Koniec 2008 roku to także koniec forum Libertarianizm, a narodziny nowego Forum Libertarian. Długo decydowaliśmy się (taka nasza mała, tajna grupa) na ten ruch, gdyż stare miejsce generalnie działało, miało swoje stałe grono zwolenników, a i Google dobrze go spenetrowało. Niestety, problemy techniczne, problemy z hostingiem, a co za tym idzie, niepewna przyszłość forum spowodowały, że zdecydowaliśmy się stare forum przekształcić w archiwum i rozpocząć zabawę od nowa, w nowym miejscu.
Łatwiejsza do zapamiętania domena -libertarianizm.net, nowe oprogramowanie, no i pełen dostęp do danych rokuje dobrze na przyszłość. Niestety, nie udało się przenieść zawartości dawnego forum, gdyż nie mieliśmy dostępu do naszej bazy, a więc stare będzie pełnić rolę archiwum tak długo, jak będzie hostingowane. Oby jak najdłużej.
Oczywiście musimy się liczyć z drobnymi problemami wieku młodzieńczego, ale z pewnością uda się je szybko wyeliminować, bo teraz to my sprawujemy kontrolę nad oprogramowaniem napędzającym forum i możemy je swobodnie modyfikować i usprawniać. Stare forum nie dawało takich możliwości, ale spełniło niezwykle istotną rolę w wirtualnej konsolidacji ludzi o poglądach wolnościowych. Mam nadzieję, że nowe wciąż będzie ją pełnić.
Przy okazji rozdzielone zostały funkcje domen libertarianizm.net i libertarianizm.pl, które dawniej wskazywały to samo Polskie Wiki Wolnościowe. Teraz wiki dostępne jest jedynie poprzez domenę .pl, a forum poprzez .net. Google się pewnie ucieszy, bo nie lubi mirrorowania domen.
Pisałem kilka miesięcy temu o książkowej kolejce, która zamieniła mi się w pokaźną kupkę:
Coś tam z tej listy ubyło, choć niewiele, ale za to doszło parę pozycji. W takim tempie to i przez rok nie przeczytam. A wszystko wina iPoda, bo to on, a właściwie seriale, które na nim oglądam najczęściej wygrywają z dobrą książką.
Wertując w saloniku prasowym czasopismo „Strzał” z przykrością dowiedziałem się, że zmarł Krzysztof Wiszniewski – gorący orędownik prawa do skutecznej samoobrony (przy użyciu broni palnej, a jakże) i autor portalu giwera.pl, który zamieścił jeden z moich tekstów i wygenerował sporo ruchu na moim blogu.
Krzysztofa spotkałem tylko raz, na jednych z targów branżowych odbywających się w Warszawie, które zresztą odwiedziłem dzięki Jego uprzejmości. Pogadaliśmy chwilę i jakoś więcej okazji nie było, a szkoda. Brakuje takich ludzi, którzy nie tylko angażują się w dyskusje o prawie do posiadania broni, ale potrafią to robić trochę mniej bezkompromisowo niż robię to ja, ale jednak zdecydowanie. To spora strata dla wszystkich, którzy podzielają nasze poglądy w tej kwestii.
Druga i ostatnia część zapisu wideo ze spotkania z Davidem Friedmanem:
Pierwsza część jest tutaj.
Dwa dni temu upłynęła 15. rocznica publikacji gry Doom, dla mnie jednej z najlepszych gier wszechczasów, które praktycznie zapoczątkowała gatunek, który jest mi najbardziej bliski, czyli First Person Shooters.
Pamiętam, że gdy byłem młodym i początkującym twórcą gier komputerowych, i zobaczyłem zapowiedź tej gry, to stwierdziłem, że zrobienie czegoś takiego jest po prostu niemożliwe. A po paru miesiącach przekonałem się, że wszystko, co obiecano, zostało zrealizowane i nie potrzebny był do tego żaden przełom technologiczny, ale po prostu wiele sprytnych rozwiązań i tricków. Takich, które potem z powodzeniem udało się nam przenieść do naszych gier. To była lekcja, którą też często doświadczają inni, szczególnie programiści (patrz „There Ain’t No Such Thing as the Fastest Code„).
Aktualizacja: postanowiłem uczcić rocznicę i pograłem w weekend w Dooma II (mam wciąż stosowne pliki WAD), używając wersji ZDoom. To jest jednak wciąż świetna gra.
WordPress 2.7 już jest oficjalnie dostępny. Zainstalowałem i działa. Wtyczka Automatic WordPress Upgrade trochę pomogła, ale trochę też nie dała rady zostawiając bloga w trybie konserwacyjnym (pomogło nadpisanie wszystkich plików z dystrybucji). Spolszczenie u Kuby Zwolińskiego.
Główne zmiany po stronie administracji, ale ja akurat tam najwięcej czasu spędzam, więc się z nich bardzo cieszę. Ładnie jest.
Dziś część druga spotkania. Trochę chaotycznie i odbiegamy od tematu, ale zawsze:
IPN prowadzi akcję uściślania treści tablic pamiątkowych, polegającą na podkreślania niewygodnego dla wielu faktu, że wiele złego w naszym kraju poczas II Wojny Światowej poczynili Niemcy, a nie jacyś tam „naziści”. Okazuje się jednak, że na drodze stoją także prawa autorskie:
Zresztą wymiana tablic w całym kraju trwa od wielu lat. To proces żmudny, bo wadliwych tablic jest mnóstwo, a czasami w grę wchodzą także prawa autorskie
Jak widać prawa autorskie są tak skuteczne, że chronią nawet nieprawdę historyczną. Jak ktoś napisał kiedyś bzdurę na tablicy, to wciąż trzeba pytać go o pozwolenia na skorygowanie takiego „dzieła”.
Parę tygodni temu pisałem o zapędach Australii w cenzorowaniu internetu i czynionych tam stosownych planach. Tymczasem Wielka Brytannia, przodownik w wprowadzaniu w życie orwellowskich wizji, zabrała się do żwawo do roboty i przy udziale 6 największych dostawców internetu zaprowadziła internetową cenzurę. Oczywiście wszystko w trosce o dzieci, w walce z molestowaniem nieletnich i z dzieciecą pornografią. I jak się szybko okazało, zgodnie z przewidywaniami, oberwało się postronnym, a konkretnie Wikipedii.
Poza samym problem internetowej cenzury (zboki naprawdę wiedzą jak ją obchodzić), okazuje się, że jest to naprawdę niezły mechanizm to blokowania wolności słowa, gdyż sekretne są: mechanizm dodawania niebezpiecznych stron, ich aktualna i lista oraz sposób dokonywania korekt. Jak się coś na niej znajdzie, to nie od razu wiadomo, że tam jest, ani też nie wiadomo, jak się stamtąd wydostać. Ale przecież chodzi o dzieci!

















