Zamordyści kontra liberałowie

Piątek, 25 kwietnia to będzie ciekawy dzień. Odbędą się 2 konferencje o podobnej tematyce, obie w Warszawie, obie chyba nawet niedaleko siebie.

Pierwsza to typowy zjazd kopyrajtowych zamordystów, zwanych przeze mnie IP Gestapo - konferencja Jak przeciwdziałać piractwu intelektualnemu” z okazji Światowego Dnia Własności Intelektualnej 2008. Dość intensywny program, do tego zachęcający plakacik i kupa sponsorów.

Druga, to konferencja kopyrajtowych liberałów, których dość lubię, bo przynajmniej myślą w dobrym kierunku i prędzej z nimi można się dogadać w sprawie ewentualnej reformy praw “własności” intelektualnej. Czy wolna kultura jest legalna? Licencje Creative Commons w polskim prawie autorskim. jest tematem tej drugiej konferencji.

Obie mnie interesują, ale wybiorę się najpewniej na tę drugą - po prostu mój organizm nie jest w stanie wytrzymać tyle anty-pirackiej papki, którą będą się wzajemnie karmić na tej pierwszej. Oczywiście najlepiej byłoby skonfrontować uczestników obu konkurencji. Kulturalna dyskusja starszych uczestników, jakaś zadyma młodzieżówek CC i ZAiKSu. To byłoby coś.

Inna sprawa, czy rzeczywiście na pierwszej konferencji padną jakiekolwiek niewygodne pytania? Czy ktoś zepsuje atmosferę wzajemnego zrozumienia, poklepywania się po plecach i zadumy nad niedolą artysty i autora, reprezentowanych przez stosowne organizacje?

Ciekawi mnie, czy dobór terminów był celowy czy przypadkowy…


CC działa

Jakiś czas temu zakręciłem się i opublikowałem moje stare (vintage) gry na bardzo liberalnej licencji Creative Commons. Głównie chciałem, aby ludzi sobie mogli legalnie i bez wyrzutów sumienia (bo nie każdy ma tak nieczułe sumienie w tej kwestii, jak mam ja) w nie pograć. Licencja także pozwala na modyfikacje i adaptacje tych gier, choć nie ułatwiam nikomu tego zadania, bo nie opublikowałem kodów źródłowych.

Wczoraj dowiedziałem się, że ktoś jednak postarał się i wykonał grę Heartlight w wersji na przenośną konsolę PSP. I bardzo ładnie, cieszę się, że licencja CC działa i ludzie korzystają ze swobody przez nią oferowanej.


Lustracji nadszedł czas

Ponoć muszę się zlustrować. Moje teksty zostały opublikowane w jakiejś prasie, co niby czyni mnie dziennikarzem. A właściwie osobą pełniącą funkcję publiczną, bo każdy dziennikarz jest przy okazji osobą pełniącą funkcję publiczną, przynajmniej w definicji z ustawy lustracyjnej. A dziennikarz to ten, kto jest takowym według ustawy Prawo Prasowe:

dziennikarzem jest osoba zajmująca się redagowaniem, tworzeniem lub przygotowywaniem materiałów prasowych, pozostająca w stosunku pracy z redakcją albo zajmująca się taką działalnością na rzecz i z upoważnienia redakcji,

Przy tej definicji to rzeczywiście dziennikarzem jest ktokolwiek, kto będzie miał styczność z materiałem prasowym:

materiałem prasowym jest każdy opublikowany lub przekazany do opublikowania w prasie tekst albo obraz o charakterze informacyjnym, publicystycznym, dokumentalnym lub innym, niezależnie od środków przekazu, rodzaju, formy, przeznaczenia czy autorstwa,

No a prasa to:

prasa oznacza publikacje periodyczne, które nie tworzą zamkniętej, jednorodnej całości, ukazujące się nie rzadziej niż raz do roku, opatrzone stałym tytułem albo nazwą, numerem bieżącym i datą, a w szczególności: dzienniki i czasopisma, serwisy agencyjne, stałe przekazy teleksowe, biuletyny, programy radiowe i telewizyjne oraz kroniki filmowe; prasą są także wszelkie istniejące i powstające w wyniku postępu technicznego środki masowego przekazywania, w tym także rozgłośnie oraz tele - i radiowęzły zakładowe, upowszechniające publikacje periodyczne za pomocą druku, wizji, fonii lub innej techniki rozpowszechniania; prasa obejmuje również zespoły ludzi i poszczególne osoby zajmujące się działalnością dziennikarską,

Skoro publikuję w prasie, to jestem dziennikarzem, osobą sprawującą funkcję publiczną, a więc podlegającą lustracji. I tutaj zachodzi ciekawa zjawisko - dziennikarzem jestem najczęściej nieświadomie, często nawet bezwiednie. Teksty publikowane na moim blogu są objęte licencją Creative Commons Uznanie Autorstwa i każdy redaktor może je sobie wziąć, zredagować, opublikować, a wszystko bez każdorazowej mojej zgody i wiedzy, byle podał autora/źródło. Zgoda znaczy jest domniemana, bo wynika z opublikowanej licencji, ale wiedza już niekoniecznie. Czy mogę w ten sposób jakoś kontestować obowiązek lustracji? Bo nie jestem dziennikarzem z mojego wyboru, ale tak mimo chodem. Czy mogę odpowiedzieć nie na ten obowiązek i w zasadzie jakie czekają mnie konsekwencje?

Z lustracją jako taką nie mam problemu, bo nie współpracowałem ze służbami PRL, ani też nie współpracuję ze służbami obecnego reżimu. Wypełniłem nawet stosowne oświadczenie i pewnie je wyślę. Choćby po to, aby nie współpracować z zwolennikami obecnego bojkotu, wśród których pewnie od TW aż się roi. Choć mi się lustracja w takiej formie nie podoba, nie chcę z nimi stanąć w jednym rzędzie. Bo oni nie dlatego są przeciwni lustracji w tej formie, bo narusza wolność, choćby wykonywania zawodu dziennikarza, ale dlatego, że nie chcą ujawnienia swej tajnej współpracy.

Ja nie chcę lustracji. Chcę ujawnienia. Czyli zdigitalizowania całych archiwów i najlepiej zatrudnienia Google do udostępnienia tych informacji każdemu, kto zechce je oglądać. I to wystarczy.


Moje gry dla każdego

Pierwsze 3 gry, których byłem współtwórcą, właśnie zostały udostępnione każdemu, kto zechce w nie zagrać. Moje własne “vintage games”, a wśród nich “Electro Body”, która czasem bywa zwana też “kultową”.

Gry zostały umieszczone w serwisie Classic DOS Games, w dziale Epic MegaGames. Gry są w wersjach angielskich, udostępnione na licencji Creative Commons BY SA 2.5

Na Epic Puzzle Pack składają się następujące gry:

  • Electro Man (anglojęzyczne Electro Body)
  • Heartlight PC
  • Adventures of Robbo (czyli Robbo)

Aby w nie pograć, trzeba zainstalować znakomity emulator DOSa, czyli DOSBoxa.

Trochę informacji “zza sceny”. Zainspirował mnie twórca serwisu Classic DOS Games, zapytując o wersje sharerware Robbo, która nigdy oficjalnie została opublikowana. Przeszukałem swoje archiwa i nie znalazłem takowej wersji, choć pamiętałem, że była przygotowywana. Sprawdziłem więc źródła, a te potwierdziły, że rzeczywiście istnieje taka wersja, wystarczy ją skompilować. Niestety, z niewiadomych powodów, firma Borland nie uznała za stosowne udostępnić kompilatora sprzed 12 lat, choć mają swoje “muzeum” starych produktów. Musiałem posiłkować się wersją nielegalną, którą ściągnąłem sobie z jakiejś strony (takie nieoficjalne “muzeum” egzotycznych już obecnie kompilatorów). Wszystko się udało, stworzyłem od nowa Robbo w wersji shareware i wypuściłem w świat.

A skoro już udało się tyle, to czemu nie pójść za ciosem i nie wypuścić wszystkich gier składających się na Epic Puzzle Pack w pełnych wersjach, dla każdego do pogrania i wspominania dawnych czasów? Skontaktowałem się z polskim właścicielem praw autorskich, który uzyskał zgodę pozostałych współautorów, to było łatwe. Pozostał Epic, obecnie wielka i znacząca firma w biznesie gier. Na szczęście Mark Rein wciąż mnie pamięta i po paru dniach miałem zgodę z tamtej strony. Potem jeden wieczór zabawy z kompilacją wszystkich gier, drobne zmiany w tekstach odzwierciedlające sposób licencjonowania i gry były gotowe. Pozostało napisać jakieś skrótowe pliki README.TXT, w czym znów pomógł mi miły pan ze strony Classic DOS Games. Gry zostały zapakowane i opublikowane.


Zmiana licencjonowania

Postanowiłem dla własnej korzyści wykorzystać system, z którym odrobinę walczę. Od tej chwili moje wypociny udostępniane są w ramach niezmiernie swobodnej licencji Creative Commons. Niewiele to zmienia, dalej można moje teksty dowolnie używać, kopiować i publikować pod jedynym warunkiem - podania ich autorstwa (najchętniej w formie linku do www.miasik.net). Motyw był jeden, wyrażenie poparcia dla pomysłu Creative Commons - lepsze takie podejście do obecnego systemu praw autorskich niż jego pełna akceptacja.