No to jak to z tym Greenpeacem było?

Stanisław Michalkiewicz ciekawie zauważa:

Nawiasem mówiąc, Greenpeace jest osobliwą organizacją, która rozpoczęła działalność w latach 70–tych od protestów przeciwko amerykańskim i francuskim testom jądrowym. Nie przypominam sobie, by protestowała przeciwko sowieckim – albo uważała, że dla „środowiska” są one nieszkodliwe, albo obawiała się zostać bez pieniędzy.

Rzecz jasna Greenpeace nie zalicza się do moich ulubionych organizacji walczących o „szlachetne sprawy”.


Komentarze (6)

Ja działania Greenpeace i KE dotyczące obwodnicy akurat całkowicie popieram. Niszczenie resztek przyrody, która jeszcze jakimś cudem ocalała to przejaw totalnej głupoty i prymitywizmu. Żałosni są według mnie zakłamani pseudoeksperci wygłaszający bzdety o nieszkodliwości estakady dla środowiska, gdy nawet dziecko wie, że zanim słupy tej estakady staną, cała okolica zostanie dokładnie zryta i rozjeżdżona gąsienicami ciężkiego sprzętu. Potem co kilka lat oczywiście remont całości i powtórka z rozrywki. Poza tym wpływ tego ustrojstwa na krajobraz wątpię aby znalazł uznanie w oczach turystów. Jakoś nie lubię być po tej samej stronie, co ludzie kłamiący mi w żywe oczy.
Estakada jest fatalnym wyborem jeszcze i z tego powodu, że utrzymanie czegoś takiego kosztuje masę pieniędzy a Polsce i bez tego sporo mostów swoim stanem technicznym stwarza zagrożenie. Wolę już zdecydowanie zwykłą drogę. Z barku kasy na pewno wkrótce będą w niej potężne koleiny i dziury ale przynajmniej nigdy się nie zawali.
Co do samej osoby pana Michalkiewicza to muszę z przykrością stwierdzić, że on tu chyba niezbyt pasuje. Zdarzyło mi się czytywać dla zabawy tą gazetę Nasz Dziennik. „Dowiedziałem się” z niej, że liberalizm to największe zło tego świata, porównywalne tylko z masonerią i komunizmem czy jakoś tak a w ogóle to prywatyzacja jest zła i najlepsze jest państwo socjalne. Zachwytów pana Michalkiewicza nad postawą ludności Augustowa nie podzielam. Gdyby ludzie ci byli naprawdę zaradni i samorządni to od początku patrzyliby władzy na ręce i naprowadzali ją na właściwy wariant. Niestety zbyt zaradni się nie okazali i wyszło jak zwykle, czyli mądry Polak po szkodzie.


Jeśli już mówimy o Augustowie to mnie w tej sprawie dziwi inna rzecz, jak to jest że „tambylcy” potrafią się zorganizować i blokować ulice, a przez tyle lat nie potrafili wywalczyć świateł na swoich drogach? Nigdy nie byłem w Augustowie, ale media informowały że na najbardziej ruchliwej arterii są tylko 2 (dwa!!!) przejścia przez ulicę ze światłami.
Dlaczego przez tyle lat nie wybudowano ani jednej kładki nad tak ruchliwą ulicą?
Coś tu śmierdzi i nie są to wyziewy z torfowiska.


> Niszczenie resztek przyrody, która jeszcze jakimś cudem ocalała to przejaw totalnej głupoty i prymitywizmu.

Resztek przyrody? Polska jest jednym z najbardziej naturalnych krajów w Europie, a i pewnie na świecie jest w czołówce.

Co do estakady zgadzam się – nie wierzę, by poprowadzenie nawet dużo krótszej trasy estakadą było tańsze niż tradycyjną metodą. Idzie o pieniądze, rzecz jasna, gdzie droższa inwestycja tam więcej można ukraść.

Ale oczywiście nie powinniśmy się dziwić – wstępując do eurokołchozu musimy się godzić na ichniejsze prawa.
Co nie zmienia faktu, że działania Brukseli są czystą hipokryzją – że niby cała zachodnia Europa wybudowała autostrady bez niszczenia przyrody?

W Augustowie byłem i z tego co pamiętam (włóczyłem się po całym mieście kilka dni kilka razy w różnych porach roku) duży ruch dotyczy jakichś 10% powierzchni miasta, na oko, reszta to typowe mazurskie małe miasteczko.


Patrząc na mapy, bagna to nikły procent powierzchni Polski ale oczywiście zgadzam się, że jest ich więcej niż w Zachodniej Europie. Ja bym nie nazywał tych działań eurokołchozu hipokryzją. To jest raczej wynikające z ewolucji ludzkiej kultury opamiętanie, które przyszło dla nich za późno ale naszą przyrodę może jeszcze uratować. Tak samo kiedyś np. średniowieczne zamki rozbierano na cegły jako bezużyteczne ruiny a teraz chroni się je jako wielki skarb.


[...] jedynie przeciwko (jako ciekawostka i przykład niech posłuży tu ostatni wpis u <a href=”http://www.miasik.net/archive/2007/08/no-to-jak-to-z-tym-greenpeacem-bylo/”>Maćka Miąsika cytujący [...]


[...] Zatem ochrona środowiska tak naprawdę powinna być zwykłym dbaniem każdego z nas o własne interesy. Tak przy okazji – kompletnie nie rozumiem ekologów z tym ich straszeniem o globalnym ociepleniu. Przede wszystkim dlatego że nawet jeżeli miałaby to być prawda, w co niestety mocno wątpię (tzn. w to że ocieplenie jest konsekwencją działań człowieka), to ludzi de facto i tak to niewiele obchodzi. Działania ekologów powinny zmierzać ku przekonywaniu ludzi że będą mieli na starość przerąbane żyjąc w nieustającym smogu. Nikogo nie obchodzą żaby w dolinie Rospudy. Ale każdego obchodzi ile sobie pożyje i czy przypadkiem nie jest podtruwany. Fakt że co chwila mówi się nam o tym że trujemy się jedząc w McDonaldzie, że pochłaniamy genetycznie modyfikowane pomidory itd. Ale o tym że pijemy wodę w której wcześniej pływało nasze gówno, że wdychamy spaliny bo nikomu się nie chce wybudować ścieżek rowerowych, że decyzję o wycięciu drzew w naszej okolicy może w jednej chwili podjąć jakiś urzędas, no i kupie innych rzeczy których nie jestem świadom dostajemy od samych ekologów jako informacyjną ciekawostkę, jako rzeczy do których po prostu powinniśmy sie przyzwyczaić. Ważniejsza jest informacja że Coca Cola zatruwa środowisko. Tam gdzie naprawdę dzieje się coś przeciw nam, tam pieniądze i państwowe monopole są tak silne że żaden ekolog nie ma odwagi powiedzieć słowa. Do tego dochodzi trochę ideologicznych kwestii i wychodzi na to że w zasadzie ekolodzy nigdy nie występują w obronie a jedynie przeciwko (jako ciekawostka i przykład niech posłuży tu ostatni wpis u Maćka Miąsika cytujący Michalkiewicza). [...]


Dodaj swój komentarz

* - pola wymagane. Adres e-mail nie będzie upubliczniony.