BSA opublikowało kolejny coroczny raport o piractwie komputerowym, czyli kolejny zestaw zmyślonych liczb, którzy jest niczym innym jak materiałem propagandowym mającym na celu sprawienie wrażenia, że jest źle i coś trzeba z tym zrobić. Gdzieś tam się poprawiło, gdzieś pogorszyło, ale oczywiście w sumie jest gorzej, bo “straty” wyniosły aż 34 miliardy dolców. Jak pisze Ars Technica, cały ten raport nie jest wart funta kłaków, jeśli chodzi o zawartość merytoryczną, bo propagandowo pewnie warty jest każdego dolara. BSA wynajmuje firmę, która robi takie obliczenia: dowiaduje się ile sprzedano oprogramowania i liczy sumę wpływów z tego tytułu; następnie dowiaduje się ile sprzedano sprzętu komputerowego, którą to ilość mnoży przez średnią liczbę programów i ich koszt; porównuje obie liczby: sprzedane oprogramowanie z zainstalowanym i dostaje współczynnik piractwa. Tenże współczynnik BSA używa do obliczenia “strat” - według nich jest koszt nadwyżki oprogramowania “zainstalowanego” nad sprzedanym. I stąd takie straty.
Oczywiście te metody szacowania są bardzo naciągane - to jedynie spekulacje. Na dodatek już samo BSA nadużywa tych szacowanych danych licząc każdą sztukę pirackiego oprogramowania jako straconą sprzedaż, co nie jest oczywiście prawdą. Firma, która dokonała szacunków ocenia faktyczne straty na co najmniej 10 razy mniejsze. Ale 3 milardy nie brzmi już tak alarmująco jak 30, no nie?
















Znając życie pewnie ludzi używających otwartych zamienników jast wliczana w piratów. skoro sprzedano X komputerów a licencje np. na MSOffice kupiło Y klientów X-Y da liczbę “piratów”. Ciekawe ilu tych “piratów” używa np. OpenOffice ? Chyba że przyjmiemy że pirat=”osoba nie kupująca programów u Microsoftu & s-ki”
z BSA jest jak z Hiszpańską Inkwizycją
[...] Słuchaj stara kobieto! Jesteś oskarżona o potrójną herezję. Dopuściłaś się herezji myślą, słowem, czynem… i działaniem. To poczwórna herezja. Przyznajesz się? [...]
http://www.modrzew.stopklatka.pl/foto15.html
Przyznaj się! Przyznaj!
> Chyba że przyjmiemy że pirat=”osoba nie kupująca programów u Microsoftu & s-ki”
No właśnie tak to wygląda… paranoja poprostu.
Mimo wszystko z nieznanych mi względów aż tak dużo osób nie używa OpenOffica, Gimpa. Wolą photoshopa, worda itd… nie wiem dlaczego, niewiedza, niechęć do nauki, wygoda? pewnie wszystko po trochu, faktem jednak jest iż nie każdy nowy komputer bez softu to pirat, wiele osób pokupowało licencji OEM na dysk twardy czy nawet myszke.
Jaka tam niewiedza, OOorg nie dogaduje się z Wordem w 100% sytuacji. I wali mnie, czy to wina Worda czy OOorg. W firmie nie mogę polegać w 100% na OOorg w temacie wymiany dokumentów.
A szkoda.
Poza tym kilku rzeczy obecnych w Wordzie OOorg nie ma, a bez nich akurat jest dla mnie bezużyteczny. Taki lajf.
Żeby nie było - zwracałem autorom uwagę na to, bez rezultatu, jak dotąd.
A mnie wali w Wordzie to, że nie drukuje do PDFu. Taki przereklamowany produkt, który wyciąga z ludzi pieniądze, rozsyła wiruski i chce wszystko od plików tekstowych po html-owe otwierać i zapisywac w jedynie słusznym formacie. kiedyś tego używałem, ale strasznie sie wywalało na dużych plikach z grafiką. No i koazało się, że OO lepiej obsługuje pliki .doc od oryginału;-) No to se MS darowaałem, łacznie z makrami.