Koncepcja własności intelektualnej to taki twór, który poddany odrobinę głębszej analizie ukazuje jedynie jaka to nadymana i nie trzymająca się kupy konstrukcja. Można poczytać “Anarchizm triumfujący: wolne oprogramowanie i śmierć praw autorskich” czy też “Przeciw własności intelektualnej“, które to teksty dostarczają wystarczająco dużo solidnych argumentów przeciwko IP.
Ale i samo życie też nierzadko obnaża słabości pomysłu na wyłączne posiadanie idei. Pisałem już o prawach autorskich ograniczających możliwość fotografowania w miejscach publicznych czy koncepcji zawłaszczenia wizerunku wieży Eifella.
Dziś czas na kolejny absurd. Pewien artysta “stworzył” monument, który jest niczym innym, jak kopią pewnego, niegdyś powszechnie stosowanego przedmiotu, czyli “gumki” do wymazywania tekstów z maszyny do pisania. Artysta wystawił “dzieło” na widok publiczny, po czym zakazał go fotografować (jako “właściciel” powinien ostatecznie mieć do tego prawo). Kreacja polegająca na skopiowaniu istniejącego przedmiotu to coś zupełnie okay, ale kreacja polegająca na skopiowaniu wizerunku pomnika na błonę fotograficzną czy do pamięci aparatu cyfrowego już nie jest dozwolonym działaniem? Kopia kopii nie równa, wiadomo.
Jak doniósł dziś Telexpress, a co potwierdziło się także w innych źródłach, kwiecień jest ostatnim miesiącem, w którym właściciele wypchanych zwierząt muszą je zarejestrować! Posiadanie zakurzonego i najczęściej ohydnego, wypchanego zwierzaka, który nie zostanie zarejestrowany przez stosownego urzędnika, będzie od przyszłego miesiąca wykroczeniem. Dobrze, że jeszcze nie wsadzają za to do więzienia.
Ja rozumiem, że chodzi o walkę z kłusownictwem, o “prawa” zwierząt i takiem tam bzdety, ale naprawdę sprawdza się powiedzenie, że wystarczy wymyśleć dowolnie głupi pomysł, a oni go wprowadzą w życie.
















