Zamienię spinacz na dom

Tak postanowił pewien koleś i udało mu się. Oczywiście nie bezpośrednio, ale poprzez ciąg zamian.


Technika dała, technika zabierze

Cory Doctorow, pisarz sf i copyfighter w magazynie Locus ciekawie pisze o wpływie techniki na autorów i twórców. Warto poczytać.

Szczególnie słuszne jest jego spostrzeżenie, że te profity, którymi obecnie cieszą się twórcy, są rezultatem przemian technicznych, które po prostu je umożliwiły. To nie koncepcja praw autorskich czy „własności” intelektualnej pozwoliła pisarzom czy muzykom gromadzić milionowe fortuny, ale wynalazek druku czy produkcji płyt (winylowych a potem CD). Dzięki tym technikom twórcy ci mogli przestać opierać się na mecenasach czy swoich występach, a zacząć zarabiać na rozproszonych po całym świecie odbiorcach. Jednocześnie dając zarobić całym tabunom pośredników, którzy są obecnie najbardziej zainteresowani utrzymywaniem obecnego systemu.

Ta sama technika powoduje teraz, że nowe metody dystrybucji dzieł czynią poprzednie zupełnie niepotrzebnymi. Co technika dała kiedyś, teraz odbiera. Czas zaadaptować się do nieuchronnych przemian – nie da się cofnąć zegara historii. Zwolennicy zignorowania przemian technicznych naprawdę są naiwni – wkrótce technika pozwoli nam na zgromadzenie całej muzyki jaką wytworzyła ludzkość w pamięci kieszonkowego urządzenia – a oni wciąż chcą, abyśmy składowali ją na 12 centymetrowych plastikowych krążkach w porcjach po 70 minut. Czas sobie uświadomić, że może właśnie kończy się ten krótki okres w historii, gdy można było zarabiać na książkach czy płytach. Nigdzie nie jest powiedziane, że tak już ma być zawsze.


Blokowiska

Świetna galeria niesamowitych zdjęć blokowisk Hong Kongu. Widząc kierunku rozwoju budownictwa mieszkaniowego stolicy, zdaje się, że i nas to kiedyś czeka. Ciekawe, czy będzie tak samo egzotycznie?


Raport o funkcjonowaniu wymiaru sprawiedliwości

Centrum im. Adama Smitha opublikowało dziś „Raport o funkcjonowaniu wymiaru sprawiedliwości” (PDF). Trochę mnie rozczarował, gdyż jest to raczej zbiór danych statystycznych, które trzeba przeanalizować, aby coś się dowiedzieć. Ale ciekawostką jest, szczególnie nawiązującą do mojego wczorajszego wpisu, jak oceniono skuteczność policji w zakresie wykrywalności przestępstw.

W ramach badania dokonano ustalenia swoistego rankingu 10 najpowszechniej występujących przestępstw. Są to: kradzież z włamaniem, kradzież, oszustwo, rozbój, znęcania się, groźba karalna, przywłaszczenia, uszkodzenia ciała, rozstrój zdrowia, bójka i pobicie, zabór pojazdów. Przestępstwa te stanowią aż 57,45% ogółu zarejestrowanych przestępstw w 2004 r. W roku 2000 było to 68,22%. Stan efektywności ich rozpatrywania wyniósł 19,8% w 2004 r.

Raport uświadamia nam, jakie priorytety ma policja:

Najwyższą efektywność odnotowano w przypadku przestępstw przeciwko funkcjonariuszom publicznym (głównie policja). Należą do nich: naruszenie nietykalności funkcjonariusza – w 2000 r. 89%, a w 2004 r. 90%, znieważenie funkcjonariusza – w 2000 r. 88%, a w 2004 r. 89% i czynna napaść na funkcjonariusza 85% w 2000 r., a w 2004 r. na trzecim miejscu jest naruszenie nietykalności – 82%.

Natomiast efektywność w grupie przestępstw, które obywatele uznają za najbardziej uciążliwe jest diametrialnie odmienna:

Najniższą efektywność odnotowano w przypadku ujawnionych przestępstw kradzieży z włamaniem – 9,4% w 2000 r., a w 2004 r. 8,3%, zaboru pojazdu – 9,5% w 2000 r., a w 2004 r. 9,3% i kradzieży – 14% w 2000 r., a w 2004 r. 15%.


Aby się więcej nie wstydzić

Jeśli by się pokusić na małą sondę przeprowadzoną wśród mniej lub bardziej reprezentatywnej grupki obywateli naszego pięknego kraju, a dotyczącej zadowolenia owych obywateli z wypełniania przez państwo zagarniętych na siebie obowiązków, łatwo przewidzieć, jakie byłby rezultaty. Bo czy nasi obywatele zadowoleni się z tego, jak państwo wypełnia swoje podstawowe funkcje, czyli powiedzmy bezpieczeństwo wewnętrzne, zewnętrzne i wymiar sprawiedliwości?

Jeśli chodzi o bezpieczeństwo zewnętrzne, to chyba niewielu z nas ma nadzieję, że Wojsko Polskie jest w stanie dać odpór jakiejkolwiek poważniejszej armii inwazyjnej, choćby niemieckiej, czy rosyjskiej? Wciąż mentalnie tkwiące we wzorcach LWP, upierające przy przymusowym poborze, na którego negatywną selekcję załapują się jedynie ci, którym nie udało się od niego wywinąć. Nie pomogą ani F16, ani nowe transportery, skoro wciąż dla każdego młodego człowieka istotnym hasłem jest „lepiej mieć stosunek z jeżem niźli rok być żołnierzem” (czy ile tam trwa obecnie zasadnicze niewolnictwo wojskowe, zwane dla kamuflażu „służbą” i „zaszczytnym obowiązkiem”).

Co do bezpieczeństwa wewnętrznego, nie wydaje mi się, aby obywatele mieli powody do zadowolenia. Policja co rusz daje pokazy nieudolności i niezdecydowania, szczególnie w sytuacjach, gdy mamy do czynienie z taką pospolitą przestępczością typu drobna kradzież czy napady. Dobrym przykładem była kuriozalna sytuacja, gdy obywatele doprowadzają złapanego na gorącym uczynku złodzieja pod siedzibę głównej komendy Policji, a tamtejsi funkcjonariusze są zupełnie bezradni i nie wiedzą, co zrobić. Ale czego wymagać od państwowych urzędników? Są przeważnie nieużyteczni w walce z przestępczością, która dotyka na co dzień wielu z nas, ale mężnie i z wielką pompą walczą z mafią, narkotykami i korupcją. Ale jak ktoś ukradnie nam rower czy komórkę, to nie ma na kogo liczyć. No i nie możemy liczyć też na siebie, bo zostaliśmy skutecznie rozbrojeni.

O wymiarze sprawiedliwości nie warto nawet pisać. Oczekiwanie latami na decyzję sądu już nawet nie jest śmieszne, bo jest po prostu straszne. Lepiej modlić się, aby nie musieć korzystać z usług sądów. No ale czego wymagać od urzędników państwowych, którzy skutecznie odcięli się od konkurencji i na dodatek mają świadomość pełnej bezkarności. Czy jest choć jeden obywatel zadowolony z naszego wymiaru sprawiedliwości? Jeśli tak, trzeba go jak najszybciej psychiatrycznie przeleczyć.

Tyle o minarchistycznych funkcjach państwa. Niestety Rzeczypospolita nie jest państwem minarchistycznym, ale nowoczesnym etatystycznym państwem demokratycznego socjalizmu. A to oznacza, że państwo przejęło na siebie i planuje przejąć jeszcze bardzo wiele funkcji.

Państwo zapewnia swoim obywatelom bezpłatną służbę zdrowia. Nie jest ona oczywiście bezpłatna, bo przecież musimy za nią płacić, często nawet dwukrotnie – w składce ubezpieczeniowej i bezpośrednio u lekarza. A jak się skusimy na skorzystanie z usług sektora państwowego, to szybko poznajemy jego uroki – oczekiwanie, niedostępność, konieczność „posmarowania”. I wciąż za mało pieniędzy przeznaczamy na służbę zdrowia. Obawiam się, że nawet gdybyśmy przeznaczyli na nią cały PKB, to i tak nie byłoby tej kasy wystarczająco wiele. No i nikt nie jest zadowolony, ani lekarze, ani też pacjenci.

Państwo buduje drogi. Jakie one są, każdy przecież wie, szkoda o tym pisać.

Państwo wciąż organizuje transport. Mamy Polskie Koleje Państwowe. I na początku XXI wieku zastanawiam się, po co?

Państwo walczy z bezrobociem. I jaki mamy rezultat? Choć w jednej dziedzinie jesteśmy w światowej czołówce.

Państwo zajmuje się pewnie jeszcze tysiącem innych rzeczy, których szkoda tutaj nawet wymieniać. Nawet jeśli nie zajmuje się nimi bezpośrednio, to je „reguluje”. A to oznacza, że psuje normalne mechanizmy rynkowe, które powinny sterować tymi rzeczami. Oczywiście wszystko w trosce o obywateli, bo przecież nie można zostawić wszystkiego niewidzialnej ręce rynku. A jak jest niewidzialna, to trudno się z nią „współpracuje”, a przecież nie o to chodzi, aby wszystkim było lepiej, ale o wybrane grono etatystów, które na tych wszystkich regulacjach chce ukręcić swoje lody.

Do czego prowadzi ten przydługi wstęp? Ano do tego, że pomimo pewnej generalizacji, której ponoć lepiej unikać, można śmiało powiedzieć, że czego państwo się nie czepi, to spieprzy. I potem trzeba to łatać i podpierać jakimiś Wielkimi Orkiestrami. Co gorsza większość z nas widzi to na własne oczy i zauważa, że jest źle.

Niemniej jednak, zawsze gdy pojawia się problem, rzesze obywateli domagają się, aby taką czy inną sprawą bezpośrednio zajęło się państwo, czy ją chociaż „uregulowało”. Ochoczo głosują na lewe i prawe partie, które obiecują, że zajmą się tym czy tamtym, że jakiś problem rozwiążą, byle tylko dać im władzę. Że napiszą i uchwalą prawo, które wszystko ureguluje i rozwiąże. Bo to najlepsza metoda – według nich problemów nie rozwiązują zainteresowani, ale problemy rozwiązuje się jedynie wtedy, gdy państwo czy jakaś komisja się nimi zajmie.

Jest problem z korupcją, powoła się państwowy urząd do walki z korupcją. Nie ma autostrad? Państwo je nam wszystkim pobuduje. Za mało miejsc pracy? Państwo coś zorganizuje. Nie ma mieszkań, czy są za drogie? Państwo je pobuduje w jakimś „narodowym programie budownictwa mieszkaniowego”. Nie kupują ludziska drogich, nowych samochodów? Uchwali się jakiś nowy ekologiczny podatek, który pozbawi obywateli możliwości posiadania zarówno starego, jak i nowego auta. Dzieci nie mają podręczników? Wprowadzi się ceny urzędowe na podręczniki. Przykłady można mnożyć, ale po co? Wystarczy śledzić codzienne wiadomości.

Ludzie, dlaczego jesteście takimi kretynami? Mają Anglosasi takie powiedzenie: „fool me once, shame on you, fool me twice, shame on me”. Oznacza ono, że jak ktoś nas raz oszuka, nie musimy się wstydzić, niech wstydzi się oszust. Ale jak oszuka ktoś nas ponownie, to wstydzić musimy się my. W dziedzinie powierzania państwu coraz większych uprawnień, powinniśmy mieć ze wstydu czerwone wszystko, od czubka głowy, po palce u stóp, gdyż tak dajemy się dymać etatystom. Bądźmy konsekwentni, jak widzimy, że państwo nie daje rady, nie dajmy się więcej nabierać. Jeśli nie wierzycie tym, którzy mówią, że państwo jest zawsze gorsze od prywaciarza, zaufajcie swoim własnym obserwacjom. A wtedy wniosek musi być tylko jeden. Państwo na śmietnik.


Rozmaite halo

Kiedyś sfotografowałem ładne halo, a teraz natrafiłem na stronę, która opisuje całą gamę optycznych zjawisk atmosferycznych, w tym właśnie rozmaite halo pochodzące od słońca.


« Późniejsze wpisy

  • RSS
  • Twitter
  • Soup.io
  • Facebook
  • LinkedIn
  • Picasa
  • Flickr
  • Vimeo