Moja postawa w sprawie palenia zaczyna być powszechnie znana i, siłą rzeczy, czasem wdaję się w dyskusje z przeciwnikami palenia. O ile zazwyczaj trafia do nich argument, że właściciel terenu, nieruchomości, lokalu, itp. powinien móc decydować, czy na terenie jego własności pali się czy też nie, to problem staje się właściwie nierozwiązywalny, gdy wejdziemy na temat palenia na wolnym powietrzu.
Na moje twierdzenie, że na wolnym powietrzu problem praktycznie nie istnieje, bo o ile tzw. bierne palenie może mieć jakieś uzasadnienie w pomieszczeniu zamkniętym (do czego wcale nie jestem przekonany), to już żadną miarę nie uwierzę, że istnieją jakiekolwiek naukowe dowody szkodliwości przebywania w pobliżu palaczy na otwartych przestrzeniach. Oczywiście istnieje problem, powiedzmy, estetyczny, czyli zapach – jakoś tak jest, że nasze powonienie wyłapuje sporo różnych zapachów, które mogą nam się wydawać nieprzyjemne. Ale to jest coś, co nie dotyczy jedynie palenia. Gama zapachów, które komuś mogą się wydawać niemiłe jest przeogromna i nie bardzo wiem dlaczego właśnie zapach palonego tytoniu miałby być wśród nich specjalnie napiętnowany – dla mnie ludzie wydają sporo mniej przyjemnych zapachów, co nie oznacza, że trzeba zaraz uchwalić w tej sprawie jakąś ustawę. Tak, jak nie regulujemy prawnie kwestii mycia się, tak nie powinniśmy specjalnie regulować kwestii smrodu z paszczy, niezależnie czy jego źródłem jest papieros czy też po prostu niemyte zęby.
Ale wydaje mi się, że owe ataki na palaczy na ulicach, na razie jedynie propagandowe i prawne, to taka nowoczesna wersja polowania na czarownice. Coś, co płynie z jakichś ukrytych lęków (przed rzekomą szkodliwością biernego palenia), a co przeradza się w niemający racjonalnej podbudowy atak na palaczy. Dlaczego nie powinni palić na wolnym powietrzu? Bo tak, bo to złe! Na stos z nimi!
Co zabawniejsze, to największymi wrogami palaczy i palenia są zazwyczaj ci, którzy ochoczo nawołują do tolerancji, zmuszając wszystkich do akceptacji rozmaitych rzeczy, których przeważnie akceptować nie chcą. Dziwnym trafem, jakoś nie słyszałem, aby te wrażliwe środowiska organizowały jakieś manify nawołujące do tolerancji palaczy.
Jaka uprawa przynosi największe przychody w USA? No zgadnij koteczku… marihuana! Wystarczyło w ciągu roku wyhodować jedynie 10,000 ton wartych ponad 35 miliardów dolków. Mniej warta jest cała wyhodowana w USA kukurydza – 23 mld, soja – 18 mld, siano – 12 mld, warzywa – 11 mld i pszenica – 7 mld.
Istniały obawy, że pełna wersja systemu operacyjnego Windows Vista będzie nakładać drastyczne ograniczenia na możliwość reinstalacji tej samej kopii na kolejnych komputerach. Okazało się, że MS poszedł po rozum do głowy i zniósł to ograniczenie.
Firma Hitachi zaprezentowała miniaturowe czipy RFID, które służą do zdalnej identyfikacji dowolnych rzeczy oznaczonych takimi mikrusami. Przy rozmiarze 0,05 x 0,05 mm są naprawdę małe i łatwe do ukrycia. A co za tym idzie, będzie nam niezmiernie trudno uchronić się przed automatycznym zbieraniem informacji na temat tego, co, gdzie i kiedy robimy z różnymi, oznaczonymi w ten sposób towarami. Chyba że się owiniemy w folię…
International Intellectual Property Alliance opublikowało właśnie 2007 Special 301 Report, który opisuje sytuację ochrony „własności” intelektualnej w rozmaitych krajach. Celem tego raportu jest, rzecz jasna, pokazania jak jest źle, i co wszystkie przyganione kraje powinny uczynić, aby zaspokoić żądania gestapowców. O dziwo, na liście krajów, które powinny być szczególnie wzięte pod uwagę nie ma Polski, ale takie kraje jak: Argentyna, Kanada, Chile, Izreal, Meksyk, Chiny, Rosja, Tajlandia, Ukraina czy Wenezuela. Miło wiedzieć, że w Kanadzie niby mniej szanują IP niż w Polsce.
Polska jest na liście krajów, na które należy zwracać uwagę, a to dlatego, że:
- Policja za mało spraw rozpoczyna z urzędu i zajmuje się jedynie poważniejszymi przypadkami.
- Rząd za mało przeznacza środków na polepszenie skuteczności policji w walce z piractwem w internecie.
- Za dużo sprzedaje się płyt CD i DVD na Stadionie i wciąż nie wypowiedziano dzierżawy zarządcy, który za mało się stara.
- Nie zakazano sprzedaży płyt na innych stadionach i bazarach, szczególnie przy granicy z Niemcami.
- Celnicy za mało łapią przemycanych płyt ze wschodu.
- Urzędnicy za słabo współpracują z właścicielami praw.
- Prokuratorzy nie naciskają, aby sprawy o naruszenie praw autorskich były załatwiane w trybie pilnym.
- Nie ma specjalnych prokuratorów, którzy zajmowaliby się jedynie takimi sprawami.
- Nie stosujemy praw dotyczących przestępczości zorganizowanej do spraw związanych z piractwem.
- Nie mamy specjalnych sędziów i sądów specjalizujących się w kwestiach własności intelektualnej.
- Za mało ćwiczymy policjantów, prokuratorów i sędziów w kwestiach wymuszania przestrzegania praw autorskich.
- Za mało spraw jest wszczynanych z urzędu i powinny one obejmować filmy, muzykę, książki, a nie jedynie oprogramowanie.
- Techniczne zabezpieczenia są wciąż za słabo prawnie chronione, a wyłączenia dotyczące prywatnego użytku są zbyt szerokie.
- Nie wprowadzono kryminalnej odpowiedzialności za piractwo internetowe.
- Zbiorowe organizacje zarządzania prawami są zbytnio regulowane.
To ostatnie zastrzeżenie jest szczególnie zabawne dla każdego, kto wie, że nie ma lepiej kryjącej swe finansowe machinacje organizacji niż ZAiKS.
Powyższa lista to jedynie te sprawy, na które trzeba największy nacisk położyć w 2007 roku. Dalsza część raportu opisuje dokładniej sytuację w naszym kraju i możliwe drogi jej polepszenia. No bo wciąż u nas nie dostaje się roku za kratami za nagranie na kamerę filmu z kina, a to jest minimalna kara, jaka powinna spotkać takiego „bandytę”. No i wciąż studenci kserują podręczniki. Jak tak można! Kto ciekaw, niech sobie całość poczyta.
George Reisman napisał znakomity esej pod tytułem „The Toxicity of Environmentalism„. Warty przetłumaczenia na polski, co byłbym może uczynił, ale ostatnio mało mam wolnego czasu, co zresztą odbija się poważnie na mojej działalności publicystycznej. Autor obnaża w nim prawdziwe oblicze ruchów obrony środowiska, wrogów człowieka i zwolenników sprowadzenia nielicznych z nas do epoki kamienia łupanego (bo pozostali są do eksterminacji, rzecz jasna). Kilka fajnych cytatów, moje tłumaczenie:
Biorąc po uwagę nihilistyczne podłoże tego ruchu, nie można z pewnością przyjąć jako prawdziwych jego deklaracji o poszukiwaniu sposobów poprawienia warunków życia ludzi i ich pomyślności, szczególnie że podążenie za ich rekomendacjami naraziłoby ludzi na spore wyrzeczenia i koszty. Tak jest, nic nie może być większym absurdem i niebezpieczeństwem, niż skorzystanie z rady jak polepszyć swe życie i zapewnić sobie pomyślność otrzymanej od tych, którzy życzą innym śmierci, i którzy czerpią satysfakcję z ludzkiego strachu, co jak to w oczywisty sposób wykazałem, jest dokładnie tym, co głosi ruch ochrony środowiska – otwarcie i z zasady.
Powód, dla którego jedno za drugim twierdzenie obrońców środowiska okazują się być nieprawdą, jest fakt, że są one ogłaszane w ogóle bez żadnego szacunku dla prawdy. Obrońcy środowiska formułując twierdzenia sięgają po cokolwiek, co maja pod ręką, a co może służyć do nastraszenia ludzi, sprawienia, że utracą wiarę w naukę i technikę, a w konsekwencji skierują ich w czułe objęcia tychże obrońców.
Tak więc, jedynym celem całej działalności gospodarczej jest poprawa środowiska – jego celem jest wyłącznie udoskonalenie zewnętrznych, materialnych warunków życia ludzi. Produkcja i aktywność ekonomiczna to są dokładnie te środki, przy użyciu których człowiek adaptuje na swoje potrzeby środowisko i, tym samym, udoskonala je. Tyle w kwestii twierdzeń obrońców środowiska, o rzekomym niszczeniu go przez człowieka. Jedynie z perspektywy domniemanej istotnej wartości natury i braku takowej wartości w odniesieniu do człowieka, można udoskonalanie przez niego środowiska nazywać jego niszczeniem.
Spora liczba zupełnie dobrych ludzi została już wciągnięta na listę wspierających kampanię obrońców środowiska na rzecz obniżenia produkcji energii. To kampania, która w zależności jak się powiedzie, doprowadzi jedynie do ubóstwa oraz zamiany siły maszyn i silników na ograniczoną siłę ludzkich mięśni. To kampania, której celem jest nic innego jak odwrócenie efektów Rewolucji Przemysłowej i powrotu do biedy, brudu i cierpień poprzednich stuleci.
Będąc w totalnej opozycji do Rewolucji Przemysłowej i tych wszystkich fenomenalnych jej osiągnięć, głównym celem obrońców środowiska jest zablokowanie zwiększenia produkcji wytwarzanej przez człowieka energii w każdym ze źródeł po kolei, co w końcu doprowadzi do praktycznego wyeliminowania takiej energii, czyli odwrócenie efektów Rewolucji przemysłowej i powrotu do czasów ekonomicznego Średniowecza. Nie będzie energii atomowej. Według obrońców środowiska to promienie śmierci. Nie będzie energii opartej na paliwach kopalnych. Według obrońców środowiska jest ona źródłem „zanieczyszczeń”, a ostatnio globalnego ocieplenia, a więc trzeba z niej zrezygnować. Nie będzie też znaczącego wkładu energii wodnej. Według obrońców środowiska, budowanie niezbędnych do tego zapór niszczy istotnie cenne siedliska dzikiej przyrody.
Prawdziwe znaczenie tego szaleństwa jest takie, że cywilizacja przemysłowa powinna zostać zarzucona, gdyż należy to zrobić, aby ustrzec się złej pogody. Okay, bardzo złej pogody. Jeśli zniszczymy bazę energetyczną potrzebną do wyprodukowania i użytkowania sprzętu budowlanego niezbędnego do budowy mocnych, wytrzymałych i komfortowych domów dla setek milionów ludzi, to będziemy bardziej zabezpieczeni na wypadek wiatru i deszczu, niż jeśli utrzymamy i powiększymy tę bazę, tak właśnie twierdzi ruch obrony środowiska. Jeśli zniszczymy naszą zdolność do produkowania oraz użytkowania traktorów i kombajnów, by puszkować i zamrażać żywność, by budować i użytkować szpitale oraz produkować leki, to w ten sposób lepiej zabezpieczymy dostawy żywności i nasze zdrowie, niż gdybyśmy utrzymali i zwiększali te zdolności, tak właśnie zakładają obrońcy środowiska.
Niezależnie czy globalne ocieplenie nastąpi czy też nie, jest pewnym, że sama natura wcześniej czy później spowoduje znaczące zmiany klimatyczne. Aby móc radzić sobie z tymi zmianami oraz dowolnymi innymi zmianami pochodzącymi z dowolnych przyczyn, człowiek absolutnie wymaga indywidualnej wolności, nauki i techniki. Inaczej mówiąc, wymaga cywilizacji przemysłowej budowanej przez kapitalizm.
W ciągu ostatnich dwóch stuleci przywiązanie do tych wartości [rozumu, nauki, techniki i cywilizacji przemysłowej] pozwoliło człowiekowi świata zachodniego skończyć z głodem oraz epidemiami i wyeliminować niegdyś przerażające choroby – cholerę, dyfteryt, ospę, gruźlicę, tyfus i inne. Głód dlatego się skończył, bo cywilizacja przemysłowa tak znienawidzona przez obrońców środowiska wyprodukowała największą obfitość i różnorodność żywności w historii świata oraz stworzyła system transportowy niezbędny do dostarczenie jej każdemu. Ta sama znienawidzona cywilizacji wyprodukowała żelazo i stalowe rury, systemy pompowania i chemicznego oczyszczania, które pozwalają każdemu mieć natychmiastowy dostęp do bezpiecznej pitnej wody, ciepłej lub zimniej, o każdej porze dnia. Wyprodukowała systemy kanalizacyjne i pojazdy, które usuwają bród pochodzący od ludzi i zwierząt z ulic miast i miasteczek.
Te udoskonalenia połączone z niezmiernym zmniejszeniem zmęczenia i wyczerpania dzięki użyciu zastępującej pracę maszynerii zaowocowały radykalnym obniżeniem śmiertelności i wydłużeniem się życia, z mniej niż 30 lat przed Rewolucją Przemysłową do ponad 75 lat obecnie. Tak samo, statystyczny noworodek w Ameryce ma obecnie większe szanse dożycia do wieku 65 lat niż statystyczny noworodek z czasów przed-przemysłowych miał szanse dożycia lat pięciu.
Niezbędnym także do dalszych usprawnień w czystości i zdrowiu, do długoterminowej dostępności naturalnych zasobów, jest poszerzenia prywatnej własności środków produkcji, szczególnie ziemi i zasobów naturalnych. Motywacją dla prywatnych właścicieli jest używania swojej własności w sposób, który maksymalizuje wartość długoterminową i, gdzie to możliwe, pozwala na jej udoskonalanie. W zgodzie z tym faktem powinno się szukać sposób na poszerzenie zasady prywatnej własności na jeziora, rzeki, plaże, a nawet części oceanów. Posiadane prywatnie jeziora, rzeki i plaże, prawie na pewno będą czystymi jeziorami, rzekami i plażami. Prywatnie posiadana i elektronicznie ogrodzone rancza oceaniczne zagwarantują obfite źródła prawie wszystkiego, co użytecznego można znaleźć w wodzie lub pod dnem.
21 wiek powinien być wiekiem, w którym człowiek rozpocznie kolonizację systemu słonecznego, a nie wróci do Średniowiecza. Jak to będzie, zależy od tego do jakiego stopnia nowym intelektualistom uda się nawrócić kulturowe środowisko na wartości rozumu i kapitalizmu.
Szwajcarska policja ma nowe zajęcie. Teraz przeszukuje samochody w celu identyfikacji tych systemów nawigacji satelitarnej, które mogą pokazywać pozycję kamer monitorujących wykroczenia (tzw. fotoradarów). Bo uchwalili sobie Szwajcarzy prawo, że używanie takich urządzeń jest teraz nielegalne i grozi konfiskatą urządzonka, zniszczeniem go i dodatkowo grzywną.
Trudno to nawet skomentować. Niedawno jakiś buc w Nowym Jorku wyszedł z inicjatywą zakazu przechodzenia przez ulicę podczas korzystania z urządzeń elektronicznych (komórek, odtwarzaczy mp3, itp.), a teraz Szwajcarzy wyskoczyli z czymś takim.
Co ciekawe, tego typu legislacja obnaża prawdziwe intencje tych, którzy stawiają te wszystkie kamery. Ich zadaniem nie jest zwiększanie bezpieczeństwa ruchu drogowego, bo wtedy chyba by się cieszyli, że kierowcy jeżdżą przykładnie w miejscach, gdzie takie kamery są. A wszelkie urządzenia, które ułatwiają kierowcom zorientowanie się, gdzie powinni jeździć przykładnie, powinny być wręcz zalecane. Najwyraźniej chodzi o pieniądze z mandatów, teraz także z grzywien za posiadanie stosownych urządzeń.
Ja wiem, że jacyś idioci są przekonani, że jak nie będzie wiadomo, gdzie są kamery, to kierowcy będą jeździli przykładnie wszędzie. Fajnie byłoby, gdyby ktoś ich uświadomił, że to się nie uda, chyba że oddamy kontrolę nad pojazdami centralnemu komputerowi. Jak już pisałem wcześniej, tutaj trzeba wykorzystać psychologię, a nie prosty zamordyzm.
Amerykański Federalny Urząd Lotnictwa (FAA) ma pewien dylemat związany z „własnością” intelektualną, typowy paragraf 22. Tak się składa, że plany i specyfikacje samolotów objęte są ochroną wynikającą z praw autorskich. Wiele z tych planów dotyczy modeli historycznych, których autorzy dawno nie żyją, a producenci nie istnieją, a więc nie ma kogo spytać o pozwolenie udostępnienia dokumentacji. Natomiast same samoloty czasem mają się nieźle i chcą być używane. Niestety, na to potrzeba zezwolenia FAA, które sprawdza, czy ich stan zgodny jest ze specyfikacją. Ale jak mają to zrobić posiadacze tych maszyn, gdy specyfikacje są niedostępne, bo ich twórcy nie zdążyli wyrazić zgody na upublicznienie? Jak rozwiązać ten paragraf 22? Bez interwencji Kongresu pewnie się nie obędzie.
Minister Religa zapowiedział, że ma listę szpitali, które nie mogą upaść. A jak rząd przyjmie nowy program łupienia obywateli w imię tzw. bezpieczeństwa zdrowotnego, to lista ta będzie liczyć aż 300 placówek.
Jasny komunikat dla ludzi związanych z tymi placówkami – możecie teraz spokojnie je zadłużać ile wlezie. Inni za to zapłacą, więc nie krępujcie się, co zagarniecie dla siebie, to wasze.
Papież B16 miał jakiś słabszy dzień i ujął się za mordercami potępiając karę główną, jako sprzeczną z godnością człowieka, znaczy mordercy. Miałem to jakoś skomentować, ale ktoś to zrobił lepiej za mnie. Ja przytoczę celny cytacik:
A zatem wbrew temu, co bredzi B-16, prawo szanuje dobrowolne decyzje dorosłych ludzi, skazując winnego na karę śmierci traktuje go z szacunkiem i godnie.
















