Spectrial

Minął własnie drugi tydzień procesu właścicieli i operatorów największego trackera torrentowego The Pirate Bay. Jest to spore wydarzenie medialne w Szwecji oraz bardzo interesujące wydarzenie dla wszystkich interesujących się problemami P2P i swoich praw w sieci. Sami oskarżeni nie tracą dobrego humoru i starają się nadać sprawie jak największy rozgłos, nie na darmo nazywając go „spectrial”, czyli połączeniem procesu i spektaklu. Jest on relacjonowany na żywo poprzez internet, serwis Twitter i na wielu stronach.

Jak na razie prokuratorom nie idzie najlepiej. Już wycofali połowę najcięższych zarzutów i wykazali się kompletnym brakiem rzetelnej wiedzy technicznej niezbędnej w sprawie tego rodzaju. Zobaczymy jak będzie dalej.

W piątek przesłuchiwano świadków obrony i z tym wiąże się ciekawe wydarzenie. Jednym ze świadków był profesor Roger Wallis, który wypowiadał się w kwestiach faktycznego wpływu wymiany plików na sprzedaż płyt czy filmów. Oczywiście jego tezy o braku negatywnego efektu niezbyt podobały się oskarżycielom, którzy próbowali go zdyskredytować. Gdy go na koniec zapytano o wynagrodzenie za swoje wystąpienie, odpowiedział „Wyślijcie kwiaty mojej żonie”. I społeczność fanów serwisu The Pirate Bay odpowiedziała wysyłając w ciągu następnych dni pani Wallis dziesiątki bukietów i upominki w sumie za ponad 4000 euro. Tak trzymać!


Kindle poprawiony

Niedawno Amazon.com wypuścił na rynek nową wersję swojego elektronicznego czytnika (e-book) Kindle. Kindle 2 posiada szereg usprawnień, wśród których jest podobno dość niezły mechanizm głosowego odczytywania tekstu (syntezator mowy), który pozwala na odsłuchiwanie książek zamiast czytania ich – Kindle ma głośnik i gniazdo słuchawkowe. Przecież to jednak komputer, choć wyspecjalizowany i funkcjonalność wykraczająca poza wyświetlanie obrazu na ekranie nie powinna nikogo dziwić, wszakże producent chce uatrakcyjnić swój, bądź co bądź, drogi produkt.

Okazało się, że ta funkcjonalność wzburzyła amerykański Cech Autorów (Authors Guild). Stwierdzili oni, że możliwość komputerowego głośnego odczytywania książek narusza ich prawa autorskie, a w konsekwencji pozbawia autorów wpływów z dźwiękowych wydań ich książek, które to miałyby spaść w efekcie tej nowej funkcjonalności Kindle.

Naturalną reakcją na takie żądanie powinna być grzeczna odpowiedź w stylu: „pogięło was?”. Równie dobrze mogliby zażądać zakazu głośnego czytania książek dzieciom. Albo czytania sobie na głos. A niewidomi? Im też powinniśmy zakazać korzystania z tej nowej, dla nich niezmiernie atrakcyjnej funkcjonalności czytnika?

Szykował się ciekawy spór, który mógł wielu ludziom uświadomić przy okazji absurdalność praw autorskich. Niestety, Amazon.com postanowił się nadstawić wydawcom oraz autorom i wydymać swoich klientów. Przyszykuje on aktualizację oprogramowania czytnika – który jest stale bezprzewodowo podpięty do producenta poprzez sieć telefonii komórkowej – które pozwoli wydawcom blokować możliwość głośnego odczytu wybranych przez nich tytułów. Ot takie „usprawnienie”.

Konsumentów nikt o zdanie najwyraźniej nie zapytał. Bo wiadomo, jaka byłaby odpowiedź na pytanie: „Czy chcesz, aby twój świeżo nabyty drogi gadżet został pozbawiony ciekawej funkcjonalności, przestał cię słuchać i miał za pana wydawców książek, z które zresztą zapłaciłeś?”


Przybywa cyfr

Kiedyś było 919 i było dobrze, ale komuś przeszkadzało, więc zrobili 9191. Jak widać, i to nie wystarczyło, bo teraz będziemy mieć 19191. O co tej tepsie chodzi? Unia coś wymyśliła?


Klaus kontra etatyści z UE

Prezydent Czech Wacław Klaus wygłosił w Parlamencie Europejskim przemówienie. Jak na polityka głównonurtowego, zaskakująco liberalne(wolnorynkowe) i bardzo celnie krytykujące UE, a więc skutecznie wbijające kij w euromrowisko. Oczywiście piewcy tolerancji obrazili się i demonstracyjnie wyszli, tym samy dobrze udowadniając część tez poruszanych przez mówcę. Nie ma co streszczać, warto sobie przeczytać samemu – część 1 i część 2. Oczywiście po wszystkim Klaus został pouczony, że większość decyduje i, w domyśle, jak zadecyduje, że ma być socjalizm, to socjalizm cudownie zadziała. Oto moc demokracji.


Moje gry – muzyka

W komentarzach wpisu dotyczącego „uwolnienia” moich pierwszych trzech gier pojawił się wątek muzyki występującej w tychże grach. Jak to określił niedawno mój znajomy, były to czasy, gdy muzyka w grach była „taka niezobowiązująca”. Sam fakt, że komputer wydobywał z siebie jakieś dźwięki był wtedy wciąż sporym wydarzeniem, a naturalna, zdigitalizowana muza to na początku lat 90. odgrywana poprzez prymitywne kart dźwiękowe (Sound Blaster, AdLib), prymitywne przetworniki cyfrowo-analogowe (Covox) czy jeszcze prymitywniejszy głośniczek, który mógł być sterowanie jedynie impulsami o zmiennej szerokości, to już był wypas maksymalny. Muzyka nie musiała i najczęściej nie miała zbyt wiele wspólnego z treścią i akcją gry. Takie czasy.

Bardzo byliśmy dumni z tego, że byliśmy w stanie już w naszych pierwszych grach odtwarzać bardzo realistyczne efekty dźwiękowe i muzykę, zamiast bipów z głośnika, czy syntetycznych efektów z syntezatorów FM ówczesnych kart dźwiękowych. Przetworników typu Covox razem z „Electro Body” pewnie sprzedaliśmy pewnie kilka setek, a dźwięk w naszych grach z Covoxem to był dopiero świetny stosunek jakości do ceny.

Technicznie odtwarzanie było rozwiązaniem dość programistycznie prymitywnym – przerwanie o częstotliwości trochę ponad 8 tysięcy razy na sekundę (albo prawie 17 tysięcy w przypadku głośniczka) wysyłało jeden bajt próbki – 8 bitów – na przetwornik DAC karty Sound Blaster lub port drukarki w przypadku Covoxa lub, po pewnych przekształceniach, na porty karty AdLib (nie miała DACa, ale dało się jakoś 4 bity wyciągnąć z tego syntezatora FM) albo jednobitowo port głośnika. Szczerze mówić, w przypadku tych ostatnich dwóch urządzeń to nie wiem jak to dokładnie działało – bazowałem na kodzie pozyskanym poprzez inżynierię wsteczną z innych gier. Rozumiałem co robi i jak działa, ale nie miałem pojęcia dlaczego właśnie trzeba to robić tak. Ważne, że działało. Muzyka była digitalizowana z magnetofonu za pośrednictwem oryginalnej karty Sound Blaster 1.0, a potem chyba Sound Blaster 16, choć wciąż docelowo przechowywana była i odtwarzana 8-bitową rozdzielczością.

W czasie, gdy tworzyliśmy „Electro Body”, taki gatunek muzyczny dominował w naszym życiu, stąd taki tytuł gry i muzyka w grze ((w USA przemianowana została na „Electro Man”, z przyczyn mi nie znanych). Została ona skomponowana przez Daniela Kleczyńskiego, muzyka takich legendarnych już formacji jak „No Smoking„, „Trumpet & Drums„, a ostatnio „Fading Colours” i wielu innych, mniej prominentnych formacjach. Z Danielem współpracowałem jeszcze przy kilku kolejnych grach, ale to inna opowieść.

Muza z gry bardzo się nam podobała, ale sposób jej reprodukcji na komputerze już mniej, więc gra „Electro Body” w pudełku zawierała kasetę z muzyką z gry. Niestety, nie zachowałem sobie ani kasety, ani zgranej wersji tej muzy i nawet nie pamiętam jak brzmiała. W grze zaś brzmiała tak:

Audio clip: Adobe Flash Player (version 9 or above) is required to play this audio clip. Download the latest version here. You also need to have JavaScript enabled in your browser.

Audio clip: Adobe Flash Player (version 9 or above) is required to play this audio clip. Download the latest version here. You also need to have JavaScript enabled in your browser.

Audio clip: Adobe Flash Player (version 9 or above) is required to play this audio clip. Download the latest version here. You also need to have JavaScript enabled in your browser.

„Heartlight PC” to był w zasadzie solowy popis Janusza Pelca – ja pełniłem rolę wspierającego programisty silnika i współproducenta całości. Janusza zaprojektował grę (jeszcze na Atari), napisał wersję PC, stworzył grafikę, skomponował i nagrał muzykę. To była jedyna z naszych gier tego okresu, która obsługiwała 2 kanały dźwięku, czyli mogła odtwarzać muzykę i efekty dźwiękowe jednocześnie. Wcześniej nie umiałem tego oprogramować, a później chyba potrzebowaliśmy więcej mocy procesora na grafikę. W grze był jeden utwór, ale za to można było go słuchać cały czas, aż do znudzenia:

Audio clip: Adobe Flash Player (version 9 or above) is required to play this audio clip. Download the latest version here. You also need to have JavaScript enabled in your browser.

W przypadku „Robbo” muzyka znów powróciła na ekran tytułowy, finalny i w przerwy pomiędzy rozgrywkami – w pozostałych były efekty specjalne oraz, irytujący niezmiernie po pewnym czasie, głos oznajmiający co tam robocik wykonał. Wtedy jednak byliśmy z tego głosu niezmiernie dumni. Aha, tutaj anegdota – próbowaliśmy pozyskać do tego głosu Jerzego Stuhra, ale odmówił, ponoć nie chcą babrać się tak niską sztuką, za jaką wtedy uchodziły gry komputerowe. W roli głosu więc wystąpili dziennikarze RMF (wtedy jeszcze chyba Radia Małopolska FUN).

Muzykę skomponował i nagrał Bogusław Pezda, wciąż członek znanej i popularnej industrialnej formacji „Agressiva 69„, a wcześniej wspominanej już „Trumpets & Drums”. Po latach muzyka z „Robbo” podoba mi się najbardziej – najlepiej wytrzymała próbę czasu, no i zdigitalizowana została chyba lepszą kartą, bo lepiej brzmi nawet w tych 8-bitach:

Audio clip: Adobe Flash Player (version 9 or above) is required to play this audio clip. Download the latest version here. You also need to have JavaScript enabled in your browser.

Audio clip: Adobe Flash Player (version 9 or above) is required to play this audio clip. Download the latest version here. You also need to have JavaScript enabled in your browser.

Audio clip: Adobe Flash Player (version 9 or above) is required to play this audio clip. Download the latest version here. You also need to have JavaScript enabled in your browser.

Audio clip: Adobe Flash Player (version 9 or above) is required to play this audio clip. Download the latest version here. You also need to have JavaScript enabled in your browser.

Jeszcze o technikaliach – sposób przechowywania i odtwarzania muzyki. Po zgraniu była ona cięta na segmenty (długości jednego lub dwóch taktów), a następnie ogrywana na podstawie listy odtwarzania, która po prostu opisywała kolejność odtwarzania tych segmentów. Dodatkowo można było odgrywać połówki i ćwiartki segmentu, co pozwalało na większą różnorodność przy zachowaniu minimalnej liczby segmentów i zajętości pamięci. Pamiętajmy, że kod gry i wszystkie jej dane (grafika, dźwięki i muzyka) musiały zmieścić się w około 512 kilobajtach pamięci. Tak, pół megabajta. Dzisiejsze konsole mają 1000 razy więcej pamięci, o pecetach nie wspominając.

Osadzone powyżej pliki MP3 zostały zgrane z emulatora DOSBox, ze specjalnie spreparowanych wersji gier. Dla potomnych i tych, którzy chcą sobie powspominać. Jak ja.


South Park na applowskim indeksie

Twórcy South Parku stworzyli aplikację/grę dla iPhone’a. Apple musi zaakceptować każdy produkt dostępny dla swojego telefonu, w trosce o klientów, a jakże, no i nie udało się takiej akceptacji zdobyć. Nawet za drugim razem. Powód: może potencjalnie obrażać. O RLY?

No cóż, takie są efekty, gdy producent sprzętu wykorzystuje swój monopol „własności” intelektualnej. Ostatnio nawet chciał doprowadzić do uznania za nielegalny proces „wyzwalania” iPhone’ów z owej niewoli (jailbreaking).


Aster przodownikiem postępu

Miałem o tym pisać, ale uprzedził mnie Vagla, więc nie ma co się rozwodzić. Pokrótce, chodzi o to, że dostawca internetu (i telewizji, i telefonu) Aster postanowił ustawić się w czołówce postępu i nie czekając na rozstrzygnięcia prawne z innych krajów, gdzie jest na ten temat burzliwa dyskusja, w wprowadził w swym regulaminie zasadę „trzech strzałów i gola„. Oznacza, że trzykrotne przyłapanie użytkownika tej sieci na wymianie nielegalnych plików ma skutkować odcięciem go od internetu. Poniżej zacytuję komentarz, który zostawiłem u Vagli:

No właśnie, jak Aster będzie to sprawdzał? Będzie jakaś komórka „podsłuchująca” ruch, magazynująca dane, a następnie weryfikująca, czy to aby nielegalne rzeczy? Na jakich podstawach będzie ona orzekała co nielegalne, a co legalne? Czy wystarczającym „dowodem” będzie nazwa pliku? Czy będzie jakaś procedura odwoławcza w przypadku niesłusznego zawieszenia konta? Czy będą odszkodowania w przypadku niesłusznego zawieszenia konta?

I na koniec – czy Aster nie zapomniał z czego żyje? Jeśli zamierza utrudniać swoim klientom korzystanie z własnych usług, to czy nie podcina gałęzi, na której siedzi?

Pytania można mnożyć…

Tak to jest, gdy dostawca internetu postanawiać zostać „sunią” przemysłu medialnego i zapomina, kto go utrzymuje. Jestem pewien, że gdy klientela zacznie odchodzić, to żadna organizacja muzyczna i filmowa nie pośpieszy Asterowi z rekompensatami. Ale jak się ktoś nie szanuje, to sam sobie winien, że go dupa boli…

Aktualizacja: Aster wyjaśnia…


IP a geografia

Istnienie monopolów „własności” intelektualnej wiąże się z pewnymi niedogodnościami. Dziś zajmę się jednym – czyli wykorzystywaniem monopolu do sterowania rynkiem. Wydawałoby się, że właściciele IP bardzo chcą nam te swoje towary „sprzedać” (choć faktycznie nigdy ich nie kupujemy, ale jedynie łaskawie udzielają nam licencji na wykorzystanie, przeważnie w ograniczonym zakresie), więc każdy klient im miły, szczególnie w dobie panoszącego się „piractwa” i ponoszenia miliardowych „strat”. Tak? To proszę spróbować kupić legalne pliki MP3 w iTunes Store, czy Amazon MP3 Downloads Oba te serwisy stosują dyskryminację regionalną, dzieląc konsumentów na tych, którym sprzedadzą na tych, którym nie sprzedadzą. Mnie to tak bardzo nie przeszkadza, dla mnie sklep może wybierać klientelę według dowolnych kryteriów, najwyżej ryzykuje utratą klientów, ale w naszym świecie walki z dyskryminacją, jakoś nie słyszałem o protestach w tej sprawie. Co innego, gdybym sobie zrobił sklep „Tylko dla Polaków”, wtedy na pewno „Wyborcza” pokazałaby mi, gdzie raki zimują i gdzie miejsce dla takich faszystów.

Ja oczywiście mogę domyślać się czym powodowana jest owa regionalizacja – najczęściej umowy licencyjne podpisywane są przez różne podmioty na różne terytoria, więc bywa, że ktoś tam ma gdzieś wyłączność, a internet za bardzo nie uznaje granic. Niemniej jednak, gdyby nie monopol, to w przypadku, gdy jeden sklep nie chce mi jakiegoś towaru sprzedać, to idę do konkurencji, która nie jest już taka wybredna w doborze klienta – konkurencja robi swoje. No ale IP to zaprzeczenie konkurencji, to monopol i chęć totalnej kontroli, oczywiście przy użyciu państwowego aparatu przymusu.

Tak naprawdę, to istnieje konkurencja także i tutaj, czyli sieć wymiany plików P2P. Nie chce mi iTunes sprzedać muzy i pozwolić mi wesprzeć moją kasą artysty (który dostanie okruszki z moich opłat, jeśli cokolwiek), to bez problemu większość z oferowanej muzyki można znaleźć gdzie indziej, gdzie nikt nikomu geograficznej lokacji nie sprawdza.

Monopol IP wsparty stosownym prawodawstwem pozwala na bezkarne zabawy w regionalizację płyt DVD i BD. Legalnie zakupiona płyta DVD staje się bezużytecznym śmieciem, gdy próbujemy ją odtworzyć w odtwarzaczu przeznaczonym dla innego regionu niż posiadana przez nas płyta. Wszystko w imię monopolistycznej kontroli nad rynkiem, w którym producenci decydują o cenach i dostępności, a konsument może co najwyżej się z tym pogodzić. Ale te same filmy na torrentach już nie mają tej niedogodności i nie chcą stosować się do misternych marketingowych planów regionalnych premier.

Pretekstem zaś do tego wpisu była chęć skorzystania z innego działu Amazon.com, sprzedającego tanio gry typu „casual”. Oferowano dziś do „sprzedaży” kilka tytułow w cenie $0, czyli za darmochę, więc pomyślałem, że skorzystam, najwyżej mi się nie spodobają. Wybrałem grę, wskoczyła do koszyka, cena $0 i niespodzianka – komunikat, że „restrykcje geograficzne nie pozwalają na sprzedaż tego produktu”. Proszę, proszę, za darmo, ale „Nur für Deutsche„… znaczy tylko dla Amerykanów.


Monumentalne projekcje


TPSA – profeska

W weekend zaczęła mi niedomagać Neostrada. Coś tam działało, ale wiele stron nie otwierało się, wideo nie ładowało się do końca i nie udawało się ściągnąć plików, nawet takich niewielkich. Dało się coś pooglądać, ale było ciężko. Postanowiłem zgłosić problem TPSA.

Postanowiłem jednak zrobić to jakoś nowocześnie, czyli poprzez system online. Problem w tym, że nie bardzo wiedziałem, gdzie na stronach TPSA są stosowne formularze. Zabrnąłem na stronę Neostrada.pl, a tam znalazłem mapę serwisu. Mapa ma odnośnik do „zgłoszenie awarii/uszkodzenia technicznego dla Klienta indywidualnego„, który jednakże wiedzie do strony „Wybrana strona nie została odnaleziona.”. Tam jest link do innej mapy serwisu, która działa lepiej, a przynajmniej interesujące mnie odnośniki są poprawne.

„Wybrana strona nie została odnaleziona.” zawiera prośbę o poinformowanie o fakcie natknięcia się na błędny odnośnik poprzez wysłanie mejla na adres webmaster@telekomunikacja.pl. Takoż uczyniłem, wskazując te dwa błędne odnośniki, które udało mi się znaleźć podczas mojej krótkiej zabawy z mapą serwisu. Zadowolony, że spełniłem dobry uczynek, zająłem się zgłaszaniem moich problemów, a tutaj niespodzianka – zwrotka od tepsianego postmastera:

This is an automatically generated Delivery Status Notification.

Delivery to the following recipients failed.

webmaster@telekomunikacja.pl

I bądź tu człowieku uczynny… Ale dziś sieć działa znacznie lepiej, więc może moje drugie zgłoszenie coś zdziałało.



  • RSS
  • Twitter
  • Soup.io
  • Facebook
  • LinkedIn
  • Picasa
  • Flickr
  • Vimeo