Człowiek w Nowej Zelandii przeanalizował, jakie konsekwencje i koszty niesie ze sobą dodatkowa, przez nikogo nie pożądana funkcjonalność Windows Vista związana z zapewnieniem bezpieczeństwem komercyjnej treści w wysokiej rozdzielczości (HD). Dlatego niepożądana, gdyż żaden użytkownik Visty nie chciałby z własnej woli zapłacić za cały wysiłek włożony w zapewnienie, że cenne hollywodzkie filmy nie staną się łupem domowych piratów. Microsoft odpowiedział na zarzuty, że niby jest świetnie, a to wszystko to dla naszego dobra i powinniśmy się cieszyć. Nowozelandczyk nie jest przekonany i pozwolił sobie skomentować, wytykając MS nieścisłości i brak zdecydowania, jak to naprawdę jest.
Koncepcja własności intelektualnej to taki twór, który poddany odrobinę głębszej analizie ukazuje jedynie jaka to nadymana i nie trzymająca się kupy konstrukcja. Można poczytać “Anarchizm triumfujący: wolne oprogramowanie i śmierć praw autorskich” czy też “Przeciw własności intelektualnej“, które to teksty dostarczają wystarczająco dużo solidnych argumentów przeciwko IP.
Ale i samo życie też nierzadko obnaża słabości pomysłu na wyłączne posiadanie idei. Pisałem już o prawach autorskich ograniczających możliwość fotografowania w miejscach publicznych czy koncepcji zawłaszczenia wizerunku wieży Eifella.
Dziś czas na kolejny absurd. Pewien artysta “stworzył” monument, który jest niczym innym, jak kopią pewnego, niegdyś powszechnie stosowanego przedmiotu, czyli “gumki” do wymazywania tekstów z maszyny do pisania. Artysta wystawił “dzieło” na widok publiczny, po czym zakazał go fotografować (jako “właściciel” powinien ostatecznie mieć do tego prawo). Kreacja polegająca na skopiowaniu istniejącego przedmiotu to coś zupełnie okay, ale kreacja polegająca na skopiowaniu wizerunku pomnika na błonę fotograficzną czy do pamięci aparatu cyfrowego już nie jest dozwolonym działaniem? Kopia kopii nie równa, wiadomo.
Skoro zwróciłem uwagę na dokument dotyczący spodziewanych kosztów systemów zabezpieczeń treści w Windows Vista, to wypada też zwrócić uwagę na komentarz drugiej strony, czyli Microsoftu - “Windows Vista Content Protection - Twenty Questions (and Answers)”.
Proszę, proszę. Piraci szaleją, filmowcy rozdzierają szaty, jak to są niby “okradani” przez ludzi wykorzystujących internet (a więc sieć komputerową) zgodnie z jej przeznaczeniem, Policja obiecuje kratki dla każdego, kto ma nielegalne filmy, muzykę i programu, a tu niespodzianka: polskie kina zanotowały rekordowy rok! Niby jest źle, bo ludzie “kradną”, to jednak ktoś ten rekord wykręcił. Jak widać, problem tkwi w ofercie, a nie w biadoleniu, że klienci to “złodzieje”, a filmowcy ofiary. Dobre filmy, dobre kina i wtedy nawet bittorrent nie straszny.
Zaliczyłem właśnie kolejną przeprowadzkę hostingową i przydał się mi mój własny opis tego procesu. Zobaczymy, może w nowym miejscu będzie lepiej. Stare było w porzo, ale wolno działało i od kilku miesięcy nie działały statystyki, więc trzeba było ruszyć w dalszą drogę.
Teraz może będzie lepiej - z pewnością szybszy i sprawniejszy serwer, ulokowany w Polsce. Ale nie wszystko jest dobrze, bo na razie nie mam poczty, bo coś jest sknocone. Support na razie milczy, co jest niezbyt fajne, ale co z tego, że poprzedni support odpowiadał błyskawicznie, skoro był nieskuteczny.
Jak się wreszcie to wszystko uspokoi, może zabiorę się znów za pisanie.
Jak ktoś ma ochotę na piracenie płyt winylowych, to jest i na to sposób. Całkowicie analogowy - plastik na plastik.


















