Piractwo przyszłością telewizji

Piractwo przyszłością telewizji, to znaczy przyszłością telewizji w internecie. Abigail De Kosnik z Kalifornijskiego Uniwersytetu w Berkeley na zlecenie Convergence Culture Consortium przygotowała dokument, który porównuje legalne i nielegalne sposoby na konsumowanie treści telewizyjnych w internecie, oraz sformułowała płynące z tego wnioski.

Na początek przyjrzała się legalnym metodom pozyskiwania w internecie telewizyjnej treści, oczywiście w oparciu o doświadczenia amerykańskie. Serwisy takie jak Hulu, iTunes, Amazon VOD, Netflix czy serwisy bezpośrednio należące do sieci telewizyjnych, oferują widzom programy telewizyjne, najczęściej za opłatą i do tego obłożone całym zestawem technik DRM.

Jako kontrast przedstawiono nielegalne metody pozyskiwania programów telewizyjnych, głównie oparte o sieć BitTorrent. Oczywistym jest, że pirackie pozyskiwanie programów telewizyjnych posiada mnóstwo zalet (poza wadą nielegalności, ale to kwestia niekoniecznie już tak oczywista w innych systemach prawnych, choćby w Polsce). Do podstawowych zalet pirackiej dystrybucji można zaliczyć:

  • Łatwość wyszukiwania pożądanego materiału oraz dostępny interfejs. Większość pirackich witryn (choćby The Pirate Bay) oferuje prosty i przejrzysty interfejs, dużo kategorii w katalogu, łatwość wyszukiwania. Serwisy są do siebie bardzo podobne i dotarcie do poszukiwanego materiału nie nastręcza dużych trudności. Legalne serwisy komercyjne stosują indywidualne i bardzo różniące się interfejsy, materiały są słabo skatalogowane i trudno się je odnajduje, szczególnie jeśli kryterium jest coś świeżego.
  • Przenośne formaty danych. Raz ściągnięty piracki materiał można dowolnie przenosić pomiędzy urządzeniami, wielokrotnie odtwarzać, dzielić się ze znajomymi, budować kolekcje i archiwizować je. Formaty pirackie są najczęściej zupełnie obojętne względem platformy, na której są odtwarzane, nie ma więc problemów z odtwarzaczami czy systemami operacyjnymi. Legalne systemy opierają się o nietypowe formaty danych, najczęściej „wzbogacone” o techniki DRM. Wymagają specjalnych odtwarzaczy, różnych dla różnych dostawców treści, przystosowanych do wybranych systemów operacyjnych (Linux najczęściej się nie łapie). Legalnie ściągnięte treści są mocno ograniczone w zakresie przenoszenia pomiędzy urządzeniami i archiwizacji.
  • Dopasowanie oferty technicznej do oczekiwań odbiorców. Wiele programów pirackich dostępnych jest zarówno w wersji SD jak i HD. Legalne serwisy często ograniczają dostępność lepszych jakościowo materiałów, albo wykorzystują je za zwiększoną opłatą.
  • Globalna dostępność. Nie ma tak powszechnych w legalnych systemach ograniczeń regionalnych, gdzie programy telewizji USA są dostępne tylko dla użytkowników w USA, podobnie zresztą działa to w przypadku materiałów z Europy czy Japonii. W przeciwieństwie do legalnych serwisów, w których programy podzielone są pomiędzy różnych dostawców i trzeba korzystać oraz opłacać wielu z nich, pirackie materiały pozwalają w jednym miejscu zdobywać treści pochodzące z wielu źródeł.
  • Dostępność z wielu źródeł, natychmiast po premierze. Bez konieczności odczekiwania jakiegoś nieokreślonego czasu, w którym nadawcy zdecydują się udostępnić swój materiał w internecie.
  • Brak reklam.

Autorka prawidłowo wnioskuje, że najlepszą metodą na podjęcie skutecznej konkurencji z piratami jest przejęcie od nich tych najlepszych elementów. Ujednolicenie interfejsów i sposobów wyszukiwania. Szeroka oferta dostępna w jednym miejscu za jedną opłatą. Przenośne formaty danych, aby można było je wykorzystywać na wielu urządzeniach i w różnych systemach operacyjnych. Oferować zarówno streaming, jak i możliwość ściągnięcia materiału. Dostępność globalna bez opóźnień czasowych.

Ciekawe, czy ktoś tego posłucha, czy raczej będą dalej walczyć z wiatrakami i podążać utartą ścieżką? To ich sprawa, ja idę oglądać najnowszy odcinek „Californication”. Bez reklam, blokad DRM, bez ograniczeń regionalnych, dostępny tuż po wczorajszej amerykańskiej telewizyjnej premierze.


Komentarze (2)

Dodałbym tu jeszcze kwiatek z naszego ogródka, najdalej 3-4 dni po premierze pojawia się odcinek wraz z polskimi napisami. Przeciętny polski dystrybutor w tym czasie zazwyczaj nawet się nie zacznie szukać człowieka który znajdzie tłumacza.


Nie posłuchają. Im chodzi jedynie o ściąganie kasy i wywoływanie poczucia winy. Copyright mafia żeruje na klientach ile się da, jedynie dzięki rządom, w zamian za co dzieli treści tak, by rządy de facto mogły prowadzić cenzurę. Jedynie producenci i autorzy, ze wsparciem „pirackiej” społeczności, mogą przerwać ten mafijny krąg.


Dodaj swój komentarz

Connect with Facebook

* - pola wymagane. Adres e-mail nie będzie upubliczniony.

Dozwolone tagi: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Notify me of followup comments via e-mail. You can also subscribe without commenting.

Jeśli komentarz nie ukaże się pod wpisem, to oznacza, że został zatrzymany do moderacji.

  • RSS
  • Twitter
  • Soup.io
  • Facebook
  • LinkedIn
  • Picasa
  • Flickr
  • Vimeo