Tylko 2 ciekawostki. Moje zdjęcie “fasolki” w Millenium Park w Chicago, mam nadzieję, że nie sprowadzę nim na siebie gniewu kopyrajtowych gestapowców, bo nie wiem jaki jest aktualny stan ochrony tego obiektu:
Ron Paul jest dość popularny. W sondażach telewizyjnych tego może nie daje się zauważyć, ale byłem zdziwiony dość licznymi przejawami poparcia dla jego kandydatury, jak choćby ten:
Niejaki Marko na swoim blog wyjaśnia dlaczego:
Istoty ludzkie mogą traktować się na dwa sposoby: przy użyciu rozumu lub siły. Jeśli chcesz czegoś ode mnie, masz do wyboru albo przekonać mnie argumentami, albo przymusić mnie do tego, czego chcesz, grożąc użyciem przemocy. Każda interakcja pomiędzy ludźmi podpada pod jedną z tych kategorii, bez wyjątków. Umysł albo siła.
W moralnym i cywilizowanym społeczeństwie ludzie współdziałają wyłącznie dzięki przekonywaniu się nawzajem. Siła nie jest uznawaną metoda stosunków społecznych, a jedyną rzeczą, która wyklucza stosowanie siły to posiadana przez jednostki broń palna, jakkolwiek by się to wydawało paradoksalne.
Gdy mam broń, nie możesz traktować mnie przy użyciu przemocy. Musisz użyć rozumu i próbować mnie przekonać, bo mam sposób, który neutralizuje zagrożenie z twojej strony, czy też faktyczne użycie siły. Pistolet to jedyna broń osobista, która zrównuje 45-kilową kobietę ze 100-kilowym napastnikiem, 75-letniego emeryta z 19-letnim gangsterem, oraz samotnego homoseksualistę z samochodem pełnym nawalonych facetów z kijami baseballowymi. Pistolet usuwa nierówności w przewadze psychicznej, w rozmiarze, czy w liczebności pomiędzy potencjalnymi napastnikami a ofiarą.
Jest wielu, którzy uważają pistolet za źródło złych sił. To są ci ludzie, którzy myślą, że będziemy bardziej ucywilizowani, gdy broń palna zostanie usunięta ze społeczeństwa, gdyż inaczej ułatwia ona działanie bandytom. To, rzecz jasna, jest prawdą o tyle, o ile potencjalne ofiary bandytów są przeważnie nieuzbrojone, z własnego wyboru albo na mocy prawnego nakazu - ale nie jest, gdy potencjalne ofiary są uzbrojone. Ludzie, którzy chcą ograniczenia dostępu do broni automatycznie dopraszają się o rządy młodych, silnych i licznych, a to jest dokładne przeciwieństwo ucywilizowanego społeczeństwa. Bandyta, nawet ten uzbrojony, może cieszyć się dostatnim życiem tylko wtedy, gdy państwo udzieli mu monopolu na stosowanie przemocy.
Zawsze jeszcze jest argument, że pistolet czyni śmiertelnymi te konfrontacje, które inaczej kończyłyby się jedynie obrażeniami. To złudna argumentacja, z wielu powodów. Gdy w grę nie wchodzi broń, konfrontacje wygrywają strony fizycznie dominujące, czyniące przeważające obrażenia przegranym. Ci, którzy myślą, że pięści, kije czy kamienie nie są śmiertelnymi narzędziami, oglądają za dużo telewizji, gdzie aktorzy dostają porządnie w kość i wychodzą z tego najwyżej z krwawiącą wargą. To, że pistolet pozwala na łatwiejsze użycie śmiertelnej siły działa wyłącznie na korzyść słabszej ofiary, a nie mocniejszego napastnika. Gdy obie strony są uzbrojone, poziom jest wyrównany. Pistolet to jedyna broń, która jest tak samo śmiertelna w rękach osiemdziesięciolatka, jak i osiłka. Po prostu nie działałaby jako wyrównywacz możliwości, gdy nie była zarówno śmiertelna, jak i łatwa w użyciu.
Gdy noszę broń, robię to nie dlatego, że szukam zwady, ale dlatego, że nie chcę być niepokojony. Pistolet przy mym boku oznacza, że nie można mnie zmusić, trzeba mnie przekonać. Nie noszę go, bo się boję, ale dlatego, że pozwala mi się nie bać. On nie ogranicza tych, którzy chcą ze mną dogadać się przy pomocy argumentów, ale tylko tych, którzy chcieliby zrobić to siłą. Usuwa przemoc z nierówności… i dlatego noszenie broni to akt ucywilizowania.
Tyle przed tygodniową wycieczką do “krainy wolnych”, czyli USA. Na dodatek zaliczyłem awarię komputera i spore straty w danych i sprzęcie, więc końcówka roku nie będzie zbyt płodna - zajmę się ratowanie tego, co się da. To mnie także coraz bardziej przekonuje do trzymanie kopii zapasowych online.
Serwis Junkscience.com przygotował ciekawą listę zielonych hipokrytów, czyli znanych “obrońców przyrody”, którzy straszą nas globalnym ociepleniem i zagładą, nawołując do powrotu do czasów kamienia łupanego. Zazwyczaj ci sami, którzy mają gęby pełne frazesów nt. konieczności rezygnacji z przyjemności, które zapewnia nam rozwinięta cywilizacja techniczna, bez kompleksu z tych przyjemności korzystają.
Pod adresem Libertarianizm.net uruchomiliśmy właśnie nowe libertariańskie wiki. Ma to być docelowo nowoczesna, dynamiczna i regularnie aktualizowana witryna polskiego ruchu wolnościowego.
Na początek chciałbym, aby udało się przenieść maksimum treści obecnie prezentowanych na stronie Libertarianizm.pl, aby scalić obie te witryny w jedną, napędzaną mechanizmem Dokuwiki. Próbowałem rozmaitych rozwiązań CMS, ale końcowy wybór padł właśnie na wiki, ze względu na łatwość tworzenia zawartości i możliwości późniejszych nieskomplikowanych modyfikacji struktury prezentacyjnej. Bo najgorzej, gdy mamy zaawansowany CMS, w którym nikt nic nie umie zrobić.
Mam nadzieję, że nie będę jedynym kontrybutorem tego przedsięwzięcia, wszak wiki powstaje dzięki użytkownikom. Polskich wolnościowców w internecie jest sporo, więc będą mieli okazję trochę podziałać na rzecz idei.
Jesteś właścicielem małej firmy z kilkoma pracownikami, chciałbyś mieć pocztę elektroniczną w swojej domenie, ale nie masz ani chęci, ani wiedzy, aby wybierać hosting, konfigurować serwery, itp? Chciałbyś bez żadnych inwestycji pozwolić pracownikom korzystać z poczty, wspólnego kalendarza, a nawet wspólnie redagowanych dokumentów? Skorzystaj z potęgi firmy Google i usługi Google Apps for Your Domain. Po polsku z Aplikacji Google.
Wystarczy, że zarejestrujesz swoją własną domenę i o resztę zatroszczy się Google. Jeśli swoją domenę odpowiednio “podepniesz” do systemu Google, będziesz mógł korzystać z pakietu aplikacji Google: Gmaila (poczty), Dokumentów, Kalendarza, Strony początkowej, Google Talka, no i Kreatora stron WWW. Za jednym zamachem możesz korzystać online z tych wszystkich usług w ramach swojej domeny, tak jakby Google przyszło i zainstalowało te wszystkie aplikacje na twoim hostingu. Z tą jednak różnicą, że nie potrzebujesz kosztownego hostingu, a i te aplikacje nic nie kosztują. W ramach edycji standardowej możesz mieć w swojej domenie zarejestrowanych 100 użytkowników. Coś dla małej firmy, szkoły, przedsiębiorstwa, rodziny czy grupy znajomych.
A teraz po kolei. Musisz mieć własną domenę. Ja na potrzebny mojej działalności biznesowej zarejestrowałem i używam domeny miasik.biz. Mimo że dysponuję własnym hostingiem, jestem także gorącym zwolennikiem aplikacji online oferowanych przez Google. Doceniam sobie wygodę użytkowania, dostępność z dowolnego miejsca oraz możliwość współpracy z innymi nad dokumentami i arkuszami. Dlatego też bez wahania podłączyłem swoją domenę do Google.
Rejestracja domeny to koszt maksymalnie kilkudziesięciu złotych rocznie. Ważne jednak, aby zarejestrować ją w takiego rejestratora, który potem pozwala nam konfigurować zapisy DNS własnej domeny. Nie każdy na to pozwala, więc warto się najpierw dobrze rozejrzeć. Ja mam domenę międzynarodową zarejestrowaną w USA, więc nie miałem z tym problemów - i tani i możliwości konfigurowania spore. Z polskich rejestratorów mogę polecić ovh.pl , w którym także mam domenę i mogę definiować dla niej wszystkie wpisy DNS. Dokonywanie odpowiednich wpisów w DNS to najbardziej techniczna i skomplikowana część całego procesu. Gdy mamy to za sobą i uaktywnimy wszystkie usługi, możemy korzystać z aplikacji.
Prawie każda z oferowanych w pakiecie aplikacji jest dostępna dla każdego użytkownika systemu Google, czyli takiego, który kiedykolwiek zarejestrował się w Google i ma, na przykład, własną startową stronę wyszukiwania. Posiadania jednak tych wszystkich programów w naszej własnej domenie znacznie upraszcza zarządzanie i użytkowanie.
Na początek Gmail. Każdy z użytkowników w naszej domenie może mieć miał adres mejlowy w tejże domenie. Na przykład ja mogę stworzyć 100 adresów w domenie miasik.biz. Każdy z użytkowników dysponuje dokładnie takim samy interfejsem jak ten oferowany przez Gmail. Do tego ponad 5GB miejsca na pocztę (ja zużywam z tego na razie 3%), a pojemność konta stale rośnie. Każdy, kto korzysta z Gmaila, wie jaki to fajny system. Odkąd przesiadłem się na Gmaila przestałem używać innych klientów poczty elektronicznej, bo i po co? Dla mnie, który wciąż nie przepada za pocztą w HTMLu , to i tak za wiele. Poczta, oczywiście, dostępna jest przez prosty adres: mail.miasik.biz (w przypadku mojej domeny) - wystarczy podać nazwę użytkownika i hasło, aby się do niej dostać.
Następnie dobrze jest mieć kalendarz. To bardzo wygodne narzędzie, szczególnie gdy możemy w ramach domeny udostępniać sobie wzajemnie kalendarze i wtedy każdy użytkownik naszej domeny może zobaczyć, jakie kto ma zaplanowane zajęcia i spotkania. Kalendarz Google powiadamia o nadchodzących spotkaniach SMSem, więc nie musimy nawet siedzieć przy komputerze, aby być na bieżąco z tym, co nas czeka.
Dzięki Google możemy też szybko stworzyć witrynę WWW naszej domeny, coś w rodzaju wizytówki, bo na wiele więcej aplikacja nie pozwala. Wielu mikrofirmom to zupełnie wystarczy, a minimalna strona z danymi kontaktowymi i ofertą dla potencjalnych klientów jest czymś znacznie lepszym niż płatny wpis w wielu serwisach i katalogach. Tworzenie strony odbywa się w zupełnie wizualny sposób, który nie wymaga praktycznie żadnej wiedzy na temat HTMLa i tworzenia stron WWW. Po prostu kreujemy dokument, który może być dostępny dla wszystkich pod adresem naszej domeny (patrz www.miasik.biz).
Dokumenty Google to edytor tekstu oraz arkusz kalkulacyjny pozwalający na tworzenie niezbyt rozbudowanych dokumentów. Nic to specjalnego, dość daleko im do pakietów biurowych pełną gębą (Open Office, MS Office), ale nie w tym tkwi siła tego system - chodzi o możliwość łatwego udostępniania dokumentów innym użytkownikom oraz możliwość jednoczesnej edycji tego samego dokumentu przez wielu ludzi. Nie musimy przesyłać sobie nawzajem pism czy kalkulacji z prośbami o opinię, weryfikację czy zmiany. Wystarczy udostępnić dokument (link) innym użytkownikom naszej domeny, by mogli się z nim zapoznać, albo nawet zaprosić ich do grona redaktorów, którzy będą mogli dokumenty zmieniać. Co więcej, Google zapamiętuje historię zmian, dzięki czemu można prześledzić, co zostało zmodyfikowane i kto tego dokonał. Koniec z dokumentami krążącymi po skrzynkach pocztowych, w różnych, często bardzo odmiennych wersjach. Nie trzeba pytać, kto ma najnowszą wersję danego arkusza, gdyż najnowsza wersja znajduje się zawsze w tym samym miejscu - na serwerach Google dostępnych poprzez naszą domenę.
Strona startowa to odpowiednik własnej strony iGoogle - zamiast standardowej strony wyszukiwarki możemy mieć spersonalizowaną stronę, która może zawierać wiele dodatkowych elementów: listą najnowszych wiadomości mejlowych, nasz kalendarze, wieści z różnych portali, pogodę, szybki notatnik i wiele innych.
Ostatnim elementem jest Google Talk. Komunikator poprzez przeglądarkę WWW. Nie korzystałem jeszcze w jego wersji domenowej, ale domyślam się, że nie odbiega od specjalnie od Google Talka znanego mi z Gmaila. Trudno mi coś tutaj powiedzieć specjalnego.
Taki to właśnie pakiet oferuje nam Google. Naprawdę, aż grzech nie skorzystać. Oczywiście, nie ma obowiązku korzystać ze wszystkich programów w pakiecie - jeśli chcemy mieć trochę bardziej rozbudowaną witrynę WWW, nic nie stoi na przeszkodzie, aby tak było, pod warunkiem, że ktoś tę witrynę wykona i gdzieś zostanie zahostowana . Skorzystanie z pozostałych programów to czysta korzyść. Dzięki temu możemy w wielu wypadkach zaoszczędzić wydatków na oprogramowanie biurowe - możliwości poczty, kalendarza, czy też dokumentów są wystarczające dla wielu zastosowań. Oczywiście ten wpis stworzyłem w Dokumentach Google, a jakże. Tyle ode mnie, a jak ktoś ciekaw, nie poczyta, jak Google zachwala swój produkt:
Proste, wszechstronne narzędzia komunikacji i pracy zespołowej dla każdej instytucji. Bez problemów i kosztów.
Google kiedyś przejmie władzę nad światem. Nie zdziwię się, przecież wkrótce będą wiedzieli o mnie wszystko.
Sympatyczne wideo po angielsku. Dla wszystkich fanów Che:
W środku rozmowa z Humberto Fontovą, którego teksty można znaleźć u mnie: tutaj i tutaj.
Drew Carey, gwiazda i twórca znakomitego sitcomu “Drew Carey Show” jest gospodarzem telewizyjnych programów dokumentalnych publikowanych w Reason.tv “telewizyjnym” oddziale wolnościowego czasopisma “Reason“. Drew Carey od dawna deklaruje się jako libertarianin, co jest w kręgach mediów dość rzadkim przypadkiem. W swoich programach na łamach Reason.tv Drew zajmuje się propagowaniem wolnościowych rozwiązań różnych aktualnych problemów dotykających amerykańskich widzów.
Chciałbyś mieć ładnie zaprojektowaną stronkę WWW, ale nie starcza talentu i zdolności? Skorzystaj z oferty wolnego oprogramowania. Open Source Web Design oferuje ponad 2000 projektów stron WWW, które można wykorzystać dla własnych celów. Wiele bardzo ładnych projektów, które przy odrobinie znajomości PHP można przerobić na efektowne szaty graficzne WordPressa.
















