Noworoczne podwyżki

Przez ostatnie tygodnie roku rozliczne środki masowego przekazu „życzliwie” powiadamiały nas o czekających nas w nadchodzącym roku podwyżkach. Dzielni dziennikarze śledczy wydawali się radować z możliwości przelicytowania konkurencji w przypominaniu nam, za co tam zapłacimy więcej. Do tego, owszem, pojawiała się informacja dlaczego dana cena wzrośnie, ale jakaś taka wyprana z prawdziwego znaczenia. A przynajmniej nie zachęcająca dziennikarza do głębszej refleksji i podzielenia się z nami – w tej kwestii prasa zachowuje zadziwiającą polityczną neutralność, z czym już jest znacznie gorzej w innych tematach. Po prostu podwyżką są, bo… tak zapisano w ustawie, bo dostosowujemy, bo coś z tym guście.

Żaden z wrażliwych społecznie dziennikarzy TVN, w charakterystyczny dla tej stacji alarmistyczny sposób nie rozdzierał szat krzycząc, że po prostu chcą nas okraść! Redaktor Wrona nie ustawił barierek i migających świateł, aby porozmawiać ze wzburzonymi mieszkańcami jakiegoś miasteczka na temat nieszczęścia, które, jak co roku, znów nam się przytrafia. Rzekome dziecko posła Łyżwińskiego to sensacja na cały kraj przez parę dni, a masowa kradzież, która rozpocznie się w Nowy Rok, to rzecz warta wzmianki w stylu „a macie, frajerzy jeżdżący samochodami i palący papierosy, dobrze wam tak”.

Bo jakoś nie zauważyłem dobitnego uzmysławiania czytelnikom faktu, że większość planowanych podwyżek to nie rezultat jakichś tam rynkowych wahań cen, ale zaplanowany i ustawowo usankcjonowany rabunek. To nie jest coś na kształt nieprzewidywalnych zjawisk pogodowych, ale przejaw rozbuchanego fiskalizmu naszego państwa. Każdy podatek to rabunek, a podatki nakładane w takiej ilości i formie, to rabunek szczególnie zuchwały, który, co dziwi, nie stał się tematem programu „Pod napięciem”. Bo tych podwyżek wcale nie musiałoby być.

Kiedyś podwyżki zwiastowały rozruchy w wielu miastach, strajki i zmiany ekipy rządzącej. Dziś nikt nie protestuje. Widać demokracja to jakaś mentalna kastracja. Nowoczesny, europejski socjalizm ubrany w demokratyczne szaty, sterowany przez ludzi służb specjalnych, działa znacznie lepiej niż brom na poborowych. Co gorsza, obawiam się, że jest to działanie nieodwracalne. Nieprzyjemna refleksja w Boże Narodzenie.


Komentarze (6)
Gravatar

Za cos trzeba sfinansowac przedwyborcze socjalobietnice, a z podatkow najlatwiej. Co madrzejsi juz biora swoje zabawki i ida do innej piaskownicy czego przykladem jest Johnny Hallyday. Chyba jedynym sposobem na to jest “glosowanie nogami”.


Gravatar

Ale ludzie właśnie traktują “podwyżki” jako coś takiego jak burze i deszcze, po prostu się zdażają….wystarczy wdać się w rozmowę przy świątecznym stole i od razu wychodzi że nawet “wykształciuchy” nie mają pojęcia co jest czym w państwie.. rejon całkowicie “ubi leones” , sprowadzony do “głosujemy na PO bo Tusk jest przystojniejszy”.


Gravatar

Moze nludzie ie protestują i nie wychodzą na ulice dlatego ze ludziom w ostatnim roku zyje sie po prostu lepiej niz w latach poprzednich? Moze dlatego ze ludzie widzą rząd który dba o ich interesy a 5% podwyzki są tak minimalne w porównaniu z tymi z lat poprzednich ze nie robia na nich wrazenia.


Gravatar

Co do tych dziennikarzy to ciekawe czy tacy durni, czy…


Gravatar

Cytat z ww. artykułu o Hallydayu: “Segolene Royal, jego socjalistyczna rywalka w wyścigu po prezydenturę, widzi natomiast problem w braku “narodowej solidarności” ze strony Hallydaya i innych bogatych Francuzów.”

Hihihi, jak ja lubię takie panie w polityce. :D Dzięki nim z czystym sumieniem mogę mówić, że socjalistki to kretynki.


Gravatar

Podwyzki to rowniez poparcie ekspansji wojennej w Iraku i Afganistanie, niedlugo tez w Libanie, Iranie i Syrii. Polska ciaz sie zbroji, nie tak dawno podpisalismy kontrakt na F-16, a wiadomo biurokracja tez chce jesc.


Dodaj swój komentarz

* - pola wymagane. Adres e-mail nie będzie upubliczniony.