Mam nowy komputer:
W zasadzie, ze względu na sprawy zawodowe, powinienem inwestować w konsole do gier, ale to pociąga za sobą lawinę dalszych wydatków (bo mam 17-letni telewizor, który zaraz będzie musiał stanąć w kolejce po dowód osobisty), na które nie mam ochoty. I tak większość czasu spędzam przed 22-calowym ekranem mojego peceta, więc zdecydowałem się w niego zainwestować, ostatecznie należy mi się nowy blaszak raz na kilka lat.
Teraz mam 2 rdzenie, które bardzo przydadzą się przy konwertowaniu filmów na iPoda, dyski przestaną się grzać, zapanuje cisza i spokój, a nawet będę mógł pograć w nowe gierki. Radochy co niemiara, dla mnie i kotów. Tylko żona nie jest szczęśliwa…
Firma Creative, producent popularnych kart dźwiękowych (i nie tylko), ostatnio niezbyt dbała o swoich klientów, głównie poprzez opieszałe publikowanie sterowników z nową funkcjonalnością. Szczególnie byli poszkodowani posiadacze systemu Windows Vista, gdzie sterowniki kart miały znacznie gorszą funkcjonalność niż ich odpowiedniki z Windows XP.
Niejaki Daniel_K, łebski hacker (w pozytywnym tego słowa znaczeniu), postanowił wyręczyć producenta i rozpoczął przerabianie sterowników w taki sposób, aby pojawiła się w nich zaginiona funkcjonalność. Robił to przez jakiś czas, ale najwyraźniej miarka się przebrała, bo oficjalnie został oskarżony o „kradzież”, oczywiście „własności intelektualnej” firmy Creative, która wezwała go do zaprzestania tego procederu.
I tutaj mamy jaskrawy przykład, że monopol IP prowadzi do podobnych efektów jak normalny monopol. Firma nie ma żadnego powodu, aby udoskonalać swoje sterowniki, ostatecznie może ze swą „własnością” robić to, co sobie tam zechce, w szczególności zabraniać innym jej udoskonalania. I pozamiatane.
To też doskonały przykład złego pijaru, który sobie zafundowała firma Creative, bo wiadomość o tej niewdzięczności obiegła cały świat i zagościła w większości technologicznych serwisów. Może nie dotrze ona do większości potencjalnych klientów firmy, ale zawsze niesmak pozostanie.
Zwycięstwo formatu Blu-ray zapewne na chwilę ucieszyło producentów w Hollywood. A to dlatego, że system ten ma dodatkową warstwę zabezpieczeń, zwaną BD+, która do niedawna uchodziła za bezpieczną. Od wczoraj po sieci krążą informacje, że firmie SlySoft, producentowi użytecznego programiku AnyDVD, udało się pokonać i to zabezpieczenie. Fakt ten potwierdzał spory wysyp filmów HD, które zdawały się pochodzić właśnie z tak zabezpieczonych dysków Blu-ray. Co prawda zabezpieczenie można zmieniać w przyszłych tytułach, ale będzie wymagać aktualizacji oprogramowania odtwarzaczy, więc nie jest operacją prostą i chętnie przyjmowaną przez użytkowników. Tego wyścigu Hollywood nie jest w stanie wygrać, ale oni wciąż tego nie rozumieją.
Ktoś zadał sobie trud skonfrontowania 100 produktów z ich zdjęciami reklamowymi. Bywa różnie, ale nie zawsze aż tak źle.
Skończyła się wojna formatów (HD-DVD vs Blu-ray), skończyła się też konkurencja. A brak konkurencji, to zwyżka cen, co właśnie daje się zauważyć w odniesieniu do odtwarzaczy Blu-ray. Nieubłagane reguły ekonomii.
Nie dość, że rosną ceny odtwarzaczy Blu-ray, to dostępne na rynku modele (z wyjątkiem konsoli PS3) zostaną wkrótce zastąpione nowszymi modelami, które będą zgodne z specyfikacją 2.0 formatu BD. To nie jest czas na zakup, zdecydowanie.
Pewien brytyjczyk zrobił sobie ciekawą ogrodową altankę. Satelitarna telewizja HD, komputer, konsola do gier, ekspres do kawy, lodówka na browar plus wygodny fotel. I święty spokój.
Jakiś czas temu zakręciłem się i opublikowałem moje stare (vintage) gry na bardzo liberalnej licencji Creative Commons. Głównie chciałem, aby ludzi sobie mogli legalnie i bez wyrzutów sumienia (bo nie każdy ma tak nieczułe sumienie w tej kwestii, jak mam ja) w nie pograć. Licencja także pozwala na modyfikacje i adaptacje tych gier, choć nie ułatwiam nikomu tego zadania, bo nie opublikowałem kodów źródłowych.
Wczoraj dowiedziałem się, że ktoś jednak postarał się i wykonał grę Heartlight w wersji na przenośną konsolę PSP. I bardzo ładnie, cieszę się, że licencja CC działa i ludzie korzystają ze swobody przez nią oferowanej.
Wojewódzki Sąd Administracyjny wydał wyrok, który stwierdza, że faktura przesłana klientowi elektronicznie (np. w formie PDFa) i wydrukowana u niego fakturą nie jest. I już. Bo faktura elektroniczna to co innego (podpis elektroniczny i takie tam). Tak więc, gdy ktoś dokonuje takiej operacji, dopuszcza się zapewne przestępstwa karno-skarbowego.
Być może sąd nie mógł stwierdzić inaczej, bo rzeczywiście definicja faktury elektronicznej jest określona i nie spełnia jej przesłany mejlem PDF. Z drugiej jednak strony, ten PDF to jedynie sposób zakodowania informacji w drodze do drukarki. Przecież dla każdego rozgarniętego człowieka nie ma różnicy pomiędzy fakturą wydrukowaną na miejscu u wystawcy, a następnie dostarczoną odbiorcy osobiście, przez wytresowanego psa, gołębia poczytowego, dyliżansem, kurierem rowerowym czy w bardziej tradcyjny sposób: pocztą państwową, a fakturą wydrukowaną zdalnie, u odbiorcy, z użyciem udostępnionej drukarki, lub poprzez wirtualną sieć prywatną (VPN), albo pulpit zdalny z użycie oprogramowania odbiorcy, albo po prostu z dostarczonego pocztą elektroniczną pliku w uzgodnionym formacie.
Można przedstawić sądowi kilkanaście faktur dostarczonych odbiorcy w każdy z wymienionych tu sposobów i są nie będzie w stanie ich odróżnić. Czy sąd nie ma co robić? Po co tworzyć prawną fikcję?
Watykan, a właściwie Penitencjaria Apostolska ogłosiła niedawno aktualizację listy grzechów głównych (śmiertelnych), dodają siedem nowych, bardziej na czasie, z socjalnym smaczkiem:
- „Bioetyczne” przewinienia, np. antykoncepcja
- „Moralnie wątpliwe” eksperymenty, np. badanie komórek macierzystych
- Nadużywanie narkotyków
- Zanieczyszczanie środowiska
- Przyczynianie się do zwiększania rozdziału pomiędzy biednymi i bogatymi
- Nadmierne bogactwo
- Tworzenie biedy
Niestety, nie udało mi się odnaleźć pełniejszej listy, a dokładniej jakiegoś szerszego opisu, co tak naprawdę stoi za tymi definicjami. Może kiedyś. O ile za niektórymi propozycjami wydaje się stać jakiś przekonywający mnie sens, to jednak socjalne skrzywienie jest aż za bardzo widoczne.
Punkty 5, 6 i 7 to w zasadzie jedna, czerwona kategoria. Zanieczyszczenie środowiska to rzeczywiście niedobra rzecz, ale zaraz grzech śmiertelny? A wolno nie wierzyć w globalne ocieplenie, czy od razu ognie piekielne? Myślę, że nadużywanie narkotyków daje się podciągnąć pod tradycyjne łakomstwo.
Pozostaje pytanie, czy można jakoś nie instalować tej aktualizacji i grzeszyć według starej, całkiem niezłej listy?
Kocich opowieści ciąg dalszy:

















