Zaginiona technologia, to kapitalizm. Tego brakuje w przemyśle kosmicznym. Wolna przedsiębiorczość, ta sama rzecz, która sprawa, że wszystko działa we wszystkich innych dziedzinach nowoczesnego życia.
Świetny, mega pozytywny wykład, szczególnie w kontekście ostatniego lotu kosmicznego wahadłowca. Daj, aby etatyści oddali pole wolnemu rynkowi. I tak jest o pół wieku za późno.
To, że prawa autorskie mogą dawać rozmaitym organizacjom uprawnienia cenzorskie mówi się od jakiegoś czasu. Były przykłady wstrzymywania publikacji książek, gdyż ktoś rościł sobie prawa do czyjegoś dzieła, a ostatnio mamy ciekawy przykład dotyczący filmu Sita sings the blues. Filmu, o którym już pisałem.
Film jest swobodnie dostępny w całości na YouTube, gdyż jest to dzieło dystrybuowane na bardzo wolnej licencji CC. Autorka poświęciła sporą sumę własnych pieniędzy i znaczny wysiłek organizacyjny, aby uwolnić zawartą w filmie muzykę z jarzma praw autorskich. Jej umowa z Sony opiewa na terytorium całego świata, ale organizacja zarządzania prawami autorskimi w Niemczech – GEMA – ma na ten temat inne zdanie i zablokowała dostęp do filmu użytkownikom z Niemiec. Oczywiście twierdząc, że film nie został poprawnie wylicencjonowany, czyli GEMA nie dostała haraczu, który jej się zupełnie zresztą nie należy.
Oczywiście niemieckie zapisy prawne dotyczące organizacji zbiorowego zarządzania mogą twierdzić coś innego i dawać organizacji GEMA prawa cenzurowania materiałów, których twórcy nie zapłacą haraczu, ale to jedynie jest świetny przykład, że w prawach autorskich wcale nie chodzi o autorów – w tym wypadku Nina Paley nie życzy sobie, aby GEMA działała w jej imieniu – ale chodzi o kontrolę tego, jak korzystamy z własnych urządzeń oraz z opłacanych przez nas łączy.
Tytuł tego wpisu to slogan reklamowy (tagline) firmy Obcy kontra Predator i idealnie oddaje mój stosunek do aktualnej polityki w naszym kraju oraz mojego stosunku do niej. Chyba oddaje także stosunek wielu wolnościowców, którym zarzuca się bierność i obojętność w zakresie uczestnictwa w wyborach.
Aktualny polski pejzaż polityczny w idealny sposób pasuje do powyższego hasła. Nie ma zupełnie znaczenia, która z wiodących partii wygra wyborczy wyścig i zdobędzie największe poparcie wśród tych, którym jeszcze chce się brać udział w tej zabawie. Nie ma znaczenia, czy będzie to „obciachowy” PiS, czy „cool” PO, czy aparatczykowie z SLD ubrani w drogie garnitury, czy kuci na cztery nogi „chłopi” z PSL pod wodzą blaszanego drwala.
W każdym wypadku przegramy my, ponieważ każda z tych opcji jest taka sama, każda z nich zakłada, że celem państwa jest zabieranie jednym, a dawaniem innym. Zmieniają się odrobinę grupy docelowe tej redystrybucji, ale źródło pozostaje zawsze to samo – my, przegrani. Nie ma znaczenie, na kogo z nich zagłosujemy, bo nie ma wśród nich „mniejszego zła”. Nikt z nich nie zwiększy nam wolności osobistej, ani też nie zwiększy naszej wolności ekonomicznej – bo nie jest to w ich interesie. Opowiadanie się po którejkolwiek ze stron to jedynie próba racjonalizacji naszego postępowania, wyjaśniania sobie dlaczego właściwie godzimy się na to, aby być ich niewolnikami.
Tak, przez pół roku wykonujemy pracę, za którą nie pobieramy żadnego wynagrodzenia, a jego całość przechodzi w ręce naszych „panów”, którzy potem po uważaniu porozdzielają ją innym, zmarnują i, oczywiście, część zachowają dla siebie. Niczym nie różni się to od sytuacji, w której ktoś jasno mówi – w tym kraju nie ma żadnych podatków, wszystko, co zarobicie, zostaje u was, ale… przez pół roku będziecie czyimiś niewolnikami i wszystko, co wypracujecie, zostanie w rękach waszych właścicieli. Nie wątpię, że nie znalazło by się wielu chętnych na taką „umowę społeczną”, ale jak zostało to nam podane w bardziej zawoalowany sposób, to jesteśmy szczęśliwi, że możemy wybrać sobie pana, z nadzieją, że będzie z niego „ludzki pan”.
Nie zamierzam brać udziału w wyborze lepszego pana. Chcę zniesienia niewolnictwa, a udział w wyborach nie przybliża mnie do tego celu. Nie wiem jak zniesiemy to niewolnictwo, ale nie wydaje mi się, że będzie to przy urnach.
Osobiście uważam, że własność intelektualna to oksymoron. Obiekty fizyczne mają naturalną ekonomię zupełnie odmienną od dóbr intelektualnych. Trzeba niezłych kombinacji, aby próbować zatrzymać na własność coś, co się wciąż posiada, jak już podzieliło się tym z innymi ludźmi.
















