Przestroga

Także dla mnie. Bardzo pouczające słowa autor(a/ki) znakomitej gry M.U.L.E. Dana Buntena/Danielle Berry:

Nikt dotychczas na łożu śmierci nie stwierdził: Jezu, żałuję, że nie spędzałem więcej czasu sam przy komputerze.


KOPYRAJT - ORAJT!

Bardzo zabawna notka copyrightowa z Nonsensopedii:

KOPYRAJT - ORAJT!
Ktoś się uparł, że ta grafika podlega prawom autorskim, jednak bez niej artykuł w Nonsensopedii wyglądałby kijowo, dlatego zakładamy, że możemy sobie ją pożyczyć na zasadzie niedozwolonego użytku.


Uzbrojona Ameryka

Fotograf Kyle Kassidy przygotowuje album fotograficzny “Armed America: Portraits of Gun Owners in Their Homes”, w którym portretuje amerykańskich posiadaczy broni w ich domach. Na stronie poświęconej temu projektowi znajdziemy próbki tych zdjęć, warte obejrzenia. Tak, posiadacze broni to są normalni ludzie. Warto też zacytować niektórych sportretowanych:

Gdy wykryto u mnie raka, okazało się, że ja sam i moja rodzina wymagamy ochrony. Byłem za stary, by walczyć, za chory, by uciekać, a ponieważ rak pozbawił mnie strun głosowych, nie mogłem wołać o pomoc. Kupiłem sobie pierwszą w życiu broń palną.

Posiadam broń z tego samego powodu, z którego posiadam gaśnicę - o ile, z pewnością, nie spodziewam się, ani też nie mam nadziei na najgorsze, jeśli by jednak nadeszło, jestem przygotowany, aby podjąć aktywne kroki w celu zapewnienia, że moja rodzina przetrwa…

Wierzymy, że to MY jesteśmy naszą pierwszą linią obrony. Gdyby zdarzył się ten mało prawdopodobny przypadek, że stalibyśmy się ofiarami przemocy, oboje jesteśmy wyszkoleni i gotowi do obrony siebie, naszych przyszłych dzieci i naszej własności przed jakąkolwiek krzywdą.

Uważam, że posiadanie broni to nie tylko prawo, ale także obowiązek ludzi wolnych wobec siebie samych i przyszłych generacji.

Moja żona i ja wierzymy także gorąco w suwerenność jednostki i rodziny. Jesteśmy obywatelami, z naszymi niezbywalnymi prawami, a nie przedmiotami do rządzenia nimi. [...] Prawo posiadania i noszenia broni nie oznacza, że obywatele mogą polować czy strzelać do tarczy. Uznaje się, że mogą bronić swego kraju, stanu, społeczności, rodzin i samych siebie przed tymi, który zechcą uczynić im krzywdę, czy będzie to obca armia, czy ich własny lokalny, stanowy albo federalny rząd… albo jakiś brutalny zbir.

Myślę, że każdy powinien mieć broń. To wyrównuje szanse.

Jesteśmy swoją ostatnią linią obrony. Nie widziałem jeszcze przekonywującego argumentów przeciwników prawa do posiadania broni, dlaczego to przestrzegający prawa obywatele nie powinni jej posiadać. Wszyscy zgadzamy się co do tego, że przestępcy nie powinni jej mieć, ale jaką korzyść jest w odbieraniu jej dobrym ludziom?


Bezcelowość zabezpieczeń przed kopiowaniem

Bruce Schneier napisał był kiedyś świetny tekst “The Futility of Digital Copy Prevention“, czyli po naszemu tak, jak tytuł tego wpisu. Tekst jest po angielsku, ale na zachętę pozwolę sobie przytoczyć kilka cytatów:

Wszystkie media rozrywkowe w internecie (jak wszystko inne w internecie) to tylko bity: zera i jedynki. Bity ze swej natury są kopiowalne, łatwo i wielokrotnie. Jeśli masz plik cyfrowy - tekst, muzykę, wideo, czy cokolwiek innego - możesz zrobić tyle kopii pliku, ile zechcesz i zrobić z nimi cokolwiek zechcesz. To jest prawo naturalne cyfrowego świata i czyni kopiowanie w internecie innym od kopiowania zegarków Rolex czy torebek marki Louis Vuitton.

To, co przemysł rozrywkowy próbuje robić, to użycie technologii niezgodnie z tym prawem naturalnym. Chcą w jakiś praktyczny sposób utrudnić kopiowanie na tyle, aby ochronić swój obecny interes. Są skazani na porażkę.

Końcowy rezultat to będzie fiasko. Wszystkie cyfrowe metody zabezpieczeń mogą zostać złamane, i kiedy to się stanie, to złamane zabezpieczenia będą rozpowszechnianie… czy prawo zabrania tego czy nie. Przeciętny użytkownik będzie mógł sobie ściągnąć owe narzędzia z tych witryn, nad którymi prawo nie ma jurysdykcji. Pirackie treści będą powszechnie dostępne w internecie. Każdy będzie miał do nich dostęp.

I na koniec mój ulubiony fragment:

Pliki cyfrowe nie mogą stać się niekopiowalne, tak jak woda nie może przestać być mokra.


Toksyczni obrońcy środowiska

George Reisman napisał znakomity esej pod tytułem “The Toxicity of Environmentalism“. Warty przetłumaczenia na polski, co byłbym może uczynił, ale ostatnio mało mam wolnego czasu, co zresztą odbija się poważnie na mojej działalności publicystycznej. Autor obnaża w nim prawdziwe oblicze ruchów obrony środowiska, wrogów człowieka i zwolenników sprowadzenia nielicznych z nas do epoki kamienia łupanego (bo pozostali są do eksterminacji, rzecz jasna). Kilka fajnych cytatów, moje tłumaczenie:

Biorąc po uwagę nihilistyczne podłoże tego ruchu, nie można z pewnością przyjąć jako prawdziwych jego deklaracji o poszukiwaniu sposobów poprawienia warunków życia ludzi i ich pomyślności, szczególnie że podążenie za ich rekomendacjami naraziłoby ludzi na spore wyrzeczenia i koszty. Tak jest, nic nie może być większym absurdem i niebezpieczeństwem, niż skorzystanie z rady jak polepszyć swe życie i zapewnić sobie pomyślność otrzymanej od tych, którzy życzą innym śmierci, i którzy czerpią satysfakcję z ludzkiego strachu, co jak to w oczywisty sposób wykazałem, jest dokładnie tym, co głosi ruch ochrony środowiska - otwarcie i z zasady.

Powód, dla którego jedno za drugim twierdzenie obrońców środowiska okazują się być nieprawdą, jest fakt, że są one ogłaszane w ogóle bez żadnego szacunku dla prawdy. Obrońcy środowiska formułując twierdzenia sięgają po cokolwiek, co maja pod ręką, a co może służyć do nastraszenia ludzi, sprawienia, że utracą wiarę w naukę i technikę, a w konsekwencji skierują ich w czułe objęcia tychże obrońców.

Tak więc, jedynym celem całej działalności gospodarczej jest poprawa środowiska - jego celem jest wyłącznie udoskonalenie zewnętrznych, materialnych warunków życia ludzi. Produkcja i aktywność ekonomiczna to są dokładnie te środki, przy użyciu których człowiek adaptuje na swoje potrzeby środowisko i, tym samym, udoskonala je. Tyle w kwestii twierdzeń obrońców środowiska, o rzekomym niszczeniu go przez człowieka. Jedynie z perspektywy domniemanej istotnej wartości natury i braku takowej wartości w odniesieniu do człowieka, można udoskonalanie przez niego środowiska nazywać jego niszczeniem.

Spora liczba zupełnie dobrych ludzi została już wciągnięta na listę wspierających kampanię obrońców środowiska na rzecz obniżenia produkcji energii. To kampania, która w zależności jak się powiedzie, doprowadzi jedynie do ubóstwa oraz zamiany siły maszyn i silników na ograniczoną siłę ludzkich mięśni. To kampania, której celem jest nic innego jak odwrócenie efektów Rewolucji Przemysłowej i powrotu do biedy, brudu i cierpień poprzednich stuleci.

Będąc w totalnej opozycji do Rewolucji Przemysłowej i tych wszystkich fenomenalnych jej osiągnięć, głównym celem obrońców środowiska jest zablokowanie zwiększenia produkcji wytwarzanej przez człowieka energii w każdym ze źródeł po kolei, co w końcu doprowadzi do praktycznego wyeliminowania takiej energii, czyli odwrócenie efektów Rewolucji przemysłowej i powrotu do czasów ekonomicznego Średniowecza. Nie będzie energii atomowej. Według obrońców środowiska to promienie śmierci. Nie będzie energii opartej na paliwach kopalnych. Według obrońców środowiska jest ona źródłem “zanieczyszczeń”, a ostatnio globalnego ocieplenia, a więc trzeba z niej zrezygnować. Nie będzie też znaczącego wkładu energii wodnej. Według obrońców środowiska, budowanie niezbędnych do tego zapór niszczy istotnie cenne siedliska dzikiej przyrody.

Prawdziwe znaczenie tego szaleństwa jest takie, że cywilizacja przemysłowa powinna zostać zarzucona, gdyż należy to zrobić, aby ustrzec się złej pogody. Okay, bardzo złej pogody. Jeśli zniszczymy bazę energetyczną potrzebną do wyprodukowania i użytkowania sprzętu budowlanego niezbędnego do budowy mocnych, wytrzymałych i komfortowych domów dla setek milionów ludzi, to będziemy bardziej zabezpieczeni na wypadek wiatru i deszczu, niż jeśli utrzymamy i powiększymy tę bazę, tak właśnie twierdzi ruch obrony środowiska. Jeśli zniszczymy naszą zdolność do produkowania oraz użytkowania traktorów i kombajnów, by puszkować i zamrażać żywność, by budować i użytkować szpitale oraz produkować leki, to w ten sposób lepiej zabezpieczymy dostawy żywności i nasze zdrowie, niż gdybyśmy utrzymali i zwiększali te zdolności, tak właśnie zakładają obrońcy środowiska.

Niezależnie czy globalne ocieplenie nastąpi czy też nie, jest pewnym, że sama natura wcześniej czy później spowoduje znaczące zmiany klimatyczne. Aby móc radzić sobie z tymi zmianami oraz dowolnymi innymi zmianami pochodzącymi z dowolnych przyczyn, człowiek absolutnie wymaga indywidualnej wolności, nauki i techniki. Inaczej mówiąc, wymaga cywilizacji przemysłowej budowanej przez kapitalizm.

W ciągu ostatnich dwóch stuleci przywiązanie do tych wartości [rozumu, nauki, techniki i cywilizacji przemysłowej] pozwoliło człowiekowi świata zachodniego skończyć z głodem oraz epidemiami i wyeliminować niegdyś przerażające choroby - cholerę, dyfteryt, ospę, gruźlicę, tyfus i inne. Głód dlatego się skończył, bo cywilizacja przemysłowa tak znienawidzona przez obrońców środowiska wyprodukowała największą obfitość i różnorodność żywności w historii świata oraz stworzyła system transportowy niezbędny do dostarczenie jej każdemu. Ta sama znienawidzona cywilizacji wyprodukowała żelazo i stalowe rury, systemy pompowania i chemicznego oczyszczania, które pozwalają każdemu mieć natychmiastowy dostęp do bezpiecznej pitnej wody, ciepłej lub zimniej, o każdej porze dnia. Wyprodukowała systemy kanalizacyjne i pojazdy, które usuwają bród pochodzący od ludzi i zwierząt z ulic miast i miasteczek.

Te udoskonalenia połączone z niezmiernym zmniejszeniem zmęczenia i wyczerpania dzięki użyciu zastępującej pracę maszynerii zaowocowały radykalnym obniżeniem śmiertelności i wydłużeniem się życia, z mniej niż 30 lat przed Rewolucją Przemysłową do ponad 75 lat obecnie. Tak samo, statystyczny noworodek w Ameryce ma obecnie większe szanse dożycia do wieku 65 lat niż statystyczny noworodek z czasów przed-przemysłowych miał szanse dożycia lat pięciu.

Niezbędnym także do dalszych usprawnień w czystości i zdrowiu, do długoterminowej dostępności naturalnych zasobów, jest poszerzenia prywatnej własności środków produkcji, szczególnie ziemi i zasobów naturalnych. Motywacją dla prywatnych właścicieli jest używania swojej własności w sposób, który maksymalizuje wartość długoterminową i, gdzie to możliwe, pozwala na jej udoskonalanie. W zgodzie z tym faktem powinno się szukać sposób na poszerzenie zasady prywatnej własności na jeziora, rzeki, plaże, a nawet części oceanów. Posiadane prywatnie jeziora, rzeki i plaże, prawie na pewno będą czystymi jeziorami, rzekami i plażami. Prywatnie posiadana i elektronicznie ogrodzone rancza oceaniczne zagwarantują obfite źródła prawie wszystkiego, co użytecznego można znaleźć w wodzie lub pod dnem.

21 wiek powinien być wiekiem, w którym człowiek rozpocznie kolonizację systemu słonecznego, a nie wróci do Średniowiecza. Jak to będzie, zależy od tego do jakiego stopnia nowym intelektualistom uda się nawrócić kulturowe środowisko na wartości rozumu i kapitalizmu.


W zdrowym ciele zdrowy duch

Dobra rada Thomasa Jeffersona:

Mocne ciało czyni umysł mocnym. Jeśli chodzi o rodzaj ćwiczeń, polecam pistolet. Będąc łagodnym ćwiczeniem dla ciała, dodaje umysłowi śmiałości, inicjatywy i niezależności. Gry z piłką i inne tego rodzaju są zbyt mocne dla ciała i nie nadają charakteru umysłowi. Niech twój pistolet będzie stałym towarzyszem w spacerach.


Kolejne cytaty

Dziś kolejna, obszerna garść cytatów, tym razem z powieści “Luna to surowa pani” Roberta A. Heinleina. Do nabycia chyba jedynie na Allegro. Niestety, nie posiadam polskiej edycji tej powieści, a jedynie oryginał, więc cytaty będą moim tłumaczeniem. Oczywiście nie przewertowałem książki - skorzystałem z właśnie odkrytego serwisu Wikiquote.org (do którego dotarłem za pośrednictwem Answers.com, potem Wikipedia.org).

TANSTAAFL - There Ain’t No Such Thing As A Free Lunch - Nie ma czegoś takiego jak darmowy obiad.

Czyli nie ma nic za darmo, zawsze ktoś płaci, w ten czy inny sposób. Warto, aby u nas coraz więcej ludzi było tego świadomymi.

Zaakceptuję dowolne reguły, które uważasz za niezbędne dla zachowania twojej wolności. Jestem wolny, niezależnie od tego, jakie reguły mnie otaczają. Jeśli uznam je za znośne, będę je znosił; jeśli uznam je za nieznośne, będę je łamał. Jestem wolny, gdyż wiem, że tylko ja sam jestem moralnie odpowiedzialny za wszystko, co czynię.

Niemożliwym może być pozbycie się rządu – czasem myślę, że rząd jest nieuniknioną chorobą istot ludzkich. Ale możliwym jest, aby był mały, głodny i nieszkodliwy – i czy możecie wymyślić lepszy na to sposób niż wymaganie, aby rządzący sami ponosili koszty swojego antyspołecznego hobby?

To, że byliśmy niewolnikami wiedziałem przez całe swoje życie – i że nic nie można na to poradzić. Pewnie, ani nas nie sprzedawano, ani nie kupowano, ale dopóki Władza miała monopol na to, co możemy mieć, i co możemy sprzedać, by to kupić, dopóty byliśmy niewolnikami.

Powstrzymywanie ludzi od czynienia tego, co chcą, musi być głębokim pragnieniem ludzkiego serca. Reguły, prawa – zawsze dla innych. Jakaś mroczna część nas, coś, co mieliśmy zanim zeszliśmy z drzew i nie udało się nam z tego otrząsnąć, gdy się wyprostowaliśmy. A to dlatego, że żaden z tych ludzi nie powiedział: “Proszę to przegłosować, abym nie mógł robić czegoś, czego nie powinienem.” Niet, towariszczi, to było zawsze coś, czego nienawidzili, gdy robili to sąsiedzi. Powstrzymajcie ich „dla ich własnego dobra”, a nie dlatego, że wnioskodawca cierpi z tego powodu.

Towarzysze, błagam was – nie uciekajcie się do przymusowego opodatkowania. Nie ma gorszej tyranii niż zmuszanie człowieka do płacenia za coś, czego nie chce, tylko dlatego że uważacie, że będzie to dla jego dobra.

Pozwólcie mi, przy pisaniu waszej konstytucji, zwrócić uwagę na cudowną zaletę zaprzeczenia! Akcentujcie zaprzeczenie! Pozwólcie, aby wasz dokument był naszpikowani rzeczami, których na zawsze zabrania się robić rządowi. Żadnych armii z poboru, żadnych, najmniejszych nawet ingerencji w wolność prasy, słowa, podróżowania, zgromadzeń, czy wyznania, edukacji, komunikacji, czy wyboru zawodu… żadnego niedobrowolnego opodatkowania.

Zauważyłem, że ktoś proponuje, aby zrobić Kongres ciałem dwuizbowym. Doskonale – im więcej utrudnień w legislacji, tym lepiej. Ale zamiast naśladować tradycję, sugeruję jedną izbę do uchwalania prawa, gdy wyłącznym obowiązkiem drugiej będzie odwoływanie prawa. Pozwólmy ustawodawcom uchwalać prawa jedynie większością dwóch trzecich… gdy uchylający będą mogli zlikwidować każde prawo jedynie mniejszością jednej trzeciej. Niedorzeczne? Pomyślcie o tym. Jeśli ustawa jest na tyle słaba, że nie może pozyskać dwóch trzecich poparcia, czyż nie jest prawdopodobne, że będzie to marne prawo? I jeśli prawo jest nielubiane przez tak wielu, jak jedna trzecia, czy nie jest prawdopodobne, że będzie wam lepiej bez niego?

W historii demokratycznie wybrane rządy nie były wcale lepsze, a czasami znacznie gorsze od jawnych tyranii.

Książkę gorąco polecam. Szczególnie wolnościowcom, ale także każdemu, kto lubi dobrą fantastykę. Warto kupić ją na Allegro, bo ceny widziałem dość przystępne.


Coś o seksie

Podejrzane na Slashdocie, w jednym z komentarzy: “Seks jest jak brydż: jak nie masz dobrego partnera, wystarczy mocna ręka.”


Cytat na dziś

Zazwyczaj, gdy czytam kolejny artykuł czy news poświęcony “własności” intelektualnej, czy prawom autorskim i współczesnym konfliktom w tej kwestii - a takich wieści ostatnio nie brakuje - wtedy zawsze przychodzi mi na myśl cytat z opowiadania Roberta A. Heinleina, pochodzący z opowiadania “Life-Line” z 1939 roku:

There has grown up in the minds of certain groups in this country the notion that because a man or a corporation has made a profit out of the public for a number of years, the government and the courts are charged with the duty of guaranteeing such profit in the future, even in the face of changing circumstances and contrary public interest. This strange doctrine is not supported by statute nor common law. Neither individuals nor corporations have any right to come into court and ask that the clock of history be stopped, or turned back, for their private benefit.

Po polsku:

Zrodził się w tym kraju w umysłach pewnych grup koncept, ze skoro człowiek czy korporacja czerpali ze społeczeństwa przez kilka lat profity, to rząd i sądy mają za swój obowiązek zapewnić im takie zyski w przyszłości, nawet w obliczu zmieniających się warunków i wbrew interesowi publicznemu. Ta dziwna doktryna nie ma uzasadnienia ani w prawie stanowionym, ani zwyczajowym. Ani jednostki, ani też korporacje nie mają prawa przychodzić do sądu i prosić, aby zegar historii został zatrzymany i puszczony w tył, dla ich własnych korzyści.

W obecnej wojnie z “piractwem”, w obronie “własności” intelektualnej nie chodzi wcale o obronę twórców, o tworzenie dla nich zachęt do dalszej pracy, a jedynie o utrzymanie w mocy określonego sposobu zarabiania pieniędzy - na utrzymaniu sztucznego, gwarantowanego prawnie monopolu.