Dziś mija 6 rok tego blogowania. Zdecydowanie najsłabszy, niestety. Może mi się uda odwrócić tendencję w kolejnym roku, choć przyznaję, że jest trudno. Tematów jakoś nie brakuje, ale generalnie chęci trochę mniej. Niech będzie lepiej.
Aby ten wpis jednak nie był całkiem taki dołujący, to wkleję świetną prezentację Cory’ego Doctorowa z konferencji 28c3 (28th Chaos Communication Congress) pt. „The coming war on general computation”. Całość po angielsku, ale są napisy, więc dużo łatwiej. Warto posłuchać, choć na duchu także nie podnosi.
Nie dajmy się!
Nie, tym razem to nic poważnego. Chodzi o motywy (themes) definiujące wygląd wordpressowego bloga. Skórki inaczej.
Dziś natknąłem się na bardzo ciekawy artykuł, w którym autor analizuje darmowe motywy dostarczane przez 10 najpopularniejszych wg. Google serwisów zajmujących się tym tematem. Wynika z niego, że właściwie ściągając stamtąd motyw dostajesz to, na co zasługujesz, a nierzadko znacznie więcej niż się spodziewasz.
Głównym problemem są zakodowane fragmenty, które mogą ukrywać złośliwy kod, narażający nasz blog na różne nieprzyjemności. Od stosunkowo niewielkich: jakieś notki copyrightowe, których nie będziemy mogli usunąć, po linki reklamowe i pozycjonujące, aż po szkodliwy kod, który będzie uruchamiany na naszym serwerze. I nie są to jedynie takie potencjalne zagrożenia, bo autor zadał sobie trud ściągnięcia sobie kilku motywów i przeanalizowania ich pod kątem zagrożeń (używając wtyczki Theme Authenticity Checker). I praktycznie każdy motyw posiadał jakieś wady. Z 10 sprawdzonych serwisów autor aprobuje jeden – WordPress.org.
Będę o tym pamiętał szukając nowej skórki…
Tak, wczoraj właśnie minęła 6 rocznica pierwszego wpisu. Czas leci, a ja się ostatnio trochę opuściłem. Gdzie te czasy 20-30 wpisów miesięcznie (rekord 56 w grudniu 2005)? Postaram się poprawić, jak co roku.
Miłościwie nam panujący i rosnący wszerz rząd, zamiast szukać oszczędności, postanowił pójść łatwiejszą drogą i podnosi podatki. Plany w tym zakresie ma z pewnością szerokie, bo w dziedzinie ograbiania obywateli urzędnikom nigdy pomysłów nie brakuje, ale ja chciałbym zasugerować kolejny sposób na zdobycie pieniędzy.
Można przecież skorzystać z pomysłu władz miasta Filadelfia (w USA), które właśnie wpadło na pomysł, aby opodatkować wszystkich blogerów. Postanowiono tam potraktować każdy blog jako potencjalne źródło dochodu – wszakże wiele z nich wyświetla jakieś reklamy, często poprzez platformę blogową, z której korzystają – i nałożyć na takie „przedsiębiorstwa” gamę podatków, od licencji za przywilej prowadzenia biznesu począwszy. Licencja ta, w niebagatelnej kwocie $300, to płatna z góry opłata za przywilej blogowania, przepraszam, za przywilej prowadzenia biznesu, i ewentualnego czerpania zysków z tego hobby. W wysokości niezależnej od faktycznych przychodów, czy dochodów z prowadzenia bloga.
Nie znam preferencji politycznych polskiej blogosfery, ale jeśli jest zbliżona do preferencji politycznych reszty społeczeństwa, to wydaje mi się, że taka inicjatywa spotka się z entuzjastycznym przyjęciem. Z pewnością nie zabraknie głosów nawołujących do jak najszybszego uchwalenia stosownego podatku, które swoją intensywnością przyćmią obywatelskie oburzenie w kwestii osławionego krzyża. Skoro w modzie jest nawoływanie do opodatkowania innych (np. kościoła), to czemu nie blogerów? Możne nawet ktoś na Facebooku założy stosowną grupę i zwoła jakąś nocną spontaniczną manifestację poparcia?
Kalendarz Google przypomniał mi, że dziś upływa 5 lat odkąd na tym blogu (jeszcze na Bloggerze) pojawił się wpis, który wtedy zupełnie nie zapowiadał tego, co będzie dalej. 5 lat później, 969 wpisów dalej, jestem zadowolony z tamtej decyzji – to jest naprawdę odpowiadająca mi forma sieciowej działalności. Coś, co wciąż chce mi się robić, a na co zdecydowanie nie mam tyle czasu, ile chciałbym.
Chciałem rocznicę uczcić małą zmianą formy graficznej, przynajmniej nowym layoutem (opartym o 960 grid), ale wpadka z TPSA uniemożliwiła mi zrealizowanie tego zamiaru. Może uda się wkrótce, może nie – różnie to bywa.
Staram się zachowywać jakąś sensowną częstotliwość wpisów, choć jakoś ostatnio ciężko mi zdobyć się na aktywność – większość czasu przed komputerem spędzam dość pasywnie – oglądając to, co ma do zaoferowania świat. Ale nie zniechęcam się, może będzie lepiej. Chciałbym zwiększyć ilość tematyki wolnościowej, bo trochę zaniedbałem ją na rzecz infoanarchizmu. Zobaczymy, co da się zrobić. Zapełniam swój notatnik Evernote potencjalnymi tematami, więc raczej pomysłów nie zabraknie.
Zajrzałem do statystyk odwiedzin i nie ma za bardzo się czym chwalić. Przez ostatnie 7 miesięcy mam raczej do czynienie z słabą tendencją spadkową odwiedzin, które obecnie wahają się w okolicach 13 tyś. unikalnych odwiedzających miesięcznie. To chyba jasny sygnał, że powinien się trochę bardziej starać.
Eric S. Raymond, jeden z ojców ruchu wolnego oprogramowania i dość radykalny wolnościowiec powraca po dwóch latach do blogowania.
















