Tak to się robi

Panowie politycy, szczególnie aspirujący do miana wolnościowców, tak to się robi:

Mocny i jasny przekaz, zajebista forma. Popatrzcie na swoje spoty, zapłaczcie i idźcie poklęczeć na grochu.


Kuweta samoróbka

Nie tylko polityką człowiek żyje, więc dziś, dla odmiany, wpis lifehackowy. O zrobionej własnoręcznie zakrytej kuwecie dla naszych kotów.

Pomysł nie jest mój – zobaczyłem to w znakomitym serwisie Lifehacker.com. Dzięki globalizacji mogłem wykonać go dokładnie wedle przepisu. No, może niezbyt dokładnie, bo manualnych zdolności raczej nie mam. Rezultat wygląda tak:

Oto przepis wykonania:

  1. Ruszamy do najbliższego sklepu IKEA – to może być najdroższa część tego przepisu.
  2. Kupujemy tam pudełko SNÅLIS za 19,99 PLN plus pokrywkę SNÅLIS za 7,99 PLN. To wyczerpuje listę materiałów.
  3. Wracamy do domu i wyszukujemy ostry nóż. Ja użyłem typowego noża technicznego z odłamywanymi ostrzami.
  4. Nożem wycinamy otwór wejściowy do kuwety. Ważnie, aby nie zejść z otworem za nisko (jak ja), bo nam będą koty piasek trochę wysypywać. Materiał pudełka dobrze daje się obrabiać nożem, ale trzeba jednak uważać, aby nie zrobić sobie przy okazji krzywdy.
  5. Po wycięciu otworu kuweta jest gotowa. Wystarczy napełnić żwirkiem i przykryć pokrywką.

Własnoręcznie wykonana kuweta jest niedroga, łatwa w obsłudze, mieści 56 litrów kotów (w praktyce jednego, rzecz jasna), pozwala niemalże wyeliminować rozsypywanie piasku. Koty lubią na niej przysiadać lub polegiwać. Same zalety.


Historia Che Guevary

Taki przystępny filmik dla młodzieży, po angielsku:


Dymanie na stadionie

I nie chodzi o erotyczne zabawy na trybunach (18+), ale o coś znacznie mniej przyjemnego, czyli dymanie nas, podatników pod pretekstem budowania niezbędnego nam Stadionu Narodowego.

O bezsensowności budowania tego przybytku szkoda się rozpisywać. Jak to słusznie zauważył Robert Gwiazdowski, musimy mieć swojego Misia XXI wieku, a uzasadnienie zawsze się znajdzie. Bo tu przecież nie o Misia się rozchodzi, ale to co można na tym ugrać. A ugrać można zapewne bardzo dużo, bo cała ta zabawa ma kosztować 1,9 mld złotych.

Jest to na tyle abstrakcyjna suma, że w zasadzie nie zwracałem na nią już uwagi, gdyby nie to, że pewien wpis na blogu uświadomił mi prawdziwą skalę naciągactwa w tej imprezie. Otóż najwyższa obecnie budowla na świecie, wieżowiec Burdż Chalifa w Dubaju kosztował około 4 mld złotych, czyli jedynie 2 razy tyle, co zupełnie niepotrzebny i całkiem bezużyteczny Narodowy!

Burj Khalifa

Wydaliśmy połowę kwoty niezbędnej do postawienia architektonicznego cacka na stadion, który przez większość roku będzie stał całkowicie bezużyteczny i powoli niszczał, wymagając jeszcze dodatkowym milionów na zamaskowanie tego nieuchronnego procesu. Rozumiem rozrzutność w Dubaju, bo tam bogactwo robi się im samo pod stopami, ale my na wywalenie w błoto 2 mld złotych musieliśmy się sporo napracować. Oj boli dupa, boli.


Prywatny wymiar sprawiedliwości

Nie, nie chodzi o poważny wpis o działaniu prywatnego wymiaru sprawiedliwości w społeczeństwie anarchokapitalistycznym. Choć, jeśli kogoś temat ten interesuje, niech sobie przeczyta The Role of Personal Justice in Anarcho-capitalism.

W tym wypadku chodzi o dość powszechną w obecnym systemie sytuację, gdy stajemy się ofiarą kradzieży i tracimy laptopa. Przytrafiło się to Seanowi Powerowi, autorowi z Kanady, podczas wizyty w USA. Laptop, plus dokumenty, pieniądze i takie rzeczy. W sumie nieprzyjemna sprawa. Na szczęście, na laptopie uruchomione było oprogramowanie – Pray – którego zadaniem jest śledzenie naszegeo laptopa, gdy dostanie się w niepowołane ręce. Złodziej/znalazca uruchomił laptopa, a oprogramowanie poinformowało o tym właściciela, pozwalając mu dość szybko i sprawnie zidentyfikować miejsce, w którym się znajdował.

W takim przypadku pozostaje jednak pytanie co zrobić, szczególnie gdy przebywa się 800 km od miejsca pobytu swojego sprzętu? Trzeba poprosić społeczność, w tym wypadku za pośrednictwem sieci Twitter. Zaraz znaleźli się ludzie chętni do udzielenia porady, a nawet pomocy. Nowy posiadacz używał sprzętu w swojej własnej knajpie, więc na miejsce udali się tajni agenci.

Niestety, monopol na załatwianie tych spraw ma państwo i jego urzędnicy. Znaczy policja, w tym wypadku. Właściciel skradzionego laptopa zadzwonił na posterunek najbliższy miejscu pobytu złodzieja, poinformował o sprawie, o tym jak złodziej został namierzony i poprosił o interwencję. Policja zgłoszenia wysłuchała i… nie zrobiła nic. Podczas ponownej rozmowy telefonicznej poinformowała, że nie zrobiła nic, bo nie zostało złożone formalne zawiadomienie. I to właśnie tym urzędnikom powierzamy swoje życie i mienie.

Tymczasem osoby na miejscu nakłoniły nowego posiadacza, który tłumaczył, że jedynie znalazł torbę i „tylko sprawdzał”, aby oddał mienie właścicielowi i wszystko dobrze się skończyło. Technika i ludzie dobrej woli: 1, państwo i jego urzędnicy: 0. Ciekawe, za co biorą pieniądze?


Oni nie są twoimi przyjaciółmi

Oni, czyli funkcjonariusze państwa. Warto o tym pamiętać w kolejną rocznicę wydarzeń w Waco. Zawsze mogą zabić nas dla naszego dobra.


Wcześniejsze wpisy »

  • RSS
  • Twitter
  • Soup.io
  • Facebook
  • LinkedIn
  • Picasa
  • Flickr
  • Vimeo