Dziś moje domowe stado kotów zmalało do 2 sztuk, gdyż najstarsza starowinka, czyli 16-letnia kotka Mietka dokonała żywota.
I po tym smutnym wstępie, przechodzimy do równie niewesołuch zagadnień związanych z wolnością gospodarczą i wolnością w ogóle. Kotkowi należy się pochówek, choćby jakimś podwarszawskim lesie. Potrzeba jest łopata (szpadel), której ktoś, kto nie ma ogrodu po prostu w domu nie trzyma. Niby nie jest to problem, mieszkam niedaleko 2 hipermaketów budowlanych, więc można by było po drodze do lasu kupić stosowne narzędzie, a potem najwyżej go komuś podarować.
Niestety, kretyni na Wiejskiej, uznali, że to nie konsumenci i sprzedawcy mają decydować kiedy chcą dokonywać dobrowolnych transakcji, ale właśnie to oni - politycy - wiedzą lepiej ode mnie, kiedy będę potrzebował łopaty. Uchwalili więc prawo, które zabrania zabrania nam zaspokojania swoich potrzeb i robienie dobrowolnych interesów z tymi, którzy chcieliby takie potrzeby zaspokoić, w określone dni roku. Dziś właśnie jest taki dzień.
Powodów jest zawsze wiele: Bóg, rodzina, proletariat, ale tak naprawdę, chodzi o to, że mamy czuć, że jesteśmy niewolnikami, że ktoś za nas może decydować o tak wielu sprawach.
Wkurzyłem się. Gdybym był czarownicą, rzuciłbym na nich wszystkich urok. Z korzyścią dla wszystkich pozostałych.
















W Wielkiej Brytanii mają “bank holliday” - nikt spoza UK nie ma pojęcia kiedy się pojawia ani po co, czy dlaczego. Dla autochtonów to naturalne, że w niektóre poniedziałki nie mogą niczego kupić ani załatwić - w końcu przyzwyczaili się już chyba do tego, że po 22:00 nie da się alkoholu poza knajpą kupić, a w Szkocji (w Anglii jakiś czas temu zniesiono to prawo) mieszkanie z dwiema sypialniami wynająć mogą najwyżej dwie osoby, dwa małżeństwa lub jedna osoba i małżeństwo Living room się według nich do spania nie nadaje, więc spaliśmy nielegalnie. Polska to nie wyjątek, niestety - ucieczka (nawet do Ekwadoru) nie musi się okazać drogą do el Dorado.
A jednak nie jest to sprawa tak oczywista. Bo konsekwentnie należałoby także znieść wolne niedziele.
Nawiasem mówiąc, zasada prawna, że na równorzędnych drogach pierwszeństwo ma ten z prawej też jest ingerencją w swobodę umów.
Nie, to nie reductio ad absurdum - zarówno wolne niedziele jak i pierwszeństwo z prawej to jakaś tam odpowiedź państwa na realną potrzebę zorganizowania pewnych spraw.
Bo KIEDYŚ wypoczywać trzeba i KTOŚ musi pojechać pierwszy.
Jest po prostu wygodniej, jeśli na zasadzie pewnego konsensu (tak, z nieuniknioną opresją wobec opozycyjnej mniejszości) niektóre rzeczy są ustalone na zasadzie “BO TAK!”
O ile reguły (prawo) rozwiązujące konflikty (pierwszeństwo przejazdu) mają sens, to kwestia kiedy kto odpoczywa i robi interesy nie jest żadnym konfliktem. Możesz sobie odpoczywać okrągły rok, mnie nic do tego. Podobnie jak nic ci do tego, kiedy ja odpoczywam i robię interesy. Nie ma tutaj żadnego konfliktu.
To tak, jakby stwierdzić (to dopiero absurdum), że jak się ludziom nie nakaże odpoczywać w niedzielę, to będą pracować non-stop przez okrągły rok.
I nie ma nic wygodnego w tym, że ktoś na zasadzie jego widzimisię (bo tak), ustala kiedy ja mam wypoczywać, a kiedy kupić łopatę, czy pochować kota.
Ale wygodniej jest jednak, gdy wszyscy odpoczywają w ten sam dzień, razem zaczynają weekend i możesz się umówić do knajpy ze znajomymi w piątek wieczorem albo sobotę.
Próbujesz całkowicie kontestować istnienie takich rzeczy jak społeczność, zwyczaje (przyzwyczajenie), tradycja. A ponieważ sam nie jestem skłonny totalnie to wszystko odrzucic, tu jest kres mojego radykalizmu.
Jak wygodnie, to nie trzeba dekretować. Mnie tam najwygodniej w niedzielę zakupy robić, to może zrobić to pode mnie? Jak się chcę spotkać ze znajomymi, to się z nimi umawiam i nie potrzeba mi w tym rządu do pomocy.
Chrześcijanie odpoczywają w niedzielę, żydzi (islamiści?) w sobotę. Taka tradycja. Nie trzeba jej dekretować, bo i jak dekretem pogodzić tradycje wszystkich?
A ja w niedzielę mógłbym kupować u żyda.
Co do radykalizmu - każdy ma inny punkt, w którym sobie sam zakłada kajdany. Ja tam wolę być radykałem.
Nie mieszajmy do tego religii. Państwowo ustalonych wolnych dni nie zniesiono chyba nawet w KRLD.
O ile walkę Korwin-Mikkego z pasami bezpieczeństwa można rzeczywiście określić wolnościową, to występowanie przeciw niedzielom i świętom jest działaniem kontrkulturowym.
Dla wyjaśnienia - słowa “kontrkultura” nie używam tu pejoratywnie - co najwyżej z obawą konserwatysty związaną z hasłem “natura nie znosi próżni”. Ja tam lubię (i preferuję) swoją kulturę, być może wyłącznie z przyzwyczajenia i wychowania - dlatego jestem niechętny próbom jej zwalczania.
Nie jestem konserwatystą, więc nie jestem związany z kulturą, która nakazuje państwu decydować kiedy ludzie odpoczywają, a kiedy robią interesy.
Jestem przedstawicielem takiej kultury - kultury wolności - która pozwala jednostkom o tym decydować. Wedle swojej tradycji, religii czy upodobań.
Jest to oczywiście kontrkultura do kultury etatyzmu i zamordyzmu, nawet ubranej w konserwatywne łaszki.
R.I.P. Mietka! Kot z charakterem.
A co do Bank Holiday to mozna wszystko kupic. Bank Holiday to najlepszy moment na robienie zakupow, bo sa totalne wyprzedaze wszedzie. Zmakniete sa praktycznie tylko banki i urzedy panstwowe.
Przykro mi z powodu kota. Mi zwierzak padł 11 listopada, ale to było jakieś parę lat temu i wtedy nie było problemu z zakupem szpadla.
A ja nigdy nie miałem problemu z zakopaniem czegokolwiek. Gdy mi się złamie łopata, idę do szopy sąsiada.
Ja i sąsiad jesteśmy dziwnymi ludźmi. Gdy on czegoś nagle potrzebuje, to idzie do mojej szopy z narzędziami, a gdy ja, to do jego.
Widzę, kicia miała dobry gust do breloczków.
@tolep: “O ile walkę Korwin-Mikkego z pasami bezpieczeństwa można rzeczywiście określić wolnościową, to występowanie przeciw niedzielom i świętom jest działaniem kontrkulturowym.”
Przeciez to nie chodzi o walke przeciw swietom, ktore kazda spolecznosc sobie sama wybiera i “utradycyjnia” (u nas - niedziela, u Zydow - sobota, gdzie indziej - moze to jest wtorek?), tylko o przymus narzucania danego dnia jako wolnego dla wszystkich, zakaz pracy, itp. Dlaczego ktos chcacy miec wolna sobote z przymusu ma miec wolna niedziele? Panstwo powinno ingerowac, jak napisal Maciek, tylko wtedy, gdy dochodzi do konfliktu interesow, a nie samemu generowac konflikty. Jezeli sklepikarz chce sprzedawac lopaty w niedziele, to g… powinno panstwo obchodzic, dlaczego to robi.