zaśpiewała i poskakała, i wykonała to jako pracę.

Jeśli artyści zasługują na wynagrodzenie, to na ile dokładnie zasługują? Czyż sztuka nie jest bezcenna? Jak ustala się, co ile jest warte?

Moglibyśmy pozwolić ustalić to rynkowi. To mogłoby zadziałać, GDYBYŚMY POZBYLI SIĘ MONOPOLI. Wolny Rynek działa jedynie w przypadku braku monopoli. Monopol informacyjny praw autorskich niszczy taki system. Jestem za tym, aby zadziałał Wolny Rynek, ale może on działać jedynie bez praw autorskich.

Tak naprawdę, Madonna nie jest wynagradzana jako artystka, czerpie zyski ze swego informacyjnego monopolu, czyli praw autorskich, które ograniczają jej Sztukę. Jeśli Madonna jest dla ciebie modelem, to nie popierasz artystów, a popierasz monopolistów. Jeśli twój mechanizm “wynagradzania” artystów wymaga, aby zostali monopolistami, a potem, jak to monopoliści, rozrastali się i rozbudowywali swoje monopole, to jesteś orędownikiem monopoli, a nie Sztuki.

Sztuka to nie towar, to jest dar. Jeśli chcesz produkować towary, negocjuj ich cenę z góry. Sztuka tworzona jest z inicjatywy artysty. W przeciwnym razie, to jedynie praca zlecona, która w oczywisty sposób i tak wynagradza pracownika. Ale zazwyczaj zleceniodawca to korporacja albo grupa inwestycyjna, która spodziewa się monopolistycznych przychodów ze swej inwestycji. Dlatego też popieranie praw autorskich to przysługa na rzecz utrzymania oligarchii, której elity są jednocześnie głównymi patronami współczesnej sztuki. To jak wspieranie monarchii, bo królowe i królowie są patronami artystów.

Może trudno to zaakceptować, ale wielu artystów, którzy twierdzą, że chcą jedynie jeść i mieć gdzie mieszkać, kłamie (być może okłamują i siebie). Większość artystów nie chce jedynie zarobić na życie – chcą wygrać na loterii. Zasugeruj większości filmowców czy muzyków, że “sukces” to jakieś 75 tysięcy dolarów rocznie, a od razu zaczną kręcić nosem. To nazywasz wygraną? Przecież im chodzi wyłącznie o grube miliony, kochanie. Jeśli oznacza to, że muszą pracować w innym zawodzie i pozostawać nieznanymi, to niech tak będzie. Miliony muszą klepać biedę, aby jeden został bogaty. Godzą się na spędzenie pewnego czasu jako biedacy, aby jednego dnia zostać bogaczami na koszt innych. Myślą, że nadejdzie ich czas.

Radzę im zagrać w kompletnie inną grę, gdyż loteria to podatek od tych, którzy są słabi w liczeniu. Ale ten rodzaj artystów woli bardziej grać na loterii niż sprawić, aby ich sztuka dotarła do ludzi.

Nie chcę tu sugerować, że wszyscy artyści mają takie podejście. Są także tacy, którzy zadowolą się jedynie zarobkiem na życie, co jest dobre, gdyż jest rozsądnym oczekiwaniem nawet w przypadku bardzo utalentowanego artysty. Problem w tym, że dyskusja o prawach autorskich zdominowana jest przez podejście loteryjne, co oznacza, że gdy ludzie mówią “Artyści powinni być wynagradzani za swą pracę”, to naprawdę oznacza to, że “Sztuka powinna być objęta monopolem, aby niektórzy Artyści mieli malutką szanse na zostanie kiedyś bogaczami”.

Najlepszy sposobem, aby sztuka “konkurowała” na “wolnym rynku” jest swobodny jej przepływ. Internet sprawia, że artysta może bardzo łatwo przedstawić swoje prace publiczności. Sprawia także, że publiczność może łatwo odwdzięczyć się za ten dar. Dawanie jest całkiem odmienne od płacenia czy ulegania wymuszeniu. Pieniądze ofiarowane różnią się od pieniędzy wymuszonych. To jest dobrowolna, swobodna transakcja.

Nie każdemu spodoba się każde dzieło sztuki. Nie chcę, aby ludzie, którym dzieło się nie spodobało, byli zobligowani do zapłaty za nie. Pewne dzieła, które mnie urażają, wzbudzają odrazę, czy nudzą, nie zachęcają mnie do wynagradzanie ich twórców. Ale dzieła, które mnie poruszają i inspirują, jednocześnie zachęcają mnie do wspierania ich autorów. Jestem poruszona przez uczucia Artysty i chcę zaoferować coś w zamian. Pieniądze to rozwiązanie oczywiste: Artysta może z pewnością z nich skorzystać. Ale nie zawsze jest to właściwy wybór. Wiele utworów Beatlesów mnie porusza, ale nie zachęca mnie to wysłania czeku Paulowi McCartneyowi. Nie potrzeba mu pieniędzy (nie wspominając, że jest prominentnym monopolistą). Jednak pieniądze są prawie zawsze właściwym darem dla nie-bogatego (czytaj: typowego) artysty. Zostaną docenione, a jednocześnie nie są zbyt osobiste, aby były krępujące czy stresujące.

Internet sprawia, że fanom jest łatwo wysyłać artystom pieniądze.

To naprawdę proste. Sztuka konkuruje ze sztuką jedynie na podstawie jakości. Internet pozwala na rozprzestrzenianie jej, docieranie to tylu odbiorców ilu to możliwe. Ci, którym się spodoba, mają do dyspozycji prosty mechanizm odwdzięczenia się Artyście, jeśli poczują potrzebę. Nie każdy poczuje potrzebę, ani nie każdy musi. Nie każdemu musi się wszystko podobać. Nie wszystko może nas poruszyć.

Podsumowując:

Artyści NIE posiadają przyrodzonego prawo do pieniężnego wynagrodzenia z swoją Sztukę. Choć my, jako społeczeństwo, możemy zadecydować, że chcemy wspierać Sztukę. Problem w tym, że 95% Sztuki jest do kitu. Większość z nas nie chce wspierać artystów, którzy są do kitu, ani nie chce pozwalać rządowym komisjom decydować, co jest warte wspierania, a co nie. Nie przyznany mi grant NYSCA i towarzyszące temu komentarze nauczyły mnie, aby już nigdy nie ufać rządowym agencjom do spraw sztuki. Chętnie przyjmę od nich pieniądze, ale dobrze zdaję sobie sprawę, że nie są oni dostatecznie kompetentni, aby oddzielać ziarno od plew.

Najlepszy sposobem, w jaki społeczeństwo może wspierać Sztukę, jest pozwolenie, aby Sztuka swobodnie się rozprzestrzeniała, oraz zachęcanie, aby przekazywać pieniądze bezpośrednio artystom. Co i tak wydaje się najbardziej naturalnym sposobem dla wielu ludzi, a dodatkowo nie narusza wolności innych.

Autorka powyższego tekstu – Nina Paley – już wstąpiła raz na moim blogu.


Błędne założenia własności intelektualnej

Na stronie Instytutu Ludwika von Misesa – Mises.org – pojawił się ciekawy tekst “The Fallacy of Intellectual Property“. Polecam lekturę, a na zachętę przetłumaczony fragmencik:

Wspierany przez doktrynę własności intelektualnej, każdy popularny autor, czy też wynalazca użytecznej rzeczy, roszczą sobie prawa do imperium, na którym słońce nigdy nie zachodzi. W warunkach wolnego rynku taka doktryna nie przetrwałaby zbyt długo, gdyż twórcy musieliby ponosić koszty patrolowania tego imperium, ale gdy państwo staje po ich stronie, autorzy chcą trzymać się praw własności intelektualnej rozciągniętych do ich logicznych ekstremów.

Gdy na wolnym rynku koszty ochrony własności są tak samo istotne jak cokolwiek innego w podejmowaniu decyzji o posiadaniu jej, doktryna własności intelektualnej, wspierana przez ekstrawagancki monopol siły państwa, zachęca ludzi do zagarniania rzeczy, które z zasady nie dają się chronić.


P2P jest jak Borg

Informacje o sprzedaży serwisu The Pirate Bay wywołały słuszne obawy, że oznacza to upadek największego trackera i spore zmiany na arenie P2P. W dyskusji na Slashdocie znalazłem świetny komentarz, który przetłumaczony pozwolę sobie przytoczyć poniżej:

Pewnie, jak upadł Napster, to był koniec znanych nam sposobów dystrybucji plików MP3. A potem nadeszła era sposobów dystrybucji MP3 jakich jeszcze nie znaliśmy. Gdy upadło Audio Galaxy, pojawił się coś nowego. Supernova padła, Mininova powstała. Pirate Bay upadnie, pojawi się coś nowego.

P2P jest jak Borg, bez końca adaptujący się do nowych form ataku. Walisz do niego z fazera? Następny ma pole ochronne przed fazerami. Zmieniasz modulację promienia fazerów, to kolejny ma modulowane pole ochronne. Wyrwiesz mu rękę i użyjesz jej jako pały, aby zatłuc go na śmierć, to następny będzie miał silniejsze ramiona, których nie uda się wyrwać.

To jest właściwie zabawne, gdyż serwisy P2P opierają się na takiej samej dynamice popularności jak normalne produkty i usługi. Nadchodzi coś w rodzaju McDonald’s, monopolizuje rynek fastfoodów z hamburgerami i jednocześnie tłumi możliwość rozwoju potencjalnie lepszych sieci z hamburgerami. Jeśli by McDonald’s zwinął się jutro, zobaczylibyśmy wybuch innowacji i potencjalnie lepszych burgerów.

Podobna inercja działa w świecie P2P. Jeśli Napster nie zostałbny zniszczony, wciąż najprawdopodniej słuchalibyśmy marnych, poucinanych MP3 po dziś dzień. Ludzie mają tendencję do pozostawania przy tym, co działa, nawet gdy nie robi tego najlepiej. Zabij Napstera, a nagle otwiera się szeroko rynek na lepszych programów i protokołów, które mogą konkurować. Zlikwiduj jeden z nich, a pojawi się konkurencja nowej generacji. Działania RIAA to jak nie doprowadzona do końca kuracja antybiotykami, a sieci P2P są jak gronkowiec. Jeśli nie zabijesz go do końca, kiedyś wróci i zaatakuje ci twarz.

Tak więc, Pirate Bay nie żyje. Niech żyje P2P. Wiecie, że coś nowego nadchodzi.

Właśnie, właśnie. Resistance is futile (Opór jest daremny).


Głupie, głupsze oraz najgłupsze

Charley Reese pisze na LewRockwell.com:

Poglądy większości miejskich socliberałów w kwestii broni palnej są głupie, głupsze oraz najgłupsze.

Głupim jest przypuszczanie, że sposobem na zmniejszenie przestępczości jest zapewnienie, że wszystkie potencjalne ofiary przestępstw z użyciem przemocy będą bezbronne. Jeszcze głupsza jest wiara, że przestępcy będą przestrzegali zakazów posiadania broni. Żaden bandyta i gwałciciel nie zatrzymał się po wyruszeniu na łów i pomyślał – “Cholera, nie mam pozwolenia na broń, więc lepiej nie napadać na bank czy gwałcić”. Żaden seryjny morderca nie powiedział – “Przecież nie mogę zabić go z niezarejestrowanej broni. To byłoby wbrew prawu”.

Najgłupszym pomysłem jest zakładanie, że obiekt nieożywiony może zmienić uczciwego człowieka w przestępcę. Wiara, że broń jest sprawcą przestępstw jest tak samo głupia, jak wiara, że młotki i piły sprawiają, że pojawiają się domy. To jest najohydniejszy typ przesądu, gdy nadaje się nieożywionym obiektom magiczne właściwości, które mogą pokonać siłę ludzkiej woli.

Pistolet nie jest ani romatycznym, ani grzesznym obiektem. To zwykłe narzędzie, jak młotek, piła, czy frezarka. Można używać go rekreacyjnie, można w celu samoobrony. Jak piła łańcuchowa, może zranić swojego właściciela, gdy ten postępuje głupio czy nieostrożnie. Nowoczesna broń jest nierozerwalnie powiązana z bezpieczeństwem. Pistolet nie może sam się załadować, ani sam wystrzelić. Właściwie przechowywany, jest bezpieczniejszy niż drabina, basen przydomowy, czy samochód. Jest nawet bezpieczniejszy niż jedzenie.

Dalej autor sięga po dane statystyczne, która pokazują, że śmierć od broni palnej w USA jest znacznie (chodzi nawet o rzędy wielkości) mniej prawdopodobna niż z wielu innych powodów, które jednak nie wzbudzają takich emocji. Można mu nie wierzyć, ale bardzo łatwo zweryfikować te dane sięgając do źródła, czyli danych zebranych przez CDC. Jest ładny formularz, którym możemy zbadać, co było przyczyną zgonów w USA w 2006 roku.

Poniżej wyniki dla śmierci w wyniku niezamierzonego wypadku oraz przemocy:

PozycjaPrzycznaIlość
0All Injury Deaths181586
1Unintentional MV Traffic43664
2Unintentional Poisoning27531
3Unintentional Fall20823
4Suicide Firearm16883
5Homicide Firearm12791
6Suicide Suffocation7491
7Unintentional Unspecified6345
8Suicide Poisoning6109
9Unintentional Suffocation5912
10Unintentional Drowning3579
11Undetermined Poisoning3541
12Unintentional Fire/burn3202
13Adverse Effects2521
14Homicide Cut/pierce2080
15Homicide Unspecified1758
16Unintentional Natural/ Environment1588
17Unintentional Other Spec., classifiable1492
18Unintentional Other Land Transport1454
19Unintentional Other Transport1188
20Unintentional Pedestrian, Other1141
21All Others10493

Przypadkowa śmierć z broni palnej nie załapała się do pierwszej dwudziestki, ale było to 642 przypadki czyli niezmiernie niewiele. Jak widać zabójstwo przy użyciu broni palnej to dopiero piąta pozycja. Wcześniej mamy liderów, czyli wypadki samochodowe, zatrucia i upadki. Jeśli jednak chcemy na to spojrzeć w kontekscie innych przyczyn zgonów, to wydaje się, że w USA mają poważniejsze problemy niż zagrożenie ze strony broni palnej:

PozycjaPowódIlość
0All Deaths2426264
1Heart Disease631636
2Malignant Neoplasms559888
3Cerebrovascular137119
4Chronic Low. Respiratory Disease124583
5Unintentional Injury121599
6Diabetes Mellitus72449
7Alzheimer's Disease72432
8Influenza & Pneumonia56326
9Nephritis45344
10Septicemia34234
11Suicide33300
12Liver Disease27555
13Hypertension23855
14Parkinson's Disease19566
15Homicide18573
16Pneumonitis16887
17Perinatal Period14442
18Benign Neoplasms14122
19Aortic Aneurysm13238
20HIV12113
21All Others377003

Zabójstwo to dopiero 15 pozycja. Choroby serca zabiły w USA ponad 630 tysięcy ludzi, a broń celowo użyta znacznie mniej.

Jako uzupełnienie, wskaźniki zabójstw i zabójstw z użyciem broni palnej w różnych krajach, oraz wskaźniki zabójstw z broni palnej w różnych krajach. Nie dokonywałem dogłębnej analizy, ale trudno mi znaleźć zależność pomiędzy dostępnością broni, a ogólną ilością zabójstw i ilością zabójstw z użyciem broni palnej. Dla przykładu w Polsce broń palna używana jest jedynie w 7% zabójstw, a w sąsiedniej Słowacji w 45% – nie znam dokładnie sytuacji prawnej Słowacji, ale nie sądzę, aby panowała tam swoboda godna Dzikiego Zachodu. Co więcej, wskaźnik zabójstw w Polsce (6,04) jest wyższy niż na Słowacji (4,81). Inny nasz sąsiad – Ukraina – jeszcze lepiej wypada od Polski, bo zaledwie 4% zabójstw z użyciem broni, ale znacznie większy od Polski ogólny wskaźnik zabójstw (9,27).


Wcześniejsze wpisy »