Jak ktoś nie wierzy, że tą własnością intelektualną jest coś nie tak, to na dowód cytat z basha:
co za kraj… pirace to mnie wyzywaja od zlodzieja… kupuje oryginalne plyty to od frajera
Dodałem nową funkcjonalność - ClickComments - pozwalającą czytelnikom szybko, bo poprzez kliknięcie na stosowną ikonkę, skomentować wpis. Ocena jest jedynie pozytywna, czyli klik oznacza, że pozytywnie oceniamy wpis jako:
- Fajny (Cool stuff)
- Inspirujący (Inspired Me)
- Rozrywkowy (Entertaining)
- Napisz więcej (Write More)
- Twórczy (Creative)
- Wnikliwy (Insightful)
- Wzruszający (Touched My Heart)
- Ekstra znalezisko (Great Find)
Dane zbierane są przez serwis PostReach, który udostępnia usługę wraz ze stosowną wtyczką do WordPressa. Gdyby opisy były po polsku, byłoby idealnie.
Aktualizacja: w przyszłym tygodniu powinny pojawić się polskie etykiety, jak poinformował mnie usługodawca.
W czwartek w porcie kosmicznym na pustyni Mojave miała miejsce eksplozja silnika należącej do jednej z bardzo nielicznych firm zajmujących się prywatnym podbojem kosmosu - Scaled Composites. To ta sama firma, która zdobyła nagrodę X Prize, za pierwszy prywatny załogowy lot kosmiczny pojazdem SpaceShipOne. Eksplozja przyniosła 2 ofiary śmiertelne i 4 rannych.
Mam nadzieję, że jakaś państwowa agencja, w trosce o bezpieczeństwo, a jakże, nie zlikwiduje tych nielicznych, którzy przybliżają nas do wizji świata z powieści “Luna to surowa pani”. Bo przecież jest okazja wykazania się, jak to się urzędnicy troszczą o nas wszystkich.
Niedawny wypadek polskiego autobusu pozwolił władzy narzucić zbiorową żałobę, której jedynym przejawem były przyczerniona logo stacji telewizyjnych i obawa fanów o koncert Rolling Stonesów. No i władza lekką ręką zafundowała po 100k “nagrody” rodzinom tych, którzy zginęli w feralnym autobusie, zabierając pieniądze po części tym, których najbliżsi zginęli w tym samym czasie w mniej spektakularnych wypadkach. No i oczywiście nadgorliwi urzędnicy zabrali się do produkcji zmian prawnych, których jedynym celem będzie utrudnienie nam wszystkim życia, oczywiście w imię walki o bezpieczeństwo podróżnych.
U Vagli niezmierni ciekawy tekst “Wawel chroni prawa fotografów???“, który pokazuje, że przy pomocy praw autorskich można próbować zawłaszczyć sobie wszystko. Warto poczytać.
Dowiedziałem się jednak z niego jednej, ważnej rzeczy, o której nie miałem dotychczas pojęcia, bo studiowanie ustawy o prawach autorskich nie jest moim ulubionym zajęciem. Otóż publikując swoje dzieło i przekazując je do domeny publicznej, godzimy się także, że w sytuacji, gdy ktoś zarobi na naszym dziele, to się musi podziałkować z Funduszem Promocji Twórczości. To chyba rozsądniejszym rozwiązaniem jest udostępnianie dzieł na zasadach licencji CC-BY, bo wtedy każdy może na nich sobie coś tam zarobić, ale nie dostanie z tego kasy jakiś państwowy fundusz, w którym urzędnicy Ministerstwa Kultury rozdzielają pieniądze po uważaniu. Przynajmniej przez czas ochrony prawa autorskiego. Może lepiej niech te 5% pozostanie w rękach przedsiębiorców korzystających z dzieł będących przecież naszą wspólną “własnością” - na pewno zostaną lepiej spożytkowane.
Jak się okazuje, jest to praktyka powszechna i dość szeroko pojęta. Często opłata upoważnia jedynie do robienia zdjęć na własny użytek, bez możliwości ich dalszego rozpowszechniania. Ciekawy jest, na czym opiera się takowy zakaz - kto jest “właścicielem” takiego zdjęcia, skoro nie może go rozpowszechniać? Na jakiej podstawie parki narodowe będą zakazywać rozpowszechniania zdjęć z ich terenu zrobionych bez uiszczenia dziennej opłaty? Robiłem zdjęcia w Bieszczadzkim Parku Narodowym bez uiszczania jakichkolwiek opłat i na pewno nie zawaham się użyć ich w celach komercyjnych, gdy będą miał na to ochotę i okazję.
Poza tym, co to za pomysł z zabranianiem publikacji? Gdzie oni się uchowali? Czy oznacza to zakaz umieszczenia fotografii na Picasa Web Albums, Flickrze, czy w innej Onet Fotce? W czasach Web 2.0?
Każdy z nas to zna. Mniej lub bardziej standardowa instalacja elektryczna w ścianach, kilka gniazdek na pomieszczenie, a od tych gniazdek kable przedłużaczy i rozdzielaczy, od których wiedzie jeszcze więcej kabli do końcowych odbiorników energii. Czy też danych komputerowych, choć tu jest wciąż nadzieja na łączność bezprzewodową. Normalnie jednak to nie jest to ani wygodne, ani też estetyczne.
Singapurska firma EUBIQ prezentuje produkt, który może pomóc zarówno w kwestii wygody, jak i estetyki. Są to po prostu szyny zasilające, które możemy sobie zamontować wzdłuż ścian, mebli, czy innych elementów wyposażenia. W te szyny wpinamy sobie po prostu gniazdka, do których podłączamy urządzenia. Tam gdzie potrzebujemy gniazdka, albo tam, gdzie po prostu chcemy je mieć. I możemy sobie zarówno układ, jak i ilość gniazdek dowolnie zmieniać.
Nie potrzebujemy już przedłużaczy, bo po prostu każde urządzenie elektryczne może mieć gniazdko w zasięgu swojego własnego kabla. Istnieje nawet możliwość przystosowania urządzeń do bezpośredniego wpinania w szynę (np. lampek). A gdy urządzenie znika, możemy także usunąć niepotrzebne już gniazdko.
Kiedyś, gdy donosiłem o arcyciekawym serwisie Airliners.net, pokazałem kilka zdjęć z lotniska Princess Juliana International Airport położonego na niezbyt dużej karaibskiej wyspie St. Maarten, które jest chyba najbardziej efektownym lądowiskiem na świecie. Zawdzięcza to nietypowemu pasowi startowemu, otoczonemu niemal dookoła wodą, który rozpoczyna się tuż przy swobodnie dostępnej plaży i uczęszczanej drodze. Dzięki temu turyści mogą przeżywać tam niesamowite emocji, gdy tuż nad ich głowami lądują największe samoloty. Google Maps dość szczegółowo ukazuje topografię wyspy wraz z lotniskiem. Dziś wklejam filmik z YouTube pokazujące lądowanie B747 na tym lotnisku:
Nie mogłem sobie odpuścić - zegarek z wyświetlaczem lampowym (katodowym). Dwie lampy katodowe wyświetlają godziny i minuty, gdy przekręcimy zegarek w stronę oczu. Poza lampami, zresztą wciąż obecnie produkowanymi, reszta jest już całkowicie nowoczesna, łącznie z firmwarem z otwartym kodem źródłowym na licencji GPL. Intrygujący gadżet, ale odrobinę drogi - $395. Ale robi wrażenie.
Dziś przypadkowo natknąłem się na ciekawą publikację fundacji FFII (The Foundation for a Free Information Infrastructure) poświęconą problemowi patentów na oprogramowanie, na przykładzie sklepu internetowego. Całość i fragmenty tej dość powszechnej aplikacji internetowej zostały już opatentowane w Europejskim Urzędzie Patentowym, na szczęście jednak nie mają wciąż mocy prawnej. Warto obejrzeć tę próbę zawłaszczenia otaczającej nas rzeczywistości. Na razie nieudaną, ale kto wie, może za jakiś czas lobbyści przekonają prawodawców i ci przychylą się do idei ochrony “słusznych” praw “wynalazców”.
Czyli znów przemówiłem ja. A konkretnie chodzi o wywiad, którego udzieliłem kiedyś “Korespondentowi”, i który to ponownie ukazał się w serwisie dziennikarstwa obywatelskiego Interia 360.
Pewien szwedzki syn zafundował swojej matce, lat 75, najszybsze domowe łącze internetowe na świecie. Staruszka może cieszyć się prędkością 40 gigabitów na sekundę. Film HD w 2 sekundy! Jedynie 80000 razy szybsze od mojej Neostrady. To kiedyś będzie prawdziwy koszmar dla IP-gestapowców…
















