Miasik.net i iPod touch

Fajny gadżecik. Gdyby jeszcze był w pełni otwarty…


Dobre trackery

MediaDefender to firma, która na zlecenie karteli medialnych zajmuje się “zatruwaniem” sieci P2P fałszywymi wersjami poszukiwanych plików. Stała się właśnie bohaterem niezłego skandalu, gdy wyciekło spore archiwum mejli, które dość jasno obnaża mechanizmy działania firmy. Co gorsza, nieudolne akcje mające na celu powstrzymywanie rozpowszechniania tej poczty w sieciach P2P spowodowały działanie dokładnie odwrotne od zamierzonych. Jak ktoś ciekawy, może sobie je przejrzeć i poczytać na specjalnej stronie MediaDefenders-Defenders. Sama afera jest dość ciekawa, polecam zaguglować i poczytać, ale nie o tym chciałem.

Wrzucanie fałszywek przynosi rozmaite efekty. Okazało się, że niektóre trackery doskonale sobie radzą z taką działalnością i nie dopuszczają do swoich zasobów torrentów z fałszywkami. Różnie to bywa, ale właśnie dzięki informacjom ujawnionym w poczcie MediaDefendera, ktoś zrobił przykładową statystykę (na jedynym wybranym filmie):

  • Mininova 0%
  • NewTorrents 0%
  • TorrentReactor 0%
  • PirateBay 0%
  • Underground 0%
  • BiteNova: 100%
  • Bittorrent.am 27%
  • Btjunkie 20%
  • Btmon 15%
  • BushTorrent 100%
  • ExtraTorrent 47%
  • Fenopy 100%
  • FlixFlux 23%
  • FullDLS 32%
  • IsoHunt 100%
  • Meganova 100%
  • Monova 35%
  • MyBittorrent 91%
  • Novatina 98%
  • Snarf-it 74%
  • TorrentBox 32%
  • TorrentLocomotive 47%
  • TorrentPortal 100%
  • TorrentSpy 4%
  • TorrentValley 77%
  • TorrentView 27%
  • Torrentz 22%
  • WorldNova 97%
  • Yotoshi 92%

100% oznacza, że wszystkie torreny z wybranym filmem było fałszywe, a 0%, że wszystkie kopie filmu zawierały to, czego się spodziewaliśmy. Teraz wiemy, z których trackerów korzystać. Oczywiście to jedynie drobny test, w którym pozycja The Pirate Bay wydaje się wątpliwa. Ja osobiście polecam NewTorrents.


Dzień celnika

Dziś dzień celnika. Błe, ale straszny pomysł. I jeszcze podpięli do tego jakiegoś świętego. Ja celnikom życzę (podobnie jak poborcom podatkowym, którzy też kiedyś obchodzą jakiś swój dzień), aby dopadła ich jakaś kosmiczna zaraza i wybiła. Razem z ekipą na Wiejskiej i we wszystkich urzędach. Czy nie tak powinno się tępić szkodników? Biotechnologią?


Szczypta ociepleniowej herezji

Freeman Dyson popełnił ciekawy tekst “HERETICAL THOUGHTS ABOUT SCIENCE AND SOCIETY“, traktujący o globalnym ociepleniu i nieustannej konieczności kwestionowania prawdziwości tego, co ogół naukowego (i nienaukowego) świata uznaje za niepodważalne. Tekst jest po angielsku, a na zachętę przytoczę przetłumaczony fragment:

Pierwszą z mych herezji będzie stwierdzenie, że całe to zamieszanie dotyczące globalnego ocieplenia jest ogromnie przesadzone. Tym samym staję w opozycji do świętego bractwa ekspertów od modeli klimatycznych i tłumów omamionych obywateli, którzy wierzą w cyfry przewidywane przez komputerowe modelowanie. Jasne że, nie mam stopnia naukowego z meteorologii, i jak twierdzą, tym samym nie mam kwalifikacji do wypowiadania się w tej sprawie. Niemniej jednak, studiowałem modele klimatyczne i wiem, co potrafią. Modele obliczają równania dynamiki płynów i świetnie nadają się do opisywania płynnych ruchów atmosfery i oceanów. Nie nadają się jednak do opisywania chmur, ziemi, chemii oraz biologii pól i lasów. Nawet nie zaczęły opisywać świata, w którym żyjemy. Prawdziwy świat jest błotnisty, brudny i pełen rzeczy, których jeszcze nie rozumiemy. O wiele łatwiej naukowcowi siedzieć w klimatyzowanym pomieszczeniu nadzorując obliczenia modeli komputerowych niż wdziać zimowe ubranie i pomierzyć to, co dzieje się na zewnątrz, na bagnach i wśród chmur. Dlatego właśnie eksperci od modeli klimatycznych w końcu zaczynają wierzyć swym modelom.

Dyson w tym tekście zwraca uwagę na inne sposoby walki z globalnym ociepleniem od obecnie postulowanych, a nawet podważa zasadność takiej walki, bo przecież nie jest wykluczone, że globalne ocieplenie to pozytywna rzecz.


Euroskrzynka

Przeczytałem dziś w gazecie, że eurobiurokraci zafundowali nam, mieszkańcom domów wielorodzinnych, europejskie skrzynki pocztowe. Zgodne z unijną normą. Obecne skrzynki muszą zostać wymienione w ciągu najbliższego roku. A to wszystko w trosce o nas, abyśmy mogli korzystać z usług innych operatorów pocztowych. Bo do obecnych skrzynek prawa rości sobie Poczta Polska, po prostu kradnąc z nich przesyłki pozostawione tam przez innych dostawców. Aby wszyscy mogli korzystać ze skrzynek jednakowo, musimy więc zamontować euroskrzynki.

A czy po prostu nie powinno być tak, że właścicielem skrzynki jest ten, kto jest zainteresowany otrzymywaniem poczty? I wtedy już on sam się postara, aby skrzynka pozwalała wszystkim chętnym na zostawianie korespondencji, niezależnie czy jest to poczta, czy dziewczynka z zapałkami? Gdy właściciel udostępnia skrzynkę, to przecież może udostępnić ją wszystkim dostawcom poczty, nieprawdaż? I nie potrzeba interwencji eurobiurw, aby to uregulować i naprawić. Rynek radzi sobie nie z takimi problemami.


Spotkanie 2007

W ostatni weekend odbyło się kolejne, coroczne spotkanie polskich libertarian “U Krzysia” (tu relacja z 2006). Głównym tematem było ożywienie domeny libertarianizm.pl, która została zamknięta jako “collateral damage” w toczącym się bezsensownym postępowaniu przeciwko Jackowi Sierpińskiemu. Stworzona została grupa, która przywróci działanie domeny, a w przyszłości przekształci witrynę w coś nowocześniejszego i dynamicznego. Nie zabrakło dyskusji na tematy techniczne: prywatność, anonimowość, nowe technologie. No i oczywiście na temat dyżurnego straszaka dla każdego dysydenta, który posiada komputer, czyli na zagrożenie bezpodstawnym oskarżeniem o pedofilię.

W tym roku uczestnicy dopisali i wyraźnie wygrała opcja spotkania towarzyskiego nad ideowym, ale chyba nikt nie był tym rozczarowany. Libertarianie też ludzie.


Ja, Slashdot i Autodesk

Nie, nie napisali o mnie. W takim wypadku z pewnością mój hosting by tego nie wytrzymał. Udało mi się jednak zaproponować newsa, który został zaakceptowany i opublikowany - “eBay Seller Sues Autodesk for $10 Million“.

Historia mnie ta zainteresowała mnie szczególnie, gdyż szczerze popieram działania człowieka, który postanowił prawnie przeciwstawić się praktykom tej firmy. A sprawa dotyczy “sprzedaży” oprogramowania, które w pewnych przypadkach zamienia się w nic niewarte przyciski do papieru, o ile trochę tektury i plastiku nadaje się w ogóle do takiego celu. Niestety, płacąc kilkanaście tysięcy złotych za sztukę oprogramowania otrzymujemy jedynie nieprzenaszalną licencję na jego użytkowanie. Gdy oprogramowanie nie jest już nam więcej potrzebne, nie możemy go sprzedać komuś, kto miałby z niego dalszy pożytek.

Ze względu na rodzaj działalności, który prowadziłem ze wspólnikami, musieliśmy nabyć kilka sztuk produktów firmy Autodesk, za niebagatelną sumę ponad stu tysięcy złotych. Poużywaliśmy to oprogramowanie przez 2 lata, a potem na skutek sytuacji złej ekonomicznej naszej firmy, musieliśmy ją po prostu zamknąć. Zostało nam z tego niepotrzebne oprogramowanie, które chcieliśmy przekazać tym, którzy mogliby z niego skorzystać, a przy okazji odzyskać trochę pieniędzy z tamtej inwestycji. Niestety, programów Autodesku nie można odsprzedawać, bo zabrania tego licencja. Właściwie można, o ile firma się na to zgodzi, a ta godzić się nie chce, bo po co? Co z tego, że jest chętny na sprzedaż, chętny do kupna, cena została uzgodniona i satysfakcjonuje obie strony, a “właściciel” programu się nie zgadza. Takie jego zbójeckie prawo.

Gdybym zainwestował te pieniądze w maszyny, samochód, towar, itp. mógłbym to wszystko sprzedać i odzyskać przynajmniej część swoich pieniędzy. Ja bym był zadowolony, kupcy także, a pozyskane środki przeznaczyłbym na coś innego. Ale nie, dzięki “własności” intelektualnej musiałem okazać się frajerem. Cieszy mnie więc, że jest koleś, który zdecydował się na podjęcie jakichś kroków, które mogą ukrócić takie praktyki. Czy się uda, zobaczymy?

Nic też dziwnego, że tego typu osobiste doświadczenia jedynie utwierdziły mnie w moich poglądach na kwestie “własności” intelektualnej. Wydawanie własnych pieniędzy może wiele nauczyć.


Nie dla instrukcji

W UE mądrale szykują nam “nie” dla instrukcji produkcji bomb, które są dostępne w internecie. E tam, taka tam wolność słowa, po co komu ona? Podobnie jak instrukcje produkcji bomb.

Pewnie się boją, aby ich ktoś wreszcie nie wysadził. I bardzo słusznie, bo się wreszcie kiedyś ci zamordyści doczekają.


Reklama anty-piracka

Pochodząca z wczorajszego odcinka serialu komediowego “The IT Crowd”:

Serial polecam. Najlepiej z torrentów, póki nie dostaje się za to kulki…


69% geek

69% GeekMingle2 - Free Online Dating

No tak, nie czytam komiksów i niezbyt jestem biegły ze Star Treka, więc nie było szans na więcej.


Wcześniejsze wpisy »