Pożegnajmy żarówki 75W

Bo tak szybko odchodzą… Dziś ich ostatni dzień. Kolejny etap żarówkowego totalitaryzmu Unii Europejskiej, Nowy, wspaniały żarówkowy świat.

Czas na minutę ciszy.


Naprawiacze świata nie próżnują

Chodzi, oczywiście, o polityków, którzy najwyraźniej się nudzą i co rusz szukają nowym sposobów na naprawianie świata i opiekowanie się swoją trzódką, czyli nami.

Jak donoszą „Fakty” za pośrednictwem Onetu – posłowie z PiS uznali, wzorując się na podobnych geniuszach z innych krajów, że solarium jest szkodliwe i trzeba coś z tym zrobić. Na początek zrobić solaria tylko dla dorosłych (jak wódka) i na dodatek z obowiązkową rejestracją opalających się. Rejestracja po to, aby ich obciążyć kosztami leczenia na wypadek jakiś powikłań posolarkowych najwyraźniej. Ciekawe, bo najczęściej ci opalający już opłacają koszty leczenia, więc dlaczego akurat mieliby robić to dodatkowo? I jak ocenić, że choroba od solarki? A jak ktoś przesadza z opalaniem na słońcu, to co? A jak zajmą się opalającymi, to zamierzają potem rejestrować tych, co chodzą bez czapek? I obciążać ich kosztami leczenia? Widać, że traktują nas jak swoich niewolników.

Senator z PO natomiast chciałby specjalnie opodatkować colę „w brzydkich butelkach”. Nudy, panie, w tym senacie i człowiek musi sobie roboty szukać.

Władza deprawuje…


Pieczarki w zalewie

Czy państwo powinno zajmować się czosnkiem i pieczarkami w zalewie? Wydaje się, że nie, bo po co? Chyba że państwo totalitarne, którego celem jest sterowanie każdym aspektem życia swoich obywateli i, wydawałoby się, że przez nich tworzonej, gospodarki.

Unia Europejska, nowe superpaństwo, do którego grzecznie maszerujemy równym krokiem, pod skórą owieczki, kryje prawdziwego totalitarnego wilka, który wkrótce nie popuści niczemu. Przesada? Niepotrzebny alarmizm? Nie byłbym pewien – z uporem godnym lepszej sprawy (czyli jeszcze lepszego kontrolowania wszystkiego) Unia postanowiła Polskę ukarać za karygodne przestępstwo posiadania nadmiernych zapasów drobiu, wieprzowiny, sera, ryżu, masła, czosnku, pieczarek w zalewie oraz maślanki zgromadzone w 2004. Szczególnie groźnie dla gospodarki wspólnoty jawią mi się pieczarki w zalewie, podlane maślanką i przybrane czosnkiem – prawdziwa mieszanka wybuchowa, która mogłaby doprowadzić do destabilizacji wspólnotowej gospodarki. Teraz spotka nas sprawiedliwa i zasłużona kara 12 mln z haczykiem eurasków, które wszyscy zapłacimy.

Jak zauważyłem, znajdą się czytelnicy tego wpisu, którzy stwierdzą, że wszystko jest w porządku – dure lex sed lex, po to unia jest, konkurencja musi być „uczciwa”, itp. Bo miło im jest, gdy się ktoś o nich zatroszczy i wszystko ładnie podekretuje. Rozumiem, tak sobie można myśleć, ale nie bardzo rozumiem jednak, jak można traktować poważnie państwo, które zajmuje się zapasami pieczarek w zalewie.


Copyrightowych absurdów ciąg dalszy

Koncepcja własności intelektualnej to taki twór, który poddany odrobinę głębszej analizie ukazuje jedynie jaka to nadymana i nie trzymająca się kupy konstrukcja. Można poczytać „Anarchizm triumfujący: wolne oprogramowanie i śmierć praw autorskich” czy też „Przeciw własności intelektualnej„, które to teksty dostarczają wystarczająco dużo solidnych argumentów przeciwko IP.

Ale i samo życie też nierzadko obnaża słabości pomysłu na wyłączne posiadanie idei. Pisałem już o prawach autorskich ograniczających możliwość fotografowania w miejscach publicznych czy koncepcji zawłaszczenia wizerunku wieży Eifella.

Dziś czas na kolejny absurd. Pewien artysta „stworzył” monument, który jest niczym innym, jak kopią pewnego, niegdyś powszechnie stosowanego przedmiotu, czyli „gumki” do wymazywania tekstów z maszyny do pisania. Artysta wystawił „dzieło” na widok publiczny, po czym zakazał go fotografować (jako „właściciel” powinien ostatecznie mieć do tego prawo). Kreacja polegająca na skopiowaniu istniejącego przedmiotu to coś zupełnie okay, ale kreacja polegająca na skopiowaniu wizerunku pomnika na błonę fotograficzną czy do pamięci aparatu cyfrowego już nie jest dozwolonym działaniem? Kopia kopii nie równa, wiadomo.


Wypchane zwierzęta do rejstracji

Jak doniósł dziś Telexpress, a co potwierdziło się także w innych źródłach, kwiecień jest ostatnim miesiącem, w którym właściciele wypchanych zwierząt muszą je zarejestrować! Posiadanie zakurzonego i najczęściej ohydnego, wypchanego zwierzaka, który nie zostanie zarejestrowany przez stosownego urzędnika, będzie od przyszłego miesiąca wykroczeniem. Dobrze, że jeszcze nie wsadzają za to do więzienia.

Ja rozumiem, że chodzi o walkę z kłusownictwem, o „prawa” zwierząt i takiem tam bzdety, ale naprawdę sprawdza się powiedzenie, że wystarczy wymyśleć dowolnie głupi pomysł, a oni go wprowadzą w życie.



  • RSS
  • Twitter
  • Soup.io
  • Facebook
  • LinkedIn
  • Picasa
  • Flickr
  • Vimeo