Kominek przenośny

Pisałem już parę razy o kominkach, to nie pozostaje mi nic innego, jak kontynuować temat.

Tym razem kominek przenośny, który sobie można ustawić zarówno na zewnątrz jak i wewnątrz domu i cieszyć się widokiem otwartego ognia.


No właśnie

Jak zapytuje człowiek na swoim blogu odnosząc się do propagandy studiów filmowych:

Jeśli twórcze idee można posiadać tak, jak obiekty fizyczne, jak meble, czy można kupić je w Ikei? Czy dlatego idee są drogie, bo trzeba płacić za jakieś myślo-materiały do nich, z myślo-hurtowni, płacąc za myślo-obsługę sprzedaży?

Jeśli ludzie muszą być nagradzani za swe twórcze dzieła, a te dzieła to nic innego, jak pomysły, dlaczego nikt nie płaci mi za pomysły, które mam każdego dnia?

No właśnie, dlaczego?


Podatek za potencjalną zdolność

Państwo gnębi nas podatkami, to chyba znany wszystkim fakt. Większość z nich nazywa się, zgodnie z prawdą, podatkami, pozostałe nieskutecznie ukryte są pod innymi nazwami: składki, ubezpieczenia, abonamenty.

Tak, dziś będzie pogadanka o abonamencie, czyli podatku pobieranym o każdego, kto spełnia pewne warunki, a przekazywanym na rzecz konkretnych przedsiębiorstw państwowych, zwanych publicznymi. Chodzi oczywiście o abonament telewizyjny i radiowy oraz o państwową telewizję i radio, bo te niepaństwowe doskonale radzą sobie bez podatkowych dotacji, przynajmniej nie takich ostentacyjnych.

Podatek ten pobierany jest od posiadaczy telewizorów i radioodbiorników (gdybyśmy stosowali przedwojenną pisownię, napisałbym wzorem JKM – radyj). Wbrew dość rozpowszechnionej błędnej opinii, nie płacimy za przywilej oglądania państwowej telewizji i słuchania radia, ale za samo posiadanie owych urządzeń, bez względu na to, co z nimi robimy. To nie jest żadna tam opłata licencyjna za nadawany materiał, ale po prostu haracz na rzecz państwowych przedsiębiorstw medialnych. Telewizja państwowa mogłaby przez 24 godziny na dobę nadawać program, którego nie ogląda nikt poza psem z kulawą nogą (TVP Kultura?), a i tak haracz się należy.

Za tę pieniądze reżimowe masmedia mają wypełniać tzw. misję, czyli nadawać takie programy, których nie chciałoby się nadawać prywatnym nadawcom, a niezbędnych do prawidłowego kulturalnego rozwoju narodu. A właściwie chyba kulawych psów, bo naród woli sam decydować, co oglądać. Nie wiem, jak dorosły i poważny człowiek może się na tę gadkę o „misji” nabierać? Przecież wiadomo, że chodzi o dodatkową kasę, którą można rozdzielić pomiędzy ludzi z układu. Państwowe media przecież niewiele różnią się od prywatnych odpowiedników, przynajmniej jeśli chodzi o treść i konkurowanie na rynku i „misja” jest ostatnią rzeczą, o jaką się tu rozchodzi.

Oczywiście media państwowe i prywatne różnią się efektywnością – wystarczy porównać zatrudnienie w stacjach prywatnych i państwowych, aby wiedzieć, że osiągane wyniki w stosunku do rozmiarów ekipy tych drugich (7801 etatów państwowych mediach w 2005 roku), nie są aż tak rewelacyjne.

Jak to już z podatkami bywa, dobrowolnie się ich nie płaci. A jak się da, to i tych przymusowych się unika. Można próbować robić to legalnie, jak kogoś dręczy sumienie (ja tam uważam, że unikanie podatków to nie jest grzech, nawet lekki) – czyli wystarczy nie posiadać telewizora, czy radia, a używać do oglądania telewizji i słuchania radia komputera, który chyba nie spełnia definicji odbiornika, a przynajmniej na pierwszy rzut oka stosownego inspektora na takowy wyglądać nie będzie. Można też kwestię legalności po prostu mieć w nosie i podatku nie płacić – to rozwiązanie wybiera znacząca większość, gdyż abonament opłaca jedynie 36% zobowiązanych.

Nic dziwnego, że pijawki żyjące w przekonaniu, że obywatele są do łupienia, nie są zadowolone z takowego rozwoju sytuacji. Co jakiś czas wraca temat zaciśnięcia pętli i złapania w sidła większej grupy. Ostatnio padł pomysł, aby każde gospodarstwo podłączone do prądu płaciło takowy podatek – domniemywać się będzie, że skoro ktoś ma prąd, pewnie zużywa go na telewizję i radio. Na razie nie przeszło, ale należy liczyć się z tym, że pomysł niechybnie wróci i pewnie w jakiejś zbliżonej formie zostanie wdrożony. Wszakże jesteśmy po to, aby nas golić.

To jeden z pomysłów, ale są także inne. Niemcy właśnie postanowili rozszerzyć pojęcie odbiorników o komputery i telefony komórkowe, które zdolne są odbierać audycje radiowe i telewizyjne poprzez internet. I tak troszkę ponad 5 eurosów na miech zasili tamtejsze telewizje także z takowych miejsc, w których nie ma telewizorów, a są za to komputery i komórki. Zawsze to coś. No i oczywiście tam także nie ma znaczenia, że urządzenia te nie służą do odbioru radia czy telewizji. Ale przecież potencjalnie są to tego zdolne i to wystarczy.


Kładka widokowa

To robi wrażenie. Szklana kładka widokowa nad Wielkim Kanionem Kolorado. 1200 metrów przestrzeni pod stopami.


Miliard dolarów za ziele

W tym artykule na LewRockwell.com można znaleźć bardzo ciekawe wyliczenie. Otóż amerykańscy podatnicy wydają rocznie miliard zielonych na utrzymanie osadzonych w więzieniach za “zbrodnię” posiadania/używania/sprzedaży zioła, czyli marihuany. W 2005 roku amerykańska policja aresztowała 786545 osób w związku z maryśką, z czego 696074 (88%) oskarżono jedynie o “posiadania”, a resztę o “handel/produkcję”. To całkiem niezłe zagony luda, nieprawdaż? Mimo takiej skuteczności, używanie marihuany nie zmieniło się, więc żaden to sukces. Z drugiej strony, kto się spodziewa, że wojna z narkotykami odniesie kiedyś jakieś znaczące zwycięstwo?


Urząd Ochrony Wolności

Etatyści to ludzie paradoksów. Psują dobrze działające mechanizmy, oczywiście pod pretekstem „udoskonalania” ich i są niezmiernie zdziwieni, że efekty realne są inne od oczekiwanych. A skoro udoskonalony mechanizm nie działa należycie, to tworzy się specjalny urząd, który go „naprawia”. Niestety, taki urząd zazwyczaj leczy objawy, a nie skutki, więc kuracja nie przynosi rezultatów i pacjent ma się coraz gorzej.

Jasne jest, że nie istnieje obecnie wolny rynek. Rynek jest regulowany taką masą praw, że powoli przestaje działać większość jego mechanizmów, w tym konkurencja, za którą idzie troska o konsumenta. A skoro konkurencja ma się źle i konsument dostaje w skórę, to trzeba to naprawić, najlepiej poprzez urząd. No w efekcie mamy Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów.

Urząd ten patrzy na rynek i ocenia, czy jacyś rynkowi gracze nie szkodzą konkurencji i konsumentom. A skoro mamy uregulowany rynek, to nic dziwnego, że zalęgło się na nim trochę podmiotów, które konkurencję i konsumentów mają za nic. Bo regulowany rynek doskonale służy tym, którzy na nim dobrze się okopali i nauczyli się dobrze w ramach regulacji funkcjonować. A regulacje głównie ograniczają dostęp nowych podmiotów, obniżając konkurencję – stare firmy już mają najgorsze za sobą.

Telekomunikacja Polska, to ulubiony chłopiec do bicia UOKiK Urzędu Komunikacji Elektronicznej, czyli specjalnego urzędu to regulowania komunikacji elektronicznejm’ jak nazwa wskazuje. To, że TP ma za nic konkurencję i konsumentów, wie każdy, kto jest klientem tej firmy, a jest to efektem parasola ochronnego rozpinanego prze całe lata nad naszym „narodowym” (obecnie należącym głównie do francuskiego państwa) telekomem. TP dobrze się na naszym rynku ma, nie jest specjalnie nękana konkurencją, ma stały dopływ kasy od klientów, którzy i tak nie mają wyboru. No to TP zachowuje się tak, jak powinna, czyli w pełni korzysta ze swojej dominującej (a w wielu przypadkach, monopolistycznej) pozycji.

UOKiK UKE coś nie lubi TP, szczególnie ostatnio. Nęka wciąż molocha, domagając się konsultacji w sprawie cenników i ofert, coraz to częściej nakładając kary za to, czy tamto. TP skutecznie się od tych kar wymiguje, prowadząc wieloletnie sądowe batalie, co jedynie dowodzi marnej skuteczności zarówno państwowego urzędu jak i państwowego sądownictwa.

Ostatnio Urząd przywalił TP karę w wysokości 100 milionów złotych polskich, za to, że zmusza klientów usługi Neostrada do korzystania z usług telefonicznych TP. Niby powinienem się cieszyć, bo ktoś nareszcie stanął w mojej obronie (jestem klientem TP i Neostrady). Patrzcie, jacyś urzędnicy walczą w moim imieniu!

Ale jakoś się nie cieszę. Nawet jeśli dojdzie kiedyś do zapłaty tej kary, co jest wątpliwe znając skuteczność TP w unikaniu nałożonych kar, to owe 100 mln TP zapłaci z pieniędzy, które w tym samym czasie odbierze swoim klientom. To nie prezesi TP czy France Telecom odejmą sobie od ust, ale miliony klientów TP. Ci sami, w imieniu których działa UOKiK UKE. To ja już im dziękuję za troskę. Wolałbym, aby o moje interesy upominał się rynek, z jego niewidzialną ręką.

Myślę, że w idealnym, zupełnie uregulowanym etatystycznym świecie, gdzie każde nasze działanie będzie w pełni sterowane i kontrolowane, będzie specjalny Urząd Ochrony Wolności, który zadba, aby nasza wolność nie była zagrożona. Ba, może doczekamy się Urzędu Ochrony Anarchii?


Jedenaste - nie kopiuj

Jedenaste - nie kopiuj

Powyższy żart rysunkowy zamieszczam dzięki uprzejmości miesięcznika satyryczno-kulturalno-konserwatywno-liberalnego “Traktorzysta Pszczyński”.


Konkurent Sony Readera?

Sony Reader wciąż nie ujrzał światła dziennego, podobno z powodu olbrzymiego popytu i na razie funkcjonuje w systemie zapisów. Tymczasem Chińczycy nie próżnują i wymyślają swoje produkty konkurencyjne. Jednym z nich jest STAReBOOK STK-101 e-reader - ekranik typu e-ink o rozdzielczości 800×600, 4 odcienie szarości, slot na kartę SD, odtwarza MP3 i działa na Linuxie. Choćby z tego ostatniego powodu jest to ciekawszy produkt niż model Sony.

Dla ciekawych zestawienie innych modeli tego segmentu.


Ograniczenia w reinstalacji Visty

Nowa umowa licencyjna wersji detalicznej Windows Vista wprowadza bardzo ostre ograniczenie w zakresie reinstalacji systemu czy przenoszenia licencji na osoby trzecie. W skrócie - można będzie zrobić to tylko raz.


PayPal - pełna funkcjonalność

Od dziś PayPal oferuje klientom z Polski pełną funkcjonalność - nie tylko możemy przekazywać pieniądze za granicę (np. płacąc za aukcje na eBay’u), ale także otrzymywać pieniądze od użytkowników serwisu w Polsce i za granicą. Otwiera to całkiem nowe możliwości zarówno w handlu internetowym, ale także w systemie internetowych płatności. Nareszcie się doczekaliśmy. Serwis został spolszczony, zaistniała w nim nasza mocna waluta, no i możemy wypłacać kasę na swoje konto bankowe.

Natychmiast skorzystałem z nowych możliwości i wstawiłem stosowny przycisk na swoją stronę. Teraz każdy będzie mógł wesprzeć działalność strony Miasik.net, jeśli uzna, że jest tego warta. Prosto i przyjemnie.

Przycisk jest, ale coś na razie nie działa, a system raportuje “przejściowe problemy” w rozlicznych językach.


Wcześniejsze wpisy »