Oczywiście, nie mogło tego zabraknąć u mnie:
A przy okazji to znakomity przykład, że tzw. “user generated content” może być na bardzo wysokim poziomie. Świetny pomysł, scenariusz i realizacja. Ciekawe, czy organizacje zbiorowego zarządzania wypłaciłyby mi wynagrodzenie, którego nie mogę się nawet zrzec, gdybym to ja stworzył ten film?
W ramach rozrywki, coś na wesoło, bo poważne tematy nie przychodzą. Penn i Teller łapią wzajemnie wystrzelone kule:
Oraz wcześniejsza i chyba efektowniejsza wersja tego tricku w wykonaniu Hansa Moretti:
Znakomite są też występy Penna and Tellera, w których pokazują tajniki wykonywanych tricków.
Ktoś zadał sobie trud skonfrontowania 100 produktów z ich zdjęciami reklamowymi. Bywa różnie, ale nie zawsze aż tak źle.
Wojewódzki Sąd Administracyjny wydał wyrok, który stwierdza, że faktura przesłana klientowi elektronicznie (np. w formie PDFa) i wydrukowana u niego fakturą nie jest. I już. Bo faktura elektroniczna to co innego (podpis elektroniczny i takie tam). Tak więc, gdy ktoś dokonuje takiej operacji, dopuszcza się zapewne przestępstwa karno-skarbowego.
Być może sąd nie mógł stwierdzić inaczej, bo rzeczywiście definicja faktury elektronicznej jest określona i nie spełnia jej przesłany mejlem PDF. Z drugiej jednak strony, ten PDF to jedynie sposób zakodowania informacji w drodze do drukarki. Przecież dla każdego rozgarniętego człowieka nie ma różnicy pomiędzy fakturą wydrukowaną na miejscu u wystawcy, a następnie dostarczoną odbiorcy osobiście, przez wytresowanego psa, gołębia poczytowego, dyliżansem, kurierem rowerowym czy w bardziej tradcyjny sposób: pocztą państwową, a fakturą wydrukowaną zdalnie, u odbiorcy, z użyciem udostępnionej drukarki, lub poprzez wirtualną sieć prywatną (VPN), albo pulpit zdalny z użycie oprogramowania odbiorcy, albo po prostu z dostarczonego pocztą elektroniczną pliku w uzgodnionym formacie.
Można przedstawić sądowi kilkanaście faktur dostarczonych odbiorcy w każdy z wymienionych tu sposobów i są nie będzie w stanie ich odróżnić. Czy sąd nie ma co robić? Po co tworzyć prawną fikcję?
Watykan, a właściwie Penitencjaria Apostolska ogłosiła niedawno aktualizację listy grzechów głównych (śmiertelnych), dodają siedem nowych, bardziej na czasie, z socjalnym smaczkiem:
- “Bioetyczne” przewinienia, np. antykoncepcja
- “Moralnie wątpliwe” eksperymenty, np. badanie komórek macierzystych
- Nadużywanie narkotyków
- Zanieczyszczanie środowiska
- Przyczynianie się do zwiększania rozdziału pomiędzy biednymi i bogatymi
- Nadmierne bogactwo
- Tworzenie biedy
Niestety, nie udało mi się odnaleźć pełniejszej listy, a dokładniej jakiegoś szerszego opisu, co tak naprawdę stoi za tymi definicjami. Może kiedyś. O ile za niektórymi propozycjami wydaje się stać jakiś przekonywający mnie sens, to jednak socjalne skrzywienie jest aż za bardzo widoczne.
Punkty 5, 6 i 7 to w zasadzie jedna, czerwona kategoria. Zanieczyszczenie środowiska to rzeczywiście niedobra rzecz, ale zaraz grzech śmiertelny? A wolno nie wierzyć w globalne ocieplenie, czy od razu ognie piekielne? Myślę, że nadużywanie narkotyków daje się podciągnąć pod tradycyjne łakomstwo.
Pozostaje pytanie, czy można jakoś nie instalować tej aktualizacji i grzeszyć według starej, całkiem niezłej listy?
Kocich opowieści ciąg dalszy:
Jak ktoś chce się pobawić w domową produkcję coli, to tutaj znajdzie przepis (po angielsku, ale z polskim akcentem), w dodatku na licencji GNU. Szkoda, że nie jest to receptura bliższa oryginalnej, z kokainą.
Robert J. Lang. Koleś jest dobry.
Także dla mnie. Bardzo pouczające słowa autor(a/ki) znakomitej gry M.U.L.E. Dana Buntena/Danielle Berry:
Nikt dotychczas na łożu śmierci nie stwierdził: Jezu, żałuję, że nie spędzałem więcej czasu sam przy komputerze.
Tajemnicza grupa Anonymous wypowiedziała wojnę kościołowi scjentologicznemu:
We are anonymous. We are legion. We do not forgive. We do not forget. Expect us.
Ciekawe z jakiej broni zaatakują scjentologów…
















