Serwis The Pirate Bay został sprzedany. To legalizacja działalności przynajmniej od strony organizacyjnej, do tego stopnia, że planowanie jest oferowanie możliwości nabycia udziałów w tym przedsięwzięciu. Po zmianie właściciela rozpoczęły się zmiany koncepcji działania – rozdzielenia serwisu na osobne elementy: wyszukiwarka, baza plików torrent i tracker, co rzekomo ma zdecentralizować system i zabezpieczyć go przed możliwością łatwego zamknięcia. Może, zobaczymy. Gorzej, że nowi właściciele coś tam zaczęli przebąkiwać o „rekompensacie dla dostawców treści”, co by oznaczało, że są plany pobierania opłat za dostarczane treści. Czyżby TPB miało zamiar pójść (a właściwie zlecieć na łeb w dół) drogą legalnego Napstera, który jest jedynie cieniem potęgi, która dokonała przewrotu w dziedzinie P2P? Kto przejmie pałeczkę, w razie czego?
Jeden z założycieli TPB, obecnie nie związany już z serwisem tak skomentował zapowiadane techniczne zmiany (tłumaczenie w komentarzach, dzięki uprzejmości Jurgiego):
TPB has been owned by a company for the last years since the raid so nothing there will really change except the names of the owners. The talk about TPB are going to be a pay site is wrong, the CEO that said that does not know what he is talking about.
Now, the BIG change is that the tracker is going to be outsourced to a new formed company that wont know what they track, just that they connect peers, and the torrent listings will be handed by an other new company that will have torrents but they will not know either content or who is using the torrents. This setup will be practically impossible to take down or find anyone liable to sue.
The 3d party company services will have APIs, so you can on your blog or whatever have your own small torrent listings just as you now pull in twitter feeds. remember how the twitter design totally havoced the iranian attempts to block it as ppl just used another side that pulled in the feeds and read it there instead? well that goes for torrents and TPB to.
All in all, this is not the end of the world as some are seeing it but a rather interesting technical improvement.
And dont worry, not a dime will go to the media industries spectrial prize money what i know of but a really nice fund for doing cool stuff.
A jak będzie, to zobaczymy… Z drugiej strony upadek Napstera nie był niczym strasznym – na jego gruzach wyrosły nowe, znacznie lepsze serwisy i metody transmisji P2P.
Czy państwo powinno zajmować się czosnkiem i pieczarkami w zalewie? Wydaje się, że nie, bo po co? Chyba że państwo totalitarne, którego celem jest sterowanie każdym aspektem życia swoich obywateli i, wydawałoby się, że przez nich tworzonej, gospodarki.
Unia Europejska, nowe superpaństwo, do którego grzecznie maszerujemy równym krokiem, pod skórą owieczki, kryje prawdziwego totalitarnego wilka, który wkrótce nie popuści niczemu. Przesada? Niepotrzebny alarmizm? Nie byłbym pewien – z uporem godnym lepszej sprawy (czyli jeszcze lepszego kontrolowania wszystkiego) Unia postanowiła Polskę ukarać za karygodne przestępstwo posiadania nadmiernych zapasów drobiu, wieprzowiny, sera, ryżu, masła, czosnku, pieczarek w zalewie oraz maślanki zgromadzone w 2004. Szczególnie groźnie dla gospodarki wspólnoty jawią mi się pieczarki w zalewie, podlane maślanką i przybrane czosnkiem – prawdziwa mieszanka wybuchowa, która mogłaby doprowadzić do destabilizacji wspólnotowej gospodarki. Teraz spotka nas sprawiedliwa i zasłużona kara 12 mln z haczykiem eurasków, które wszyscy zapłacimy.
Jak zauważyłem, znajdą się czytelnicy tego wpisu, którzy stwierdzą, że wszystko jest w porządku – dure lex sed lex, po to unia jest, konkurencja musi być „uczciwa”, itp. Bo miło im jest, gdy się ktoś o nich zatroszczy i wszystko ładnie podekretuje. Rozumiem, tak sobie można myśleć, ale nie bardzo rozumiem jednak, jak można traktować poważnie państwo, które zajmuje się zapasami pieczarek w zalewie.
Doskonała ilustracja tezy, że w obecnym systemie prawnym na każdego znajdzie się jakiś paragraf. Inspekcja Transport Drogowego śledziła autobus z Lublina do Warszawy. Kierowca wiedział, więc jechał zgodnie z przepisami, co spowodowało, że się spóźnił o godzinę na punkt docelowy. Nie zarobił mandatu za złamania ograniczeń prędkości, ale zarobił 500 złotych mandaty za niedotrzymanie rozkładu jazdy. Jestem pewien, że funkcjonariusze ITD nie wiedzieli w tym bezsensownym działaniu nieczego złego. I zapewne wielu innych też. Taki budyń w mózgach.
W kolejnym procesie samotnej matki oskarżonej o udostępnienie 24 utworów muzycznych zapadł ponownie wyrok skazujący ją na zapłatę kar w wysokości 1,9 miliona dolarów, czyli po $80000 za utwór. Jeśli ktoś potrzebował lepszego dowodu, że ten system jest chory, to chyba go otrzymał. Taniej chyba okraść bank z bronią w ręku…
Istnieje w naszej (przynajmniej polskiej rzeczywistości) pojęcie zysku, który wynika z nie poniesienia straty i wydatku. Wymyślili to geniusze od łupienia poddanych podatników. Pokrótce polega to na opodatkowaniu wirtualnego „zysku”, gdy otrzymamy za darmo coś, za co powinniśmy w innej sytuacji zapłacić. Kiedyś była głośna prób sprawa opodatkowania Linuxa, gdy próbowany użytkowników tego systemu obarczyć podatkiem za brak kosztu w postaci licencji jakiegoś odpowiedniego produktu Microsoftu. Ta idea, zapisana ustawie, wciąż działa. Co gorsza, tę absurdalną konstrukcję podtrzymują sądy, ale czego oczekiwać po ludziach, którzy nie biorą odpowiedzialności za swoje decyzje? Okazało się, że jakiś sąd stwierdził, że pożyczka bez odsetek to zysk, który trzeba opodatkować.
Ja nie wiem, gdzie ci sędziowie się uczyli. Proponuję im przeanalizować następujący przypadek – mam 0 talarów, pożyczam 1000 talarów od znajomego bez procentów, oddaję mu za jakiś cza te 1000 talarów i znów mam 0. Gdzie jest ten zysk do opodatkowania? Oczywiście, nie mam też długu, ale wciąż nie widzę tutaj żadnego zysku…
Dobry komentarz z Onetu:
To pomału robi się chore! Dziewczyna jak idzie z facetem do łóżka to powinna potem wziąć pieniądze, bo jak tego nie zrobi to facet będzie miał zysk. Przecież w agencji za całą noc zapłacił by spore pieniądze, nieprawdaż?
Pożytku wiele z nich tam nie będzie, jak z każdego innego europarlamentarzysty, ale warto odnotować dobry wynik wyborczy Partii Piratów w Szwecji, który powinien dać im jedno lub więcej miejsc w europarlamencie.
Chodzi, oczywiście, o najnowsze wieści na temat zakazu sprzedaży i produkcji gier opartych o przemoc w miłujących od wieku pokój Niemczech. Politycy chcą się wykazać, ale może powinni posłuchać innych opinii:

















