Zagra na pewno! Czyżby?

Jeśli ktoś ma jeszcze jakieś wątpliwości co do sensowności systemów DRM, to właśnie powinien pozbyć się wszelkich złudzeń. System DRM firmy Microsoft - PlaysForSure (w wolnym tłumaczeniu Zagra Na Pewno) - miał w intencji firmy pogodzić poważne ograniczenia systemów DRM z możliwością odtwarzania objętych nim utworów na szerokiej gamie urządzeń, niekoniecznie pochodzących jedynie od dostawcy systemu (jak w przypadku DRM firmy Apple). Dzięki temu, “zabezpieczone” utwory mogłyby być odtwarzane na urządzeniach wielu firm, co miało dawać złudzenie, że DRM w istotnie nie ogranicza konsumentów i jest świetnie.

Może ktoś by się na to dał nabrać, gdyby nie fakt, że Microsoft wypuszczając swój odtwarzacza - Zune - nie uczynił go zgodnym z systemem PlaysForSure. To jeszcze nie było oznaką rychłej śmieci idei PlaysForSure, ale z pewnością sygnałem ostrzegawczym. Właśnie niedawno Microsoft ogłosił, że za kilka miesięcy wyłączy serwery autoryzujące pozwalające na instalację utworów obłożonych systemem PFS na nowych urządzeniach. Oznacza to, nie mniej, nie więcej, że utwory te będą działać tak długo, jak pozostają zainstalowane na obecnych odtwarzaczach, przyszłe próby przeniesienia ich na nowe urządzenia skazane są na porażkę. Pliki te po prostu staną się bezużytecznymi zbiorami zaszyfrowanych danych.

To już drugi, po Google Video, przykład, jak klienci dzieł “chronionych” systemami DRM zostają zrobieni “w grzyba” przez dostawcę tej wątpliwej usługi.

I jak tu legalnie kupować muzykę? Czy ktoś zastanawiał się na tym na stosownej konferencji?


Zamordyści kontra liberałowie

Piątek, 25 kwietnia to będzie ciekawy dzień. Odbędą się 2 konferencje o podobnej tematyce, obie w Warszawie, obie chyba nawet niedaleko siebie.

Pierwsza to typowy zjazd kopyrajtowych zamordystów, zwanych przeze mnie IP Gestapo - konferencja Jak przeciwdziałać piractwu intelektualnemu” z okazji Światowego Dnia Własności Intelektualnej 2008. Dość intensywny program, do tego zachęcający plakacik i kupa sponsorów.

Druga, to konferencja kopyrajtowych liberałów, których dość lubię, bo przynajmniej myślą w dobrym kierunku i prędzej z nimi można się dogadać w sprawie ewentualnej reformy praw “własności” intelektualnej. Czy wolna kultura jest legalna? Licencje Creative Commons w polskim prawie autorskim. jest tematem tej drugiej konferencji.

Obie mnie interesują, ale wybiorę się najpewniej na tę drugą - po prostu mój organizm nie jest w stanie wytrzymać tyle anty-pirackiej papki, którą będą się wzajemnie karmić na tej pierwszej. Oczywiście najlepiej byłoby skonfrontować uczestników obu konkurencji. Kulturalna dyskusja starszych uczestników, jakaś zadyma młodzieżówek CC i ZAiKSu. To byłoby coś.

Inna sprawa, czy rzeczywiście na pierwszej konferencji padną jakiekolwiek niewygodne pytania? Czy ktoś zepsuje atmosferę wzajemnego zrozumienia, poklepywania się po plecach i zadumy nad niedolą artysty i autora, reprezentowanych przez stosowne organizacje?

Ciekawi mnie, czy dobór terminów był celowy czy przypadkowy…


Niewdzięcznicy

Firma Creative, producent popularnych kart dźwiękowych (i nie tylko), ostatnio niezbyt dbała o swoich klientów, głównie poprzez opieszałe publikowanie sterowników z nową funkcjonalnością. Szczególnie byli poszkodowani posiadacze systemu Windows Vista, gdzie sterowniki kart miały znacznie gorszą funkcjonalność niż ich odpowiedniki z Windows XP.

Niejaki Daniel_K, łebski hacker (w pozytywnym tego słowa znaczeniu), postanowił wyręczyć producenta i rozpoczął przerabianie sterowników w taki sposób, aby pojawiła się w nich zaginiona funkcjonalność. Robił to przez jakiś czas, ale najwyraźniej miarka się przebrała, bo oficjalnie został oskarżony o “kradzież”, oczywiście “własności intelektualnej” firmy Creative, która wezwała go do zaprzestania tego procederu.

I tutaj mamy jaskrawy przykład, że monopol IP prowadzi do podobnych efektów jak normalny monopol. Firma nie ma żadnego powodu, aby udoskonalać swoje sterowniki, ostatecznie może ze swą “własnością” robić to, co sobie tam zechce, w szczególności zabraniać innym jej udoskonalania. I pozamiatane.

To też doskonały przykład złego pijaru, który sobie zafundowała firma Creative, bo wiadomość o tej niewdzięczności obiegła cały świat i zagościła w większości technologicznych serwisów. Może nie dotrze ona do większości potencjalnych klientów firmy, ale zawsze niesmak pozostanie.


BD+ już złamane?

Zwycięstwo formatu Blu-ray zapewne na chwilę ucieszyło producentów w Hollywood. A to dlatego, że system ten ma dodatkową warstwę zabezpieczeń, zwaną BD+, która do niedawna uchodziła za bezpieczną. Od wczoraj po sieci krążą informacje, że firmie SlySoft, producentowi użytecznego programiku AnyDVD, udało się pokonać i to zabezpieczenie. Fakt ten potwierdzał spory wysyp filmów HD, które zdawały się pochodzić właśnie z tak zabezpieczonych dysków Blu-ray. Co prawda zabezpieczenie można zmieniać w przyszłych tytułach, ale będzie wymagać aktualizacji oprogramowania odtwarzaczy, więc nie jest operacją prostą i chętnie przyjmowaną przez użytkowników. Tego wyścigu Hollywood nie jest w stanie wygrać, ale oni wciąż tego nie rozumieją.


CC działa

Jakiś czas temu zakręciłem się i opublikowałem moje stare (vintage) gry na bardzo liberalnej licencji Creative Commons. Głównie chciałem, aby ludzi sobie mogli legalnie i bez wyrzutów sumienia (bo nie każdy ma tak nieczułe sumienie w tej kwestii, jak mam ja) w nie pograć. Licencja także pozwala na modyfikacje i adaptacje tych gier, choć nie ułatwiam nikomu tego zadania, bo nie opublikowałem kodów źródłowych.

Wczoraj dowiedziałem się, że ktoś jednak postarał się i wykonał grę Heartlight w wersji na przenośną konsolę PSP. I bardzo ładnie, cieszę się, że licencja CC działa i ludzie korzystają ze swobody przez nią oferowanej.


Do śmierci i dłużej?

Czy aby na pewno reżim praw autorskich jest niezbędny, aby pozwolić twórcom zarobić na “godziwe” życie? Bardzo częstym argumentem w dyskusjach nad reformą praw autorskich jest to, że pozwalają one twórcom po prostu żyć. Gdyby nie opłaty na ich rzecz zawarte w cenach rozpowszechnianych dzieł, nie mieliby oni innej możliwości zarobkowania i nie tylko nie tworzyliby nowych dzieł (czyli przyczyniali się do rozwoju kultury), ale też po prostu pomarliby z głodu. Argument ten nie wytrzymuje jednak konfrontacji z rzeczywistością, zarówno w dawnej przeszłości, gdy twórcy tworzyli przy braku prawnej ochrony, jak z obecną, gdy miliony ludzi (tzw. użytkowników) tworzy miliony dzieł, nie oczekując w zamian żadnej zapłaty. Co gorsza, system obecny, choć w teorii oferuje ochronę i dochody, tak naprawdę służy jedynie relatywnie małej grupie artystów, którzy czerpią z tego przywileju zyski. Nic dziwnego, że oni bronią go najżarliwiej.

Dla przykłady weźmy taką grupę The Police. Nie wiem, jakie jest ich zdanie na temat piractwa, ale nie sądzę, aby było odmienne od większości ludzi z branży. Najpewniej nie zgodziliby się, aby ich płyty były dostępne za darmo w internecie, dla każdego, kto chciałby je mieć. Bo gdyby tego chcieli, pewnie nic nie stałoby na przeszkodzie, aby swoje płyty uczynili powszechnie dostępnymi. Pewnie dlatego, że zyski ze sprzedaży zapewniają im godziwe życie. Nie, tak naprawdę, mogliby te płyty powrzucać na torrenty i raczej nie odczuliby negatywnych skutków takiego posunięcia. Dlaczego? Bo za obecną trasę koncertową skasują 210 milionów dolarów! I do tego wcale nie jest potrzebne im prawo autorskie i zamykanie ludzi w więzieniach.

Okazuje się jednak, że jakiś unijny biurokrata postanowił się zlitować na okrutnym losem muzyków z The Police oraz innych muzycznych gigantów i zaproponował wydłużenia czasu ochrony wykonawców - 50 do 95 lat (czyli przeważnie sporo po śmierci beneficjenta, czyli wykonawcy). Bo niektórzy mogą zostać pozbawieni ochrony jeszcze za swojego życia, co ma być dla nich chyba zbyt dużym ciosem. Ciekawe, w jaki sposób uszczuplił by się zarobek The Police, gdyby ochrona ich wykonań wygasła już dziś - jestem pewien, że wcale.


3 strzały i gol

Wielka Brytania, pod naciskiem USA i Francji, planuje wprowadzić u siebie prawo nakazujące dostawcom internetowym odłączanie od internetu tych, którzy zostaną “oskarżeni” o nielegalne dziele się plikami zawierającymi chronione prawem autorskim utwory. Za pierwszy razem idzie mejlowe ostrzeżenie, za drugim chwilowe zawieszenie dostępu, a za trzecim - gol - zerwanie umowy o świadczenie usług.

To oczywiście marzenie organizacji reprezentujących największych dostawców rozmaitej treści (muzyki, filmów, itp.), który w ten sposób zamierzają rozprawić się z piractwem. Dostawcy internetowi na razie nie palą się do dobrowolnej współpracy ze stosownymi organizacjami, co wcale nie dziwi, gdyż nie jest to działanie w interesie ich klientów, a tym samym w ich własnym. Stąd właśnie pomysł rządowego przymusu - odłączanie piratów ma być obligatoryjne.

Oczywiście, nawet jeśli komuś podoba się taka koncepcja, to rodzi ona wiele wątpliwości. Kto będzie wydawał “wyroki” i na jakich zasadach? Czy będzie można się od nich jakkolwiek odwołać?

Co z “chilling effect”, czyli ograniczeniem swobodnego korzystania z otwartych bezprzewodowych punktów dostępowych WiFi? Ludzie zamiast cieszyć się ze swobody jaką daje bezprzewodowy dostęp do internetu, będą napotykali jedynie zamknięte sieci bezprzewodowe, zablokowane w obawie przed ponoszeniem konsekwencji za kogoś, kto może się podłączyć i wymienić się nielegalnym plikiem.

Zdecydowanie nie chcemy, aby internet zamieniał się w poletko kontrolowane przez kartele medialne.

89f0f10aeedefdd7d73e792102a26cf5

752 zarzuty

Policja jest bardzo dzielna, bo złapała niebywałego przestępcę, 22-letniego kielczanina, któremu planuje się postawić aż 752 zarzuty. To dopiero może poprawić statystyki.


KOPYRAJT - ORAJT!

Bardzo zabawna notka copyrightowa z Nonsensopedii:

KOPYRAJT - ORAJT!
Ktoś się uparł, że ta grafika podlega prawom autorskim, jednak bez niej artykuł w Nonsensopedii wyglądałby kijowo, dlatego zakładamy, że możemy sobie ją pożyczyć na zasadzie niedozwolonego użytku.


Pandora powraca?

Jak widać, nie tylko mnie nie podoba się koncepcja, że radio internetowe Pandora stało się dostępne jedynie słuchaczom z USA. globalPandora to projekt stawiający sobie za cel ponowne globalne udostępnienie fantastycznej funkcjonalności Pandory. Na razie nie działa (”niespodziewane problemy techniczne”), więc trudno mi ocenić, czy się uda, ale może za jakiś czas zobaczymy…

Aktualizacja: dziś działa zgodnie z oczekiwaniami. The box is open!
Aktualizacja 2: Już nie działa!


Wcześniejsze wpisy »