David Friedman – wykład z Google

Przygotowując się do obróbki materiału z wystąpienia Davida Friedmana w Warszawie, natrafiłem na jego wykład z wizyty w Google. Odnosi się on głównie do jego książki „Future Imperfect” i jest bardzo ciekawy.

Szczególnie polecam jego wywód na temat „własności” intelektualnej i tego, co przyszłość nam w tej kwestii przyniesie. Pada też parę możliwych rozwiązań dla tych, którzy uważają, że reżim praw autorskich jest niezbędny także w przyszłości.


Koniec pewnej epoki

Nadszedł definitywny koniec pewnej epoki, a mianowicie koniec epoki kasety VHS. Firma JVC, jedyny obecnie producent samodzielnych magnetowidów VHS zapowiedziała zakończenie ich produkcji. Wciąż jeszcze będą one elementów zestawów combo (np. odtwarzacz DVD i magnetowid w jednym), ale to już resztówka.

Co ciekawe, w przeciwieństwie do odtwarzaczy DVD, które w promocjach kosztują znacznie poniżej 100 złotych, to magnetowidy nigdy tak nie staniały, nawet wtedy, gdy już było wiadomo, że to przestarzała technologia dla maniaków staroci. No i dobrze, że ich już nie ma. Teraz czas na kolej (tak, tę żelazną).


Koperta na CD metodą „na Słodowego”

Pan Słodowy prowadził za komuny program w telewizji „Zrób to sam”, gdzie radził jak samemu robić sobie różne przydatne i nieprzydatne rzeczy. Teraz nazywa się to z angielska DIY (Do It Yourself) albo nowocześniej „LifeHacking”. Generalnie to nie jest tematyka mojego bloga, ale czasem sobie wklejam takie rzeczy, aby wiedzieć gdzie ich szukać. Dziś jak sobie samemu zrobić kopertę na płytę CD (DVD, HD-DV, BD):


Komputer w oleju na poważnie

Kiedyś pisałem o eksperymencie polegającym na umieszczeniu całego komputera w oleju, który zapewnia niezmiernie skuteczne i ciche chłodzenie. Teraz ktoś postanowił zrobić z tego biznes i rozpoczyna produkcję czegoś takiego, za sporą kasę, ale też niezłe wykonanie i dość niezłą zawartość. Co ciekawe, mają na to patent, choć to przecież pomysł mało oryginalny i na pewno nie nowy.


Great Firewall of Australia

Rząd australijski zabrał się za heroiczne zadanie polegające na filtrowaniu nieodpowiednich treści dla wszystkich użytkowników w Australii. Oczywiście w trosce o dzieci, a jakże. Wszyscy dostawcy internetu, gdy już system ruszy, będą oferowali swoim użytkownikom możliwość blokowania stron nieodpowiednich dla dzieci albo będzie można się z tego systemu „wypisać”, gdy sobie tego nie życzymy. Problem w tym, że wypisanie się nie otworzy nieskrępowanego dostępu do wszystkich treści, ale jedynie przełączy użytkownika na inną listę zabronionych treści, gdzie mają znajdować się hosty zawierające treści, które australijski rząd uzna za nielegalne. No bo skoro są nielegalnie, to przecież żaden praworządny obywatel nie musi tam wchodzić, nieprawdaż? No a rząd ma obowiązek walczyć z rzeczami nielegalnymi.

Jakie będą kryteria, jeszcze nie wiadomo, ale jak za coś bierze się rząd, to na pewno spieprzy (niechcący albo celowo) i na indeksie znajdzie się sporo niewinnych stron (system omyłkowo blokuje około 1% legalnych stron). Zapewne zawędrują tam strony niepewne, niejasne, nieporządane, niemądre, nieciekawe, niepoprawne i takie, do których jakiś urzędas będzie miał zastrzeżenia. A wolność słowa? Po co ona komu, szczególnie w dalekiej Australii…


Kopiowanie jest naturalne

Cory Doctorow, pisarz science-fiction, tak mówi o powodach, dla których pozwala i popiera kopiowanie jego książek:

A teraz o powodach artystycznych. Jest dwudziesty pierwszy wiek. Kopiowanie nigdy, przenigdy nie stanie się trudniejsze niż jest obecnie (a jeśli tak się stanie, to dlatego że upadła cywilizacja, a wtedy będziemy mieli inne problemy). Dyski twarde nie staną się mniej poręczne, droższe i mniej pojemne. Sieci komputerowe nie staną się wolniejsze i mniej dostępne. Jeśli nie tworzysz sztuki z intencją, że będzie powielana, to nie tworzysz sztuki na miarę dwudziestego pierwszego wieku. Jest coś czarującego w tworzeniu dzieł, których nie chcesz powielać, w taki sam sposób, w jaki fajnie jest odwiedzić skansen i zobaczyć jak kowal w kuźni podkuwa konia. Ale ciężko uznać to za nowoczesne. Jestem pisarzem science-fiction. Moim zadaniem jest pisanie o przyszłości (jeśli mam dobry dzień), albo przynajmniej o teraźniejszości. Sztuka, której nie ma się dać kopiować jest z przeszłości.

Na koniec, spójrzmy na powody moralnie. Kopiowanie rzeczy jest naturalne. W taki sposób się uczymy (kopiujemy rodziców i ludzi wokół nas). Moje pierwsze opowiadanie, które napisałem w wielu sześciu lat, było ponownie opisaną ekstatyczną historią Gwiezdnych Wojen, która właśnie obejrzałem w kinie. A teraz internet – najskuteczniejsza w świecie maszyna kopiująca – jest praktycznie wszędzie, więc nasz instynkt kopiowania będzie odgrywał coraz większą rolę. Nie ma sposobu, aby powstrzymał swoich czytelników, a nawet gdybym spróbował, to byłbym hipokrytą, bo gdy miałem 17 lat nagrywałem taśmy składanki, kserowałem opowiadania i ogólnie kopiowałem na wszystkie możliwe sposoby. Gdyby był wtedy internet, to bym go używał do kopiowania jak by się tylko dało.

Nie ma sposobu, aby to zatrzymać, a ci, którzy próbują to robić, wyrządzają więcej szkód niż jacykolwiek piraci. Bezsensowna święta wojna przemysłu nagraniowego z ludźmi wymieniającymi się plikami muzycznymi (ponad 20 tysięcy fanów muzyki już podano do sądu i to nie koniec!) jest przykładem absurdalności prób wydobycia barwnika z basenu. Jeśli wybór jest pomiędzy zezwoleniem na kopiowanie, a byciem zbirem terroryzującym wszystkich w około, to wybieram to pierwsze.

Polecam uwadze naszym, krajowym pisarzom sci-fi



  • RSS
  • Twitter
  • Soup.io
  • Facebook
  • LinkedIn
  • Picasa
  • Flickr
  • Vimeo