Znów temat powraca, ale tym razem we Włoszech. Ponoć cichutko szykuje się tam prawo, które będzie wymagało rejestracji stron internetowych i blogów. Bo przecież nie może tak być, że każdy sobie może coś tam publikować – trzeba nad tym zapanować! Wolność słowa, wolnością, ale prawo musi być po właściwej stronie.
Ponieważ od paru dni intensywnie rejestrują mi się dziwni użytkownicy, zablokowałem możliwość rejestracji, bo wygląda to na atak spambotów. Przy okazji usunąłem trochę użytkowników – może ucierpi na tym ktoś prawdziwy, ale trudno. Przydałoby się, aby WordPress miał jakieś minimalne zabezpieczenie przed automatycznym rejestrowaniem się.
Cyfrowe aparaty fotograficzne oprócz robienia zdjęć (nieruchomych) bardzo często funkcjonują jako kamery, rejestrujące obrazy ruchome, czyli filmy. To taka dodatkowa funkcja, przez wiele lat odbiegająca od tego, co oferowały kamery specjalnie przeznaczone do rejestracji filmów. Z biegiem czasu, z postępem technologicznym, funkcja kamery w aparacie uległa znacznemu ulepszeniu: rozdzielczość, ilość zapisywanych na sekundę klatek, zdolność do rejestracji długich sekwencji. Wydawałoby się, że tylko się cieszyć.
Tak, ucieszyły się brukselskie biurwy i zadekretowały, że aparat cyfrowy, który pozwala na rejestrację ponad 30 minut materiału wideo, w minimum 23 klatkach na sekundę, kwalifikuje się jako kamera, a więc musi zostać opodatkowany wyższą stawką. Hurra! Dzięki temu europejczycy będą cieszyć się tańszymi aparatami, ale o ograniczonych możliwościach rejestracji filmów, albo droższymi z pełną funkcjonalnością, tylko dlatego że jakiś urzędnik tak zadecydował. Postęp w podatkach i biurokracji także musi być.
Mieszkanie w Warszawie ma sporo ujemnych stron. Jedną z nich jest brak znajomych z domami, w ogródkach których można sobie pogrillować. Sezon może nie był całkiem stracony, bo udało mi się z kumplami z pracy zagrillować parokrotnie na parkingu przed naszą fabryką. Oczywiście jedynie w weekendy, gdy parking był wolny, a my w pracy.
Całe lato jednak żałowałem, że nie mogę kupić naprawdę poręcznego grilla składanego, który nie będzie wymagał skręcania i innych skomplikowanych operacji, i do tego kosztował rozsądne pieniądze. Sezon minął, a ja znalazłem fantastyczny składany grill, który w momencie złożenia zamienia się w całkiem płaską konstrukcję z wygodnym uchwytem. Coś, co bez problemu można wrzucić do bagażnika i zabrać ze sobą w dowolne miejsce. Do nabycia na razie za granicą, ale skoro już wiem, że coś takiego istnieje, to go jakoś kupię i będę przygotowany do następnego sezonu.
Kiedyś kupowało się aparat fotograficzny, ładowało do niego film i robiło zdjęcia. Potem nadeszła era aparatów cyfrowych. Kupowało się je, płacąc sporo więcej, kupowało kartę pamięci (też nie tanią) i robiło zdjęcia. W sumie okazywało się, że to taniej, łatwiej i przyjemniej, ale wciąż była to normalna czynność, jak zakup wora ziemniaków. Kupuje się je i nikogo, a już z pewnością sprzedawcy nie obchodzi, co z tymi ziemniakami zrobimy. A przecież gama zastosowań jest spora i nie wszystkie z nich mogą być przecież legalne. Ale kupując te ziemniaki nie musimy podpisać lojalki, że nic niecnego z nimi nie zrobimy.
Z aparatami już nie jest tak łatwo, jak się niedawno przekonałem, na szczęście nie na swojej skórze. Otóż, gdy zechcemy sobie sprawdzić specjalną wersję aparatu firmy Fuji, który umie trzaskać fotki w podczerwieni i ultrafiolecie, to zostajemy przy tym zakupie niejako przymuszeniu do akceptacji Licencji Użytkownika Końcowego Firmaware’u tegoż aparatu. A w warunkach tejże licencji zobowiązujemy się, że użyjemy aparatu jedynie w konkretnych celach (wymienionych), a już na pewno nie do celów nieetycznych, naruszających prywatność, czy ocierających się o zachowanie paparazzi.
Witaj nowy, wspaniały świecie wszechobecnej „własności” intelektualnej. Dobrze, że na razie kupując samochód, nie musimy zaakceptować licencji na oprogramowanie komputera pokładowego, która zabroni nam przekraczać prędkość, czy uprawiać w nim przygodny seks…
Gra się tłoczy, premiera wkrótce, warto ją zareklamować. Auto mało wypaśne, ale własne, choć teraz wyglądam na przedstawiciela handlowego. Co tam, nie mam się czego wstydzić.
Niniejszym ogłaszam naturalną śmierć bloga Copyfight.pl. Nie udało mi się przyciągnąć do niego więcej autorów, a sam miałem spore trudności z utrzymaniem nawet swojego bloga. Od kwietnia 2007 nic się tam nie zadziało. Jak widać, co za dużo, to niezdrowo.
Tak, czy inaczej, dziękuję tym, którzy próbowali, szczególnie tym, którzy wsparli mnie finansowo.
Hosting przestanie wkrótce działać, a domena z jakiś czas wróci do puli dostępnych domen i niech bierze, kto chce.
Mini-portal Libertarianizm.pl powrócił do grona żywych. Dla przypomnienia, stał się on ofiarą (collateral damage) umorzonego niedawno śledztwa przeciwko Jackowi Sierpińskiemu. Zawartość portalu została przywrócona na innym hostingu, tym razem poza granicami kraju, gdzie usunięcie go powinno wymagać czegoś więcej niż tajemniczy telefon z prokuratury.
Na razie przywrócona została stara zawartość, ale w najbliższym czasie zostanie ona przeniesiona na nowoczesny, dynamiczny system CMS, dzięki czemu znacznie ułatwione zostanie aktualizowanie zawartości. Na czas operacji uruchomienia nowego serwisu musimy cieszyć się tym, co mamy.
Dziś nastąpiła kolejna, poważna erozja już prawie nie istniejącej wolności w Zjednoczonym Królestwie. Wchodzi właśnie w życie prawo nakazujące, po groźbą 5 lat za kratami za „utrudnianie”, przekazywanie na żądanie policji lub wojska kluczy dostępowych do zaszyfrowanych danych.
Jest to szczególnie groźne w sytuacji, gdy samo fałszywe oskarżenie o posiadanie zaszyfrowanych danych może owocować żądaniem, którego nie sposób spełnić – szczególnie gdy nie mamy zaszyfrowanych danych. To ci dopiero fajny mechanizm do usuwania niewygodnych…
Sama koncepcja, aby kluczami dzielić się z urzędnikami państwowymi, nie cieszy się też wielkim poparciem wielkiego biznesu, który nie po to szyfruje swoje dane, aby dawać do nich klucze tym, których najłatwiej skorumpować.

















