Jak zostałem spamerem

Na Forum Libertarian dowiedziałem się, że startuje nowa usługa Minus, które oferuje każdemu za darmo 10GB przestrzeni na swoje pliki w chmurze. Przestrzeni w chmurze nigdy nie za wiele, więc postanowiłem skorzystać z podanej mi referencji, przez co dostaliśmy po dodatkowym gigabajcie – ja oraz ten, z którego referencji skorzystałem.

Oczywiście system także mnie zaproponował przyciągnięcie nowych użytkowników, a za każdego także mogłem dostać dodatkowy gigabajt. Ułatwili mi to zadanie przygotowując link, więc szybko odpowiednia wiadomość pojawiła się na moim Twitterze i Facebooku.

Ponieważ serwis jest nowy, to wśród znajomych znalazłem paru zainteresowanych i wkrótce miałem 18 GB przestrzeni dla siebie. Uznałem, że trzeba pójść za ciosem i zostać spamerem. System pobrał z mojego Gmailowego konta wszystkie kontakty i rozesłał do wszystkich stosowną wiadomość. Trochę nieładnie, ale przecież chodzi o gigabajty. I dokładnie tak, jak to jest ze spamem, masowy atak spowodował, że jakaś tam kolejna grupa znajomych złapała się na tę ofertę – po paru dniach dobiłem do 36 GB.

Spam działa.

P.S. Jakby ktoś jeszcze chciał dorzucić mi kolejny gigabajt, to tu jest stosowny link: http://min.us/rbb9fAbC

P.S. 2 – na moim koncie osiągnąłem maksymalną dostępną powierzchnię – 50GB, ale tu jest dodatkowe konto, które można powspierać: http://min.us/rwRHGyd


Kapitalizm – brakującą kosmiczną technologią

Zaginiona technologia, to kapitalizm. Tego brakuje w przemyśle kosmicznym. Wolna przedsiębiorczość, ta sama rzecz, która sprawa, że wszystko działa we wszystkich innych dziedzinach nowoczesnego życia.

Świetny, mega pozytywny wykład, szczególnie w kontekście ostatniego lotu kosmicznego wahadłowca. Daj, aby etatyści oddali pole wolnemu rynkowi. I tak jest o pół wieku za późno.


Prywatny wymiar sprawiedliwości

Nie, nie chodzi o poważny wpis o działaniu prywatnego wymiaru sprawiedliwości w społeczeństwie anarchokapitalistycznym. Choć, jeśli kogoś temat ten interesuje, niech sobie przeczyta The Role of Personal Justice in Anarcho-capitalism.

W tym wypadku chodzi o dość powszechną w obecnym systemie sytuację, gdy stajemy się ofiarą kradzieży i tracimy laptopa. Przytrafiło się to Seanowi Powerowi, autorowi z Kanady, podczas wizyty w USA. Laptop, plus dokumenty, pieniądze i takie rzeczy. W sumie nieprzyjemna sprawa. Na szczęście, na laptopie uruchomione było oprogramowanie – Pray – którego zadaniem jest śledzenie naszegeo laptopa, gdy dostanie się w niepowołane ręce. Złodziej/znalazca uruchomił laptopa, a oprogramowanie poinformowało o tym właściciela, pozwalając mu dość szybko i sprawnie zidentyfikować miejsce, w którym się znajdował.

W takim przypadku pozostaje jednak pytanie co zrobić, szczególnie gdy przebywa się 800 km od miejsca pobytu swojego sprzętu? Trzeba poprosić społeczność, w tym wypadku za pośrednictwem sieci Twitter. Zaraz znaleźli się ludzie chętni do udzielenia porady, a nawet pomocy. Nowy posiadacz używał sprzętu w swojej własnej knajpie, więc na miejsce udali się tajni agenci.

Niestety, monopol na załatwianie tych spraw ma państwo i jego urzędnicy. Znaczy policja, w tym wypadku. Właściciel skradzionego laptopa zadzwonił na posterunek najbliższy miejscu pobytu złodzieja, poinformował o sprawie, o tym jak złodziej został namierzony i poprosił o interwencję. Policja zgłoszenia wysłuchała i… nie zrobiła nic. Podczas ponownej rozmowy telefonicznej poinformowała, że nie zrobiła nic, bo nie zostało złożone formalne zawiadomienie. I to właśnie tym urzędnikom powierzamy swoje życie i mienie.

Tymczasem osoby na miejscu nakłoniły nowego posiadacza, który tłumaczył, że jedynie znalazł torbę i „tylko sprawdzał”, aby oddał mienie właścicielowi i wszystko dobrze się skończyło. Technika i ludzie dobrej woli: 1, państwo i jego urzędnicy: 0. Ciekawe, za co biorą pieniądze?


OnLive w praktyce

Jakiś czas temu pisałem o jednym, dla mnie dość oczywistym, rozwiązaniu problemu powstawania kosztownych produkcji gier wideo przy braku monopolu „własności intelektualnej”. Chodziło o serwis OnLive, który oferuje gry komputerowe nie jako oprogramowanie uruchamiane na naszych własnych komputerach czy konsolach, ale jako usługę uruchamianą na sprzęcie usługodawcy, z której korzystamy przez szybki internet. Byłem wtedy zdziwiony, że ktoś postanowił ten pomysł urzeczywistnić w praktyce już teraz i, przyznaję, przyjmowałem informację o nowej usłudze z pewnym sceptycyzmem. Ale serwis OnLive istnieje i działa naprawdę – oczywiście na razie w bardzo ograniczonym zakresie, ale to jest znakomity dowód, że pomysł sprawdza się w praktyce.

Oczywiście, mamy tu do czynienie z „software as a service”, czyli czymś, co zwolennikom wolnego oprogramowania może się nie podobać (i słusznie). Oczywiście, SaaS niesie ze sobą mnóstwo niebezpieczeństw, niemniej jednak, daje naprawdę sporo korzyści, które często skutecznie rekompensują niebezpieczeństwa, szczególnie w sytuacji, gdy mamy do czynienia z nieskrępowaną konkurencją pomiędzy dostawcami usług. Jak państwo zacznie się wtrącać i regulować, oczywiście w naszym interesie, to sytuacja może ulec zmianie (patrz Net Neutrality).

Niemniej jednak, dopóki jest to coś, na co godzimy się dobrowolnie, nie widzę powodu, aby się temu pryncypialnie sprzeciwiać. Tym bardziej, że pokazuje to alternatywę dla jedynie słusznego obecnie poglądu, że prawa autorski muszą istnieć, bo inaczej nie powstawałyby kosztowne produkcje.


Websajt dla każdego

Okazjonalnie ktoś pyta mnie jak zbudować/założyć/mieć własny sajt WWW, coś minimalnie ambitniejszego niż pojedyncza strona na jakimś darmowym serwerze. I odpowiedź na to jest zawsze trudna, bo:

  1. Wybór hostingu nie jest rzeczą łatwą. W Polsce zazwyczaj kończy się to rozczarowaniem. Za granicą z kolei też bywa różnie, choć tam trochę lepiej klientów traktuje. Mam tutaj sporo różnych doświadczeń.
  2. Potem wybór oprogramowania, najczęściej jakiegoś systemu CMS czy blogowego. W tym momencie dla wielu zaczyna być zbyt technicznie i niezrozumiale.
  3. A na koniec dostosowanie tego wszystkie go własnych potrzeb – wygląd i funkcjonalność. Bez pomocy jakiegoś zaprzyjaźnionego geeka raczej się nie obejdzie, bo w tej dziedzinie królują rozmaite skróty: PHP, HTML, CSS.

Dla zwykłego użytkownika komputera i internetu to po prostu za wiele. Okazuje się, że technika poszła do przodu i nie trzeba już się tak męczyć. Istnieją gotowe serwisy, które za niewygórowaną opłatą rozwiązują wszystkie powyższe problemy, a do tego sposób obcowania z naszym sajtem od kuchni, jest przystępny raczej dla każdego, kto umie w miarę sprawnie posługiwać się komputerem i oprogramowaniem. Z ciekawością obejrzałem sobie rozwiązania oferowane przez 2 przykładowe serwisy i muszę przyznać, że byłem pod wrażeniem:

Własny serwis składamy tam z klocków, które oferują rozmaitą funkcjonalność: blogi, galerie, strony statyczne, połączenia z innymi serwisami. Wygląd załatwiają nam dostępne szablony, które potem sobie do woli modyfikujemy. Całość hostowana jest przez dostarczyciela usługi, więc nie musimy się zastanawiać gdzie i jak to wszystko uruchomić. Można łatwo i szybko stworzyć estetyczną stronę prywatną albo też całkiem niezłą wizytówkę małej firmy, bez konieczności ponoszenia jakichś spektakularnych wydatków. Niestety, nie wiem, czy są gdzieś spolonizowane alternatywy.


Rynek daje radę

Firma Apple w swoim najnowszym produkcie – iPadzie – w wersji wyposażonej w internet mobilny zastosowała nietypową (bo jednak ustandaryzowaną) kartę micro-SIM. Ruch ten miał na celu „zachętę” do skorzystania z internetu oferowanego przez konkretnego z amerykańskich operatorów, z którym Apple łączą dobre biznesowe stosunki. Taka próba ograniczenia konkurencji i sterowania rynkiem.

Ale rynek tego nie lubi – najpierw hakerzy pokazali jak szybko i sprawnie przyciąć „normalną” kartę SIM, aby przypominała wersję micro, bo kontakty elektryczne i działanie jest identyczne niezależnie od rozmiaru karty. A teraz ma pojawić się wygodne narzędzie, którym można łatwo i masowo przycinać SIMy dowolnych operatorów, aby pasowały do iPada.

Tak, tak, rynek nie lubi, gdy się go próbuje oszukiwać. I działa, o ile jakiś mądrala prawnie nie wesprze takich prób ograniczania niewidzialnej ręki rynku, rozmaitymi prawami mającymi chronić „własność” intelektualną czy równowagę rynkową itp.


Wcześniejsze wpisy »

  • RSS
  • Twitter
  • Soup.io
  • Facebook
  • LinkedIn
  • Picasa
  • Flickr
  • Vimeo