Tytuł tego wpisu to slogan reklamowy (tagline) firmy Obcy kontra Predator i idealnie oddaje mój stosunek do aktualnej polityki w naszym kraju oraz mojego stosunku do niej. Chyba oddaje także stosunek wielu wolnościowców, którym zarzuca się bierność i obojętność w zakresie uczestnictwa w wyborach.
Aktualny polski pejzaż polityczny w idealny sposób pasuje do powyższego hasła. Nie ma zupełnie znaczenia, która z wiodących partii wygra wyborczy wyścig i zdobędzie największe poparcie wśród tych, którym jeszcze chce się brać udział w tej zabawie. Nie ma znaczenia, czy będzie to „obciachowy” PiS, czy „cool” PO, czy aparatczykowie z SLD ubrani w drogie garnitury, czy kuci na cztery nogi „chłopi” z PSL pod wodzą blaszanego drwala.
W każdym wypadku przegramy my, ponieważ każda z tych opcji jest taka sama, każda z nich zakłada, że celem państwa jest zabieranie jednym, a dawaniem innym. Zmieniają się odrobinę grupy docelowe tej redystrybucji, ale źródło pozostaje zawsze to samo – my, przegrani. Nie ma znaczenie, na kogo z nich zagłosujemy, bo nie ma wśród nich „mniejszego zła”. Nikt z nich nie zwiększy nam wolności osobistej, ani też nie zwiększy naszej wolności ekonomicznej – bo nie jest to w ich interesie. Opowiadanie się po którejkolwiek ze stron to jedynie próba racjonalizacji naszego postępowania, wyjaśniania sobie dlaczego właściwie godzimy się na to, aby być ich niewolnikami.
Tak, przez pół roku wykonujemy pracę, za którą nie pobieramy żadnego wynagrodzenia, a jego całość przechodzi w ręce naszych „panów”, którzy potem po uważaniu porozdzielają ją innym, zmarnują i, oczywiście, część zachowają dla siebie. Niczym nie różni się to od sytuacji, w której ktoś jasno mówi – w tym kraju nie ma żadnych podatków, wszystko, co zarobicie, zostaje u was, ale… przez pół roku będziecie czyimiś niewolnikami i wszystko, co wypracujecie, zostanie w rękach waszych właścicieli. Nie wątpię, że nie znalazło by się wielu chętnych na taką „umowę społeczną”, ale jak zostało to nam podane w bardziej zawoalowany sposób, to jesteśmy szczęśliwi, że możemy wybrać sobie pana, z nadzieją, że będzie z niego „ludzki pan”.
Nie zamierzam brać udziału w wyborze lepszego pana. Chcę zniesienia niewolnictwa, a udział w wyborach nie przybliża mnie do tego celu. Nie wiem jak zniesiemy to niewolnictwo, ale nie wydaje mi się, że będzie to przy urnach.

















W wyborach rzecz jasna rownież nie biorę udziału, z gorzką ironią mówię czasem, że jest tylu kandydatów i wszyscy są tak zajebiści, że nie mogę się zdecydować.
Ale z jednym się nie zgodzę – liczbowo rzecz biorąc rzeczywiście nie ma różnicy, ale ta różnica jest, mianowicie taka, że gdyby zamiast podatków każdy miał być przez pół roku niewolnikiem, po prostu nikt by się na to nie zgodził. A na pół roku pracy na „pana” w ciągu roku jakoś się społeczeństwo nabiera :/
Zresztą, to jest mniej więcej pół roku, o ile ktoś przez cały rok podatkowy pracuje – w praktyce jest to po prostu połowa dochodów, czyli połowa z każdego miesiąca, czy z każdego kwartału, i tak dalej.
Poza tym dzień wolności podatkowej, o ile wiem, uwzględnia tylko te najbardziej oczywiste podatki – podatki „od pracy” – gdyby wliczyć też wszelakie akcyzy, podatek w żywności którą kupujemy, cła i masę innych podatków nie związanych bezpośrednio z kontrolą pracy, pewnie wyszedłby znacznie później..
odrobina wisielczego humoru, jakoś tak mi się dziś na refleksje zebrało i następujące kwiatki wykombinowałem
–
Teoretycznie rzecz biorąc niemożliwe jest, żeby podatek naliczany jako część czegoś wynosił więcej niż to coś. Tylko że to jest teoria, ponieważ w praktyce wystarczy podzielić go na odpowiednią ilość części, żeby ich suma mogła przekroczyć całość tak żeby nikt się nie zorientował..
Praktycznie rzecz biorąc podatek naliczany jako część czegoś nie może wynosić więcej niż to coś. Ale teoretycznie rzecz biorąc jest to tylko kwestia podzielenia go na taką ilość części, żeby ich suma przekroczyła całość zanim ktokolwiek się zorientuje że tak się stało..
Znajdź szczegóły którymi różnią się te dwa obrazki
—
Czy ktoś zna/wie/jest w stanie wskazać jakikolwiek przepis określający jakiejś wysokości maksymalną granicę łącznej wysokości wszystkich obciążeń kwalifikujących się do spłaty na podstawie przymusu podatkowego?
–
Czy istnieje jakikolwiek, choćby hipotetyczny, cel społeczny wystarczająco mało szczytny, żeby nie było warto nakładać lub podnosić podatku przeznaczonego na jego realizację? Czy jakikolwiek cel społeczny, choćby hipotetyczny, zasługuje na to, aby podatek nałożony na jego realizację był niższy niż podatek na realizację dowolnego innego celu społecznego?
–
Hipotetycznie nie istnieje bardziej prosty w obliczeniu i „społecznie pożyteczny” podatek niż podatek od braku dochodów.
–
Siłą rzeczy pierwszy stycznia jest Dniem Powrotu Niewoli Podatkowej..
Poza tym „my pracujemy” to dość nieścisłe sformułowanie. Dobrze jest pamiętać, że w naszym kraju jest przynajmniej milion osób, w tym urzędnicy, związkowcy, „krawężniki”, bo ja wiem kto jeszcze, celnicy, no, masa ludzi, która na hasło „my pracujemy” twierdzi, że oni również pracują – i że z ich „pracy” również pochodzi „dochód państwa”, bo rzekomo też płacą podatki od pracy. A to jest nieprawda – ponieważ ich praca jest całkowicie bezwartościowa albo nawet przynosi reszcie społeczeństwa STRATY i stąd podatki płacone przez nich są papierkową fikcją.. w tym przypadku trudno mówić o „dniu wolności podatkowej”.
http://www.wolnosc-albo-smierc.com
A ja w przeciwienstwie do autora widze, ze szklanka jest w polowie pełna
Jakby nie patrzec, zyjac jeszcze kilka wiekow temu wiekszosc z nas w rubryce zawod wpisywalaby „chlop panszczyzniany” gdyby oczywiscie umiala pisac. To ja juz chyba wole miec dzien wolnosci podatkowej w lipcu, ale przynajmniej mam kanalizacje i wode w kranie
Lepsze to niz niepismienni chlop ktorzy przez cale zycie nie opuszczaja wlasnej wsi. Wiec jakis postep sie dokonal, osobna kwestia jest dywagacja czy to dzieki czy pomima szeroko pojetemu panstwu. Zdaje sobie sprawe, ze porownywanie typowego pracownika w XXI wieku z „typowym Pracownikiem” w poznym sredniowieczu jest troche naciagane, ale nie zmienia to faktu, ze dla przecietnego pracownika ktory ciagle ma do dyspozycji tylko 24h w ciagu doby jest dostepna coraz wieksza ilosc dobr.
@Kamil
„ale nie zmienia to faktu, ze dla przecietnego pracownika ktory ciagle ma do dyspozycji tylko 24h w ciagu doby jest dostepna coraz wieksza ilosc dobr.”
No ale co to ma wspólnego z chłopem pańszczyźnianym? Chłop nie miał tylu dóbr, bo za winklem nie było Biedronki ani – to dla bogatszych chłopów – Lidla. Więc nie wiem, co tu jest do „wolenia”. Ja też bym nie chciał być chłopem pańszczyźnianym, bo chłop nie miał lodówki, a ja mam. I to w sumie wszystko – o to się rozchodzi. W średniowieczu nie było penicyliny, lodówek, telefonów komórkowych, narkozy, playstation, red tube, xvideos, ogólnie było nudno i smutno. Oczywiście założyłem różowe okulary zboczonego rózowego demoliberała i wymądrzam się teraz na wstecznym biegu, ale kit z tym. Idzie o to, że druga połowa XX wieku to eksplozywny wzrost dostępności taniej energii i związane z tym potężne przyspieszenie postępu i produktywności realnej. Poziom życia, jaki teraz mamy, NIE JEST zasługą demokracji, unii europejskiej, ONZ ani całego balastu cywilizacyjnego ostatnich 60 lat. To, że obecnie żyje się przeciętnemu chłopu lepiej, wynika wyłącznie z rozwoju gospodarczego/rozwoju technologii, a nie z tego, że system jakoś wyewoluował w kierunku lepszego, bo wcale nie wyewoluował, może stał się bardziej „opiekuńczy” (co dla mnie jest wadą), ale znowu pod innymi względami jest bardziej opresyjny. Dzisiejszy rolnik wykarmi siebie, swoją rodzinę i 50 miastowych, a kiedyś przymierał głodem na przednówku. Maszyna zmieli to jego ziarno w pół godzinki, podczas gdy jeszcze 200 lat temu cała wieś w pocie czoła tłukła cepami, żeby zdążyć przed mrozem. Dla przykładu w drugiej połowie XVIII wieku cztery piąte francuskich rodzin wydawało 90% swoich dochodów na chleb. Piekarz też nie wygniata ciasta godzinami, tylko ma przemysłowy mikser, który robi to za niego – samo urabianie ciasta gołymi rękami na jeden niewielki bochenek zajęłoby mu dobre półgodziny. Niestety demokracja jest nową religią i tak jak w średniowieczu wszystko było zasługą jakiegoś skaczącego bóstwa, tak dzisiaj wszystko jest zasługą „procedur demokratycznych”.
„Poziom życia, jaki teraz mamy, NIE JEST zasługą demokracji, unii europejskiej, ONZ ani całego balastu cywilizacyjnego ostatnich 60 lat.”
Dokładnie tak.. wszyscy ci ludzie powołujący się na zasługi „systemu” po prostu pasożytują na tych którzy cokolwiek robią, a ich pasożytnictwo wzrasta. Nieco banalne już powiedzonko mówi że „sukces ma wielu ojców a porażka jest sierotą” – z tego samego powodu system chętnie przypisuje sobie rożne zasługi, urzędnicy twierdzą że biznes istnieje dzięki podatkom, że zrobienie czegokolwiek jest w ogóle możliwe tylko dzięki regulacjom, i tak dalej i tak dalej..
szkoda, że nie odniósł się Pan w żaden sposób do Kongresu Nowej Prawicy Janusza Korwina Mikke – On jest przeciwko zabieraniu jednym i dawaniu drugim, oraz za zasadą, że chcącemu nie dzieje się krzywda a granicą Pańskiej wolności jest mój nos,
maksymalne państwo jakie może zaakceptować to państwo minimalne, może dla Pana to i tak za dużo.Czy dlatego Pan ich przemilcza?
Kongres Nowej Prawicy to grupa krzykaczy którzy prócz paru zasłyszanych prawicowo brzmiących hasełek chcą wprowadzić ( w domyśle – „dobrowolną” i absolutnie nie na korzyść podatników ) „ochronę” rodziny. Proszę na nich zagłosować – jeżeli wygrają, przekona się Pan. Ale na mnie proszę w tej kwestii nie liczyć.
a kto jest tym krzykaczem? Janusz Korwin Mikke od ponad 20 lat głosi hasła prawicowe
a na czym ta ochrona ma polegać? gdzie Pan to przeczytał?
nie wiem, czy nie pomylił Pan Kongresu Nowej Prawicy Janusza Korwina Mikke z Prawicą Rzeczypospolitej Marka Jurka w stosunku do nich mógłbym się zgodzić z Pańskim komentarzem, tu MJ mówi o solidarności narodowej: http://korwin-mikke.pl/wazne/zobacz/jurek_o_koalicji_z_korwinmikkem_idziemy_innymi_drogami/44038?utm_source=jkm&utm_medium=newslatter&utm_campaign=newslatter
Tak, kongres nowej prawicy pod światłym przewodem Korwina na pewno nas uratuje. Przecież Korwin wykazał się dotychczas niesłychaną skutecznością polityczną co pozwala przewidzieć jego dalsze sukcesy i dokonania a wraz z nim jego nowej partyi. Spocznij.
http://nczas.home.pl/wiadomosci/polska/konferencja-nowej-prawicy-obnizka-podatkow-ochrona-rodziny-likwidacja-recept-uwolnienie-narkotykow-itd/
W programie KNP to przeczytałem. Sądzę, że każdy polityk mieniący się wierzącym i praktykującym jakąkolwiek religię, prędzej czy później powoła się na „głos Boży” który mu coś nakazuje albo czegoś zabrania, i w ten chory sposób uzasadni absolutnie dowolne działanie.
Na tym kongresie KNP, o ile dobrze sobie przypominam, pojawił się kryptosocjalista monsieur Krzysztof Rybiński, oraz niejaki Gabriel Janowski, jak dla mnie w zupełności wystarcza to żeby wykluczyć zarówno ewentualną „nadzieję” gospodarczą, jak i oddanie na nich głosu, jeżeli chodzi o mnie.
Ochrona to nie wiadomo dokładnie na czym ma polegać. Na razie chodzi w praktyce o zablokowanie homoseksualnych małżeństw, ale mnie takie sformułowania zawsze śmierdzą, dzisiaj chodzi o awanturę o „przyzwoitość” nie mającą żadnego praktycznego znaczenia, homoseksualistów z tego co wiem jest raptem kilka procent, ale jutro może się okazać że „ochrona” wymaga znakowania heteroseksualnych na przykład, albo czegokolwiek. „Boskie przykazania” i „naturalne przyczyny” mają to do siebie, że dziś znaczą jedno, a jutro mogą znaczyć co innego. Cztery nogi dobrze, dwie nogi lepiej, pamiętamy, tak? Dziś „nie zabijaj” = jutro „nie zabijaj chyba że chodzi o Żyda”, dziś „nie kradnij” = „nie kradnij, rząd cię wyręczy”
Daleko nie szukając – na tejże stronie czytamy wypowiedź rzecznika KNP, p. Daleckiego: „Uważamy, że każdy dorosły człowiek jest wolny i ponosi odpowiedzialność za swoje czyny”. Tylko mu się zapomniało dodać, że „chyba że jest homoseksualny i chce mu się poślubić sąsiada który też ma fiutka, to wtedy niezupełnie”. Legitymizacja małżeństwa ( homo czy hetero ) przez państwo to jest jakaś pomyłka, jak kto wierzy w Pana Jezusa i chce żeby mu księżulo poświęcił że ta oto Ewa jest jego i ten oto Adam będzie tejże Ewy – wolna droga. Ale „urzędowy” stan cywilny to jest archaizm podatkowo-alimentacyjno-dziedziczeniowy, co komu do tego przy obustronnej zgodzie przystępujących?
„wierność tradycji i zasadom (kolor niebieski), wolność (kolor czarny) oraz życie i walkę (czerwień)”. A gdyby przypadkiem „wolność” stała w sprzeczności z „tradycją”, tak jak ją kto rozumie, no to cóż, tego, lepiej żeby się „zachowywał odpowiedzialnie i ponosił konsekwencja za swoje czyny”. Dziękuję, pozwolę sobie zatrzymać prawo do samodzielnego określania gdzie się kończy „tradycja”.
Wpis świetny a porównanie do filmu zajebiste. ALe mam problem, chcę kliknąć „lubię to” i wyskakuje błąd:
„Sorry, something went wrong.
We’re working on getting this fixed as soon as we can.”
Poprzednią notkę o prawach autorskich dało się, kliknąłem po chwili w tą i nic…
U mnie zadziałało
Mam problem tylko z tą notką. Gdy kliknąłem lubię przy tej o przemycie to zadziałało. Może zrobił się jakiś błąd, bo w tą kliknąłem od razu po poprzedniej.
http://www.zboku.pl/zdjecie,iId,285926
Według mnie niechodzenie na wybory to taka postawa nadąsanego dziecka, które zagniewane tupie nóżką i idzie się bawić do innej piaskownicy. Niestety, o ile dziecko może z łatwością zmienić piaskownicę na taką, w której panuje lepsza atmosfera o tyle zmiana zamieszkiwanego terytorium to już nie taka prosta sprawa. Uważam, że gdy jest chociaż jedna partia, która opowiada się przeciwko rozdawnictwu to należy ją poprzeć bezwarunkowo. Wielu polskim libertarianom najwyraźniej marzy się, że nagle spadnie im z nieba pełna anarchia, tyle że takie myślenie jest zupełnie pozbawione realizmu. Ja zamiast wyczekiwać na gwiazdkę z nieba wolę widzieć realne porażki socjalistów, nawet gdy te porażki będą stosunkowo drobne. Prawda jest taka, że obrażaniem się i narzekaniem, na pewno nie zaszkodzicie trzymającej ten kraj bandzie. Wrogowie boją się tylko aktywności i czynów. Z biernego stania na uboczu będą się tylko śmiali.
„Legitymizacja małżeństwa ( homo czy hetero ) przez państwo to jest jakaś pomyłka, jak kto wierzy w Pana Jezusa i chce żeby mu księżulo poświęcił że ta oto Ewa jest jego i ten oto Adam będzie tejże Ewy – wolna droga. Ale „urzędowy” stan cywilny to jest archaizm podatkowo-alimentacyjno-dziedziczeniowy, co komu do tego przy obustronnej zgodzie przystępujących?”
Tylko, jeżeli ktoś gardzi państwem, jego instytucjami a także przyjętą w danej kulturze tradycją to na co mu w ogóle urzędowo zatwierdzone małżeństwo? Nie może ot tak po prostu dwóch gejów pozakładać sobie obrączki i czule mówić “mój małżonku” wzajemnie do siebie? Dyskusja o tzw. prawach mniejszości jest zawsze wodą laną na młyn lewicy. Czerwone złodzieje wręcz marzą o tym, byśmy skakali sobie do gardeł z powodu takich pierdół.
Dobra rada, równie skuteczna jak rada, abyśmy wszyscy pomodlili się o zwycięstwo wolności (to może nawet być skuteczniejsze, obawiam się).
Problem w tym, że nie ma partii, której poparcie cokolwiek zmieni, gdyż wszystkie partie, chyba bez wyjątku mają cele odmienne od deklarowanych.
Mimo wszystko z rzadka zdarzają się politycy, dla których honor jest ważniejszy od koryta, przykładowo tacy byli założyciele Stanów Zjednoczonych. Ja nie wiem jaki jest poziom moralny działaczy KNP, bo zwyczajnie nie znam żadnego z nich ale głosując i tak przecież nic nie stracę, skoro żadna lepsza alternatywa w tych wyborach nie istnieje. Wzięcie udziału w wyborach to nie tylko poparcie startujących osób (te oczywiście mogą zawieść) ale także wyrażenie swojego poparcia dla określonej idei. Jeżeli KNP nie przekroczy progu, sygnał wysłany w świat będzie jednoznaczny: “wszyscy Polacy kochają socjalizm”.
Oddanie głosu na KNP jest też czymś w rodzaju pokazania środkowego palca “autorytetom” – kanalijkom z koncesjonowanych mediów, które jak zwykle odwalą kawał ciężkiej roboty, żeby zdyskredytować politycznie niepoprawnych. Dla własnej satysfakcji warto to zrobić.
Z całym szacunkiem, zgadzam się z wieloma prezentowanymi tutaj poglądami, ale ten wpis to jest podręcznikowy przypadek ODREALNIENIA większości libertarian. W polityce (prawie nigdy) nie ma: wszystko albo nic. Trzeba uczyć się działać małymi krokami i (próbować) osiągać konkretne REALNE cele. Wybrzydzanie na wszystkich jest najlepszą gwarancją, że NIGDY NIC nie osiągniemy.
Proszę nie interpretować tego wpisu za/przeciw jakiejkolwiek partii. To spostrzeżenie ogólne, które libertarianie mogliby sobie powtarzać ze dwa razy na tydzień.
Ale udział w wyborach to nie jest działanie małymi kroczkami na rzecz czegokolwiek. To nie oznacza, że wymagam wszystkiego. od razu, ale właśnie właśnie zauważam, że udział w wyborach nie osiąga żadnych REALNYCH celów.
Wprost przeciwnie – legitimizuje działanie tych, którzy wybory wygrywają, rozzuchwala ich jeszcze bardziej. Fakt, że bierze w wyborach udział tak mało ludzi pokazuje, że nie czują oni żadnego efektu swojego uczestnictwa.
Nie rozumie dlaczego mam przestać wybrzydzać na tych, którzy nie kryją się z tym, że zamierzają mnie zniewalać i okradać? Co osiągnę poprzez przymilanie się do swoich przyszłych panów? Skąd przekonanie, że uda się wykonać jakiś mały kroczek? I jaką trzeba będzie zapłacić za to cenę?
Ale czy wstrzymanie się od głosu nie rozzuchwala bardziej niż wyrażony w wyborach sprzeciw? Robisz Maćku świetną robotę uświadamiając ludzi, że są okradani. Tylko co właściwie oni mają z tą wiedzą zrobić dalej? Skoro siłowe przepędzenie tyranów obecnie raczej nie wchodzi w grę – pozostają wybory. Wprowadzenie do sejmu chociaż jednego kandydata znacznie zwiększyłoby zasięg oddziaływania wolnorynkowych idei. To jest właśnie ten pierwszy drobny krok, który by mnie ucieszył.
Problem są 2: ordynacja i kandydat. Ordynacja skutecznie uwala kandydatów, którzy mogliby głosić mi miłe idee. A kandydatów takowych po prostu nie ma. JKM się nie zalicza do grupy stosownych kandydatów, bo mam wrażenie, że jego cel faktyczny jest zupełnie inny od deklarowanego – świadczą o tym jego działania i wyniki.
Co do skuteczności JKM-a ja także nie mam złudzeń. Uważam jednak, że już sam fakt zademonstrowania, że istnieje w narodzie zapotrzebowanie na wolnościową partię jest wartościowy. Potencjalny przywódca, który realnie myśli o osiąganiu celów a nie tylko szuka okazji do publicznego pogawędzenia sobie zwraca na takie rzeczy uwagę. Jeżeli nie będzie nas widać w wyborczych słupkach to znaczy, że najprawdopodobniej nie ma żadnego zapotrzebowania na wolność, czyli szkoda czasu na zajmowanie się tym.
To jest dyktatura demokracji.
Jeśli nie pójdę do wyborów, to oznacza, że uznaję wolę większości – tej, która pójdzie i zagłosuję.
Jeśli pójdę, a wybiorę tych, co wygrają, to potem będą robili to, co zechcą, nie licząc się absolutnie z programem czy obietnicami wyborczymi. A ja nie mogę w żaden sposób ich usadzić, bo przecież sam ich wybrałem.
Jeśli pójdę, a wygrają nie ci, na których głosowałem, to muszę uznać wolę większości.
Jeśli pójdę, oddam głos na tych, którzy nie wejdą do parlamentu, to mój głos pójdzie na konto tych, co wybory wygrają – nawet, jeśli to ostatnia rzecz, którą bym chciał (nic więc dziwnego, że ludzie głosują nie „za”, ale „przeciw”).
Jeśli pójdę, oddam głos nieważny, to będę miał spokojne sumienie, ale nie będzie to miało najmniejszego wpływu na politykę.
W sumie, co nie zrobię, to nie ma najmniejszego wpływu na politykę. To jest prawdziwa demokracja proletariatu. Na wybory chodzi 99% ludzi, którzy nie mają zielonego pojęcia, na co i dlaczego głosują. Dlatego tak bardzo zależy wszelkim partiom, by frekwencja była jak największa. Im większy tłum głosuje, tym skuteczniej przekładają się ich psycho- i socjologiczne triki na ilość mandatów.
Nie wierzę więc, że cokolwiek te wybory zmienią. Jakakolwiek forma „buntu” zmieni jeszcze mniej, może poza własnym samopoczuciem.
Z tego wszystkiego chyba jednak zagłosuję na tą nieszczęsną Nową Prawicę. Z jednej strony na złość politykom, z drugiej strony w miarę mają ten program w okolicach rozsądku, z trzeciej strony i tak nie wejdą, więc zdecyduje większość…
Demokracja to najbardziej poroniona forma rządów. Jak powyżej właśnie wykazałem…
Co mam na myśli pisząc o małych krokach:
monitoring wypowiedzi polityków – punktować nielogiczności, zaprzeczanie sobie, zdradę
monitoring stanowionego prawa – punktować przewały, ‘luki prawne’, wskazywać na konflikty interesów
monitoring wydatków państwowych – punktować przewały, korupcję, marnotrawstwo
monitoring mediów – punktować pranie mózgów i największe manipulacje medialne
Czy w 40 milionowym narodzie naprawdę nikomu kompletnie nie zależy, żeby np. wydatki państwowe były choćby odrobinę bardziej racjonalne? Przecież w tej chwili robią ABSOLUTNIE co chcą i jak chcą i ogranicza ich tylko i wyłącznie skończony popyt na drukowany przez nich papier (obligacje). Nie czują żadnej presji, a takie wpisy jak powyższy sprawiają, że będzie ona jeszcze mniejsza.
Są trzy inne sposoby postępowania:
1. zapisanie się do partii z kartelu i działanie od środka (wbrew pozorom siedzą tam w większości mentalne pustaki i można się przebić z niektórymi sensownymi rozwiązaniami)
2. misjonarskie pójście w świat idei (mając świadomość, że potencjalny target libertarian to 10-15 procent populacji)
3. można też nie robić nic i zająć się sobą
Na marginesie gratuluję niektórym trzeźwej oceny JKM-a. Moim zdaniem JKM mieści się w punkcie trzecim
Pijawki urzędnicze, emeryckie, górnicze, rolnicze, z wielkich zakładów, rad nadzorczych, finansjerskie i przedsiębiorczo-przekręciarskie – to wyborcza klientela dwóch socjalistycznych partyjek. Pozostałe 20% ludności jest zbyt zastraszone, boją się piąchy chama lub jadowitej śliny emeryta, i przede wszystkim zapracowane, bo przecież muszą wytworzyć dodatnią wartość na całą resztę! Może kiedyś podbiją nas Chiny, i zainstalują demokrację z ostrym cenzusem, stąd widzianą jako autorytaryzm, na nic innego bym nie liczył…
>>>>>>>>>Pozostałe 20% ludności jest zbyt zastraszone, boją się piąchy chama lub jadowitej śliny emeryta, i przede wszystkim zapracowane, bo przecież muszą wytworzyć dodatnią wartość na całą resztę!
Zmiany w historii robią zawsze zdeterminowane mniejszości. Skoro twierdzisz, że jest nas 20 procent ludności to przy 50 procentowej frekwencji jest to 40 procent głosów, a przy 40 procentowej aż 50 procent. Nie robiąc nic dajemy się tym [...] golić bez żadnego problemu i stresu z ich strony.
Wszyscy tego chcemy, bo tak nam obiecano i to nam zostało wszczepione wraz z pragnieniem wieczności… na to czekamy i do tego zdążamy…
„I pobudują domy, i będą w nich mieszkać; zasadzą winnice i będą spożywać ich owoce. Nie będą budować, aby ktoś inny mieszkał; nie będą sadzić, aby ktoś inny jadł. Bo dni mego ludu będą jak dni drzewa; i moi wybrani będą w pełni korzystać z dzieła swoich rąk. Nie będą się mozolić na darmo ani rodzić na niepokój, gdyż są potomstwem złożonym z błogosławionych przez Jehowę”
Jeśli komentarz nie ukaże się pod wpisem, to oznacza, że został zatrzymany do moderacji.