Artystka Jennifer Maestre tworzy fantastyczne rzeźby z kolorowych ołówków i gwoździ.
W niedzielę miałem takie luźniejszy moment, więc postanowiłem się zapoznać z przepisami drogowymi w USA, a konkretnie w stanie Illinois. Jest to o tyle łatwe, że przepisy drogowe tego stanu są dostępne po polsku (PDF). Przepisy są dość proste, bo nie wpadli tam jeszcze na pomysł mnożenia ich ponad miarę. Reguł mniej, znaków mniej i generalnie prościej. Najbardziej spodobała mi się pewna zasada, do której kiedyś sam doszedłem i miałem o niej napisać:
Jeśli używasz wycieraczek, to włącz światła.
Dotyczy to deszczu, śnieżycy, mgły, itp. O ile nakaz jeżdżenia na światłach cały dzień może wydawać się lekką przesadą, to kretyni bez świateł podczas deszczu powinni być spychani z drogi. Nie wiem jakim trzeba być głąbem za kierownicą, aby nie zdawać sobie sprawy, że samochód bez świateł w deszczu jest niewidoczny w zewnętrznych lusterkach. A wystarczyłoby wtłaczać wszystkim na kursach taką prostą regułę, na którą może wpaść każdy w miarę rozgarnięty człowiek (skoro ja wpadłem).
Fotograf Kyle Kassidy przygotowuje album fotograficzny “Armed America: Portraits of Gun Owners in Their Homes”, w którym portretuje amerykańskich posiadaczy broni w ich domach. Na stronie poświęconej temu projektowi znajdziemy próbki tych zdjęć, warte obejrzenia. Tak, posiadacze broni to są normalni ludzie. Warto też zacytować niektórych sportretowanych:
Gdy wykryto u mnie raka, okazało się, że ja sam i moja rodzina wymagamy ochrony. Byłem za stary, by walczyć, za chory, by uciekać, a ponieważ rak pozbawił mnie strun głosowych, nie mogłem wołać o pomoc. Kupiłem sobie pierwszą w życiu broń palną.
Posiadam broń z tego samego powodu, z którego posiadam gaśnicę - o ile, z pewnością, nie spodziewam się, ani też nie mam nadziei na najgorsze, jeśli by jednak nadeszło, jestem przygotowany, aby podjąć aktywne kroki w celu zapewnienia, że moja rodzina przetrwa…
Wierzymy, że to MY jesteśmy naszą pierwszą linią obrony. Gdyby zdarzył się ten mało prawdopodobny przypadek, że stalibyśmy się ofiarami przemocy, oboje jesteśmy wyszkoleni i gotowi do obrony siebie, naszych przyszłych dzieci i naszej własności przed jakąkolwiek krzywdą.
Uważam, że posiadanie broni to nie tylko prawo, ale także obowiązek ludzi wolnych wobec siebie samych i przyszłych generacji.
Moja żona i ja wierzymy także gorąco w suwerenność jednostki i rodziny. Jesteśmy obywatelami, z naszymi niezbywalnymi prawami, a nie przedmiotami do rządzenia nimi. [...] Prawo posiadania i noszenia broni nie oznacza, że obywatele mogą polować czy strzelać do tarczy. Uznaje się, że mogą bronić swego kraju, stanu, społeczności, rodzin i samych siebie przed tymi, który zechcą uczynić im krzywdę, czy będzie to obca armia, czy ich własny lokalny, stanowy albo federalny rząd… albo jakiś brutalny zbir.
Myślę, że każdy powinien mieć broń. To wyrównuje szanse.
Jesteśmy swoją ostatnią linią obrony. Nie widziałem jeszcze przekonywującego argumentów przeciwników prawa do posiadania broni, dlaczego to przestrzegający prawa obywatele nie powinni jej posiadać. Wszyscy zgadzamy się co do tego, że przestępcy nie powinni jej mieć, ale jaką korzyść jest w odbieraniu jej dobrym ludziom?
Klaus Harmony - the Mozart of Porn. To się nazywa tytuł. Jak ktoś czuje pociąg do muzyki z filmów porno rodem z lat 70, może posłuchać.
Gert Wilden - specjalista od niemieckich kryminałów i erotyków z lat 60. i 70. Też ciekawe.
Para nastolatków (17 lat on, 16 lat ona) zabawiała się nago i pstryknęli sobie przy tej okazji fotki. Następnie parę tych fotek przesłali z komputera dziewczyny na konto pocztowe chłopaka, a potem na jego komputera. I tu mogła się sprawa zakończyć. Niestety, o zdjęciach dowiedziała się jakoś policja i sprawa się skomplikowała. Młodzież aresztowano i oskarżono oboje działania w celu produkcji, reżyserii i promocji zachowań seksualnych z dziećmi. Chłopak jeszcze zaliczył zarzut posiadania pornografii dziecięcej na swoim komputerze. Obrona próbowała argumentować, że celem prawa jest ochrona dzieci przed wykorzystywanie przez dorosłych. Sędziowie (w stosunku 2:1) mieli inne zdanie: młodzi mogli przecież kiedyś te zdjęcia sprzedać, pokazać znajomym, albo pozwolić komuś włamać się do komputera i w ten sposób doprowadzić do ich rozpowszechnienia. A do tego przecież nie można dopuścić, wszakże chodzi o dzieci! O dzieci!
Ciekawe, że utrwalanie czynności, która nie jest zabroniona, jest zabronione.
U nas, niestety, nie jest lepiej, bo pedofilia jest dyżurnym straszakiem, niczym Czarna Wołga w czasach mojego dzieciństwa. Co rusz to pedofil tu czy tam, a w sieci to już tragedia. Łapanie pedofilii to jakieś lukratywne zajęcie, bo policja i dziennikarze co chwila chwalą się jakąś udaną akcją. A wplątać się w ich sidła łatwo, o czym przekonał się Jacek Sierpiński, którego odwiedziła i przeszukała policja, właśnie na okoliczność posiadania czy wspierania pedofilii, a to wszystko za sprawą artykułu krytykującego obowiązującą wykładnię w tym temacie. Oczywiście nic nie znaleźli (Jacek ma teraz “oficjalne” potwierdzenie, że nie jest pedofilem), ale niesmak jakiś pozostaje.
Co gorsza, ja również wygłaszałem jakieś takie “pro-pedofilskie” komunikaty, nawet w komentarzach pojawił się Mały Książę, wróg publiczny nr 1. Pewnie też muszę się spodziewać się wizyty…
Bruce Schneier napisał był kiedyś świetny tekst “The Futility of Digital Copy Prevention“, czyli po naszemu tak, jak tytuł tego wpisu. Tekst jest po angielsku, ale na zachętę pozwolę sobie przytoczyć kilka cytatów:
Wszystkie media rozrywkowe w internecie (jak wszystko inne w internecie) to tylko bity: zera i jedynki. Bity ze swej natury są kopiowalne, łatwo i wielokrotnie. Jeśli masz plik cyfrowy - tekst, muzykę, wideo, czy cokolwiek innego - możesz zrobić tyle kopii pliku, ile zechcesz i zrobić z nimi cokolwiek zechcesz. To jest prawo naturalne cyfrowego świata i czyni kopiowanie w internecie innym od kopiowania zegarków Rolex czy torebek marki Louis Vuitton.
To, co przemysł rozrywkowy próbuje robić, to użycie technologii niezgodnie z tym prawem naturalnym. Chcą w jakiś praktyczny sposób utrudnić kopiowanie na tyle, aby ochronić swój obecny interes. Są skazani na porażkę.
Końcowy rezultat to będzie fiasko. Wszystkie cyfrowe metody zabezpieczeń mogą zostać złamane, i kiedy to się stanie, to złamane zabezpieczenia będą rozpowszechnianie… czy prawo zabrania tego czy nie. Przeciętny użytkownik będzie mógł sobie ściągnąć owe narzędzia z tych witryn, nad którymi prawo nie ma jurysdykcji. Pirackie treści będą powszechnie dostępne w internecie. Każdy będzie miał do nich dostęp.
I na koniec mój ulubiony fragment:
Pliki cyfrowe nie mogą stać się niekopiowalne, tak jak woda nie może przestać być mokra.
A konkretnie Google zadarło z Grupą Młodych Artystów i Literatów, którzy zarejestrowali sobie domenę gmail.pl. Google uważa, że domena należy się im, a GMAIL, uważe, że to ich domena, bo sobie za nią zapłacili i zarejestrowali. Ciekawe, kto wygra to starcie. Tym bardziej, że do zabawy dołączyło więcej uczestników.
No proszę, polskie FBI (CBŚ) jest rozczarowane, że urzędy skarbowe przeprowadziły kontrole u zaledwie 10% wytypowanych do “przetrzepania” 196 najgroźniejszych gangsterów. Nic dziwnego, że się kontrolerom nie pali do konfrontacji z uzbrojonymi i niebezpiecznymi osobnikami, skoro mogą podręczyć uczciwych przedsiębiorców. I przyjemniej, i bezpiecznej, i satysfakcja z pokazania kto rządzi większa. Po co się bandytom narażać, jeszcze w łeb dadzą i w lesie zakopią, no i premii nie z tego nie będzie.
To jest też dowód na to, że rozbrojenie obywateli jest niezbędnym krokiem do ich zniewolenia i fiskalnego wyzysku.
Była to Mera 300. Na niej w 1984 roku uruchomiłem swój pierwszy napisany w BASICU program. I tak to się zaczęło.
















