Autor: Oleg Volk.
Ostatnio kapitalizm nie ma dobrej prasy. Nie ma jej od zawsze u socjalistów i komunistów, nie za dobrze z kapitalizmem u prawicy, która przeważnie narodowo-konserwatywna jest, ale gospodarczo socjalistyczna jak trzeba. Nawet w ostatnim bastionie kapitalizmu czyli wśród libertarian (ba, nawet anarchokapitalistów) pojawiły się głosy, że termin ten „się przeżył”, oznacza obecnie coś innego, i należałoby się z niego jakoś rakiem wycofać, bo nie jest dostatecznie cool. Generalnie, w mainstreamie wszystkiemu winien jest „kapitalizm” – broń Boże państwo z jego regulacjami, fiskalizmem i redystrybucją – gdyby nie ten kapitalizm, byłoby tip top.
Aby dalej snuć rozważania na temat kapitalizmu, warto sprawdzić sobie trochę definicji.
Kapitalizm – system ekonomiczny oparty na prywatnej własności środków produkcji czyli kapitału, który jest maksymalizowany przez właściciela.
System kapitalistyczny opiera się na zasadach:
- wolnego obrotu towarami i usługami
- wolnej konkurencji pomiędzy podmiotami
- wolnego obrotu kapitałem oraz środkami produkcji
Nigdzie na świecie nie ma systemu w pełni kapitalistycznego.
system ekonomiczny polegający na swobodnym handlu, wymianie dóbr i usług bez jakiejkolwiek ingerencji władz poza zapewnianiem tej swobody przez egzekucję praw
ustrój społeczno-gospodarczy, w którym przeważa kapitał prywatny i wolna przedsiębiorczość. Rozróżnia się kapitalizm rynkowy i państwowy. Pierwszy charakteryzował się tym, że działał tam wyłącznie mechanizm rynkowy. Występował w krajach Europy Zachodniej i Ameryki w XIX w.
system społeczno-gospodarczy oparty na własności prywatnej, wolności osobistej i swobodzie zawierania umów;
System ekonomiczny, którego podstawę stanowi własność prywatna i wolna przedsiębiorczość. Prywatna własność środków produkcji, czyli kapitał, jest maksymalizowany przez właściciela. System kapitalistyczny opiera się na zasadach: wolnego obrotu towarami i usługami, wolnej konkurencji pomiędzy podmiotami, wolnego obrotu kapitałem oraz środkami produkcji.
Jak widać, definicje są dość zgodne: własność prywatna (także środków produkcji), swoboda zawierania umów – plus reszta elementów wynikających z tego. Widać też, że tak definiowany kapitalizm zniknął z powierzchni ziemi dość dawno, o ile kiedykolwiek zaistniał. To, co powszechnie i błędnie kapitalizmem się nazywa, z kapitalizmem ma coraz mniej wspólnego, a faktycznie można to nazwać kapitalizmem państwowym, korporacyjnym, kolesiowskim/kompradorskim. Być może zwierz ten jest z wierzchu trochę do kapitalizmu podobny, ale nie dajmy się zwieść pozorom – to tak naprawdę nie jest kapitalizm. Posłużę się cytatem (Let’s Take the „Crony” Out of „Crony Capitalism”):
Słowo „kapitalizm” używane jest na dwa sprzeczne sposoby. Czasem używa się go w znaczeniu wolnego rynku (laissez faire). Innymi razy używany jest w znaczeniu obecnej, sterowanej przez rząd gospodarki. Logicznie rzecz biorąc, „kapitalizm” nie może być obiema tymi rzeczami naraz. Albo rynki są wolne, albo rząd nimi steruje. Nie można mieć jednego i drugiego.
Co pozostaje robić zwolennikom tradycyjnego, podręcznikowego kapitalizmy wolnorynkowego? Poddać się i pozwolić wrogom wolności odebrać nam kolejny termin? Ja się nie zgadzam – ja pozostaje fanem kapitalizmu i nie chcę, aby mi go odbierano. Będę trawać przy swoim i dalej posługiwać się terminem „anarchokapitalista”, bo kopie tyłek, niezależnie jak źle się niedouczonym masom ten termin kojarzy. Nie ma się czego wstydzić! A na koniec walnę z Rothbarda (via StephanKinsella.com):
Preferowany przeze mnie ruch to ruch libertarian, którzy nie zastępują rozsądku zachciankami. Oczywiście istnieją libertarianie, którzy własnie tak czynią, a ja jestem temu przeciwny. Stawiam rozsądek nad zachciankami. Jeśli chodzi o mnie, i myślę że dotyczy to pozostałych członków ruchu, my jesteśmy anarchokapitalistami. Innymi słowy, uważamy, że kapitalizm to najpełniejsze możliwe wcielenie anarchii, a anarchia jest najpełniejszym wcieleniem kapitalizmu. Są to pojęcia nie tylko przystajace do siebie, ale właściwie nie można mieć jednego bez drugiego. Prawdziwa anarchia będzie kapitalizmem, a prawdziwy kapitalizm anarchią.
Mamy taką informację prasową: Rząd chce wykupić PKP PLK i przy okazji oddłużyć kolej. Od razu nasuwają się pytania. Po co rządowi kolej? Będzie nią jeździ? Chce się sprawdzić w kolejnictwie? No i czy czasem kolej już do niego nie należy?
Bo jedynym właścicielem PKP SA jest Skarb Państwa, a więc państwo i rząd. To niby nie jest państwowe przedsiębiorstwo, bo w procesie komercjalizacji zamieniło się w quasi-prywatną spółkę, której właścicielem w całości jest państwo. I teraz ten właściciel kupi od swojego przedsiębiorstwa akcje spółki zależnej PKP PLK, w której 61% akcji należy do Skarbu Państwa, czyli do niego, a 39% – do PKP S.A. Czyli faktycznie w całości należy do państwa. Oznacza to, że rząd planuje kupić od siebie akcje własnej firmy. I tak herbata robi się słodsza od samego mieszania. Tak się bawi w gospodarkę państwo, tyle że za zagrabione nam pieniądze.
Aby było zabawniej, to kaska na te „usprawnienia” pochodzić ma z opłaty paliwowej, czyli podatku, który płacą wszyscy kupujący paliwo do pojazdów, a pośrednio także wszyscy konsumenci, kupując towary dostarczone im przecież jakimś transportem. I tak, zamiast budować nowe drogi, będzie rząd marnował te pieniądze na przestarzałe drogi żelazne. I będzie próbował wykazywać jaką to przyszłością jest kolejowy zbiorkom, i jak ekonomicznie atrakcyjny ma rzekomo być w porównaniu do transportu samochodowego. Dobrze wiedzieć, że tankując paliwo do auta przyczyniamy się do rozwoju kolei państwowych.
Jeśli ktoś podchodzi z pewną dozą ostrożności poglądów kopyrajtowych abolicjonistów (takich, jak ja), powinien poświęcić 1,5 godziny na obejrzenie poniższego wideo, gdzie Cory Doctorow (taki kopyrajtowy liberał) opowiada o aktualnych problemach z prawem autorskim i poważnych konsekwencjach podejmowanych prób „naprawienia” tej sytuacji:

















