Od paru dni po rozmaitych serwisach krąży niezmiernie ciekawy dokument pt. “A Cost Analysis of Windows Vista Content Protection“, czyli analiza kosztowa systemu zabezpieczeń w Windows Vista. Chodzi oczywiście o zabezpieczenia “contentu” (po polsku “treści”), czyli tego, co będziemy za pomocą systemu oglądać i słuchać, a co swój początek bierze w organizacjach zrzeszonych w MPAA, RIAA i temu podobnych. Inaczej mówiąc, chodzi o cyfrowy obraz i dźwięk w wysokiej rozdzielczości.
Przyznam szczerze, że jest to lektura dość zatrważająca. Koszty związane z zabezpieczeniami od strony sprzętu, konieczność dostosowania sterowników do tychże zabezpieczeń, obniżona funkcjonalność (pogorszenie jakości dźwięku i obrazu), gdy przechodzić będzie on tory przesyłowe uznawane za “niezabezpieczone”, zdalne wyłączanie sterowników, które zostaną uznane za “złamane”, sekretność specyfikacji eliminująca rozwiązania alternatywne (szczególnie Free and Open Source), zwiększone zużycie procesora na operacje związane jedynie z zapewnieniem “bezpieczeństwa” obrazu i dźwięku, to wszystko nie brzmi dobrze. Szczególnie nieciekawe jest możliwość zdalnego wyłączania sterowników, która będzie czyniła z naszego sprzętu kupę bezużytecznego złomu.
To wszystko, oczywiście, aby zapewnić dobry sen przedstawicielom karteli medialnych. Bo oni wciąż są przekonani, że mogą zapanować na strumieniami bitów. Polecam lekturę całego tekstu, bo jest niezmiernie ciekawy.
Uaktualnienie: Rozmowa z twórcą tego dokumentu.
Przez ostatnie tygodnie roku rozliczne środki masowego przekazu „życzliwie” powiadamiały nas o czekających nas w nadchodzącym roku podwyżkach. Dzielni dziennikarze śledczy wydawali się radować z możliwości przelicytowania konkurencji w przypominaniu nam, za co tam zapłacimy więcej. Do tego, owszem, pojawiała się informacja dlaczego dana cena wzrośnie, ale jakaś taka wyprana z prawdziwego znaczenia. A przynajmniej nie zachęcająca dziennikarza do głębszej refleksji i podzielenia się z nami – w tej kwestii prasa zachowuje zadziwiającą polityczną neutralność, z czym już jest znacznie gorzej w innych tematach. Po prostu podwyżką są, bo… tak zapisano w ustawie, bo dostosowujemy, bo coś z tym guście.
Żaden z wrażliwych społecznie dziennikarzy TVN, w charakterystyczny dla tej stacji alarmistyczny sposób nie rozdzierał szat krzycząc, że po prostu chcą nas okraść! Redaktor Wrona nie ustawił barierek i migających świateł, aby porozmawiać ze wzburzonymi mieszkańcami jakiegoś miasteczka na temat nieszczęścia, które, jak co roku, znów nam się przytrafia. Rzekome dziecko posła Łyżwińskiego to sensacja na cały kraj przez parę dni, a masowa kradzież, która rozpocznie się w Nowy Rok, to rzecz warta wzmianki w stylu „a macie, frajerzy jeżdżący samochodami i palący papierosy, dobrze wam tak”.
Bo jakoś nie zauważyłem dobitnego uzmysławiania czytelnikom faktu, że większość planowanych podwyżek to nie rezultat jakichś tam rynkowych wahań cen, ale zaplanowany i ustawowo usankcjonowany rabunek. To nie jest coś na kształt nieprzewidywalnych zjawisk pogodowych, ale przejaw rozbuchanego fiskalizmu naszego państwa. Każdy podatek to rabunek, a podatki nakładane w takiej ilości i formie, to rabunek szczególnie zuchwały, który, co dziwi, nie stał się tematem programu „Pod napięciem”. Bo tych podwyżek wcale nie musiałoby być.
Kiedyś podwyżki zwiastowały rozruchy w wielu miastach, strajki i zmiany ekipy rządzącej. Dziś nikt nie protestuje. Widać demokracja to jakaś mentalna kastracja. Nowoczesny, europejski socjalizm ubrany w demokratyczne szaty, sterowany przez ludzi służb specjalnych, działa znacznie lepiej niż brom na poborowych. Co gorsza, obawiam się, że jest to działanie nieodwracalne. Nieprzyjemna refleksja w Boże Narodzenie.
Użytkownicy bezprzewodowej sieci oferowanej przez Liveboxa mogą uczynić ją bezpieczniejszą poprzez zmianę systemu zabezpieczeń z WEP na WPA. Jest to dość proste:
- Uruchamiamy w przeglądarce konfigurację Liveboxa.
- Wybieramy zakładkę Sieć bezprzewodowa.
- Zmieniamy Zabezpieczenia z WEP na WPA.
- Naciskamy przycisk Konfiguracja WPA.
- W tejże konfiguracji wpisujemy hasło (minimum 8 znaków, ale zalecane dłuższe) oraz ustawiamy szyfrowanie TKIP.
- Naciskamy przycisk Zastosuj, a następnie zapisuje nową konfigurację Liveboxa. Restart urządzenia nie jest konieczny.
- Teraz otwieramy program konfigurujący adaptera Wi-Fi (w moim wypadku jest to Sagem Wi-Fi 11g USB Adapter LAN Utility).
- Przyciskamy przycisk Config obok ptaszka Security Enabled (który musi być aktywny, zaptaszkowany) - otwiera się kolejne okienko.
- Wybieramy Authentication Mode: WPA-PSK i Encryption Mode: TKIP.
Poniżej, jako Network Key, wprowadzamy to samo hasło, które ustawiliśmy w Liveboxie.
Zatwierdzamy ustawienia i możemy cieszyć się podwyższonym bezpieczeństwem. Podziękowania za powyższą instrukcję dla użytkownika “supernuka”.
Reason Magazine Online zamieścił wywiad z Treyem Parkerem i Mattem Stone - twórcami serialu “South Park”.
Dobra rada Thomasa Jeffersona:
Mocne ciało czyni umysł mocnym. Jeśli chodzi o rodzaj ćwiczeń, polecam pistolet. Będąc łagodnym ćwiczeniem dla ciała, dodaje umysłowi śmiałości, inicjatywy i niezależności. Gry z piłką i inne tego rodzaju są zbyt mocne dla ciała i nie nadają charakteru umysłowi. Niech twój pistolet będzie stałym towarzyszem w spacerach.
Niemcy mają najbardziej chyba restrykcyjne prawo dotyczące gier komputerowych w Europie. W trosce o harmonijny rozwój młodych Niemców, nie wolno tam grać w gry, w których jest sporo przemocy i bluzga czerwona krew. A jak gra jest bardzo brutalna i krwawa, to nie wolno jej tam sprzedawać i już. Dzięki temu Niemcy są krajem pełnym miłujących pokój obywateli i brzydzą się każdą przemocą. Taki przynajmniej jest plan.
Niestety, czarna (bo raczej nie brunatna) owca znajdzie się czasem w tym stadzie i zbruka ów sielankowy obrazek. Ostatnio jakiś 18-latek zaatakował uczniów szkoły średniej raniąc 37 osób, a potem zabijając siebie. Szybkie śledztwo wykazało, że był zapalonym graczem w Counter Strike’a. Wniosek - gracze w gry, w których się strzela to potencjalni seryjni mordercy. I trzeba coś z tym zrobić, wszakże chodzi o dzieci! O dzieci!
Na reakcję nie trzeba było długo czekać - lokalne rządy Bawarii i Dolnej Saksonii zaproponowały wprowadzenia prawa, które proceder produkcji, dystrybucji a nawet użytkowania gier wideo, w których przedstawia się “okrutną przemoc wobec ludzi lub ludzio-podobnych stworzeń”, uczynić występkiem karanym grzywną, albo nawet rokiem odsiadki.
To typowa reakcja nadgorliwych naprawiaczy świata. Dotychczasowa cenzura w tym zakresie okazała się nieskuteczna - co nie jest specjalne dziwne, bo powiązanie przemocy z grami komputerowymi jest na razie dość wątpliwym zjawiskiem - więc trzeba jeszcze większej cenzury i jeszcze większego ograniczenia wolności. Najlepiej powsadzajmy do więzień tych wszystkich degeneratów, którzy spędzają czas na zabawie w strzelanie do ludzi. Tylko oni są przeszkodą w budowie nowego, wspaniałego, niemieckiego świata.
No, a ja sam zaliczam się do tych baronów wideogrowej mafii, która zatruwa mózgi młodych ludzi podsuwając im pełne przemocy gry komputerowe. Pewnie byłbym dość wysoko na liście tych, których trzeba reedukować.
Kiedyś za nieprawidłowe poglądy, szczególnie na najlepszy z możliwych ustrojów, czyli komunizm, lądowało się w szpitalach psychiatrycznych. Dziś za za nieprawidłowe poglądy, choć na inne tematy tabu, też ląduje się w psychiatryku. Poglądy inne, metody te same. To jakby ktoś się łudził, że wolności nam w dziedzinie słowa jakoś mocno przybyło. Cenzury nie ma, ale ABW może odwiedzić i w kaftan wsadzić.
Jakiś czas temu obiegła serwisy informacja, że mój “ulubiony” ZAiKS został ukarany przez Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów karą w wysokości pół miliona za stosowanie praktyk ograniczających konkurencję. Niby się ucieszyłem, ale tak naprawdę, to przecież nie ma się z czego cieszyć. Poniekąd ZAiKS nie jest winien, że prawo skonstruowane jest w ten sposób, że daje praktyczny monopol i olbrzymie pole do nadużyć organizacjom zbiorowego zarządzania prawami autorskimi. Jak bym ja takie możliwości dostał, pewnie bym z nich korzystał i golił towarzystwo ile wlezie. Przecież w tej zabawie tak naprawdę nie chodzi o jakichś tam autorów i kompozytorów, ale o pieniądze, z których można skroić różnych fryzjerów, co ZAiKS skwapliwie czyni, i którego prawa mocno broni. Dziwnym nie jest, że zacytuję Etombeda z Wilaq.
Ciekawe, że jeszcze nie ma wielkiej dyskusji legislacyjnej, czy organizacje zbiorowego łupienia czasem nie powinny zabrać się za dentystów czy właścicieli innych poczekalni, gdzie wykłada się różne czasopisma do wglądu przez oczekujących klientów. Jako żywo mamy tutaj do czynienia z czerpaniem pośrednich korzyści majątkowych z dzieł objętych praw autorskim. Jak można łupić fryzjera za radio w lokalu, można też i dentystę za gazetę.
A pół miliona ZAiKSu, niestety, nie zrujnuje. Co najwyżej zachęci do jeszcze gorliwszego nachodzenia przez inspektorów zakładów usługowych i potańcówek w poszukiwaniu haraczu, który zapełni dziurę po karze. Gdyby karą była likwidacja tej organizacji, wtedy byłoby się z czego pocieszyć.
Fascynują mnie zegarki. Ze wszystkich gadżetów, którymi się interesuję, zegarki wydają mi się najbardziej przyciągającą rzeczą. W przeciwieństwie do innych elektronicznych bajerów, zegarki nie starzeją się w przeciągu kilku miesięcy. Jeśli istnieje jakiś gadżet, który można nazwać “klasycznym”, to jest zegarek. Gdy tylko mam okazję, zatrzymuję się przed wystawami sklepów z zegarkami i oglądam je, od tych najtańszych, po te droższe. Nigdy nie przestają mnie ciekawić. Czasem o nich coś piszę, szczególnie o tych najbardziej dziwacznych.
Oczywiście miałem w życiu wiele zegarków, począwszy od enerdowskich “cebul” marki Ruhla, które wspominam z rozrzewnieniem, bo teraz robiłby naprawdę niezłe wrażenie, po serię japońskich zegarków Casio (wciąż mam 2), po najlepszy zegarek mojego dotychczasowego życia, czyli szwajcarski Tissot T-Touch, który służy mi obecnie. Nawet posiadając nowy zegarek na ręku, nie przestaję jednak ich oglądać przy każdej okazji, także w internecie.
A w internecie ostatnio zafascynował mnie zegarkowy blog pewnego kolekcjonera zegarków - THE WATCHISMO TIMES. Pisze na im trochę o fantastycznych zegarkach ze swojej kolekcji, ale także o innych, równie ciekawych. Ładne cacka.
















