The Fight against Intellectual Property

Na stronie Ludwig von Mises Institute ukazał się artykuł „The Fight against Intellectual Property” prezentujący libertariańskie spojrzenie na kwestię „własności intelektualnej”. Dobra lektura dla tych, którzy jeszcze nie mieli okazji jeszcze zapoznać się z wolnościową argumentacją przeciwko IP.

Libertarians may not have to appeal to rights theory, economics, or history to win the war on IP. Libertarians are already winning as people around the globe incessantly violate the legal rights of copyright holders by sharing music through bit-torrent programs and by uploading (and remixing and mashing up) videos of copyrighted material to YouTube without the slightest feeling of guilt.


Ale Meksyk

USA prowadzi od lat wojnę z narkotykami. Nieskutecznie i coraz drożej. Im dłużej ją prowadzi, tym bardziej dostawy narkotyków stają się atrakcyjniejsze dla tych, którzy spragnieni są szybkiego, choć ryzykownego zarobku. Bo pomimo wojny, pomimo antynarkotykowej propagandy, to popyt na narkotyki nie maleje. A skoro jest popyt, i to ciągle rosnący, to znajdą się chętni, aby popyt ten zaspokoić – rynek działa nieubłaganie, niezależnie od zaklęć zwolenników ekonomicznych alternatyw.

Znaczna część narkotykowych dostaw dociera do USA obecnie poprzez Meksyk, w którym rosną w siłę narkotykowe kartele wypełniające pustkę powstałą po osłabieniu karteli kolumbijskich. To pokazuje, że chwilowy „sukces” rządowych wojowników z narkotykami polegający na osłabieniu czy nawet likwidacji kolumbijskich karteli, zaowocował powstaniem ich w innym miejscu, właśnie w Meksyku. Naciski USA na meksykański rząd, aby coś zrobić z tym problemem, zaowocowały jedynie gwałtownym wzrostem przemocy na terenie Meksyku, głównie w wyniku walk konkurencyjnych gangów, której ofiarami często staję się zupełnie niezaangażowani „cywile”. Jak łatwo się domyślić, efekt tej walki są mizerne, choć trup ściele się tam naprawdę gęsto i życie ludzi w przygranicznych rejonach powoli zamienia się w piekło.

Oczywiście, w teorii, bezpieczeństwem obywateli ma zajmować się meksykański rząd. Tenże rząd, w opinii etatystów stworzony wprost do rozwiązywania problemów obywateli, jak żadna inna organizacja, oczywiście zupełnie sobie nie daje rady. Mimo zadawania ciosów kartelom, nie udało się rządowi ani opanować sytuacji w handlu narkotykami, ani zapobiec wojnom pomiędzy gangami, ani też zadbać przynajmniej o bezpieczeństwo tych, którzy w tej całej zabawie nie chcą po prostu uczestniczyć. Kwitnie korupcja, a przeciwnicy rozprzestrzeniającej się dominacji narcotraficantes zostają wyeliminowani.

Uczciwi obywatele są bezradni. Dostęp do broni jest limitowany, oczywiście dla praworządnych obywateli. Handlarze narkotyków nie mają problemu z dostępem do szerokiego spektrum broni palnej, włączając w to broń automatyczną i granatniki, nierzadko pochodzącą z USA, czasem nawet z rządowych programów walki z handlem bronią, niezbędną im do skutecznej walki z rządowymi oddziałami wojska i policji, oraz w walce pomiędzy sobą. Cywile są bezradni, bo słabi, nieuzbrojeni oraz pozbawieni ochrony ze strony państwa, więc często stają się ofiarami rabunków, gwałtów i morderstw, szczególnie w sytuacji, gdy handel narkotykami stał się najłatwiejszą metodą szybkiego zarobku dla tych, którzy nie potrafią robić nic pożyteczniejszego niż zajmowanie się gansterką.

Mieszkańcy pewnej miejscowości – San Mateo Tezoquipan Miraflores – nie mogąc liczyć na rząd, ani też nie mogąc wziąć sprawiedliwości w swoje ręce, zaproponowali, że będą płacić miejscowym gangsterom 20 tysięcy pesos (ok. 4700 PLN) dziennie, aby ci dali im spokój i przestali ich gnębić. Tylko tyle im pozostało w sytuacji, gdy rząd, który uzurpuje sobie prawo do dbania o ich bezpieczeństwo, nie daje sobie rady, a oni sami nie mają sił i skutecznych narzędzi, aby walczyć o swoje mienie, zdrowie i życie. W odpowiedzi, przedstawiciel rządu poprosił mieszkańców o cierpliwość (którą przecież najwyraźniej stracili) i nie wchodzenie w konszachty z gangsterami. Nie wiem, co na to mieszkańcy…


O to właśnie chodzi

Świetne wystąpienie i znakomite ostatnie zdanie. Nie chodzi o to, kto będzie nosił w kieszeni klamkę. Chodzi o kwestie fundamentalne.

tl;dw – „That’s not a point of Second Amendment [...] it’s about all of our rights to be able to protect ourselves from all of you guys up there”.


Piractwo przyszłością telewizji

Piractwo przyszłością telewizji, to znaczy przyszłością telewizji w internecie. Abigail De Kosnik z Kalifornijskiego Uniwersytetu w Berkeley na zlecenie Convergence Culture Consortium przygotowała dokument, który porównuje legalne i nielegalne sposoby na konsumowanie treści telewizyjnych w internecie, oraz sformułowała płynące z tego wnioski.

Na początek przyjrzała się legalnym metodom pozyskiwania w internecie telewizyjnej treści, oczywiście w oparciu o doświadczenia amerykańskie. Serwisy takie jak Hulu, iTunes, Amazon VOD, Netflix czy serwisy bezpośrednio należące do sieci telewizyjnych, oferują widzom programy telewizyjne, najczęściej za opłatą i do tego obłożone całym zestawem technik DRM.

Jako kontrast przedstawiono nielegalne metody pozyskiwania programów telewizyjnych, głównie oparte o sieć BitTorrent. Oczywistym jest, że pirackie pozyskiwanie programów telewizyjnych posiada mnóstwo zalet (poza wadą nielegalności, ale to kwestia niekoniecznie już tak oczywista w innych systemach prawnych, choćby w Polsce). Do podstawowych zalet pirackiej dystrybucji można zaliczyć:

  • Łatwość wyszukiwania pożądanego materiału oraz dostępny interfejs. Większość pirackich witryn (choćby The Pirate Bay) oferuje prosty i przejrzysty interfejs, dużo kategorii w katalogu, łatwość wyszukiwania. Serwisy są do siebie bardzo podobne i dotarcie do poszukiwanego materiału nie nastręcza dużych trudności. Legalne serwisy komercyjne stosują indywidualne i bardzo różniące się interfejsy, materiały są słabo skatalogowane i trudno się je odnajduje, szczególnie jeśli kryterium jest coś świeżego.
  • Przenośne formaty danych. Raz ściągnięty piracki materiał można dowolnie przenosić pomiędzy urządzeniami, wielokrotnie odtwarzać, dzielić się ze znajomymi, budować kolekcje i archiwizować je. Formaty pirackie są najczęściej zupełnie obojętne względem platformy, na której są odtwarzane, nie ma więc problemów z odtwarzaczami czy systemami operacyjnymi. Legalne systemy opierają się o nietypowe formaty danych, najczęściej „wzbogacone” o techniki DRM. Wymagają specjalnych odtwarzaczy, różnych dla różnych dostawców treści, przystosowanych do wybranych systemów operacyjnych (Linux najczęściej się nie łapie). Legalnie ściągnięte treści są mocno ograniczone w zakresie przenoszenia pomiędzy urządzeniami i archiwizacji.
  • Dopasowanie oferty technicznej do oczekiwań odbiorców. Wiele programów pirackich dostępnych jest zarówno w wersji SD jak i HD. Legalne serwisy często ograniczają dostępność lepszych jakościowo materiałów, albo wykorzystują je za zwiększoną opłatą.
  • Globalna dostępność. Nie ma tak powszechnych w legalnych systemach ograniczeń regionalnych, gdzie programy telewizji USA są dostępne tylko dla użytkowników w USA, podobnie zresztą działa to w przypadku materiałów z Europy czy Japonii. W przeciwieństwie do legalnych serwisów, w których programy podzielone są pomiędzy różnych dostawców i trzeba korzystać oraz opłacać wielu z nich, pirackie materiały pozwalają w jednym miejscu zdobywać treści pochodzące z wielu źródeł.
  • Dostępność z wielu źródeł, natychmiast po premierze. Bez konieczności odczekiwania jakiegoś nieokreślonego czasu, w którym nadawcy zdecydują się udostępnić swój materiał w internecie.
  • Brak reklam.

Autorka prawidłowo wnioskuje, że najlepszą metodą na podjęcie skutecznej konkurencji z piratami jest przejęcie od nich tych najlepszych elementów. Ujednolicenie interfejsów i sposobów wyszukiwania. Szeroka oferta dostępna w jednym miejscu za jedną opłatą. Przenośne formaty danych, aby można było je wykorzystywać na wielu urządzeniach i w różnych systemach operacyjnych. Oferować zarówno streaming, jak i możliwość ściągnięcia materiału. Dostępność globalna bez opóźnień czasowych.

Ciekawe, czy ktoś tego posłucha, czy raczej będą dalej walczyć z wiatrakami i podążać utartą ścieżką? To ich sprawa, ja idę oglądać najnowszy odcinek „Californication”. Bez reklam, blokad DRM, bez ograniczeń regionalnych, dostępny tuż po wczorajszej amerykańskiej telewizyjnej premierze.



  • RSS
  • Twitter
  • Soup.io
  • Facebook
  • LinkedIn
  • Picasa
  • Flickr
  • Vimeo